beataj1
05.09.26, 10:20
Spotkałam sie niedawno ze znajoma. Kiedyś sie przyjaźniłyśmy, byłam przy tym jak poznawała obecnego meza, potem wyjechali znajomość sie rozeszła.
No i po latach sie spotkałyśmy. Pogadałyśmy chwile i pytam co u meza. Jak życie itd.
No i okazało sie ze mąż, kiedys fajny, inteligentny, blyskitliwy chlopak, po latach przed 50 zamienił sie w konfederate, antyszczepa i homofoba. Rasistą nie jest chyba ze niebiała osoba jest gejem to wtedy juz nie akceptuje. No I koleżanka mówi ze bardzo poważnie rozważa rozwód. Im dalej w las tym bardziej. Po piersze przestała chlopa szanować, po drugie to jest zupełnie inna osoba niz była, a po trzecie wstyd sie z nim pokazać w torzerystwie bo dzieli sie wykwitami swojego intelektu.
I jestem w głębokim szoku bo wciąż pamiętam tego fajnego chłopaka z młodości. Co sie stało? Co poszło nie tak.
O zupełnie ja rozumiem. Nie wiem czy bylabym w stanie zyc z kimś takim.
To juz ktoras podobna sytuacja o której słyszę ze facetowi odjechał peron w strone brunatną.
I chyba tez bym nie uniosła takiej rewolucji.
Myślicie ze wasz związek by to przetrwał, jakby facet po latach został konfederatą antyszczepem?