Witam Wszystkie. Postaram sie nie rozpisywac, mimo iz mam duzo do
powiedzenia. Szukam rady , bo nie moge jej znaleźć u bliskich( a wrecz nie
chce, bo oczekuje obiektywizmu no i jakiejs porady, a nie potępienia). Otóż,
mam męża, male dziecko no i JEGO. Nie nie, to tylko znajomy...ale

( Kiedys
wydawalo mi sie , ze kocham męża, ze na nikim mi nie zalezy tak jak na nim.
Do czasu, kiedy nie poznalam Marcina. Z nim czas mija jakos tak...CUDOWNIE,
inaczej. Nie zrozumncie źle, nie chce zdradzic męża ( mimoiz czuje ze go juz
nie kocham - szczerze). Jestem osoba wierząca, Marcin też. Zdrada fizyczna
nie wchodzi w gre. Ale psychiczna...zjadam sie od srodka, szukamy kazdej
chwili w pracy , zeby byc razem, kazda minuta z nim uplywa tak szybko...
Czuje, ze o jest moja "bratnią dusza". Dlaczego wiec życie jest takie
pogmatwane, dlaczego nigdy nie bedziemy razem, dlaczego wszystko jest nie
tak?? Nie moge sie z tym pogodzic. Nie wiem, czy w ogole mozecie wczuc sie
moja sytuace, ale nie dopuszczanie do siebie mysli o zdradzie (Marcin tez jej
nie chce - tak przypuszczam, bo jest wierzacy i nie rozbilby rodziny),
przejawia sie w jakąs chorobe. Zamkn alam sie w sobie, nie rozmawiam nawet z
rodzicami (powiedzialam o tym mamie, to mnie objechala, ze przeciez rodzina,
dziecko sa Najwazniejsze). Dlatego prosze, nech mi ktos poradzi, jak z tym
żyć, bo zapomniec sie nie da. Po prostu nie moge, chociaz wiem, ze robie źle.