Kupiłam na ten sezon 4 kapelusze typu panama/fedora. Noszę je naprzemiennie (oczywiście do sukienek, nie do dresu) i spotykam się z bardzo wredną reakcją społeczeństwa. "Za@$&bana dama" to jedno z najłagodniejszych, jakie słyszałam...
Mam ochotę zamknąć się w za dużym pasiaku w psychiatryku z tłustymi włosami i już stamtąd nie wychodzić. Skoro społeczeństwo wybrało mi taką rolę, że nawet nie mogę wyjść z domu w stylizacji, jakiej chcę, to nie mam innego wyjścia

I tak, zgadliście - jestem osobą z diagnozą i każdy mnie traktuje jako "tę wariatkę, co nosi kapelusz". A ja bez "czegoś" na głowie czuję się nago i gdy tylko mija sezon czapkowy, zakładam kapelusz (albo fascynator). I o ile czapka jest w pełni akceptowalna (zwłaszcza w mróz), tak z czymś innym ludzie mają nie lada problem...
P.S.: nie mam nic wspólnego z damąwkapeluszu. Niejednemu psu na imię Burek.