Dodaj do ulubionych

Koty jak chipsy...

30.11.25, 13:01
... trudno poprzestać na jednym wink
No więc, ekhm, po dwóch latach namyślania się, wczoraj przywieźliśmy do domu drugiego kota. Roczna koteczka, zabrana od pani prowadzącej azyl dla kotów pod Warszawą.

Nasz rezydent, pączuś w maśle, jest w szoku. Powąchał pusty transporter (w którym kotka zrobiła w drodze siku) i puścił pawia. Wygląda na zestresowanego i osowiałego, trochę się boję, czy się dogadają...

Nowa kicia siedzi zaizolowana w sypialni dziecka. Od razu nadstawia się do miziania, mruczy, wywaliła brzuch do góry. Na razie nie skorzystała z kuwety, zjadła tylko parę chrupków.
Jest śliczna i śmierdzi przeokropnie. Nie widziałam jeszcze żeby się myła.
Wiem, wiem, że bez zdjęć się nie liczy, ale piszę z kompa gdzie nie mam zdjęć, potem wstawię.
Zastanawiam się, jak można byłoby przyspieszyć jej poprawę zapachu? Przetrzeć wilgotnym ręcznikiem? Kupić mokre chusteczki takie dla kotów? Kąpać? Kicia wygląda na taką, co pozwoli ze sobą zrobić wszystko, ale nie chcę jej jakoś dramatycznie stresować.
Obserwuj wątek
    • primula.alpicola Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 13:04
      A zdjęcia??
    • abria Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 13:08
      dostałaś kota za nic, czy sprawdzali ci mieszkanie?
      • swinka-morska Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 13:19
        Standardowo ta pani sprawdza adoptujących i mieszkania, u nas odpuściła, bo zna mnie od dawna a mój brat też brał od niej kota. Mam osiatkowany balkon i okna, duży drapak, wszystko tak jak powinno być.
      • kanna Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 13:26
        Moja córka pół roku próbowała wziąć kota przez fundację wygląda na to, ze fundacje utrzymają się z mania kotów, nie oddawania ich uncertain
        • ardzuna Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 19:49
          Bynajmniej. Nic z tych kotów nie mają finansowo.
          • aankaa Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 23:51
            a, jednak, oddają niechętnie. Myślisz, że kot w schronisku ma się lepiej niż w domu bez osiatkowanych okien/balkonu?
            • pleszkazlasu Re: Koty jak chipsy... 01.12.25, 08:01
              Hm, w domu bez osiatkowanego balkonu może mieć się dobrze, ale niedługo. Mieszkałam jeden sezon w takim mieszkaniu z kotem i pilnowanie, żeby kot nie wyszedł na balkon, to koszmar sad
              • kanna Re: Koty jak chipsy... 01.12.25, 10:15
                Myślę, że mam osiatkowane okna i niewychodzącego, starego kota.
                Mimo to nie spełniliśmy wymagań żadnej z fundacji. uncertain nie byli tez uprzejmi napisać, dlaczego tych wymagań nie spełniamy.

                mam sceptyczne podejście.
                • ardzuna Re: Koty jak chipsy... 01.12.25, 19:48
                  Mogło zupełnie nie chodzić o warunki, a o coś innego.
                  Zawsze mogłyście pójść do schroniska, przeważnie ze schroniska łatwiej jest dostać kota.
            • ardzuna Re: Koty jak chipsy... 01.12.25, 19:51
              aankaa napisała:

              > a, jednak, oddają niechętnie. Myślisz, że kot w schronisku ma się lepiej niż w
              > domu bez osiatkowanych okien/balkonu?

              Po pierwsze mylisz schronisko z fundacją. Schroniska często nie są prowadzone przez fundacje.
              Po drugie są ludzie, którzy są w stanie nie wypuszczać kota na nieosiatkowany balkon do czasu osiatkowania, ale muszą rozumieć, że taki balkon/okna jest śmiertelnym zagrożeniem dla kota. Jeśli ich poprzedni kot właśnie się zabił, a oni przychodzą po następnego i nadal go zamierzają wypuszczać, to znaczy, że są idiotami. Być może kot w ich mieszkaniu przeżyje dłużej niż w schronisku, ale jest to granie życiem kota w rosyjską ruletkę.
    • czekamnawiatr Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 13:13
      Ja jestem samo zło, bo gdy lata temu znalazlysmy nieziemsko usyfionego szaro- burego szczura to wsadziliśmy go do wanny i wysxoeowalysmy ludzkim szamponem. Szczur okazał się bialo- burym kotem który żył z nami kolejne lata. Nie polecam tej metody , oczywiście nie polecam. Ale wiem, że teraz z kolejnym smierdzielem zrobiłabym to samo ( tylko wzięłabym psi szampon,). Moja tolerancja na smrodki jest żadna
    • alpepe Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 13:15
      Moja suka też pachniała a rebours na początku. Jak tylko przyjechałyśmy do Berlina, przemocą i z wielką traumą dla pachnącej wrzuciłyśmy ją do wanny i umyłyśmy, bo ciężko nam było wytrzymać. Po kąpieli zmiana też karmy na "naszą" i smród zniknął. Jak są mokre chusteczki dla kotów, to bym skorzystała.
    • eresse Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 13:21
      Ja bym dała jej czas i tylko przetarła wilgotnym ręcznikiem. Żeby nie stresowąć dodatkowo. Mój pierwszy kot też śmierdział przeokropnie. Wzięłam go zima prosto ze dworu, gdzie już śmierdział bo ewidentnie sobie nie radzil z z bezdomnością, dodatkowo w drodze zdobił siku w transporterze i był niewykastrowany. Zapach zniknął szybko, jak już się mógł spokojnie umyć samodzielnie. Miałam w planach kąpiel, ale doszłam do wniosku, że nie dam rady i mogę tego nie przeżyć 😅
    • mysiulek08 Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 13:45
      wez miske z ciepla woda, odrobina ale naprawde odrobine ( metoda sliskiego palca 😀) plynu do higieny intymnej , gabke i recznik, wycieraj futro odcisnieta gabka i wytrzyj recznikiem

      Kici.Yoda (*) miala takie mycie codziennie po spacerze, domagala sie sama a zaczelismy od dnia kiedy ja przynieslismy

      Miszczu(*) dla odmiany prysznic zniosil ze stoickim spokojem, u niego gabka by nie wystarczyla 😉


      jak poczuje wikgotne futerko to zacznie sie sam myc
      • mysiulek08 Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 13:46
        *wilgotne
      • ardzuna Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 19:50
        Kotka się sama domyje ze schroniskowego zapachu. Lepiej ją zostawić w spokoju.
      • swinka-morska Re: Koty jak chipsy... 01.12.25, 11:03
        Dzięki Mysiulku za tę podpowiedź z płynem do higieny intymnej, spróbuję dzisiaj po południu. Przecieranie mokrym ręcznikiem znosiła dobrze, więc może i gąbka przejdzie gładko. Ogólnie ta kicia pozwala ze sobą zrobić wszystko albo prawie wszystko. W pierwsze dobie pobytu u nas wywaliła się kołami do góry do głaskania brzuszka.
        • babcia47 Re: Koty jak chipsy... 01.12.25, 11:33
          W handlu są też szampony dla psów i kotów lub konkretnie dla kotów dedykowane. Wracając z pracy zahacz o sklep zoologiczny, nie są wcale bardzo drogie. Moja zdarzały się koty kąpać a nawet wręcz prac ale gdy były bardzo brudne. Jeden przez trzy dni był zamknięty w cudzym składzie opału a inne dwa razy , gdy mąż go łapał w naszym garażu wykąpał się w przepalone bym oleju silnikowym. W tym ostatnim przypadku kąpany był trzy razy, również z użyciem Ludwika a na koniec wysuszony, wysypany mają ziemniaczaną i czesany grzebieniem z nabita wata a i tak dwa tygodnie śmierdział jak stara maszyna do szycia. W zwykłych warunkach biorę szmatkę zamoczoną w lekkim roztworze szamponu i przecieram sierść a w ostateczności , tak jak opisała Mysiylek ma się z z tym roztworem i przemywamy gąbka, tak było z sybirakiem któremu po wzięciu z fundacji przytrafiła się paskudna biegunka i sam by sobie nie poradził bo miał długie kłaki. Zwilżony oot faktycznie sam zaczyna się intensywnie myć i zapachy szybko znikają
          • babcia47 Re: Koty jak chipsy... 01.12.25, 11:35
            * biorę miskę z ciepłą wodą i lekkim roztworem szamponu
          • ardzuna Re: Koty jak chipsy... 01.12.25, 19:52
            babcia47 napisała:

            > W handlu są też szampony dla psów i kotów lub konkretnie dla kotów dedykowane.

            Nie widziałam jeszcze żadnego szamponu z dedykacją.
        • mysiulek08 Re: Koty jak chipsy... 01.12.25, 13:54
          slusznie Babcia mowi, kup koci szampon ale nie suchy, ja uzywalam plynu bo mialam pod reka a te18lat temu sad to lokalny rynek zwierzakowy dopiero sie rozwijal
    • aankaa Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 13:48
      po pierwsze - gratuluję przygarnięcia zwierza kiss) po drugie - na początek wilgotny ręcznik, później ew. wilgotne chusteczki (jest tego do wyboru do koloru na A.)
      • jottka Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 14:37
        ale to dziwne, żeby kot wzięty nie z ulicy czy jakichś tragicznych warunków śmierdział... ogólnie to pewnie, tak jak ci tu forumki piszą, delikatnie przecierać lekko wilgotną szmatką, zwłaszcza że lubi mizianki, ale jak to nie pomoże, to bym się przejechała do weta. i tak zresztą trzeba to będzie zrobić, ona ma szczepienia itp., czy w takim surowym stanie wydana?smile

        a moja kocica na widok nowego kolegi w wieku ok. 2 miesięcy zrobiła dokładnie to samo, co twój rezydent, więc bym sie nie przejmowała szczególniesmile dużo uwagi dla obojga, głaskanie na przemian, jak nowa zacznie pachnieć jak człowiek, znaczy porządny kot, smaczki i w ogóle. poza tym ciekawość kocia jest przemożna i na to bym liczyła. daj im parę dni, najwyżej potem trzeba będzie feliwaya kupować i prozac dla byłego jedynaka...
        • swinka-morska Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 23:40
          jottka napisała:

