kocynder
25.09.25, 17:10
Dziś byłam świadkiem. Trzy mamusie, czekające na dzieci przed szkołą podstawową. Narzekały na jakość obiadów, na fatalne menu, na to, że potrawy są dobrane specjalnie tak, żeby dzieci zniechęcić do jedzenia, że kto pozwala na tak fatalne żywienie w placówce itp.. O smaku się nie wypowiem, ale z ciekawości zerknęłam sobie na tygodniowe menu. I nie do końca rozumiem, czemu ma ono być "beznadziejne/fatalne/źle zbilansowane". Może nie jest to szczyt osiągnięć kulinarnych i dietetycznych, ale moim zdaniem brzmi nie najgorzej!
Poniedziałek: zupa - kartoflanka na mięsie drobiowym z zacierką i natka pietruszki, krokiety mięsne, surówka z kapusty pekińskiej i pomidorów ze szczypiorkiem, sok jabłkowy.
Wtorek: krupniczek, gołąbki w sosie pomidorowym, ziemniaki puree, ogórki kiszone tarte z papryką, kompot z mieszanych owoców.
Środa: pomidorowa, kasza perłowa, potrawka z kurczaka z marchewką i groszkiem, woda z dodatkiem pomarańczy.
Czwartek: zupa brokułowa z ziemniakami, mięsem wołowym i natką pietruszki, ryż, gulasz wołowy z warzywami (marchew, groszek, cebula, surówka z buraczków, z czerwoną cebulą i jabłkiem, sok jabłkowy.
Piątek: zupa krem jarzynowa, łosoś na parze, ryż, sos jogurtowo - koperkowy, surówka z pora z marchewką, sok bananowo - malinowy.
Pachniało z kuchni tak, że sama bym weszła zjeść, kuchnia własna, szkolna, nie katering.
A, obiady w tej szkole kosztują 120,- miesięcznie.
Serio takie fatalne to menu?