dobrarusiama
02.04.24, 17:19
Pierwszy raz piszę, zaglądałam dotąd.
Całe Święta byłam przybita, nie chciałam rozmawiać o tym, bo nie chciałam psuć atmosfery i robić dramatów z...no właśnie, nie wiem czy to ja przesadzam czy mąż błądzi.
Mój mąż zawsze był człowiekiem otwartym na innych ludzi, towarzyskim, ważne były dla niego relacje ze znajomymi, przyjaciółmi. Zawsze mówił, że nie chce się zamykać jedynie w relacji z najbliższą rodziną.
Jesteśmy razem od 15 lat prawie, jesteśmy trochę po 40, mamy jedno dziecko.
Kilka lat temu przeprowadziliśmy się do innej miejscowości, do nowego domu, co wpłynęło na relacje z dawnymi przyjaciółmi.
Ogółem, mąż twierdzi, że on potrzebuje przyjaźni z kobietą/kobietami. Oczywiście ja jestem najważniejsza, kocha mnie, jestem jego najlepszą przyjaciółką, ale potrzebuje również mieć w swoim życiu bliską koleżankę, żeby rozmawiać o sprawach, którymi nie chce mi zawracać głowy lub aby szukać balansu.
Miał dwie takie przyjaciółki odkąd pamiętam, znałam je i lubiłam, jednak właśnie przez tę przeprowadzkę i przez różne zawirowania-one też wyszły za mąz, urodziły dzieci, te relacje się bardzo rozluźniły. Maż walczył, zabiegał o kontakty, no ale zdecydowanie nie jest to to samo o kiedyś.
Oczywiście, on ma też wielu kumpli facetów, ale jak sam twierdzi, to nie to samo, nie chce z nimi rozmawiac o emocjach np.
Ogladaliśmy chyba w czasie Bożego Narodzenia 'to właśnie miłośc' i jęczał, że chciałby mieć taka wspierającą przyjaźć jak postacie Liama Neesona i Emmy Thompson. Żeby nie zwalać wszystkiego na mnie, nie polegać jedynie na mnie.
Mąż prowadzi własną działalnośc, to zabiera dużo jego czasu, kontakty z klientami czysto biznesowe, nie ma więc możliwości pogadania z koleżankami w biurze np., no nie pracuje w ten sposób.
Maż jest zapalonym biegaczem, uczestniczył we wspólnych biegach ludzi w okolicy przez jakąś grupę na facebooku i tak pozną tę kobietę. Kilka miesięcy temu, ona też dołączyla. Kilka lat starsza od niego, mężatka z dwójka dzieci, jedno już dorosłe prawie. No i mąż jest szczęśliwy, bo w końcu znalazł bratnią duszę, z którą może porozmawiać. Ogólnie przedstawił to w ten sposób, chce żebyśmy się wszyscy poznali i owszem, możemy czasem wychodzić gdzieś wspólnie, ale jemu zalezy, żeby to była jego kolezanka, więc od czasu do czasu będą rozmawiać na massangerze, dzwonić czy spotykać się na kawę. Poznałam ją-i jej męża, to sympatyczni ludzie, ona pracuje w zawodzie, powiedzmy społecznym, widać, że oboje są bardzo otwarci.
Na początku nie przeszkadzało mi to, tylko przed Świętami kiedy ja byłam zarobiona, mąż szcześliwy szedł na spotkanie i jeszcze bez pytania zabrał połowę mazurka, którego upiekłam na prezent. Wrócił uradowany i totalnie nie rozumiał mojej kwaśnej miny.
Źle się z tym czuję, nie chcę go ograniczać, nie chcę zamykać tylko w rodzinie, ale zaczyna mi przeszkadzać, że on chce wychodzić i spotykac się z przyjaciółką, że w ogóle ma taką potrzebę w sercu.