Proszę znawczynie o odpowowiedź czy popełniłam faux pas.
Zostałam zaproszona na spacer i "kawę", taką z płaceniem każdy za siebie. Już wcześniej fajnie nam się rozmawiało, więc chętnie się zgodziłam. Godziny wczesno popołudniowe. Spacer udany, tematów mnóstwo i dobra atmosfera między nami. Restauracja fajna, wysoko oceniana. Po przejrzeniu karty dań stwierdziłam, że mam ochotę na chłodnik, polecany zresztą przez kelnerkę. Zapraszający wziął sałatkę. Do tego napoje. Miałam wrażenie, że trochę sytuacja się zwarzyła, ale jakoś rozmowa nadal się kleiła.
Po spotkaniu dostałam długą wiadomość z podziękowaniem za spotkanie i wyjaśnienie, dlaczego na tym jednym spotkaniu poprzestaniemy
Jestem - zdaniem piszącego - bardzo interesującą osobą, ale mało uważną na innych. Nie liczę się z ich preferencjami. Umówiliśmy się "na kawę" - nie pamiętałam, albo nie chciałam pamiętać. Wybierając, myślałam tylko o sobie, bo skoro ja wzięłam zupę, to on musiał wybrać symetrycznie coś innego niż deser. Jednym słowem powinnam nad sobą popracować.
Naprawdę tak to jest? Biję się z myślami - z jednej strony wydaje mi się to dzieleniem włosa na czworo, ale z drugiej? Naprawdę taki wybór to lekceważenie kogoś?
Przepraszam za dziwny tytuł. Trochę smutno, bo sądziłam, że trafiłam na fajną osobę do relacji - na początek koleżeńskiej.
Z pieskiem wszystko ok