Dodaj do ulubionych

Do jeżdżących na nartach

23.01.05, 14:15
Witajcie,
mamy z mężem ambitny plan nauczenia się jazdy na nartach. Sprzęt (i wszystko
co tam potrzebne) już mamy - mąż o to zadbał, ale teraz potrzebuję dobrych
rad na początek, zanim zaczniemy naukę z instruktorem. Jeśli możecie
podzielcie się swoim doświadczeniem. Dzieki.
DAna
Zapał mam wielki ale trochę się boję...
Obserwuj wątek
    • ewis Re: Do jeżdżących na nartach 24.01.05, 10:41
      Trzymam kciuki smile
      Ja pierwszy raz narty załozyłam, gdy miałam 18 lat. Mój obecny małżonek zawiózł
      mnie na Kasprowy (dosć stroma górka jak na pierwszy raz) i tam w ciągu tygodnia
      nauczyłam się jeździć. Na początku jeździłam "pługiem" (tzn. narty w literę V
      czubami do siebie) a gdy już poczułam się pewniej - zaczęłam jeździć równolegle
      (narty równolegle do siebie).
      Acha, tak naprawdę to największe postępy zrobiłam gdy znaleźliśmy w kolejnym
      roku fajne czarne alpejskie trasy z prawie zerowym ruchem. Mnie - jako
      poczatkującą - bardzo stresował tłum na stoku (teraz juz nie smile i to, że sie
      przewróce komus pod nogi i będzie karambol smile Także, jesli tez odczujesz ten
      problem, poszukaj mało zaludnionych tras, żebyś mogła bez obaw rozwijać prędkość.
      Najważniejsze to połknąć narciarskiego bakcyla smile Jeśli Twój instruktor będzie
      pasjonatem to na pewno nauczy Cię przyzwoicie zjeżdżać. A w następnym sezonie
      nie zapomina sie nabytych umiejętności. Ja teraz jeżdżę dużo lepiej od męża (co
      sam ze skwaszona miną przyznaje smile))) a on jeździ od dzieciństwa, więc nauczyc
      sie można zawsze. Wystarczy chciec.

      Tak więc moje rady to: chcieć się nauczyc, nie bać sie wywrotek, jeśli potrzeba
      - jeździc na średnio i mało zatłoczonych trasach, słuchać instruktora to styl
      jazdy bedzie bardziej elegancki niz na rozpaczliwca (jak to bywało u mniesmile))
      Acha i polecam carvingi (takie narty, które pomagają narciarzowi skręcać wink
      Jak mi się coś przypomni to napiszę.
      • beata985 Re: Do jeżdżących na nartach 24.01.05, 14:33
        o to ja też poproszę.spędziłam godzinkę na oślej łączce ,spociłam sie
        niemiłosiernie ale na wyciąg nie dałam się namówić,nie czuję się pewnie.chyba
        wezmę narty i pójdę do lasu sama pozjężdżać,coby mnie nie wyśmiali,a
        instrukror??hmm pewnie też do bani,ale przynajmniej wiem co i jak robić bo
        nawet nart wpiąć nie umiała.
        a tym pługiem to byłaś do kogoś przypięta czy sama jechałaś od razu???
        • ewis Re: Do jeżdżących na nartach 24.01.05, 17:27
          > a tym pługiem to byłaś do kogoś przypięta czy sama jechałaś od razu???

          smile)) plug to taka technika jazdy poczatkujących smile))) (nie mylic z maszyną
          rolniczą smile polega na tym, że jedzie sie na ugiętych nogach, narty zwrócone sa
          czubami do siebie i tworza taka literę "V" - czuby się prawie łączą.
          Jeździłam sama, to jest tak bezpieczna i asekuracyjna technika, że pierwszego
          dnia przewrócilam się tylko raz.
          Potem, gdy czlowiekowi wydaje się że juz coś umie i zaczyna rozwijać prędkość,
          upadków bywa więcej smile

          Wyciągi: w pierwszym tygodniu za każdym razem gdy próbowalam wsiąść na wyciąg
          orczykowy, przewracalam sie podczas wsiadania i musieli zatrzymywac wyciąg smile))
          Do tej pory nie lubię orczyków smile Ale nie przejmuj się, narciarze podchodzą do
          początkujących z dużym zrozumieniem i cierpliwościa.
          • krasulas Re: Do jeżdżących na nartach 25.01.05, 13:03
            Ja zaczęłam naukę na ostatnim roku studiów - fatalnie zorganizowany obóz na
            Chopoku. Wrażenia tragiczne!! Pomimo, że z instruktorem, mieliśmy z obecym
            mężem fatalne nastroje - od razu na wyciąg krzesełkowy, ściana lodu, masa ludu,
            bardzo szybkie orczyki. W następnych latach jeździliśmy ze znajomymi - pomogli
            nam, zmieniliśmy narty na carvingi - SUPER i wybieraliśmy dla nas najlepsze
            stoki. Teraz jeździmy średnio dobrze - ale nie szalejemy w sezonie. Narzekamy
            na brak czasu, na świat przyszła dzidzia, a niby do najbliższego stoku
            górskiego mamy tylko godzinkę drogi. Na początek - jeżeli masz do niego dostęp -
            może spróbować sztucznego stoku? Osobiście mam taki w mieście, ale nie lubię
            tam jeździć (tłumy, sztuczny twardy śnieg i igielit). Jednak na pierwsze próby
            jest chyba niezły. Z wyciągów polecam - ale nie w weekend, bo masa ludzi -
            Kotelnicę w Białce Tatrzańskiej i zaraz po siąsiedzku "Banię". Bania na
            początek - ośle łączki, a potem na wyciąg krzesełkowy Kotelnicy. Stok jest
            fantastyczny - długi, łagodny, szeroki. Nasi znajomi pędem nauczyli się tam
            jeździć. Są też szkółki narciarskie. Jeżeli chodzi o Wisłę, Szczyrk, Ustroń -
            tu wyciągów jest masa i musiałabyć w necie poczytać. Jest ciekawy Cieńków w
            Wiśle, ale w Sylwestra czynna była tylko jedna cięższa trasa, ta łagodniejsza
            jest ponoć milsza (z boku jest mały orczyk z oślą łączką). Co do Szczyrku -
            dawno tam nie byłam - jakieś afery gruntowe spowodowały chwilowe zamknięcie
            części wyciągów - tam też jest tego masa. Niestety - dla mnie było na początek
            za ciężko. W Alpach jeszcze nie byłam, a ponoć WARTO. A co do Polski - to
            osobićie polecam Białkę i Kotelnicę. Acha - w Poroninie (Mozasichle - tak jakoś
            się pisze) są dwa orczyki nieprzeludnione - jeden super do nauki. PZDR i
            powodzenia.
          • beata985 Re: Do jeżdżących na nartach 25.01.05, 13:50
            >smile)))))))))))))))))))))))))))) )))))
            > smile)) plug to taka technika jazdy poczatkujących smile))) (nie mylic z maszyną
            > rolniczą smile uśmiechnij sie,jutro będzie lepiej.
            smile))))))))))))))))))))))))))))) )))))
            świetnesmile)))))))))))))))))
            to wiem,tylko ,że czasami początkujący wpina się do instruktora,który zjężdza
            tyłem i ciągnie na kijku"osiołka"
            dzisiaj byłam z synkiem na górce w naszym mieście pozjeżdzał super,obyło sie
            bez instuktora i wybiera sie już na wyciąg
            ja nie mam nart bo tez bym tam z chęcią pocwiczyłą-ale ludziska,dzieciska ubaw
            będą miały-może do soboty mąż mi coś kupi
            a syn zadowolony bo pozjężdzał
            w tym ustroniu tłumy,a teraz wymiana turnusów to też sie chyba nie
            wybierzemy.maszyny rolnicze zostawimy jednak w domuwink))
    • robszym Re: Do jeżdżących na nartach 28.01.05, 14:16
      Moja rada - nie nastawiaj się na nic dobrego, raczej na to, że początki są
      trudne. Ja tak zrobiłam i jeżdżę, koleżanka, która myślała że to nic trudnego
      wymiękła i się zniechęciła.
      Ćwicz kondycję i rozciągaj stawy w nogach, w/g mnie nogi do tego sportu trzeba
      mieć silne.
      • beata985 jezdziłam 07.02.05, 11:30
        kurcze,ale frajda,jeszcze nie ekstrema ale z coraz większej górki
        gdyby nie ten powrót w ogromniastych korkach byłoby całkiem całkiem
        • amania Re: jezdziłam 11.02.05, 18:30
          ja zaczęłam jako sześciolatka, ale podstawowy warunek, to NIE BAĆ SIĘ wink))
    • iffona Re: Do jeżdżących na nartach 14.02.05, 15:11
      ja w tym sezonie zaczelam sie uczyc jezdzic na nartach, najpierw w polowie
      pazdziernika na sztucznym stoku na igielicie, wyjezdzilam tam 18 godzin i
      instruktor stwierdzil, ze teraz musze wyjezdzic ok 150 h aby na stale zalapac o
      co chodzi, na tym stoku gorka byla mala, ale mi sie wydawala bardzo wielka,
      teoretycznie wszystko o jedzie wiedzialam, ale w praktyce nie bardzo potrafilam
      to wyczaic, moj syn zaczal nauke ze mna, kazde z innym instruktorem, on potem
      zaczal jezdzic na narty ze szkolki, a ja razem z nim, ale to jednak nie bylo
      to, on super jedzi a ja niekoniecznie, dopiero przelomem stal sie wyjazd do
      bialki tatrzanskiej na kotelnice, super sprawa nie dosc ze trasa dluga-1400
      metrow to latwa, w koncu mozna w trakcie jazdy przypomniec sobie teorie i ja
      zastosowac, zalapalam o co chodzi, i w tej chwili zjade i z ostrego stoku, bez
      zatrzymywania sie i bez upadku,

      nie powiem w trakcie mialam kilka chwil zniechecenia sie, ale uswiadomilam
      sobie, ze ja tak naprawde obawialam sie upadku no i ewentualnej eakcji
      instruktora na to, doszlam do wniosku, ze jka upadne to szybko wstane i tyle..

      nadal jezdze na sobotnie wyjazdy ze szkolki syna i jest fantastycznie, tylko
      nie podejrzewalam ze jednak ten sport jest taki drogi, ale to juz inna sprawa


      powodzenia, warto zainwestowac w instrukora indywidualnego

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka