Dodaj do ulubionych

wyprawa po zdrowie

23.02.05, 09:28
Mój mąż zabrał naszego 2-latka na 10 dni w góry. Chwała mu za to. Ja jestem w
7 miesiącu ciąży i mam problemy z kręgosłupem więc sobie odpoczęłam.
Niestety, w górach mały złapał jakąś infkcję (od dzieci gospodarzy
prawdopodobnie). Mały nie lubi pić, z jedzeniem też są kłopoty i skutek był
taki, że się dziecko odwodniło. (Nie mam absolutnie pretensji do męża, wiem,
że Łukaszka trudno zmusić do picia, szczególnie jak go gardło boli)
I tu zaczęły się schody. Dostali skierowanie do szpitala na nawodnienie
kroplówką. Tam lekarze niewiele myśląc położyli go z dziećmi chorymi na
rotawirusa. No i dziś młody ma już też rotawirusa. Szlag by to. Znowu są w
szpitalu. A wykłócał się mój mąż, że syn nie ma rotawirusa jak się zorientował
ale bezskutecznie - już tam leżeli 2 godziny.

pozdrawiam

mama łukaszka i brzuszka
Obserwuj wątek
    • gagunia Re: wyprawa po zdrowie 23.02.05, 09:36
      Kacper urodzil sie z infekcja. niby zdrowy, jadl jak smok, prawie nie plakal,
      ale rtg wykazalo zmiany i osluchowo tez cos tam bylo. dostal antybiotyk, a mnie
      polozono na septycznym (!), na patologii, bo ten oddzial jest polaczony z
      patologia noworodka.
      mimo, ze byly lozka w innych salach i jedna calkiem pusta, "dokoptowano" mi
      drugiego dnia dziewczyne w ciazy, zakatarzona, kaszlaca. dziecko prawie caly
      czas bylo ze mna, wiec ryzyko zarazenia maksymalne. poszlam do poloznej, zeby
      laske przeniesli, a polozna na to: przeciez dziecko i tak ma infekcje!
      no ma, ale nie kaszle i nie kicha!
      szczyt glupoty. najbardziej mi byl potzrebny katar i kaszel u dwudniowego
      dzieckA! polozna poszla na zabieg, ktory skonczyl sie o 1 w nocy, ja
      odprowadzlam dziecko na noworodki i kategorycznie zazadalam zmiany sali o 1 w
      nocy. z łaską wielką przeniosla mi posciel i moje rzeczy. na szczescie mlody nic
      nie zalapal.
    • mama_lukaszka Re: wyprawa po zdrowie 23.02.05, 23:54
      Napiszę jaki był dziś ciąg dalszy perypetii szpitalnych moich chłopców:
      Mojemu mężowi udało się przekonać panią doktor, że młody nie przyszedł do
      szpitala z rotawirusem, tylko się odwodnił z powodu gorączki przy zwykłej
      infekcji. Dostali przepustkę i późno wieczorem wrócili na kwaterę. Mąż miał
      zadzwonić rano i gdyby wszystko było OK dostać wypis. W nocy młody dostał
      gorączki, ale nie wymiotował (chyba się jednak nie zaraził tym rotawirusem). Mąż
      zadzwonił do mnie a ja do szpitala w Zakopanym, spytałam, ćzy trzeba z dzieckiem
      przyjechać i co mu podać. Bardzo sensowny lekarz uspokoił mnie, powiedział co
      dać, żeby obsrwować czy nie ma drgawek i zadzwonić rano po dalsze instrukcje.
      Przekazałam mężowi, młodmu po gdzinie zmalała gorączka i poszliśmy spać.
      Rano mój mąż zadzwonił do szpitala i dowiedział się od bardzo niemiłej pani
      doktor, że my robimy awantury, wydzwaniamy po nocy i ona ma nas dość i nic nie
      powie i nie przyjmie dziecka do szpitala tylko wypisuje właśnie, że ojciec
      zabrał dziecko na własne żądanie !?!?!?! Pediatra w przychodni powiedział, że
      też nie przyjmie dziecka jak nie będzie wypisu ze szpitala.
      Młody na szczęście rano czuł się dużo lepiej, gorączka zmalała, coś zaczął pić,
      mąż pojechał po ten wypis i po południu zabrał dziecko na prywatną wizytę.
      Lekarka bardzo nie chciała, że się w szpitalu dowiedzieli że przyjęła nasze
      dziecko, bo nie chce zadzierać z tamtymi lekarzami. Wreszcie okazało się, że nie
      złapaliśmy pradopodobnie rotawirusa, ale dobrze, że się udało wyjść szybko ze
      szpitala. Młody dostał leki na infekcję dopiero dziś wieczorem (bactrim) jak
      infekcja zaczęła schodzić niżej sad(( Dziecko czuje się lepiej, gorączka dużo
      niższa, nawet coś zjadł wieczorem.
      Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale szlag mnie i mojego męża trafił. Nie
      jesteśmy z tych co się o wszystko wykłócają, ale niechże lekarze wysłuchają co
      im rodzic o dziecku mówi - rodzic ma najlepsze dane. Poza tym skąd się wzięło że
      robiliśmy awantury??? Mąż spokojnie rozmawiał z drugą lekarką (w szpitalu w
      Zakopcu pracują tylko dwie) i ona sama powiedziała, żeby zabrać dziecko jak
      najszybciej za szpitala jak tylko zejdą kroplówki bo jeszcze złapie coś
      gorszego. Tylko jedna zołza potrafi zepsuć opinię szpitala - ta lekarka która
      położyła mojego synka z dziećmi z rotawirusem w ogóle nie przeprowadziła wywiadu
      z moim mężem.

      Jeszcze raz przepraszam, że się tak rozpisałam. Jestem wdzięczna pozostałym
      lekarzom za pomoc, ale ta jedna lekarka zalazła mi za skórę.

      pozdrawiam i życzę zdrowia

      mama łukaszka i brzuszka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka