riki_i
18.04.26, 15:30
Ha! Nie myślałem, że kiedyś do tego dojdzie, ale... chyba tylko zbiorowa mądrość może tu coś wykoncypować.
Otóż jak to opisywałem na ematce zupełnym przypadkiem znalazłem ładnych parę miesięcy temu ofertę pracy w służbie cywilnej skrojoną idealnie pode mnie.
No więc mimo, że jestem leniwy, podjąłem trud zgromadzenia pierdyliarda papierów i stanąłem do.postępowania. Nieskromnie zauważę (hejterki to wasz moment, rzucajacie się na mnie !), że z góry było wiadomo, że nikogo bardziej spełniajacego wymogi na owo specyficzne stanowisko niż ja, po prostu nie da się wynaleźć.
A więc... po pierwszej rekrutacji, którą zapewne wygrałem, po prostu unieważniono całą rekrutację i cichcem ogłoszono nową (na to samo stanowisko). Niestety dla krewnych i znajomych królika wypatrzyłem ten chytry manewr i ponownie się zgłosiłem. Ponieważ znalem juz calą skomplikowaną procedurę i wszystkie rafy, w tym metodologię i wymagania etapów pisemnych, wypadłem jeszcze dużo lepiej. No, ale jak mi na etapie ustnym wprost zasugerowano, nie po to była owa powtórzona rekrutacja, abym ja ją nie daj Boże wygrał.
Gdy dostałem podziękowanie za powtórny udział myślałem, że w końcu kolanem przepchnęli tę osobę, która od początku miała być zrekrutowana. No ale ku mojemu najgłębszemu zdziwieniu okazuje się, jednak nadal nie!
I teraz słuchajcie co wymyślono. Dotychczas postępowanie było dwa razy na stanowisko głównego specjalisty , które samo w sobie nie wiąże się z jakimiś dużymi pieniędzmi, ale tutaj wchodziła jeszcze dodatkowa kasa z programu unijnego, która powodowała (wyjaśniono mi to na ustnym etapie) dość znaczne podbicie wynagrodzenia. Dodatkowo maksymalna wysługa lat w moim przypadku plus jeszcze nagroda jubileuszowa -co też mi na ustnym etapie panie z kadr usłużnie wyjaśniły, że się należy- powodowały, że warunki finansowe były atrakcyjne.
A teraz zrobili taki oto myk. Rozpisali kolejne postępowanie , gdzie miejsce pracy i wymogi są prawie w całości takie same (różnice marginalne), ale... na najniższe w urzędniczej hierarchii stanowisko specjalisty. Moim zdaniem chodzi o to, aby harpagon Riki nawet nie pomyślał o udziale w tej rekrutacji, no bo z góry wiadomo, że warunki finansowe są tutaj wielce nędzne. A oni kombinują tak - Riki się już nie zgłosi, no to 'z braku laku dobry kit' i przyjmiemy "naszą" , wielce słabą panią Kondzielakową z jakiegoś swojskiego układu. Jak już ją przyjmiemy, to po miesiącu damy jej awans na tego głównego specjalistę i stosowne diengi. W papierach wszystko będzie grało i nie trzeba będzie udowadniać dopychając papiery kolanem, że jakaś beznadziejna kandydatka "byla gorsza ale lepsza" od błyskotliwego , acz z różnych względów niewygodnego i niemożliwego do zatrudnienia Rikiego.
I teraz moje pytanie.
Co byście radziły? Zgłosić się po raz trzeci i wziąć udział w tej rekrutacji, czy nie? Wiadomo, że chodziło by już raczej tylko o popsucie komuś szyków, bo ja pełnoetatowej pracy za pensję specjalisty (pewnie jakieś 4 tysiące na rękę) absolutnie nie podejmę. Zrobić to i stracić jeden dzień na trzecią, tym razem kompletnie bezsensowną rekrutację, czy jednak odpuścić i niech sobie w spokoju zatrudnią upatrzoną "krewną i znajomą Królika"?
Będę wdzięczny za wypowiedzi.