W nawiązaniu do postu chicaric-i, która nawiązała do mojego wątku...

chciałabym przybliżyć niezwykle trafne stwierdzenie Alexa: “Duża firma z dużym budżetem nie będzie się kierować opinią jakiejś paniusi, tylko logiką kosztów.”
Otóż zanim duża firma z dużym budżetem (taki Bayer, Samsung albo Johnson & Johnson) – gigant, który jest wszędzie i nie straszna mu ksenofobia – stanie się właścicielem jakiejś nowatorskiej technologii, to ta technologia w 90% przypadków jest tworzona przez małe firmy, które albo rosną, albo są kupowane przez ww. giganty, jak już trochę posiedzą na rynku i wiadomo ile sa warte.
A taka mała firma zatrudnia 10–50 osób i ma produkty nie do utwardzania lakierów karoserii Porsche, tylko:
· do leczenia nietrzymania moczu: Elitone, w USA dostępny z ubezpieczenia, w EU dostępny we Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Austrii, Liechtensteinie, Luksemburgu,
· do hamowania wypadania włosów podczas chemioterapii: irlandzka firma, która opracowała hełm Lily,
· do zatrzymywania drżenia samoistnego (Parkinson): firma Fasikl, która opracowała opaskę na nadgarstek z technologią AI, w przyszłym roku dostępna w USA, również refundowana przez ubezpieczenie.
W tych i podobnych firmach pracują ludzie o imionach: Zhi, Kumail, Ibrahim, Suraj (informacje prawdziwe, dostępne w internecie dla każdego – nie mam żadnych związków z tymi firmami, po prostu wygooglowałam leczenie popularnych dolegliwości).
I jeżeli taka przykładowa Fatima poczyta sobie, co się dzieje w Polsce, to się cztery razy zastanowi, czy aby na pewno chce tu przyjechać nawiazywac jakakolwiek wspolprace.
Bo tu nie chodzi o to, która ematka ma bardziej rację, czy w PL jest rasizm, czy nie. Tu chodzi o to, co taka Fatima, Fadila czy Ghadah myślą o Polsce… bo to się przekłada na komfort życia starszawej ematki, brak rozlewania piwa w sobotni wieczór przez teścia jakiegoś konfiarza, czy nadal bujne loki szczęśliwie pokonującej raka dziewczyny, może narzeczonej obrońcy granic.
A praca Cotton jest niezależna od tego, co pisze ematka. I nie powiem mojej koleżance, umownej Fadili, ani mojemu koledze, umownemu Jabari: „Jedź, jest OK”. Bo koszty ewentualnych problemów – zarówno dla nich, jak i dla firmy – będą niewspółmierne. A firma, w tym także ja, nie kierujemy się „poglądami paniusi”, tylko oceną ryzyka w stosunku do spodziewanych profitów.
Próbuję wytłumaczyć, że ksenofobia – pomijając kwestie etyczne – ma konkretne, ekonomiczne koszty, niezależne od poglądów ludzi. I tymi kosztami mogą być dotknięci egalitarnie wszyscy – czy to ksiądz, konfiarz, lewak, czy mason.