matylda281
28.11.04, 12:00
Pisze poniewaz mam w sobie tyle zlosci i zalu do meza....ale od poczatku:
Wczoraj bylismy na imprezie takiej adrzejkowej ( trzeba bylo sie przebrac) maz duzo wypil prosilam go rzeby juz przestal powiedzial ze ok i dalej pil.Wkurzylo mnie to na maxa z dwie godziny go nie bylo (swojego alkoholu nie mozna bylo oficjalnie pic na sali).Jak przyszedl to go strzelilam dwa razy w twarz i wzielam kase i poszlam.Bylam taka wkurzona ...normalnie na maksa...Kupilam sobie dwie setki wodki i szybko wypilam ale mialam takie nerwy ze wogole mnie nie sieknelo.Troche jeszcze potanczylam i zadzwonilam po taxi zeby wrocic do domu.Jaks sie wygramolil z taksowki ledwo stal na nogach.Powiedzialam mu sze nie bede z nim spala wiec poszedl do innego pokoju a ja szykowalam sie do kapieli byla 3 godzina nagle uslyszalam ze zaczal wymiotowac...wkurzylam sie jeszcze bardziej no ale posprzatal i poszedl spac.Ja sie umylam i tez poszlam spac do sypialni i teraz bedzie "najlepsze" okolo 6 obudzilo mnie jakies charkanie z pokoju w ktorym spal maz i straszliwy smrod....SZOK!!!SZOK!!!SZOK!!!nasral do lozka!!!! myslalam ze zejde z tego swiata.
Mowilam zeby nie pil! nie pierwszy raz tak spieprzyl impreze!co sie z nim dzieje??Nie poznaje go!!! na dzien dzisiejszy nienawidze go!!! obrzydzil mnie!!! jest oblesnym zwierzakiem!!!fufufufu
tak bardzo mi przykro bardzo przepraszam za ten obrzydliwy post
matylda