Drogie mamy, piszę aby sie wyżalic i odreagować... Niestety jestem osoba,
która strasznie wszystko przeżywa...Ale do rzeczy:
Przypadek dzisiejszy:
Mielismy dziś wizyte w przychodni Medycyny Rodzinnej na Wrzecionie dla dzieci
zdrowych. jeśli ktoś tam był, to wie że poczekalnia dla dzieci zdrowych jaest
małym pomieszczeniem. Do którego trzeba sie dostac idąc koło recepcji i
przychodnię dla dzieci chorych (niestety). Otóz dotarlismy do tego
pomieszczenia, rozebrałam dziecko i czekalismy na nasza kolej, bo poprzednia
wizyta sie przedłużała. W poczekalni były tylko 2 krzesła, zajęte przez pewną
ciocię, która czekała na ludzi którzy byli u lekarza. Ciocia siedziała na
jednym krześle a drugie zajmowała sterta kurtek. Przez całe 10 min, kiedy tam
staliśmy. Nie była na tyle domyślna i uprzejma , żeby zaproponować zwolnienie
jednego miejsca, choćby poprzez przeniesienie kurtek, na wieszak, który stał
obok, albo na przewijak, z którego nikt nie korzystał. Podawalismy tylko
sobie z mężem dziecko z rak do rąk, ponieważ mała jest juz dość ciężka ( ma 7
miesięcy). A Ciocia nic, nawet powieka jej nie drgnęła. Po jakimś czasie
wyszła para z dzieckiem, na które ciocia czekała, więc zwróciłam dziewczynie
uwage aby powiedziała cioci, że należy ustepować miejsca osobie z dzieckiem
na reku, tym bardziej, że wystarczyło wziąć kurtki na kolana i tym bardziej,
że ciocia nie czekała na wizyte, więc mogła poczekać na krzesłach obok
recepcji. Oczywiście moje słowa były wypowiedziane bardzo grzecznie i
kulturalnie, natomiast wzbudziły agresywną reakcję całej trójki, która
zaczęła wrzeszczeć jak opętana. W końcu mój mąż powiedział tego mężusia
(który mnie wczesniej obraził) , że może wyjda na zewnątrz, co miało oznaczać
oczywiscie spokojne dokończenie dyskusji. Oczywiscie skończyło się to tym, że
te ćwoki wezwały policję... Jak przyszedł policjant, to zapytał co maja na
myśli móiąc, że padła groźba karalna. Na co ten gośc mówi, że mój mąż
zaproponował mu wyjście na zewnątrz. Na co policjant stwierdził, że mój mąż
zrobił słusznie, bo takich rozmów nie powinno sie prowadzić pod drzwiami u
lekarza.(rotfl) I że to jest nasz problem a nie policji ( szkoda tylko, że
ich nie obciążył za nieuzasadnione wezwanie). Dodam jeszcze jedno, że w
trakcie przedstawiania sprawy polcjantowi, mój mąż mówił cicho i kulturalnie
a tamci idioci rozdzierali się na całą przychodnię 9 a ich dziecko zanosiło
sie płaczem)...Jak opowiedaziałam w środku lekarkom co sie stało,
stwierdziły, że na chamstwo nie ma rady... No cóz faktycznie -nie ma.
Bardzo przeżywam całą sprawę, ale musiałam zwrócic uwagę, bo inaczej bym
sobie pluła w brodę przez 2 tygodnie, że nie zareagowałam odpowiednio. Ale
tak to juz chyba jest że kulturalna uwaga zwrócona chamowi, wzbudzi tylko
jego agresję, a nie poczucie winy, na co przykłądem jest wczorajsza przygoda.
Przypadek drugi:
Wczoraj wieczorem wracałam z pracy. Była mała śniezyca. Schroniłam sie z
koleżanką i 8 innymi osobami w wiacie przystankowej. Nagle zaleciał mnie
smród papierosów. Zobaczyłam, że 2 pani- matka i córka bezceremonialnie
rozparły sie na ławce pod wiata i zaczęły palić papierosy, nie zwracając
uwagi, że jest dużo osób pod wiatą, które bynajmniej nie palą...
Więc grzecznie zwróciłam sie do pań ze słowami :
"przepraszam bardzo, czy mogłyby panie nas tu nie zatruwać?" Na co usłaszałam
wypowiedziane agresywnym tonem, że jak mi sie nie podoba, to moge wyjść za
przystanek. Stwierdziłam, że nie tylko mnie sie nie podoba. Na szczęście
poparły mnie bardzo energicznie inne osoby. Niestety nie skutkowałało, bo
panie cały czas były agresywne i nie raczyły zakończyć palenia. W końcu
bardzo inteligentny młody człowiek podszedł do nich i wyrwał im papierosy z
ust i ostentacyjnie zgasił nogą w śniegu, co wszyscy obecni przyjeli z
owacjami

).
O TEMPORA! O MORES!