Tak mnie zainspirował wątek olim99, a raczej wypowiedź jednej z
forumowiczek, która jak ma ochote na kawę, to idzie do męża do pracy.
Otóż dla mnie jest to nie do pomyślenia. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że
jest to zależne od charakteru pracy naszych mężów, ale czy do końca?
Obecnie mój małżonek jest maklerem i aby się do niego dostać w godzinach
pracy, musiałabym stanąć w kolejce. I oczywiście przebić się przez tłum
atrakcynych klientek, które wala do niego jak w dym

))
Ale nawet, gdy pracował w biurze nigdy do niego nie przychodziłam. Jesli
byłam w poblizu i miałam ochote na kawę, to szłam do kawiarni.
Nawet do niego nie dzwonię, chyba, że w bardzo ważnej sprawie. Jakos tak mam
wbite do głowy, że w pracy się pracuje, a nie gada z żonką
Zaznaczam, że nie mówię tutaj o umawianiu sie po zakończeniu pracy, tylko
własnie o wpadaniu w trakcie.
A jak wy uważacie?