piataziuta
13.01.26, 13:34
Przyszłam do Was siać defetyzm.
Kur...ile można?
Giń biała siło nieczysta! Odejdź do homohominilupusa NA ZAWSZE!
Ścieżki rowerowe nie istnieją. Chodniki też częściowo zasypane. Nie jeżdżę więc* i palma mi odbija.
Nie mam pomysłu na neat, poza odklepaniem - od czasu do czasu - męko-spaceru przez białe gufno przez 30 min.
Bieżnia/rower stacjonarny odpada - nie mam aż tyle samozaparcia, żeby biegać jak mysz w klatce.
Na wadze kilogram na plusie - yeeey, serdecznie witamy!
W perspektywie pewnie przerwa od siłowni, bo jutro mi wycinają pieprzyki. Ktoś wie, ile nie będę mogła ruszać żelaza?
Podsumowując, od dzisiaj (jutra? 🤔)zaczynam pilnować michy.
Policzcie paciorki w mojej intencji.
Proszę o dietetyczne, sycące przepisy i jakieś słowa, ku inspiracji.
Na obiad biała fasola w piwie, z cebulą, jabłkiem, pancettą i chorizo. :p Odsączyłam tłuszcz. :p
Co słychać?
NARZEKAJCIE!
*już się raz wywaliłam na lodzie i tak se zbiłam kostkę, że do tej pory mam ślad.
PS
Wiecie co odpyer....łam ostatnio?🤦
Wracam sobie samochodem z pracy. W głowie totalne siano i luz. Z radia leci muzyczka.
Na trasie szybkiego ruchu gęsto, przypuszczam, że będzie korek wokół najbliższego centrum handlowego. Jadę więc bocznymi drogami, przez osiedle - trasą, którą jeżdżę rowerem.
Rowerem skracam sobie trochę trasę - najpierw jadę uliczkami, potem zjeżdżam w jednokierunkową i wjeżdżam na chodnik.
...i tak też zrobiłam samochodem...
Obudziłam się z przednimi kołami na tym chodniku, z uciekającą już myślą "zmieszczę się? zmieeeeszczę..."
Kto da więcej!?