          > ale to dziwne, żeby kot wzięty nie z ulicy czy jakichś tragicznych warunków śmi
          > erdział...

          Wiesz, to jest pani, która sama odwala robotę jakby była całą fundacją/schroniskiem. Ma tych kotów za dużo, bo nie odmawia pomocy, ciągle gdzieś w okolicy znajduje jakiegoś potrąconego itd. Zna miejsca w okolicy gdzie ludzie przywożą z daleka i porzucają koty. Lokalsi jak się zorientowali, że ona się kotami zajmuje potrafią przerzucić jej przez płot kotkę w ciąży (tak właśnie trafiła do niej ta kicia, którą wzięłam). Kotów za dużo, w tym jakiś znaczący mimo kastracji, powierzchnia mała, pani jedna do obsługi - no i jest smród. O pani nie chcę nic złego powiedzieć, bo wykonuje tytaniczną pracę, którą tak naprawdę powinna wykonywać gmina. Kastruje masę wolnożyjących kotów, ma stado w domu, dokarmia wolnożyjące koty w kilku lokalizacjach, dba o to, żeby były wysterylizowane, karmione i leczone. To jest prawdziwa siłaczka zapobiegająca cierpieniu zwierząt.

          > ale jak to nie pomoże, to
          > bym się przejechała do weta. i tak zresztą trzeba to będzie zrobić, ona ma szc
          > zepienia itp., czy w takim surowym stanie wydana?smile

          Kicia była na kontroli weterynaryjnej dzień przed wydaniem, jest wysterylizowana, zaszczepiona, zaczipowana, odrobaczona, przetestowana na fiv/felv.

          > a moja kocica na widok nowego kolegi w wieku ok. 2 miesięcy zrobiła dokładnie t
          > o samo, co twój rezydent, więc bym sie nie przejmowała szczególniesmile

          uff, dobrze słyszeć, że nie tylko mój francuskim piesek, tfu, kotek.
          • babcia47 Re: Koty jak chipsy... 01.12.25, 11:48
            Nie ma co się przejmować pierwsza reakcja i nie nastawiać się zbyt optymistycznie bo kilka dni może być mało co nie znaczy że będą bitwy czy futro będzie fruwało. W zasadzie powinno się przez miesiąc nowego kota trzymać w izolacji by on się oswoił z nowym otoczeniem, zapachami, odgłosami ale również by rezydenci oswoili się że coś w domu przybyło, inaczej pachnie, nie wiadomo czy nie groźne. U mnie nowy kot był w zamkniętym pokoju syna ale rezydenci mogli wąchać przez szparę pod drzwiami. Po jakimś czasie wynosilam np kocyk nowego kota, zabawki by je obwachali a następnie na krótko pozwalałam któremuś wejść do tego pokoju. Nowe w nim już czuł się b społecznie jak u siebie. Na koniec zostawiałam uchylone drzwi by nowy mógł wyjść i poznawać mieszkanie ale by też mógł w każdej chwili wrócić do pomieszczenia które zna. Byc może a nawet prawdopodobne że od razu nie będzie miłości i wspólnych zabaw, może nigdy nie będzie ale będą żyć w zgodzie obok siebie. Bardzo pomaga wspólne karmienie w niedużej odległości. Można to robić jeszcze przy zamkniętych drzwiach stawiając miski po obu ich stronach
    • pytajacakinga Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 15:48
      Wykap normalnie a może się okaże że akurat lubi .
      Nawet jeżeli będzie to chwilowy stres to i tak za chwilę zapomni a będzie lepiej pachnieć.
      • mysiulek08 Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 20:00
        kingusia, ty masz koty? chyba tylko w swojej wyobrazni
    • ardzuna Re: Koty jak chipsy... 30.11.25, 19:51
      swinka-morska napisała:

      > Nasz rezydent, pączuś w maśle, jest w szoku. Powąchał pusty transporter (w któr
      > ym kotka zrobiła w drodze siku) i puścił pawia. Wygląda na zestresowanego i oso
      > wiałego, trochę się boję, czy się dogadają...

      Na razie za wcześnie, żeby się bać. Trzeba po prostu przeprowadzić poprawną izolację z socjalizacją, nic nie skracać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka