Dodaj do ulubionych

Niepracujące a niezaradne mamy

14.03.05, 15:48
Jak to jest, że mama, która nie pracuje nie potrafi zająć sie jednym
dzieckiem??? Tylko potrzebuje pomocy męża, babci, teściowej a nawet dziadka.
To chyba niezaradność tych mam. mnie byłoby wstyd, gdybym musiała prosić o
pomoc w kąpaniu dziecka czy gotowaniu obiadu. Co innego, gdy mama pracuje,
ale taka która jest w domu uważam że powinna radzić sobie sama, ewentualnie
małżonek może pomóc. Ale dlaczego mamy tak często wykorzystują babcię czy
teściową czy ciocię, żeby móc zając sie dzieckiem. Ja tego nie znam. jak
można nie umieć zająć sie samemu swoim dzieckiem, zauważyłam że często
dotyczy to kobiet dojrzałych (po 30 r.ż.) i wykształconych.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 15:59
      Zależy jaką niezaradność masz na myśli. Aktualnie nie pracuję tj. pracuję w
      domu na zlecenia. Dzieckiem zajmuję się lekkim twistem ale teściową o pomoc
      proszę (mąż prosi) niekiedy ponieważ czasem chcę wyjść. Rozumiesz? Wyjść z
      domu, iść na jazdę konną, po ciuchowe zakupy. Niekiedy mamy wręcz fanaberie
      żeby wyjść z mężem do kina, teatru czy centrum handlowego BEZ DZIECKA.
      Gotowanie obiadu to moja sprawa, kąpiel niemowlaka - sprawa męża.
      • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 16:17
        Mam na myśli takaniezaradność w której kobieta, która jest mamą zwraca sie do
        swojej mamy lub teściowej 60 letniej, żeby zajęła sie dzieckiem, bo ona sie
        chce wyspać!!! Kobiety miejcie trochę rozsądku.
        • triss_merigold6 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 16:22
          A to też rozumiem. Mnie dziecko pozwala spać bo zostało "ustawione" od
          początku. Ale są dzieci dające całonocne koncerty. Brak snu jest wyrafinowaną
          torturą i gdybym to przechodziła to też bym co jakiś czas oddawała dziecko
          swojemu ojcu lub teściowej żeby móc spać przez 2 godziny bez przerwy.
          • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 16:38
            Tak, jeśli to się zdarza od czasu do czasu to owszem. Ale ja mówię o
            wykorzystywaniu mam czy teściowych. Kobiety decyduja sie na dziecko, a nie
            potrafią same sie nimi zająć. Dla mnie to nieporozumienie.
            • agata_to_ja Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 09:25
              ale kto konkretnie? wkurzają mnie takie ogólniki, która to mam tak cię
              zbulwersowała swoim postępowaniem? Moja teściowa ma takie ulubuione
              powiedzenie: bo ludzie to to i tamto.. że niby ona jest idealna, a ludzie to...
              ja tego nie znoszę, nie rozumiem. To jest najprostszy sposób, aby się wywyższyć
              kosztem jakichś "innych"
              • sutra Re: Niepracujące a niezaradne mamy 26.01.06, 19:57
                A ja rozumiem doskonale. Jeden dzień spędzony z dzieckiem i na pracach domowych
                męczy mnie bardziej, niż cokolwiek innego. Jak wróciłam do pracy, chodziłam do
                pracy żeby odpocząć.

                Poza tym często mamy i teściowe uwielbiaja pomagać i same się narzucają z
                pomocą - jeśli chcą bardzo, to czemu z tego nie skorzystać?

                Takie matki powinny po prostu pracować, a nie siedzieć cały czas przy
                dzieciach.
        • catalinka Re: Niepracujące a niezaradne mamy 19.03.05, 09:10
          Moja teściowa też pomaga mi właśnie rano. Moje dzieci są duże(2 i 4 lata) ale
          często w nocy mam pobudki i wtedy właśnie maluchy idą do babci a ja mogę
          godzinkę jeszcze dospać. I nie czuję się nieporadna, bo gdy jesteśmy sami to
          radze sobię super. Dodam że mieszkamy razem z teściami. Teściowa to lubi, a
          zaznaczam że ma więcej lat niż wiek cytowany w poprzednim poście. Pozdrawiam
          Kasia
        • kika31 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 19.03.05, 18:13
          Czy jeśli teściowa ma 62 lat, jest blondynką, a ja chce się wyspać między 16,00
          a 17,00 to się liczy?
        • zwiatrem Kobiety miejcie trochę rozsądku???? 23.08.05, 22:25
          Witaj a co to za słowa do nas <kobiety miejcie troche rozsądku> mam troje
          dzieci i spodziewam się czwartego oj gdybym kogos mogla poprosic o pomoc, aby
          sie wyspać albo aby mój mąż mógł się wyspać, nie masz pojęcia o czym piszesz, a
          nawet nie masz prawa, jeśli taka sprawa wydaje CI się wysoce NIEPRAWDOPODOBNA
          to omów to tylko i wyłącznie z osoba "winną", że tak to ujmę. My kobiety
          pracujace, czy nie zawodowo pracujemy również w domach, mamy prawo prosić
          najbliższe nam osoby o pomoc, one tez kiedys z czyjejś pomocy korzystały!!!!!
          Znam pewna młoda mamę, która od dnia narodzin dziecka pedzi , pędzi i biega,
          dopiero kiedy pojechała do rodziców okazało się, że kocha nawet spać - masz
          pojęcie- jakie to fanaberie chcieć spać?
      • witka.klik Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.05.05, 12:20
        Princessa ty to chyba nie masz dziecka co? tu nie chodzi o niezaradność, tu
        chodzi o odpoczynek od dziecka.chociaż 2-3 godziny.ile mozna siedzieć w domu,
        prać, sprzatać, gotować i 24 godz. z dzieckiem....kazdej kobiecie nalezy sie
        wyjście gdziekolwiek...bez dziecka!wiem jak to jest.koncze studia, mam 3 letnie
        dziecko, maz pracuje od rana do nocy.uwazam ze po calym dniu sprzatania,
        prania, gotowania i pisania na kolanie w miedzyczasie pracy mgr.nalezy mi sie
        wyjście z domu bez dziecka, chociaz raz na 2 tyg.
        • zwiatrem witka.klik 23.08.05, 22:28
          Super, masz racje,ona dziecka chyba nie ma.
          • mkolaczynska Re: witka.klik 01.11.05, 17:25
            he he a jam mam i też nie zawsze rozumiem.
            Chlew w domu(łącznie nz nie mytymi naczyniami sprzed tygodnia) dzieci u
            teściowej a bidula siedzi przed telewizorkiem i odpoczywa wink, ew odsypia wink
            No nie rozumiem!
            • milka_milka Re: witka.klik 01.11.05, 19:48
              Cóż, ja rozumiem. I zapewniam Cię, że gdy moje dziecko było malutkie i baaardzo
              męczące, to chwile, kiedy zajmował się nim ktoś inny wolałam spożytkować na sen
              i odpoczynek a nie sprzątanie z wywieszonym jęzorem. Potem cała robota szła mi
              o wiele szybciej i składniej. A poza tym zdrowa dawka egoizmu nikomu jeszcze
              nie zaszkodziła.
              • mkolaczynska Re: witka.klik 02.11.05, 07:18
                heh czyli lubisz wchodzić do mieszkania gdzie boisz się zdjąc buty, bo sobie
                poobklejasz nie wiadomo czym stopy. Lepiej tam nic nie pić i nie jeścć bo
                strach z łazienki syfi a brudne rzeczy walają się po większej części mieszkania.
                Dziecko brudne jak nieboskie stworzenie chodzące w popołudniowych godzinach po
                domu w piżamce, mamusia zresztą też.
                Czym się ta mamusia tak zmęczyła porannym wstawaniem?
                Mam dziecko i wiem że nie trzeba za nim chodzić przez cały dzień, zwykle można
                spokojnie ogarnąć mieszkanie i zadbać o siebie.
                • umasumak Re: witka.klik 02.11.05, 09:02
                  mkolaczynska napisała:

                  > Mam dziecko i wiem że nie trzeba za nim chodzić przez cały dzień, zwykle
                  można
                  > spokojnie ogarnąć mieszkanie i zadbać o siebie.


                  Ale zapewne wiesz także, że dzici są różne? Osobiście znam taką rodzinę, w
                  której matka, mimo najlepszych chęci nie była w stanie zrobić NIC w domu, gdy
                  była sama z dzieckiem. Rozumiesz to? Czy nie mieści się to w Twej wyobraźni?
                  • mkolaczynska Re: witka.klik 02.11.05, 13:20
                    Mam chyba słabą wyobraźnie dziecko powyżej roku powinno umieć się zająć samo
                    sobą choć przez 15 min. To akurat tyle czasu żeby włożyć pranie do pralki.
                    • umasumak Re: witka.klik 02.11.05, 15:16
                      Bez urazy, ale faktycznie z wyobraźnią u Ciebie kiepsko.
                      • mkolaczynska Re: witka.klik 02.11.05, 15:27
                        he he ale takie 2 letnie dziecko grubą niedomytą babe i miszkanie-coraz większy
                        chlew potrafie sobie bardzo dobrze wyobrazić-może dlatego ze widziałam wstęp.
                        Może to dlatego ze mam dziecko i wiele dzieci znam-nie tylko z opisu, więc
                        takie co nie dje nawet 15 min wytchnienia to już naprawde jakieś mega
                        pobudliwie jest, poszłabym z nim do neurologa niech sprawdzi może coś z nim nie
                        tak? Coś takiego to na leczenie farmakologiczne moim zdaniem się nadaje.
                        • umasumak Re: witka.klik 02.11.05, 15:38
                          mkolaczynska napisała:

                          > he he ale takie 2 letnie dziecko grubą niedomytą babe i miszkanie-coraz
                          większy
                          >
                          > chlew potrafie sobie bardzo dobrze wyobrazić-może dlatego ze widziałam wstęp.

                          A ja czegoś takiego nie widziałam, no może w programach dokumentalnych o
                          rodzinach patologicznych.


                          > Może to dlatego ze mam dziecko i wiele dzieci znam-nie tylko z opisu, więc
                          > takie co nie dje nawet 15 min wytchnienia to już naprawde jakieś mega
                          > pobudliwie jest, poszłabym z nim do neurologa niech sprawdzi może coś z nim
                          nie
                          >
                          > tak? Coś takiego to na leczenie farmakologiczne moim zdaniem się nadaje.

                          Ja pisałam o przypadku, kiedy dziecko cierpiała na przewlekłe kolki do 3 roku
                          życia, u specjalistów wszelkich bywało rgularnie, jednak sytuacja nie dała się
                          na tyle opanować, żeby matka była wstanie podołać i opiece i zajęciom
                          domowym. NO fakt, nie wpadli durni, żeby dawać dzieciakowi psychotropy! Jakże
                          to by ułatwiło wszystkim życie i babcia nie musiałaby pomagać.
                          • mkolaczynska Re: witka.klik 02.11.05, 15:54

                            > A ja czegoś takiego nie widziałam, no może w programach dokumentalnych o
                            > rodzinach patologicznych.
                            Żadna tam patologia normalna rodzina-przynajmniej na pierwszy rzut oka.

                            > > Może to dlatego ze mam dziecko i wiele dzieci znam-nie tylko z opisu, wię
                            > c
                            > > takie co nie dje nawet 15 min wytchnienia to już naprawde jakieś mega
                            > > pobudliwie jest, poszłabym z nim do neurologa niech sprawdzi może coś z n
                            > im
                            > nie
                            > >
                            > > tak? Coś takiego to na leczenie farmakologiczne moim zdaniem się nadaje.
                            >
                            > Ja pisałam o przypadku, kiedy dziecko cierpiała na przewlekłe kolki do 3 roku
                            > życia, u specjalistów wszelkich bywało rgularnie, jednak sytuacja nie dała
                            się
                            > na tyle opanować, żeby matka była wstanie podołać i opiece i zajęciom
                            > domowym.
                            Kolka przez 3 lata, jeden przypadek na tysiąc?
                            Mamuś które tylko siedzą w domu tyją i nawet bajeczki dziecku nie poczytają nie
                            pobawią się z nimi, jest naprawde bardzo dużo i to wcale za patologie nie jest
                            odczytywane. Ok ja rozumiem obowiązki domowe mogą być męczące, ale zwykle nie
                            do przesady! Zwłaszcza jak można liczyć na pomoc kogoś z rodziny.


                            NO fakt, nie wpadli durni, żeby dawać dzieciakowi psychotropy! Jakże
                            > to by ułatwiło wszystkim życie i babcia nie musiałaby pomagać.
                            Na to psychotropy nie pomagają. Tak informacyjnie. Chyba że te kolki jakieś
                            psychosomatyczne podłoże miały, ale czy ja wiem?
                            • umasumak Re: witka.klik 02.11.05, 16:03
                              mkolaczynska napisała:


                              > Na to psychotropy nie pomagają. Tak informacyjnie. Chyba że te kolki jakieś
                              > psychosomatyczne podłoże miały, ale czy ja wiem?

                              No tak, ale niektórzy lekarze przepisują wrzaskliwym dzieciom środki
                              uspakajające. Na kolki również. Mnie samej poroponowano podanie luminalu (chyba
                              tak to się nazywało, dokładnie nie pamietam, bo było to ponad 12 lat temu) w
                              przypadku mojej starszej córki, która przez [pierwsze 2 miesiące swojego życia
                              darła się na okrągło z powodu właśnie kolki jelitowej. Sympatyczna pani doktor
                              stwierdziła, że przecież się wykończę, a koło męża też trzeba pochodzić i w
                              domu posprzątać. No cóż, wolałam przetrwać i odpuścić sobie pracę w domu, niż
                              faszerować dziecko ogłupiaczami.
                              • mkolaczynska Re: witka.klik 02.11.05, 16:17
                                No cóż, wolałam przetrwać i odpuścić sobie pracę w domu, niż
                                > faszerować dziecko ogłupiaczami.

                                No wiedzisz i tu dochodzimy do sedna. Wolałaś zajmować się dzieckiem a nie
                                wychodzić na kryształową panią domu i ok-dla mnie to też jest najważniejsze.
                                Pobawić się z dzieckiem poczytać bajke dać jeść.
                                Niemniej śmieszy i prawie wkurza jak wchodze do mieszkania, czuje przedziwną
                                mieszanine niefajnych zapachów, matka zaniedbana totalnie, dzieciak siedzi
                                przed telewizorem i ogląda bajki na DVD, a ja słysze od byłej kolezanki ze
                                studiów jestem totalnie wymęczona na nic nie mam czasu itd. SZOK!
                                Na co ona ma czas?
                    • myszatek80 Re: witka.klik 06.07.06, 19:45
                      A ja mam właśnie takie dziecko, które owszem potrafi się zająć sobą przez 15
                      minut, ale zwykle skutki tego zajęcia się sobą usuwam pół dnia, o ile są wogóle
                      do usunięcia. Zniszczone książki i gazety, rozregulowane sprzęty RTV i AGD,
                      podarte na maleńkie kawałki rolki ręcznika papierowego to tylko niewielk próbka
                      jego możliwości.A Maluch ma 15 m-cy.
                • milka_milka Re: witka.klik 02.11.05, 11:03
                  Opisywanego przez Ciebie obrazu jeszcze u nikogo nie widziała, nawet tych
                  najbardziej zmęczonych i "egoistycznie" odpoczywających matek. Poza tym, nie
                  wiem, czy zdajesz sobie sprwaę, że są różne dzieci i różne kobiety, które mają
                  inną tolerancję na zmęczenie i brak snu. Ale cóż, nie każdy może wykazać sie
                  chociaż miminum empatii.
                  • mkolaczynska Re: witka.klik 02.11.05, 13:25
                    A ja widziałam, akurat byłam w ciąży i słowo zaczełam się zastanawiać czy nie
                    zrobić porządów na zapas winkobmyślać jak by tu sobie ułatwić prace, zmiejszyć
                    ilość czasu wydatkowanego na sprzątanie. Okazało się że nie było to potrzebne.
                    Spokojnie daje sobie rade z porządkami po przyjściu z pracy wink ewentualnie w
                    weekend jeśli dziecko maksymalnie zajmuje nasz czas w tygodniu.
                    Prawdą jest ze nie jestem samotną matką i mąż pomaga np. gotuje obiady.
                    • ewelinap4 Re: witka.klik 25.01.06, 13:01
                      mkolaczynska napisała:

                      > A ja widziałam, akurat byłam w ciąży i słowo zaczełam się zastanawiać czy
                      nie
                      > zrobić porządów na zapas winkobmyślać jak by tu sobie ułatwić prace, zmiejszyć
                      > ilość czasu wydatkowanego na sprzątanie. Okazało się że nie było to
                      potrzebne.
                      > Spokojnie daje sobie rade z porządkami po przyjściu z pracy wink ewentualnie w
                      > weekend jeśli dziecko maksymalnie zajmuje nasz czas w tygodniu.
                      > Prawdą jest ze nie jestem samotną matką i mąż pomaga np. gotuje obiady.


                      widzisz gotuje obiady, to bardzo duzo, mnie najbardziej pochłania obiad,
                      szczególnie z dwóch dań, jakby mnie ktos wyreczył, to w ciagu dnia nie ma
                      roboty, mozna tak to ująć (jak dla mnie)
              • igielka6 ze skrajności w skrajność. 18.06.06, 22:23
                Ja mam dwoje dzieci. Przy pierwszym nikt mi nie pomagał. Zawsze miałam na czas
                wyprane i posprzętane itd. Nieraz byłam zmęczona, ale nie umiałam poprosić o
                pomoc, bo uważałam, że to moje obowiązki. Ale gdyby mi ktoś zaproponował,
                pewnie bym skorzystała.
                Teraz przy dwójce dopiero rozumiem, co to znaczy brak snu i zmęczenie.
                Szczególnie trudne były początki. Mała miała okropne kolki. Potrafiła płakać od
                2 do 5 w nocy. A synek wstawał ok 6 rano. Teściowa wprowadziła się na jakiś
                czas do pomocy. Sama zaproponowąła i nalegała. Skorzystałam i w brodę sobie
                plułam. Kolejna gęba do wykarmienia i oprania. Ale ostatnia do roboty. Niby
                zawsze chciała, ale nigdy jej nie wyszło. Po nie przespanej nocy wstawałm do
                małego, bo ona nie wiedziała, że dziecko po obudzeniu trzeba przewinąć i
                nakramići mały tak płakał, że siłą rzeczy, mnie budził. A teściowa z kawką i
                krzyżóweczkę " Już wstałaś?". Oczywiście nigdy też nie słyszała, że maleńka
                płakała pół nocy, choć spała w pokoju obok.
                Po jej wyjeździe bardzo mi ulżyło.
                Nie powiem, że jest łatwo wszystko pogodzić, ale kwestia dobraj organizacji.
                Zmęczenie oczywiście sięga zenitu i codziennie marzy mi się tylko jedno: wyspać
                się.
                Doskonale rozumiem mamy, które korzystają z okazji, eby wyjść z domu bez
                dziecka.
                Ale nie rozumiem mam, które przy jednym dziecku nie radzą sobie z codziennymi
                obowiązkami (nie dotyczy oczywiście niemowląt z kolką, dzieci chorych i
                niepełnosprawnych).
        • max-mama Re: Niepracujące a niezaradne mamy 27.01.06, 00:34
          Ja wychowuje moje dziecko sama od siedmiu lat,ale zazdroszcze mamom ktore moga
          liczyc na pomoc mnie najbardziej tego brakowalo..........i brakuje jeszcze
          niekiedy teraz.Zawsze musialam rezygnowac z samotnych wyjsc,pomarzyc o zakupach
          w spokoju i liczyc na wsparcie gdy moje dziecko bylo chore.Teraz moge liczyc na
          pomoc nani ale place jej za to slono i kazda minutke przeliczam zanim zdecyduje
          sie gdzies pojsc,wiec drogie mamy poki mozecie korzystajcie z tego rodzaju pomocysmile
    • mamaamati Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 16:44
      Nie rozumiem,dlaczego nazywasz matki niezaradne, kiedy dzieckiem od czasu do
      czasu zajmie się ktoś inny.


      ale taka która jest w domu uważam że powinna radzić sobie sama, ewentualnie
      > małżonek może pomóc.

      Jeśli chodzi o mnie to niespecjalnie ma mi kto pomagać ,ale kiedy mój mąż
      przychodzi z pracy zajmuje się dzieckiem,bo ja chcę po prostu odpocząć .Czasami
      nawet mój mąż sobie coś ugotuje i nie widzi w tym nic złego.

      Jeżeli u Ciebie <małżonek ewentualnie pomaga> to chyba zbyt czasu nie spędza z
      dzieckiem.
      • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 16:52
        Mój małżonek spędza maksimum czasu z dzieckiem. Zresztą chyba nie ma tak
        dobrego ojca. Ale taka jest prawda matki są niezaradne, bo w pielęgnacji
        niemowlęcia pomagają jej nie tylko mąż, który powinien pomagać, ale również 2
        babcie, dziadek, wujek, ciocia. To jest niestety, ale niezaradność. Podziwiam
        te kobiety, które radzą sobie z pielęgnacją dziecka same. Przechodzą mnie
        ciarki, jak słyszę, że dziadek kąpie dziecko, babcia myje pupę, wujek odciąga
        napletek. Ale przecież to zabiegi higieniczne?!
        • cubus1 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 17:14
          A rozumiesz matki-niepracujące z jednym dzieckiem które użalają się nad sobą bo
          mąż który pracuje od rana do wieczora nie pomaga im w opiecie nad dzieckiem a
          one sobie biedaczki nie radzą?
          • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 17:19
            Biedaczki nie radzą. A co one są niepełnosprawne? Jak to sobie nie radzą będąc
            w domu? Co sprawie trudność? Przewinięcie dziecka, karmienie, a może kąpanie?
            Przepraszam, ale nie rozumiem. Mogę jedynie zrozumieć okres połogu u kobiety,
            ale nie całe życie, 3, 4 ,5 lat.
            • ja275 a co jesli naprawde ktoras z mam jest ,,,, 17.07.05, 21:32
              osoba niepelnosprawna, tak jak ja na przyklad i w zyciu bys nie powiedziala (
              patrzac na mnie )ze jestem chora osoba na chorobe ktorej nie da sie wyleczyc i
              dla ktorej pomoc fizyczna przydalaby sie bardzo, niestety nie ma takiej
              mozliwosci by ktos przyjechal z Warszawy do Krosna by mi pomoc, musze radzic
              sobie sama, rozumiem mamy ktore chca odpoczac od swego dzieciecia chociaz 2 h w
              dniu, sama bym to uczynila gdyby bylo to mozliwe, to naturalne i potrzebne dla
              tzw zdrowia psychicznego od tak po prostu pobyczyc sie i nic nie robic,,,,,
        • zwiatrem Oj to chyba nie twoja sprawa 23.08.05, 22:33
          wiesz tak czytam te twoje kłotnie i pseudowyjasnienia i juz wiem na pewno, po
          porstu wtraciłaś się w nieswoje sprawy i tyle.
          Każda mama ma swój dom i swoje sprawy a ty piszesz o sprawach nie swoich.
          Co cie to wszystko obchodzi. Daj im spokój, wyjdx rano na spacer zobacz sa inni
          ludzie, jak ci od mycia napletkow (choć nic w tym złego że tacy sa )...
    • lola211 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 17:36
      Ja tam swoja tesciowa i mame tudziez sasiadke wykorzystuje wówczas, gdy chce
      spedzic jakis czas bez dziecka.Albo gdy chora jestem.Poza tym np. moja tesciowa
      jest taka osoba, ktora uwielbia pomagac, wszystkim wokol, to ja napedza,
      dlatego robie jej przyjemnosc i zamawiam np. pierogi.Tak ja wlasnie
      wykorzystuje, a ona o dziwo, cala w skowronkach.
      Musisz brac pod uwage, ze czasem nie ma co liczyc na malzonka, wówczas albo
      pozostaje heroicznie samej zajmowac sie domem , dzieckiem, albo rozsadnie
      czasem skorzystac z pomocy rodziny.Nie chodzi o to, ze czlowiek ma tak duzo
      obowiazkow, ze sobie nie poradzi, ale ze czasem chcialby od dziecka odsapnac,
      czasem ma lenia, czasem go wrecz ciagla obecnosc dziecka irytuje(tak tak), i
      tak wlasnie czesto jest, gdy matka nie pracuje, tylko na okraglo przebywa z
      dzieckiem,zmeczenie materialu nastepuje.
      • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 17:40
        Jesteś bardzo wyrozumiała. Moze ja jesem zbyt wymagajaca od siebie i życia. Ale
        lepiej sie czuję wówczas, gdy robię wszystko bez pomocy. Masz rację, każdy robi
        jak chce. niektórym to nie tylko nie przeszkadza, ale i pasuje nawet.
        • lola211 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 17:45
          Nie rozumiem, co jest nagannego w skorzystaniu z pomocy rodziny.Oczywiscie nie
          mówie o codziennym korzystaniu z niej, ale nie przesadzajmy w druga strone.Nie
          wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej idac do fryzjera mialabym wynajmowac
          opiekunke do dziecka lub targac je ze soba zamiast podrzucic babci.W imie
          czego? Udowadniania jaka to jestem samowystarczalna, jaka ze mnie bohaterka?
          Babcie by mnie chyba udusily.
      • mifka Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 17:46
        wiesz kobiety sa bardzo rozne, dzieci tez. ja tez myslelam, ze takie kobiety to
        niezdary dopoki nie zobaczylam mojej siosry, ktora po pol roku od porodu nadal
        nie mogla usiasc (jakies komplikacje) a moja siostrzenica to byl prawdziwy
        diabel-terrorysta. ona na prawde wtedy potrzebowala pomocy choc normalnie jest
        bardzo sprawna i swietnie zorganizowana kobietka.
        ale leniwych ksiezniczek tez nie brakuje, nie oceniam ich negatywnie ale mysle
        sobie, ze dzieci rosna tak szybko a one nie wiedza traca i po prostu nie
        potrafia czerpac radosci ze zwyklych codziennych czynnosci.
        • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 17:48
          Właśnie takie księżniczki jak to ujęłaś to niezdary.
          • jola_ep Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 19:18
            I jak się ładnie wygląda na tle takich księżniczek tongue_out

            Pozdrawiam
            Jola
            po 30, wyższe wykształcenie, dwójka dzieci, mąż często na wyjazdach, a rodzina
            400 km dalej, aha - jeszcze pracuję
            Normalnie aż mi się miło na sercu zrobiło, jak to napisałam wink)))

            PS Jak tylko miałam możliwość, to korzystałam z pomocy rodziny, w końcu po to
            ona jest smile))
            • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 19:27
              Ty chyba źle przeczytałaś temat tego wątku! Nie pracujące mamy! A to jest
              wielka różnica: pracować z dzieckiem w domu, a pracować również zawodowo. Ja
              poruszyłam wątek mam będą cych w domu z jdnym dzieckiem i nie dającymi sobie
              rady i wiecznie narzekającymi. Więc nie masz się o co obrażać.
              • jola_ep Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 19:45
                > Ty chyba źle przeczytałaś temat tego wątku! Nie pracujące mamy! A to jest
                > wielka różnica: pracować z dzieckiem w domu, a pracować również zawodowo. Ja
                > poruszyłam wątek mam będą cych w domu z jdnym dzieckiem i nie dającymi sobie
                > rady i wiecznie narzekającymi. Więc nie masz się o co obrażać.

                Ja się obraziłam? Skąd, ja się podbudowywałam. Jak pisałam tę wyliczankę, to
                zaraz zaczęłam o sobie lepiej myśleć wink
                A właściwie czy to źle - tak się pozytywanie na tle innych przedstawić? W końcu
                ktoś nas musi pochwalić, jakie jesteśmy zaradne smile

                A z pomocy rodziny korzystałam, jak byłam na urlopie smile

                Pozdrawiam
                Jola
              • lola211 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 20:02
                Czyli jak rozumiem, odmawiasz prawa korzystania z pomocy rodziny tym mamom,
                ktore zawodowo nie pracuja i maja jedno dziecko.Te co maja dwojke sa juz
                usprawiedliwione? Fakt, jedno dziecko to zaden obowiazek,sam relaks.
                Ja czy pracowalam czy nie, zawsze korzystalam okazjonalnie z pomocy innych,
                jakos nikt sie nie skarzy, wrecz przeciwnie, moze dlatego ze w rodzinie dzieci
                malo.Wydawalo mi sie czyms normalnym, ze dziecko nie jest do matki przyspawane
                i czasem mozna je komus podrzucic, nie po to, by biedaka obciazac, ale by razem
                milo spedzili czas.



                • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 20:04
                  masz rację: "podrzucić"
                  • lola211 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 20:22
                    Tak, dokladnie, podrzucic, czyli zostawic na godzine, na dzien, nawet na dwa.To
                    takie niezwykle?
                    • triss_merigold6 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 20:26
                      Lola, luz. My z mężem też podrzucamy (o zgrozo nawet na Sylwestra bo chcieliśmy
                      pobalować). Mnie w dzieciństwie podrzucano do dziadków i byłam przeszczęśliwa.smile
                      Teraz powinno się dziecko przyspawać do podołka, tak zgodnie z najnowszymi
                      trendami.
                      • lola211 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 20:45
                        Juz wrzucam na luzsmile, jednak ciagle nie dowierzam, ze cos tak oczywistego jak
                        najzwyklejsza pomoc moze byc odbierane tak negatywnie.
                        • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 20:59
                          Nie negatywnie lolu droga. Po prostu pomoc pomocą, to nie jest niezykłe. tylko
                          te mamusie maja dwie lewe rączki. Kto urodzil dziecko? matka. a kto wychowuje?
                          babcia. Wobec czego stą jest przysłowie: nie ta, która urodziła, lecz ta co
                          wychowała jest matką. Najpierw podrzucacie dziecko, a potem narzekacie na
                          teściowe i swoje mamy. Nierozumiem.
                          • jola_ep Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 21:01
                            > Najpierw podrzucacie dziecko, a potem narzekacie na
                            > teściowe i swoje mamy.

                            A kto narzeka? wink

                            Jola kukułka wink
                            Bo mi się podrzucać zdarzało smile
                          • lola211 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 22:13
                            Najpierw podrzucacie dziecko, a potem narzekacie na
                            > teściowe i swoje mamy. Nierozumiem.

                            No ja tez nie rozumiem- kogo masz na mysli? Ja "podrzucam" (zapewne co innego
                            pod tym pojeciem rozumiemy), a pretensji zadnych nie wnosze, wrecz przeciwnie,
                            o mojej tesciowej wyrazam sie zawsze w superlatywach.
                            Moze jakiegos linka zapodaj, to bede wedziala o jakie konkretnie sytuacje ci
                            chodzi.
                          • witka.klik Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.05.05, 12:29
                            ksiezniczko!ale ty bzdury wypisujesz...az czytac sie nie chce.nie wierze ze ty
                            nie korzystasz z pomocy rodziny.chyba nie wiesz co to znaczy byc z dzieckiem 24
                            godz.konczyc studia itd.o ddziecka trzeba opocząć.dzieci sa wspaniałe , kochane
                            ale bedac z nimi non stop potrafia irytować.wtedy warto poprosic kogos o
                            pomoc. chociaz na pare godzin , zeby móc zebrac siły na kolejne dni.rozumiesz
                            księżniczko?
              • ania-jasia Re: Niepracujące a niezaradne mamy 24.11.05, 16:44
                wiesz cio princessa? ty chyba naprawde nie masz dzieci! ja mam jedno prosze
                czasem o posiedzenie z dzieckiem tesciowa lub babcie nawet mimo ze nie pracuje.
                i to nie jest z mojej strony niezaradnosc!
                tesciowa wpada mniej wiecej co 2 3 dni na godzinke lub dwie.
                maz pracuje do 18 wiec calymi dniami sama sprzatam piore gotuje chodze nha
                spacery do biblioteki wypozyczac jasiowi ksiazeczki do czytania regolarnie
                spotykam sie z kolezanka ktora ma dziecko w podobnym wieku zeby jas mial
                kontakt z rowiesnikami jak najwczesniej w domu bawie sie z synkiem nawet w
                pilke gramsmile i uwiez po calym takim dniu jestem wypompowana totalnie i jak
                tylko mam okazje to korzystam z tgego jak ktos chce pomuc!!!!!!!!!!!dodam ze
                jestem zadbana kobieta. i nie potrafie pojac tego ze kobieta tego nie pojmuje
                ze mozna byc zmeczonym i tylko czekac az ktos do p[omocy sie zjawi! to nawet
                moj maz rozumie! choc facet jest! czasem sam mnie wygania na pogadauchy z
                kolezanka i zostaje z malym!
                dziewczyny nie przejmujcie sie princessa jkest rozzalona jakas bo jej pewnie
                nikt nie pomaga i se sama radzic musi i uwaza ze inne tez powinny:p
                to moj nr gg 2716547-jakby ktoras chciala pogadac to zapraszam:0)
                • princessssa1 Re: do ania_jasia 24.11.05, 16:51
                  Oj jaka ty biedna zagoniona w tym świecie, że nawet nie masz czasu nad
                  ortografią popracować. O zgrozo POMUC!!!!!!!!!!!!!!!1 Tacy nie powinni nawet
                  czytać na forum , a co dopiero się wypowiadać. Prostota i głupota!!!!!
    • anek.anek Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 21:06
      Kobieto, o czym Ty mówisz, jakie "ewentualnie mąż możę pomóc"?!
      Jakie ewentualnie? Opieka nad dzieckiem to full etat. Tak jak nie wyrabiasz
      czasem w pracy etatowej, tak samo masz prawo nie wyrabiać fizycznie czy
      psychicznie opiekująć się dzieckiem.
      • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 21:11
        Jasne. Nie wyrabia się. Ja jakoś wyrabiam się i znam wiele kobiet, którym
        doskonale "idzie" macierzyństwo. Ale widzę, że jest bardzo dużo wygodnych mam.
        Aż się zdziwiłam. Tylko nie rozumiem tych wątków typu: "zdaniem teściowej",
        czy "opieka teściowej". To jeśli tak bardzo wam sie podoba podrzucanie dziecka
        (będąc w domu zaznaczam) to po co wy macie te dzieci?
        • ewasuwek Re: Niepracujące a niezaradne mamy 17.03.05, 07:50
          a co z babciami dla których opieka nad wnukami to nie kara i obowiązek a
          jedynie przyjemność...nie podrzucałabyś takiej babci wnuka bo
          jesteś "samowystarczalna"...?
          ja zajmowałam się moją córeczką sama (mąż wiadomo pracował cały dzień) do 9
          miesiąca. Weronika do 6m nie pozwalała się dotknąć nikomu innemu tylko mnie lub
          mężowi. Myślałam że mi ręce poodpadają. Nikt mi nie pomagał bo mieszkamy sami,
          babcie pracowały o po pracy odpoczywały, do tego musiałam się zająć dużym
          domem. Przyznam że z zazdrością patrzyłam jak moje koleżanki zostawiały dzieci
          babciom i szły do kina albo na zakupy (SAME).

          Ewka
    • zona_mi Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 21:11
      A ja myślę, że Princessa wyraziła się nieprecyzyjnie. Prawdopodobnie chodzi Jej
      o mamy właśnie ZARADNE, czyli potrafiące się doskonale urządzić, będące
      jednocześnie leniwe i sprytne. Mam tu na myśli osobniczki, którym nie chce się
      zajmować dzieckiem i np. zamiast podrzucać je od czasu do czasu do babci, same
      wolą je tam odwiedzać (od czasu do czasu smile). Sama znam co najmniej dwie takie
      mamy. Jedna z nich na początku "bała się" kapać i przewijać, dzidzia nie dawała
      jej spać po nocach, więc "na jakiś czas" zostawiła ją u babci, majacej
      doświadczenie po urodzeniu kilkorga dzieci. Kiedy się spotkałyśmy po ponad
      roku, sytuacja pozostawała bez zmian.
      Druga zaś wyjechała z mężem w drugą podróż poślubną w czasie gdy syn miał około
      roku, zostawiwszy dziecko u babci. Po dwóch tygodniach wrócili, ale "Rafcio tak
      się do babci przyzwyczaił...", że rodzice nie mieli serca go odbierać do dziś
      dnia. Rafcio jest obecnie nastolatkiem.
      Takie matki (i ich mężowie) moim zdaniem zasługują na [potępienie, oburzenie
      itd.
      Co innego potrzeba pomocy, a co innego cwaniactwo.
      • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 21:17
        Bardzo Ci dziękuję, masz racjęnieprecyzyjnie to ujęłam, ale o to właśnie mi
        chodziło. Ja rozumiem pomoc od czasu do czasu, ale jak nazwać to, jak babcia
        wychowuje wnuki? A potem jeszcze na nią narzekają. Nie mówcie, że mamy muszą
        odpocząć, bo: idą do fryzjera, do koleżanki, na dyskotekę, do pubu, na piwko,
        na zakupy, do kina, do teatru, i Bóg wie gdzie jeszcze. Moim zdaniem decydujac
        sie na macierzyństwo podjęliśmy decyzję o wychowywaniu dziecka, a nie tylko o
        urodzeniu. Mama się nie wyspała to podrzucę dziecko babci. Kobiety
        macierzyństwo to nie tylko przyjemności, ale i obowiązki. Ale widzę, że wiele
        kobiet jest bardzo wygodnickich. tylko nie mówcie za 15, 20 lat, że
        wychowaliscie dziecko.... bo to babcia wychowała
        • triss_merigold6 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 21:21
          Ooo kochana. To ja z tych matek co pojdą do fryzjera niekiedy, do klubu, na
          piwo, zakupy, do kina, teatru i jeszcze do znajomych.P Wówczas z czystym
          sumieniem zostawiam dziecię z mężem a dziecięcia ojcem. I nie uważam żebym nie
          wychowywała czy robiła to źle.
          Macierzyństwo to jeden z aspektów życia, może najważniejszy ale na pewno nie
          jedyny (dla mnie). Poza tym, że jestem matką jestem dorosłą kobietą z prawem do
          własnego, wolnego czasu i przyjemności.
          • wieczna-gosia Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 07:39
            A jak sie ma wiecej dzieci niz jedno to juz mozna:

            podrzucic dziecko dziadkom bo sie nie wyspalam?
            isc na piwko?
            na ploty?
            Do fryzjera (akurat srednio korzystam..)?

            Itd....

            czy nadal obowiazuja te same ograniczenia.

            Bo widzisz proncesso, najpierw piszesz o kobietach co maja jedno male i se nie
            radza. I ja cie rozumiem chociaz tylko czesciowo, bo malutkie pierwsze dziecko
            potrafi neizle rozwalic plan dnia, jesli dodatkowo matka sie czuje niepewnie/ ma
            baby bluesa to faktycznie zrobienie obiadu jest stresem. Ja pierwsze dziecko
            chowalam w akademiku, gdzie ciotek mialam na tuziny- nie mialam czasu sie
            macierzynstwem zestresowac.... ale jesli czlowiek tkwin sam jak palec, trafil na
            dziecko z kolka to sie wloczy pol dnia w pizamie i tez ryczy....

            Ale z drugiej strony- rodzina to nie sklep i rozliczanie kazdego wedlug tabel;ki
            winien/ ma. Moja mama po 14 latach dorosla do roli babci i sie zaczela
            angazowac. Moja tesciowa natomiast jest taka ze jesli nie widzi dzieci przez 2
            tygodnie to zaczyna mnie molestowac telefonami wink Chetnie zostaje z dziecmi. To
            co, mam sie postawic w imie zasady?

            Ja nie mam powodow do narzekan na jej wychowanie- ciagle jeszcze to JA wychowuje
            dzieci i tesciowa mam taka, ze kazdemu zycze wink
          • ewasuwek Re: Niepracujące a niezaradne mamy 17.03.05, 07:52
            Popieram w 100%...



            Ewka
        • zona_mi Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 21:24
          A w jakim wieku jest Twoje dziecko, Princesso?
          • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 21:27
            Będzie miał 4 latka. A zostawianie z ojcem to nic złego, ja mam na myśli
            podrzucanie baciom, dziadkom czy wujkom. To normalne, że ojciec ma zająć sieę
            dzieckiem. Oj lola ty chyba nie potrafisz czytać.
            • lola211 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 22:09
              A zostawianie z ojcem to nic złego, ja mam na myśli
              > podrzucanie baciom, dziadkom czy wujkom.

              Przeczytaj raz jeszcze swoje posty i zastanów sie, co wypisujesz.Zostawic z
              ojcem według ciebie dziecko mozna, ale juz podrzucic babci nie.Nie kazda z nas
              moze liczyc na ojca dziecka, wiesz?
              Ja owo "podrzucic" rozumiem jako zostawienie dziecka pod opieka babci na tyle
              ile bedzie konieczne- 2 godziny, a czasem i 2 dni, zalezy od
              okolicznosci.Uwazam, ze nie ma w tym nic nagannego, potrzebuje czasu na
              załatwienie spraw, wiec korzystam z pomocy rodziny.A moze tobie chodzi o
              zostawianie dziecka calymi tygodniami? To tez zalezy od okolicznosci- mam
              kolezanke, ktora zmuszona sytuacja zyciowa jeździ pracowac zagranice, dziecko w
              wieku szkolnym zostawia pod opieka babci, musi po prostu.I co, zła z niej matka?
              Nieprecyzyjnie sie wyrazasz, z twoich wypowiedzi wynika, ze matka nie powinna
              nikogo angazowac do opieki nad dzieckiem, bo sama to dziecko urodzila i jej
              problem.
            • zona_mi Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 22:58
              Wiesz, odniosłam wrażenie, że jest zupełnym oseskiem. Bo kiedy moja córka była
              malutka, byłam chyba jeszcze bardziej zasadnicza niż Ty. Moja babcia do tej
              pory mówi, że "swoje dzieci noszę w zębach". Potępiałam i krytykowałam
              dziewczyny, które na chwilę (naprawdę na chwilę) zostawiały swoje dzieci z
              kimkolwiek. Takie, które chodziły na koncerty, oglądały filmy zamiast tkwić nad
              kołyską. Nie mogłam zrozumieć, jak można interesować się czymś innym mając
              dziecko! A wiesz dlaczego? Bo na córeczkę czekałam pięć długich lat, ze
              schodami po drodze. To było wyczekane, wymodlone i upragnione dziecko.
              Ale teraz chodzi już do szkoły, ma rocznego braciszka, a ja nie mogę doczekać
              się najbliższej niedzieli, kiedy będę miała WYCHODNE smile. Bo w ciągu ostatniego
              roku TYLKO RAZ wyszłam z domu bez malucha, za to z moją uczenniczką, zaś sama
              nie byłam nigdzie ANI RAZU. I wiesz, czuję się nasycona i zaspokojona swoim
              macierzyństwem do tego stopnia, że jeśli nie zrobię sobie chwili przerwy, to
              pęknę. Dlatego zostawiam towarzystwo pod opieką tatusia i wracam dopiero na
              wieczorne karmienie smile.
              Rozumiem Cię, ale cały czas sądzę, że masz na myśli tylko ekstremalne
              przypadki, o których pisałam w poprzednim poście.
              Pozdrawiam.
              • verdana Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.03.05, 23:15
                Oczywiście, że DOBRA matka, póki dziecko nie ukończy 6 lat nie powinna iść do
                fryzjera, do kina, na koncert, do teatru i do przyjaciół. A na pewno już nie
                powinna wyjechać na tydzień czy dwa z samym mężem, bez dziecka.
                W ten sposób siedmiolatek bedzie miał naprawde dobrą mamę. Zaniedbaną, z
                siedmioletnią przerwą w korzystaniu z wszelkich rozrywek kulturalnych, bez
                wiekszości znajomych, z psującym się małżeństwem, w którym nie ma czasu na
                bycie we dwoje. Ale za to bohaterską, która wychowała go ZUPEŁNIE SAMA i będzie
                mu to zapewne do końca życia wypominać.
                A babcie i dziadkowie, którzy chcieliby może czasem spędzić parę dni z wnukiem.
                Wara im od niego! To nie ich dziecko! Oni już swoje wychowali i teraz czas do
                grobu, a nie wnuka wychowywać.
                A serio - nie tylko matka w życiu dziecka jest ważna. To dążenie, by nie
                korzystać z niczyjej pomocy (oczywiscie bez przesady) to pozbawienie dziecka
                towarzystwa innych ludzi (gdy nie patrzy na to co się dzieje czujnym okiem
                mamusia), pozbawienie radosci z dłuższych wizyt u babci, z poznania inych metod
                wychowawczych i przyjrzenia się światu z innej trochę perspektywy. Szkoda
                takich dzieci, których matki zamiast dać sobie trochę luzu, "wypełniają bez
                skazy macierzyński obowiązek".
                • wawrz Odniosłam wrazenie... 14.03.05, 23:26
                  Przeczytałam wszystkie posty i takie mam wrazenie (oczywiście nie złośliwe)ze
                  princessa jest strasznie wkurzona ze właśnie takiej pomocy nie ma lub duma jej
                  nie pozwala zeby z niej skorzystać.I własnie taka refleksja ja naszła.Bo nie
                  wierze w to ze z koleżanką przy kawce by nie poplotkowałasmile)))
                  • princessa7 Re: Odniosłam wrazenie... 15.03.05, 08:53
                    I tu się mylisz, pomoc mam (dwie babcie, wspaniały mąż), ale czułabym
                    sieębardzo źle, gdyby ktoś mnie wyręczał, a siedzę w domu. Mów co chcesz, ale
                    praca zawodowa, a siedzenie w domu to duża różnica. I nie opowiadaj pierdół, że
                    kobiety są zmęczone, że muszą odpocząć. Praca w domu jest, ale to nigdy nie
                    będzie praca zawdowa i nie gadaj pierdół kobieto
                    • mama.tadka Re: Odniosłam wrazenie... 15.03.05, 12:21
                      No, mnie osobiście praca zawodowa mniej męczy niż caly dzionek z moim synkiem.
                      Także nie generalizuj. Po 8 godzinach zajęć, ze zdartym gardlem, padam na pysk
                      i owszem, ale caly dzień z malym to czasem naprawdę ostra jazda smile
                      • elwirka26 Re: Odniosłam wrazenie... 24.03.06, 13:29
                        "No, mnie osobiście praca zawodowa mniej męczy niż caly dzionek z moim synkiem"

                        Mnie też. Ja w w pracy wypoczywam....
                    • pade Re: Odniosłam wrazenie... 15.03.05, 13:04
                      Wiesz co faktycznie "siedzenie" w domu z jednym dzieckiem to nie jest jeszcze
                      ciężka praca, ale urodź sobie drugie i wtedy porównuj pracę zawodowa z
                      wychowywaniem dzieci, ok? Ty masz strasznie oraniczone poglądy dziewczyno. Ja
                      mam dwójkę i czasem przez cały dzień tyłka na fotelu nie posadzę. Tobie po
                      prostu za dobrze jest i dlatego takie bzury wypisujesz i chyba masz za duzo
                      wolnego czasu.
                    • zona_wojtka Re: Odniosłam wrazenie... 15.03.05, 17:09
                      Czytam i czytam i wreszcfie doszłam do postu o treści, którą sama bym napisała.
                      Wawrz zrobiła to za mnie. Też nasuwał mi się taki wniosek.
                      Princessa, nie wkurzaj się, bo wtedy twoje posty zaczynają być mocno
                      chaotyczne...
                    • marysiaur Re: Odniosłam wrazenie... 17.07.05, 19:08
                      Ja mam inne doświadczenia. Odkąd poszłam do poracy po 10 miesiącach w domu z
                      córeczką, dopiero odpoczęlam~! A nie mam pracy siedząco- wyczekującej. Za to
                      mam bezstresowe pięc minut na kawę w ciągu dnia i współczucie męża, który
                      postanowił mnie co drugą noc wyręczać w nocnym wstawaniu, bo oboje teraz
                      pracujemy. Teraz nie mam ani minuty drzemki w ciagu dnia, ale co druga
                      przespana noc to taki luksus, że odżyłam.
                    • gandzia4 do princessa7 02.11.05, 10:27
                      Doczytałam do tej twojej wypowiedzi i mnie po prostu powaliło na kolana. Sama
                      opowiadasz takie pierdoły, aż przykro to czytać. Oczywiście, że praca zawodowa
                      to nie to samo co siedzenie w domu i dlatego gdybym tylko mogła to już dzisiaj
                      pognałabym do pracy zawodowej. Tam pracuję określoną liczbę godzin i wychodzę,
                      mam wolne wekendy, przysługuje mi urlop itp, praca w domu trwa niemal 24 na
                      dobę, przy małym dziecku. Nie masz żadnego urlopu, nie ma mowy o wolnym
                      wekendzie i jeszcze do tego zapier... za wikt i opierunek. Ja mam tak od ponad
                      3 lat (od ponad roku dwoje maluchów), jestem w domu z dziećmi, efekt - już mam
                      dość i czekam stęskniona kiedy tylko wreszcie będę mogła wrócić do pracy, czuję
                      się zmęczona psychicznie. Średnio raz na dwa miesiące udaje nam się wyrwać do
                      teatru, lub na koncert i dlatego jestem ta niezaradna. Bredzisz dziewczyno, żyj
                      po swojemu bo przecież nikt cię nie zmusza byś postępowała tak jak te
                      niezaradne i daj innym żyć.
                      • lila1974 Re: Gandzia ... 02.11.05, 15:32
                        Ta "księzniczka" to był kwiat jednej nocy.
                        Nie przeczyta tego, co tu napisalaś ... chociaż co jakiś czas pojawia się na
                        forum jej widmo w postaci pasibrzuszków i innych nicków, więc kto wie, może
                        jednak przeczyta.
                • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 08:47
                  Ty kobieto chyba czytać nie poptrafisz? Kto mówi o wychowywaniu zupełnie
                  samemu??? To jest wątek o kobietach, które mają dwie lewe ręce, są
                  luksusantkami i są księżniczkami. Ja swojego dziecka nie odizolowywuję, ale też
                  nie podrzucam go, bo muszę isć na piwo z kumpelami. Tak to jest dobry przykład,
                  gdy mama zamiast bawić si z dzieckiem, nauczyć go czegoś, iść z nim i mężem do
                  kina to wrzuca dziecko do babci czy cioci. Co to za chora umysłowo matka,
                  która jedzie na wczasy z mężem bez dziecka???? To nie matka. Dlaczego nie można
                  zabrać dziecka ze sobą??? Będzie Ci przeszkadzał??? to po co decydowałaś sie na
                  nie, mogłaś przecież usunąć, wtedy byś problemu nie miała. Przeczytja wszystkie
                  posty, a nie wtrącaj sie w środku
                  • jagusia7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 09:26
                    Tak to jest dobry przykład,
                    >
                    > gdy mama zamiast bawić si z dzieckiem, nauczyć go czegoś, iść z nim i mężem
                    do
                    > kina to wrzuca dziecko do babci czy cioci.

                    Czyli co? Rybka Nemo i Kubuś z Hefalumpami, o reszcie filmów można zapomnieć,
                    bo przecież bez dziecka do kina nie wolnosmile Kurczę, a ja wyrodna ostatnio uroki
                    kina na nowo odkrywamsmile
                    A jakieś zainteresowania poza-dziecięce? Masz takie? Przyjaciele, znajomi?
                    Kolacja we dwoje? Niepotrzebne Ci to??
                  • pade Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 13:08
                    Uważasz, że matka, która pojedzie sama na wczasy z mężem jest psychicznie
                    chora? Sama się lecz dziewczyno... Jesli rodzice jadą gdzieś z dzieckiem, a
                    potem wysyłają je nad morze np. z babcią, a potem np. z wujkiem, a sami jadą
                    gdzieś indziej, to jest jak najbardziej normalne.
                    Ale Cię ponosi.. Myslisz, że medal za macierzyństwo dostaniesz?
                    • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 16:49
                      Ty
                      leniwa sroka jesteś po prostu i tyle. Nie znam normalnej matki, która zostawiła
                      by dziecko, by jechać samemu na wczasy. Żal mi twojej teściowej, bo biedna musi
                      cię pewnie we wszystkim wyręczać. Żal mi również ciebie, że nie potrafisz
                      przyznać sie do tego, że ktoś cię wyręcza, bo sobie po prostu nie radzisz.
                      • pade Re: Niepracujące a niezaradne mamy 19.03.05, 23:42
                        Sama jesteś leniwa i zazdrosna. Gów... wiesz o moim życiu i o tym czy zostawiam
                        z kims dziecko czy nie. A tak się składa, że nie!!! Nigdy nie wyjechalam na
                        wczasy z mężem i nie zostawiłam dziecka z kim popadnie. Dziecko wyjechało, a ja
                        i mąż zostalismy w pracy. Ale oba przypadki uważam za naturalne!!! Jesteś
                        złośliwą i po prostu wredna kobietą i chyba masz problemy z mężem skoro się tak
                        na forum udzielasz i swoje pełne jadu myśli uzewnętrzniasz. Jeszcze raz
                        powtarzam : lecz się!!! Przeczytałam inne Twoje posty, szkoda mi Cię, strasznie
                        nieszczęśliwy z Ciebie człowiek.
                  • zona_wojtka Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 17:14
                    Oj, kochana... Przesadziłaś teraz...
                  • jlon Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.07.05, 21:38
                    ciekawa jestem czy twoj maz jest bardzo zadowolony z tego ze taka
                    aktywna "macierzynsko matka jestes".
              • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 08:38
                Tak mam na mysli te ekstremalne przypadki. Nikt mi jenak nie wmówi, że matka
                zostawia dziecko na parę tygodni, bo musi jechać za granicę. Tak sie składa, że
                ludzie dorośli mają wybór, mogą decydować. A dziecko nie. Ja znam przypadki,
                gdy matka daje dziecko do babci, bo jest chore (9 latek). Nie ukrywajmy, że
                niektóre matki nie umieją zająć sie swoimi dziećmi, są wygodnickie. Bo czyż
                normalne jest wyjście na piwo, gdy sie jest np. matką karmiącą? Moim zdaniem
                świadczy to o tym, że są niedojrzałe do macierzyństwa i będę te matki zawsze
                potępiała, tak samo jak matki palące papierosy w ciąży (takie matki nie
                zasługują, by być matkami). Dla jednych kobiet musiec podrzucić oznacza
                zostawić dziecko, bo muszę iść na dyskotekę, dla mnie jest to po prostu
                niedojrzałość.
                • lola211 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 11:47
                  Mozesz mi to wytlumaczyc, bo nie jarze.
                  > Tak mam na mysli te ekstremalne przypadki. Nikt mi jenak nie wmówi, że matka
                  > zostawia dziecko na parę tygodni, bo musi jechać za granicę.

                  Nie znasz takich przypadkow? A co ma dziewczyna zeby w sciane wbic i tynkiem
                  dziecko nakarmic? Wyjezdza na 3 mies., zarabia jak na polskie warunki dosc
                  dobrze, wraca i ma za co zyc przy okazji dorabiajac na miejscu.I bardzo
                  przezywa te zrozstania, ale jest do tego zmuszona.

                  Dla jednych kobiet musiec podrzucić oznacza
                  > zostawić dziecko, bo muszę iść na dyskotekę, dla mnie jest to po prostu
                  > niedojrzałość.
                  Zostawic dziecko? A gdzie one je zostawiaja, na ulicy, na pastwe losu?
                  Nie, no porazka totalna.
                • mama.tadka Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 12:26
                  Ja czasem podrzucam i idziemy z mężem się pobawić, na calą noc. Moje zalożenie
                  jest takie, że maly w nocy i tak śpi smile Poza tym on bardzo lubi nocki u synka
                  opiekunki (na razie byly dwie).
                  Czasem jeździmy też gdzieś we dwoje (mąż i ja), na narty, na milą noc do
                  hotelu, itp.
                  Mój syn tak wychowany, że lubi być z innymi ludźmi (moi rodzice, opiekunka, ew.
                  szwagierka).
                • ewasuwek Re: Niepracujące a niezaradne mamy 17.03.05, 08:01
                  Liga Polskich Rodzin ?
                  • ewasuwek Re: Niepracujące a niezaradne mamy 17.03.05, 08:03
                    do princessa7
                    • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 17.03.05, 11:14
                      Nie. Liga karmiącej mamy i pijącej piwo, to na pewno jest norma wg Ciebie?
                      • ewasuwek Re: Niepracujące a niezaradne mamy 17.03.05, 11:52
                        piwo piwu nie równe. Ja karmiłam Weronkę 19 miesięcy (skaza białkowa). przez
                        ten czas nie piłam alkoholu, drinków, odmawiałam sobie wiele rzeczy. Nie jestem
                        alkoholiczką ale Karmi albo inne piwo z minimalna ilością alkoholu nikomu nie
                        zaszkodzi, nawet dziecku - bo przecież nie rozpatrujemy tutaj przypadków gdy
                        matka karmiąca łoi ile wlezie.

                        Ewka
        • milka_milka Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 17:04
          W związku z tym należy mieć kołtun na głowie, sińce z niewyspania i jęzor do
          pasa, aby broń Boże nie zwrócić się do babci o pomoc? A jak budować więz między
          wnukiem a dziadkami? Wydzielać wizyty tylko towarzyskie w określonych
          godzianch? Ja przepraszam, ale nie sratuję do tytułu "Zosi-samosi". Nie
          zostawiam dziecka babciom nałogowo, ale, o zgrozo co jakiś czas tak. Moja mała
          ma pięc lat i nawet zdarza nam się wyjechać z mężem (raz, dwa razy do roku) na
          dwa, trzy dni, a małą zostawić z babcią. Nikt na tym nie ucierpiał, ani babcia,
          ani ja, ani córka. Nie dajmy się zwariować, dziadkowie też chcą się czuć
          potrzebni i nie dzieje się nic złego, jeśli nam CZASEM pomogą.
    • allija Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 00:00
      princessa, cos ty sie tak uczepiła tego dziadka? No, chyba z zazdrosci...
      Nie kazda kobieta ma dusze "matki polki" znanej dobrze z przeszłości -
      zmeczonej, szarej, zaniedbanej, z siatą w jednym ręku a dzieckiem w drugim.
      Na pewno dzisiejsza matka potrafi dobrze zająć się swoim jedynym dzieckiem.
      Ale, może własnie dlatego, że wykształcona, dostrzega w sobie także kobietę i
      człowieka - ze swoimi potrzebami i pragnieniami, chocby tylko do wypoczynku czy
      atrakcyjnego wyglądu. Macierzyństwo przecież to nie koniec życia dla młodej
      kobiety.
      Jeśli tobie odpowiada pierwszy model to w nim trwaj. Obyś po latach nie
      żałowała.
      • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 17:05
        Tak się składa, że ja mam wykształcenie wyższe. I nie jestem zaniedbana. Robię
        to jednak w taki sposób, by moje dziecko nie było wychowywane przez kogoś
        innego niz rodziców. W życiu trzeba umieć sobie radzić, a nie zrzucać
        macierzyństwa na babcię, która już swoje dzieci odchowała. Ale widzę,że prawda
        boli.
    • koleandra Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 07:34
      Do kogo Ty ten post piszesz? Bo ja nie znam żadnej matki 4-letniego dziecka
      (toż takie już do przedszkola chodzi!) niepracującej i jeszcze dziecko
      podrzucającej po dziadkach. Takie matki to do pracy idą albo zajmują się
      czymkolwiek innym bo to przeciez idzie z nudów zginąć.
      Teraz siedzę sobie w domciu z 2-latką u boku, która mi jeszcze pomaga - tak!
      pomaga, i gdyby nie to, że za 3 miesiące urodzę drugiego malucha to już dawno
      bym pracowała bo to idzie sie zanudzic na smierć. A z dwójką dzieci? Nie wiem
      jak będzie z dwójką bo jeszcze nie doświadczyłam tego.
      Zawsze z dzieckiem sobie radziłam sama, żadnej babci, żadnej cioci, nawet męża
      nie prosiłam o pomoc (bo on ciągle w pracy) zresztą nie śmiałabym nawet - one
      same mi Adę podbierały ale to już inna bajka. Ojciec dziecka ogranicza się do
      zabaw i spaceru od czasu do czasu (tylko przyjemności).
      • verdana Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 08:52
        Oczywiście , ze małe dziecko na wczasach mi przeszkadza i nie czuje sie przez
        to złą matką. Przeszkadza, bo chcę porozmawiać z mężem i tylko z mężem, aby
        nikt tej rozmowy nie przerywał, chcę spokojnie iść z mężem na wycieczkę, gdzie
        dziecka zabrać nie można. Dla mnie mąż i utrzymywanie z nim bliskich kontaktów
        jest niemniej ważne niż dziecko - któremu tydzień czy dwa z babcią nie
        zaszkodzą.
        Przeczytałam kiedyś artykuł, ze dziecko nie wzmacnia małżeństwa, tylko je
        osłabia. Nie wiedziałam dlaczego. Ale przy nastawieniu, ze każdy dzień z mężem
        bez dziecka to zbrodnia wobec parolatka, już wiem.
        • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 17:20
          świetne stwierdzenie: "dziecko osłabia małżeństwo"! Tak wyczytałaś gdzieś,
          chyba w czasopiśmie : BRAVO. Mam teraz jedno zdanie na Twój temat: po prostu
          stawiasz siebie na pierwszym miejscu, a ja z mężem na pierwszym miejscu
          stawiamy dziecko. Mój mąż przeczytał wszystkie posty i stwierdził, że 95 %
          kobiet patrzy tylko na siebie. Może nie umieja podzielić tej uwagi pomiedzy
          siebie i dziecko. Ja potrafię. Nie narzekam na życie, ale też nei obciążam
          nikogo wychowywaniem dziecka, tak ja kty na przykład.
          Serdecznie pozdrawiam
          • milka_milka Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 17:29
            Czy również znaczy to, że niepracująca mama nie powinna wysyłać dziecka do
            przedszkola? Bo jest wygodnicka? Ciekawa jestem Twojej opinii.
            • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 18:54
              Za przedszkolem jestem i to bardzo. Uważam, że dziecko może sie wiele w
              przedszkolu nauczyć. Chyba nie przeczytałaś postu: niepracujące a niezaradne
              mamy, chyba jak mama jest w domu, to nie daje dziecka na 10 godzin do
              przedszkola, choć pewnie i takie sie zdarzają, ale to ich wybór. Jeśłi ktoś
              chce niech daje dziecko babci czy gdziekolwiek indziej. Szkoda tylko, że siebie
              stawiają na pierwszym miejscu, a potem dopiero.... dziecko
          • martelia1 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 17:50
            Obciażanie kogoś wychowywaniem dziecka a zostawianie go dziadkom w razie potrzeby(pojścia do lekarza, na zakupy, czy nawet na piwko)to zasadnicza różnica.
            Jesli takie podrzucanie dziecka zdarza sie codziennie i z jest z samego lenistwa wtedy nazwałabym to niezaradnością a skutki są takie, że dziecko wychowują właśnie dziadkowie.
            Moja siostra np pracuje i zostawia swoją 6 letnią córke codziennie u dziadków - to jeszcze mogę zrozumieć, bo gdzieś zostawić musi, choć sama wybrałabym przedszkole.
            Ale jeśli ta siostra podrzuca dziecko dziadkom w sobotę bo chce spokojnie posprzątać i przy każdej okazji kiedy chce wyjść z domu, bo dziecko przeszkadza to już jest nienormalne.
            Normalne byłoby to gdyby wykorzystywała wolne dni na spędzenie czasu z dzieckiem, żeby nadrobić swój czas bez dziecka.

            Ale jeśli jest mama z dzieckiem przec cały dzień to przecież musi mieć trochę wytchnienia od tej codzienności i to jest całkiem normalne, ze marzy o chwilach bez swojej pociechy, spędzonych sam na sam z mężem, lub w towarzystwie przyjaciół.
            • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 18:55
              Dziękuję, że choć jedna mama zrozumiała o co chodzi, bo reszta to ma chyba
              wyrzuty sumienia.... i zaraz atakują
          • zwiatrem NIE KŁÓĆ SIĘ 23.08.05, 22:37
            dlaczego kłócisz się z nami? Nasi mężowie też czytaja te posty, co tutaj ma do
            rzeczy twoje wykształcenie, skoro język jakim piszesz wykształcony może i jest
            lecz w innym kierunku. Raz jeszcze powtarzam, zajmij sie swoimi domowymi i
            dziecka sprawami. Aby nikt inny ich nie zakłócał,żaden dziadek, żadna ciocia,
            ani babica nie daj boże smile smile trzymaj sie i odpocznij jutro od internetu.
    • twinmama76 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 08:49
      hmm, chyba powinnaś zostac moją fanką wink
      Sama (z wydatna jednak nocno-weekendową pomoca męża), od 18 miesięcy zajmuje
      się bliźniakami. Co więcej należę do tych matek, które nie opuszcza dzieci na
      dłużej niż 3 godziny, a broń Boże na noc smile
      WYdaje mi się jednak, że wykorzystywanie osób trzecich do chwilowej opieki nad
      dziecmi nie jest niczym złym, o ile nie przekroczy pewnej granicy. Są to jednak
      według mnie przypadki rzadkie. Tak więc nie generalizuj.
      • magdalenki1 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 09:18
        a ja uwazam, ze takie mamuśki śmiertelnie poważne, które nie potrafią dać na
        luz od czasu do czasu, pobyć czasem zoną, kochanka, czy koleżanka - jak kto
        woli, są nudne i mają mocno zachwiane podejście do swoich dzieci, ze wszystkim
        przesadzają i potem muszą wycierać pupkę 6 latkowi, bo sam nie miał się kiedy
        nauczyć.
        Uważam też, ze dobra mama to usmiechnięta, szczęśliwa kobieta, a nie spięta
        śmiertelnie poważna, zdesperowana mama która ma stres, bo nie zdąży z obiadem,
        albo sobie sama z czymś nie poradzi nie daj boże, dzieciaki o wiele lepiej się
        rozwijają, kiedy pozwoli im się pobyć z innymi osobami i muszą wiedzieć, że
        mama też człowiek i czasem potrzebuje dać upust swoim potrzebom i emocjom.
        pozdrawiam
        • twinmama76 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 09:22
          hmmm to do mnie?
          A cóż ty możesz wiedzieć o mnie moja droga? jaka jestem żona i kochanka wie
          najlepiej mój małżonek.
          • magdalenki1 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 09:33
            kurcze tu nic nie można napisać, żeby któraś zaraz nie sądziła, ze to właśnie
            do niej
            nie to nie do Ciebie, smieszne, bo nawet nie przeczytałam wcześniej co
            napisałaś, to było moje zdanie na temat poruszony w wątku - po prostu.
            I nawt by mi nie przyszło do głowy, zeby się zastanawiać jaka jesteś kochanką
            ojoj, zaraz przeczytam Twoją wypowiedź w tej sprawiesmile
            • twinmama76 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 09:37
              Cóż napisałaś swój post jako odnośnik do mojego, więc wzięłam go za odpowiedź.
              Widocznie za szybko wysuwam wnioski.
              • magdalenki1 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 10:09
                tak mysałam, że coś xle robię, nie wiem jak dać odpowiedź inaczej i tak mi
                wychodzi, jak zrobić, zeby było ogólnie, a nie do konkretnej wypowiedzi?
                pozdrawiam
                • twinmama76 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 11:15
                  odpowiadasz na post początkowy (otwierasz go i klikasz na "odpowiedz")
            • titicaka Re: Niepracujące a niezaradne mamy 25.01.06, 14:10
              Blagam Princessa nie wypowiadaj sie na tematy o ktorych nie masz zielonego
              pojecia. Punkt widzenia zmienia sie w zaleznosci od punktu siedzenia ...
              najpierw miej dziecko a pozniej pogadamy.
          • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 18:58
            Móuj też nie narzeka na swoją żonę, kochankę i kucharkę, a do tego wie, że ma i
            żonę i wspaniałą matkę dla swojego dziecka.
        • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 19:00
          Mój mąż ma świetną kochankę, koleżankę i kucharkę, a do tego ma jeszcze
          wspaniałą matkę dla swojego dziecka.
          • jlon Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.07.05, 21:47
            a nie jest to wyłącznie twoja opinia?
      • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 18:56
        I gratuluję. I zdrowai dzieciom życzę i Tobie
      • ihasia Re: Niepracujące a niezaradne mamy 18.06.06, 11:10
        Jestem w stanie zrozumiec przemeczone mamy, ktorych dzieci maja kolki, sa chore,
        nie spia w nocy.
        Niestety nie jestem w stanie zrozumiec matek ktore wstaja najwczesniej o
        godzinie 11stej ( przexyspaiajc cala noc bez problemu) laza po mieszkaniu jak
        sniete owce w koncu laduja na sofie przed tv a dziecko w lozeczku lezy placze z
        niezmieniona pieluszka i nienakarmione.
        Znalam i takie.
        Nie rozumiem tez takich kobiet ktorych mezowie robia za nie doslownie wszystko:
        gotuja obiady sprzataja zajmuja sie dzieckiem chodza na zakupy i dodatkowo
        pracuja 8 godzin na nocnki np. A zonka siedzi w domu spi doo pozna wstaje i
        narzeka ze w dpomu burdel- ale nie zrobi nic zeby posprzatac zajac sie domem czy
        dzieckiem.najlepiej komus podrzucic i udawac ze to po to by posprzatac czy
        wyspac sie- a w gruncie rzeczy siedza przed tv.
        Mam dwoje dzieci: 4 lata i 11 miesiecy- jakos nie narzekam- maz niepomaga- a ja
        mam czas i na spanie i na sprzatanie (codzienne bo urwiski balagania) gotowanie
        obiadpow spacery i zabawy z dziecmi- dzieci ida spac o najpozniej 20stej wiec
        jeszcze mam kupe wieczoru przede mna.
        Mysle ze mamy ktorych dzieci nie chca spac w nocy- pod warunkiem ze nic im nie
        dolega- mogly by gdyby tylko chcialy nauczyc dzieci spac w nocy. To wymaga
        tygodnia dwoch poswiecen i pracy- ale jest do zrobienia. Wtedy i one mogly b sie
        wyspac odpoczely by.To wazne dla matki- bo co komu po zmeczonej smutnej nerwoej
        mamie?
        zeby bylo jasne nie mam nic przeciwko pomocy meza czy tesciowej , matki, ciotki-
        ale w rozsadnych granicach- wtedy kiedy to naprawde konieczne a nie dla wlasnej
        wygody- i z wlasnego lenistwa.
    • agata_to_ja Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 09:33
      A nie wzięłaś pod uwagę, że dziecko ma nie tylko matkę i ojca, ale także
      dziadków? To są najbliższe po rodzicach osoby. To są osoby, które
      nierozerwalnie wiążą się z dzieciństwem, których przywilejem jest dziecko
      rozpieszczać i zapewne dlatego zachowujemy najczulsze o nich wspomnienia. Ja
      jestem bardzo szczęśliwa, że miałam możliwośc bardzo częstych kontaktów z
      babcią w dzieciństwie, nie zamieniłabym tego na kontakty z najlepszą mamusią.
      Mam na myśli te konkretne chwile, które z babcią i dziadziusiem spędziłam.
      Oboje dziś juz nie żyją.
      To jest ważne dla dziecka i bardzo ważne dla dziadków.
      Nie można wszystkiego postrzegać tak jednostronnie.
      Poza tym to jest moja ulubiona postawa - JA, JA, JA jestem doskonała, ci co
      robią inaczej są źli. Nie dowartościowujmy się poprzez porównnaie z innymi
      ludźmi, to jest pójście na łatwiznę.
      Jak widzisz większośc jednak ma odmienne zdanie od Twojego, czy to znaczy, że
      tylko Ty zasługujesz na miano dobrej matki?
      • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 19:04
        No z pewnością matka, która patrzy na siebie , a dziecko jest na szarym końcu
        jest z pewnością wspaniała. Masz rację. ...
    • martelia1 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 09:38
      Jestem jedną z tych mam, która nie podrzuca dziecka, (dzieci) babciom, czy wujkom.
      Ale gdybym tylko miała mozliwość napewno z pomocy chętnie bym skorzystała, co byłoby korzyścią i dla mnie i dla dzieci.
      Oj, nie wiesz nawet jak bym chciała sobie chodzić do baru na piwko z kumpelami, czy na koncert, spacer z mężem, czy na ploty przy kawce.
      Ale niestety trochę rygorystyczna teściowa o poglądach na temat roli matki jak Princessy i mama mieszkająca w innym miescie nie pozwalają mi na tak wygodne życie.
      Jedyna możliwość to zostawić dziecko z mężem, ale zdarza sie rzadko, bo mąż ciągle zapracowany.

      Z kolei nie zostawiłabym małego dziecka na noc u kogoś, bo akurat moja córeczka w nocy mnie potrzebuje i nawet tata nie pomoże.
      Tylko po to,żeby się wyspać też bym dziecka nie podrzucała, bo to akurat moge znieść (moge wyspać sie w dzień, kiedy dziecko śpi, albo kłade się wcześniej spać na noc).
      Śmieszy mnie też proszenie o pomoc przy robieniu obiadu lub sprzątaniu bo bidulka mama jest zbyt zmęczona, ale podrzucanie dziecka dziadkom, gdy chce sie mnieć trochę czasu dla siebie nie jest dla mnie niczym złym, byle nie za często.
      Pozdrawiam
      Marta
      • magdalenki1 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 10:07
        niestety też tak mam. Moja mama mieszka w Berlinie, teściowa w austrii-
        porażka. jakoś sobie trzeba radzić, moja mama 2 razy została z córką, kiedy u
        nas byla i poszlismy sobie w tango, fajnie było, 2 razy przez ostatni rok i to
        mi musi starczyć, a taka pomoc w domu wkurza mnie sama lubię to robić i
        wiedzieć potem gdzie co mam i co się dzieje, a jak sobie nie radzę to jest
        bałagan, ale mój własnysmile
        pozdrawiam
      • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 19:05
        ładnie to ujęłaś. Niezbyt często.
    • cocollino1 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 10:22
      Princessa mówi, że te mamy są księżniczkami, hmmm a co oznacza po polsku nick
      autorki????
      • ledzeppelin3 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 10:33
        Ale fajna ta princessa7...taka dobra córka i synowa...I zaradna, i zdatna, i
        sama radę sobie daje...Nie to, co reszta, leniwe toto, rozlazłe....I pewnie
        matka z niej idealna, i gospodyni jak się patrzy...Jak jeszcze napisze, że ma
        przy każdym jednym bzykanku orgazm, to idę się powiesić.
        • ledzeppelin3 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 10:38
          .........oczywiście pod warunkiem, że bzykanie nie występuje raz w roku
          • bibi1 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 11:39
            Kiedys sama dziwilam sie,widzac moje kolezanki,ktore mialy 1 dziecko,nie
            pracowaly i nie potrafily posprzatac ani ugotowac obiadu,bo zajmowaly sie
            dzieckiem.Czekaly na powrot meza z pracy,wtedy on albo przejmowal dzieciaka,albo
            zakladal fartuszek i do garow.

            Ja nigdy nie moglam nawet pomarzyc o czyjejkolwiek pomocy,bo rodzine mialam 400
            km,a meza za granica.Ale moj syn byl bardzo spokojnym dzieckiem,dlatego bez
            problemow dawalam sobie rade i zdecydowalam sie na nastepne.

            Teraz mam drugiego syna i juz wiem dlaczego moje kolezanki tak sobie nie
            radzily.Po prostu przy niektorych dzieciach nie da sie nawet wyjsc samemu do
            lazienki.Moj Kubus przez pierwsze 3 miesiace mial kolki i ryczal cale noce.W
            dzien jak nie byl na rekach tez ryczal.Nawet jak podrosl stale potrzebowal
            czyjegos towarzystwa.Jak puszcze go samopas,to demoluje caly dom.
            Nadal nikt mi nie pomaga,bo maz w domu jest tylko na weekend,a w Pl nie
            mieszkamy,wiec rodziny tu nie mam,ale gdyby tylko byl ktos,kto moglby go zabrac
            chociaz raz w tygodniu na 2 godziny,to bylabym w siodmym niebie.

            • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 19:10
              A to ciekawe, bo mój też miał kolki i jest bardzo żywym, czasem
              wręcz "niegrzecznym" dzieckiem i jakoś wychodziłam do łazienki i nawet sie
              uczyłam, ...
              • jlon Re: Niepracujące a niezaradne mamy 14.07.05, 21:57
                ty chyba jestes jednak z Ligi...współczuje twojemu dziecku, chyba nawet jak
                skonczy 18lat to bedziesz z nim (i jego żona)jezdzila pod namiot
          • aha44 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 20:54
            A ja, tragedia. Puszczam przez godz. bajeczkę , bo czytam interesujący artykuł,
            czasami daję dziecku słoiczek , bo nie chce mi sie gotować . Głęboka patologia.
            Współczujcie mojemu dziecku siostry. Aha
        • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 19:08
          może i masz rację? A co ty masz problemy seksualne?
          • aha44 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 21:30
            Mam, a co, znasz sie na tym?
        • zwiatrem wieszam sie razem z Toba 23.08.05, 22:44
          kochana, wieszam sie razem z Toba, wiesz ale ona takich rzeczy nie napisze,
          bo ...jest wykształcona...jestem mama 3 facetów, spodziewam sie czwartego
          dziecka i uważam, że akurat to forum, to rzeczywiście szubienica...ale dla
          tematu princessy, wzniesmy szampana za tych dziadków, szereg babć, toast
          podniesmy za nas same, że jednak własne zdanie mamy i za napletek sie napijmy,
          że jednak ma go kto myc i czysty jest- pozdrawiam serdelecznie was wszystkie,
          jutro princessa idzie rano na spacer, zobaczymy co nam powie, kogo spotkała...
          w wersji polskiej udział wzięłi...princessa i jej świta
      • princessa7 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 19:07
        To dla zmyłki. Chyba nie podam prawdziwych danych. A moze ten wątek jest mi
        potrzebny do czegoś?? ankieta? pomyślałaś o tym? chyba nie
        • aha44 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 22:10
          princessa7 napisała:

          > To dla zmyłki. Chyba nie podam prawdziwych danych. A moze ten wątek jest mi
          > potrzebny do czegoś?? ankieta? pomyślałaś o tym? chyba nie
          Kogo chcesz zmylić?
    • ligia76 Re: Niepracujące ... jestem leniwą krówką ;-) 15.03.05, 12:00
      1. Nie pracuję
      2. Zostawiam dzieci mężowi
      3. Czasami dzieci zostają na weekend u dziadków
      4. Moja mama (teściowa zresztą też) często do mnie przyjeżdża
      5. Zdarza się, że wyjeżdżam tylko z mężem (i znajomymi) na "wypady" bez dzieciątek
      6. Nie gotuję (nie muszę)
      7. Często spotykam się z przyjaciółkami
      8. Chodzę "nałogowo" na aerobic
      itd. itp.

      Nie widzę w tym nic złego, że mąż czasami zajmuje się dziećmi i wykonuje
      wszystkie z tym związane obowiązki (papu, kapiel itd.).
      Moja mama i teściowa same proszą aby zająć się dziećmi.

      Ale princessie chyba chodziło o mamy które nie pracują (wcale), mają np. jedno
      dziecko (bardzo spokojne) i wiecznie kogoś proszą o pomoc ponieważ chcą np.
      obrać ziemniaki wink, umyć głowę, posprzatać mieszkanie itd.
      Miałam znajomą, która przy bardzo grzecznym, 3 miesięcznym dziecku, co chwila
      prosiła teściową o przyjście ponieważ przy dziecku nie ma czasu ugotować zupy smile

      Pozdrowienia
      Ligia
      • ligia76 Re: Niepracujące ... jestem leniwą krówką ;-) 15.03.05, 12:02
        Dodam tylko że wcale nie przeszkadzało mi zachowanie koleżanki.
        Każdy jest inny.

        Pozdrowienia
        Ligia
      • lola211 Re: Niepracujące ... jestem leniwą krówką ;-) 15.03.05, 12:03
        > Ale princessie chyba chodziło o mamy które nie pracują (wcale), mają np. jedno
        > dziecko (bardzo spokojne) i wiecznie kogoś proszą o pomoc ponieważ chcą np.
        > obrać ziemniaki wink, umyć głowę, posprzatać mieszkanie itd.
        > Miałam znajomą, która przy bardzo grzecznym, 3 miesięcznym dziecku, co chwila
        > prosiła teściową o przyjście ponieważ przy dziecku nie ma czasu ugotować
        zupy :
        > -)
        Jak sie poczyta jej posty, to jej chodzi takze i o te, ktore ida na piwo,
        dziecko zostawiajac pod opieka komu innemu ,o zgrozo!
        • ligia76 Re: Niepracujące ... jestem leniwą krówką ;-) 15.03.05, 12:20
          No to jestem winna wink


          Pozdrowienia
          Ligia
          • triss_merigold6 Re: Niepracujące ... jestem leniwą krówką ;-) 15.03.05, 12:29
            O Ligia to ja też wyrodna ponieważ zdarza mi się (karmiącej!) iść na piwo
            wieczorem. Sporadycznie wprawdzie ale jak miło wtedy jest.DD Dziecko wtedy
            butlę zalicza.
            Powiem więcj: wolę iść raz na 2 tyg. na piwo niż kolejny wieczór animować
            pluszowego smoka albo książeczkę z rybkami. A w ten piątek teściową zorganizuję
            bo chcę konno pojedzić. Dramat. Syn na pewno zapomni jak wyglądam przez 3
            godziny.
            • ligia76 Re: Niepracujące ... jestem leniwą krówką ;-) 15.03.05, 12:30
              Albo trauma będzie smile

              Pozdrowienia
              Ligia
            • princessa7 Re: Niepracujące ... jestem leniwą krówką ;-) 16.03.05, 19:16
              Ty chyba jesteś po....... O przepraszam zaraz inne mamy przytakną: PIWO DLA
              KARMNIĄCEJ MAMY. Masz super męża , bo jakby był normalny to by Cui w łeb
              strzelił, chyb że nie ma pojęcia o kobiecie karmiącej i o dziecku.
              • triss_merigold6 Piwo to dobre paliwo.DD 16.03.05, 20:07
                Cześć cipciuwink tak jest karmię i czasem browar wypiję wieczorem. Na noc dziecko
                dostaje mleko modyfikowane z kaszką a do rana te pół promila zniknie.
                Mój mąż jest w porządku, zgadzam się.P
                Do barów tj. pubów chadzam bo lubię. Lubiłam za studenckich czasów, jak byłam
                singlem, lubię i teraz. Czasem ja wyjdę na noc do ludzi, czasem mąż - jak
                dorośli ludzie, którzy mają również pozadziecięce towarzystwo.
                Twoim zdaniem matka powinna chodzić wyłacznie do parku?
                Co Cię tak bulwersuje?
                • princessa7 Re: Piwo to dobre paliwo.DD 16.03.05, 21:40
                  Nic mnie nie bulwersuje, twoja niedojrzałość mnie nie rusza kaczuszko. naiwna
                  jesteś.
                  • arla5 Re: Piwo to dobre paliwo.DD 18.03.05, 13:09
                    przeczytalam wszystkie posty i tak sobie wlasnie pomyslalam ,ze ta princessa to
                    chodzaca doskonalosc,naprawde tylko pozazdroscic!!!a reszta?co?dziewczyny
                    wezcie sie w koncu do roboty!hi hi hi.
              • e_r_i_n Re: Niepracujące ... jestem leniwą krówką ;-) 18.03.05, 11:39
                princessa7 napisała:

                > Ty chyba jesteś po....... O przepraszam zaraz inne mamy przytakną: PIWO DLA
                > KARMNIĄCEJ MAMY. Masz super męża , bo jakby był normalny to by Cui w łeb
                > strzelił, chyb że nie ma pojęcia o kobiecie karmiącej i o dziecku.

                Princessko, a Ty nie wiesz, ze lekarze zalecaja od czasu do czasu pol
                szklaneczki piwa karmiacej matce, bo to na laktacje dobrze wplywa?
        • princessa7 Re: Niepracujące ... jestem leniwą krówką ;-) 16.03.05, 19:14
          A jaka porządna kobieta idzie do baru na piwo? Sorry, ale nie znam takich mam
          porządnych. I nie wierzę, że jest na tym świecie więcej niż 3% facetów, którym
          podobają sie pijące alkohol kobiety. O przepraszam jest.... jak sam jest
          alkoholikiem, a żone ma głęboko w dupce.... Współczuje Ci jeśli do nich
          należysz, albo trzeba współczuć twojem mężowi......
          • wieczna-gosia pomylilas fora ;) 16.03.05, 22:24
            princessa- ja sie strasznie przepraszam......

            ty po prostu pomylilas fora.....

            to sa emamy kurtyzany.......

            oczywiscie ZADNA porzadna kobieta nie chodzi do baru, tym bardziej nie chodzi
            jak karmi, w ogole nigdzie nie chodzi tylko zajmuje sie dzieckiem wink))

            w ogole po co kobiecie z dzieckiem nogi?

            Powinny jej ewolucyjnie podpadac po zaciazeniu wink
            • triss_merigold6 Re: pomylilas fora ;) 16.03.05, 22:51
              A wiesz, mój gin mi radzi: pani droga, pół roku i następne, urodzić, pół roku i
              następne. Może ma rację?
      • czarna_maruda Re: Niepracujące ... jestem leniwą krówką ;-) 14.05.05, 14:12
        Nie chodzi tu chyba o korzystaniu z pomocy raz na jakiś czas-wyjście na imprezę
        czy do fryzjera-trochę trudno ze sobą ciągnąć dziecko. Chodzi o to, że są mamy
        które tej pomocy wymagają codziennie. Jak patrzę na moją bratową to mi się nóż
        w kieszeni otwiera za przeproszeniem. Gdyby nie mamusia to by chyba musiała
        dziecko oddać...
    • anek.anek czym innym jest... 15.03.05, 12:31
      ... wykorzystywanie teściów czy innych osób, bo nam się nie chce, a czym innym
      obowiązek uczestniczenia w wychowywaniu i opiece nad dzieckiem ojca tego
      dziecka, a jeszcze czym innym rzeczywista potrzeba pomocy ze strony rodziny.
      Wybacz, ale Twoje "ewentualnie małżonek może pomóc" mnie zmroziło!
      Swoje dziecko wychowuję sama z mężem. Nie podrzucamygo do teściów przy byle
      okazji - zgadzam się, że wychowywać powinni rodzice.
      Jednak na samym początku bardzo było mi brak pomocy ze strony rodziny - ja o
      nią nie prosiłam i na wyciagnie tą rękę mówiłam "nie ma potrzeby". A potrzeba
      tak naprawdę była, bo to piewsze dziecko i zupełnien nie byłam przygotowana na
      taką harówę.
      • triss_merigold6 Re: czym innym jest... 15.03.05, 12:36
        Anak.anek wiadomo o co chodzi, tłumaczymy dziewczynie jak krowie na miedzy a
        ona uparcie swoje. Radzę sobie, pomocy fizycznej niepotrzebuję ale lubię czasem
        wyjść bez dziecka więc "wykorzystuję" innych.
      • maxim31 Re: czym innym jest... 15.03.05, 12:48
        A moim zdaniem jest to zwykłe pindolenie.
        Sama praktycznie wychowuję dwójkę dzieci, bo mąż jest 5 czasami 6 dni poza
        domem. To właściwie w Twoich oczach jestem bohaterką?
        Ale uwierz mi, dzieci sa naprawdę różne. Syn np. zasypiał tam, gdzie sie
        położył, natomiast córka, gdy ząbkowała (a trwało to od końca 3 mies.) to
        niestety wisiała cały dzień na rękach lub na cycu. I wiesz co? Gdy tylko
        nadarzała się okazja (bo np. babcia przyjechała i dzieciaki brała na spacer) to
        pozwalałam sobie na piwo właśnie i były to najlepsze momenty w tym zwariowanym
        okresie. Więc nie opowiadaj moja droga, że człowiek tak bardzo samodzielny w
        wychowywaniu dzieci, jest na pewno usatysfakcjonowany.
        Po drugie, zdarzyło się kiedyś, że wyjechaliśmy z mężem na 10 dni SAMI.I
        powtórzę do znudzenia - były to najlepsze wakacje - bo nikt nie kwękał, nie
        trzeba było wstac o 6.00 rano i moglismy chodzic tam, gdzie z dzieckiem na
        pewno byśmy nie poszli.A poza tym w końcu mogliśmy się kochac wtedy, kiedy
        mieliśmy na to ochotę, a nie wtedy, gdy można było. Uważasz, że mąż jest mniej
        ważny w rodzinie?
        I czy to oznacza, że nie kocham swoich dzieci? Bzdura, kocham je i czuję się za
        nie odpowiedzialna, ale człowiek nie jest samotną wyspą, do cholery!
        • princessa7 Re: czym innym jest... 16.03.05, 19:23
          Tak kochasz, ale siebie stawiasz na pierwszym miejscu. W moim małżeństwie jest
          bardzo poukładane wszystko, ale wiesz dlaczego, bo oboje z mężem kochamy
          dziecko ponad wszystko i nigdy nie pozwolilibyśmy sobie na wczasy na 10 dni bez
          niego, bo nie moglibyśmy spać. Kochać się??? To nie stanowi problemu. Dlaczego
          nie z dzieckiem wczasy? Proste: ty jesteś najważniejsza dla siebie. Mnie nie
          przeszkadzało by dziecko nawet w 1%, a wiesz dlaczego? Bo jest częścią naszej
          miłości....
          • lila1974 Re: do princessy7 i "degeneratek" 17.03.05, 02:33
            Przeczytawszy Twój post uznałam, że jak najbardziej masz rację. Niektóre
            dziewczyny nie zrozumiały Twojego wywodu lub zbyt szybko wyciągnęły wnioski.
            Jednak sposób w jaki naskakujesz na inne kobiety jest wyjątkowo niesmaczny.

            Tak, są matki, które tylko rodzą swoje dzieci a już obowiązek opiekowania się
            nimi zrzucają na innych. Ale są to kobiety: leniwe i głupie. Myślą tylko i
            wyłącznie o swojej wygodzie. Znam parę przykładów z bliskiego otoczenia (nawet
            bardzo wykształcone i mające o sobie wysokie mniemanie). Tylko, że takie
            zachowanie trąci już patologią.

            Dziewczyny tutaj raczej tylko "podrzucają" swoje pociechy, ale są w pełni
            odpowiedzialne. Nie ma nic nagannego w tym, że się poprosi kogoś o opiekę nad
            dzieckiem nawet wówczas gdyby się chciało iść na to przysłowiowe "piwo".

            Twoje wypowiedzi są napastliwe i "fanatyczne". Jesteś mamą całkowicie oddaną
            swojemu dziecku - chwała Ci za to. Jesteś szczęśliwa i Twoja rodzina też -
            super. Pozwól jednak istnieć ludziom, którzy na sprawy zapatrują się nieco
            inaczej. Ile Ty masz lat? Odnoszę wrażenie, że jesteś młodziutką osobą z
            wielkimi ideałami.

            Owszem, ja również nie rozumiem narzekania niektórych mam, którym to po
            narodzinach dziecka przewrócił się świat do góry nogami i tęsknią za dawnym
            życiem. Ja ich nie rozumiem, ale tylko dlatego, że potrafię tak się
            zorganizować, że robię co chcę i to z dziećmi. Nie upoważnia mnie to jednak do
            naskakiwania i obrażania kogokolwiek.

            Jedyny rodzaj matek, które potępiam głośno i wyraźnie to te palące w ciąży,
            przy dziecku. Ale potępiam palenie wogóle i bezlitośnie gnębię wszystkich
            palaczy, którzy wyciągają w moim towarzystwie papierosa. Nie mam zamiaru
            umierać w imię ich przyjemności. I tu jestem fanatyczką.

            Natomiast nie obużam się na alkohol (nie mówię o patologii). Tak, mama karmiąca
            może wypić piwko (osobiście nie cierpię, ale Martini owszem), gdyż dobrze wie,
            co zrobić by nie miało to wpływu na pokarm.

            Strasznie się rozpisałam, ale przeczytałam wszystkie posty i krew się we mnie
            zagotowała, że można tak sobie skakać do oczu.
            • princessa7 Re: do princessy7 i "degeneratek" 18.03.05, 21:45
              no tak masz rację. Ale mnie poniosło.
          • maxim31 Re: czym innym jest... 17.03.05, 07:53
            A dlaczego Ty w ogóle śmiesz mnie oceniac, droga księżniczko? Co Ty możesz
            wiedziec o cudzym życiu? Jak każdy, kto pracuje, ptrzebuję również
            odpoczynku.Czy uważasz, że w ciągu 11 lat (tyle ma moje starsze dziecko) jeden
            wyjazd na 10 dni to dużo?
            A czy uważasz, że matka poświęcająca sie do granic jest lepsza? Tzn. taka,
            która przez dwadzieścia lat tylko z dzieckiem, dla dziecka i o dziecku?
            Ja mam również swoje życie i swoje oczekiwania od niego. I tak jak Ty uważasz
            to za egoizm, tak ja za zdrowe podejście do życia. Bo mam je tylko jedno.
            Moje dzieci są również częścią miłości i proszę Ciebie, nie zarzucaj mi brak
            miłości do moich dzieci. Bo oznacza to, że jesteś fanatyczką własnego życia
            ziejąca jedem, jeżeli ktoś śmie tego nie pochwalac. A miłośc podobo
            uszlachetnia, czyż nie?
      • anawu Re: czym innym jest... 15.03.05, 13:17
        Wiesz, jak poczytałam posty Princessy to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jakiś
        tatuś skarży się, że jego żona nie pracuje, siedzi cały dzień z dzieckiem w domu
        a na stole nie ma obiadu jak on wróci z pracy smile)

        Princessa nie wszystkie dzieci są aniołkami! Moja córka przez pierwsze 6 mies.
        wymagała ode mnie nieustannego noszenia na rękach. To był koszmar. Ciągłe kolki,
        płacze i wrzaski. Byłam załamana. Prawie nie spała, a jeśli już to tylko
        przytulona do mnie i mojej piersi. Pierwszy posiek jadłam ok. 14.00-15.00 jak
        wpadła moja mama i zajęła się małą. Ważyłam 11 kg mniej niż przed ciążą,
        nabawiłam się anemii. Kręgosłu mam zrujnowany. Mąż owszem chętnie pomagał, ale
        wraca z pracy tak późno, że załapywał się jedynie na kąpiele.
        Teraz mam luksus, córcia do rany przyłóż, ale babcia nadal pomaga. Zresztą sama
        się wprasza. A ja, jako że nie karmię już piersią wychodzę sobie w tym czasie -
        na zakupy, do fryzjera, na piwo z koleżanką... i wcale nie mam poczucia winy.
        Tym bardziej, że odkryłam, że moje dziecko przebywając cały dzień tylko ze mną
        po prostu się nudzi. Lubi jakieś inne "atrakcje".

        A jeszcze co do pomocy - pamiętam, że jako dziecko też często byłam podrzucana
        dziadkom - i to były cudowne chwile! Zero nakazów, wszystko mogłam robić,
        wszystko miałam. Mama mnie nie rozpieszczała tak jak babcia. A rodzice w tym
        czasie wyjeżdzali, imprezowali, zajmowali się sobą. Wydaje mi się, że to właśnie
        dzięki temu wraz z moim odejściem z domu nie odeszło wszystko co nadawało ich
        zyciu sens. Nadal mają siebie i swoje zainteresowania. Nie widzę potrzeby
        wyrzekaniu się wszystkiego, bo zostało się matką. Macierzyństwo jest jedną ze
        składowych życia kobiety - jedną ale nie jedyną. Dziecko kiedyś odejdzie i
        zostawi po sobie pustkę... albo i nie ale to zależy od Ciebie.

        Podsumowująć: załapuję się do Twoich statystyk - 29 lat, wyższe, siedzę w domu,
        czasem nie ma obiadu a pomaga mi mama smile

        pozdrawiam!
        • maxim31 Re: czym innym jest... 15.03.05, 13:22
          Bo w życiu ważna jest równowaga. Dewiacje zaczynają się tam, gdzie następuje
          przegięcie pałki.smile
        • triss_merigold6 Re: czym innym jest... 15.03.05, 13:31
          Ja też do jej statystyki pasuję, po 30-tce, wychowawczy, wyższe.P
          Faktycznie chyba masz rację, jakiś tatuś postanowił udowodnić, że kobieta o ile
          nie spełnia się w roli wielofunkcyjnego robota to leniwa baba jest.
          • maxim31 Re: czym innym jest... 15.03.05, 13:37
            Ha, a jakiedys czytałam na emamie chyba o lasce, kt. codzinnie wstawała o 5.30
            rano i , kolejno: gotowała obiad dziecku, karmiła je, potem koniecznie dwa
            spacerki w ciągu dnia (najlepiej trzygodzinne) itd.
            I ja sie pytam, to jest norma?
            To życie niech sie toczy dalej, tylko , że ja np. takiej teściowej juz bym nie
            chciała miec. Bo w jej oczach zawsze byłabym leniwą, niezorganizowaną babą!
            Zycie to nie programator pralki,sorry.
        • princessa7 Re: czym innym jest... 16.03.05, 19:26
          Następna pusta kobieta. Dziecko zostawi pustkę??????? No pewnie, jak ma mamusię
          elegantkę z paznokciami na 7 cm, to na pewno.
          • anawu Re: czym innym jest... 16.03.05, 21:59
            smile Nie bierz się proszę za ocenianie innych, dobrze?
            Jakoś nie chce mi się tłumaczyć o ci mi chodziło. Za kilkanaście lat, jak
            dziecko, które wypełnia w tej chwili cały Twój świat odejdzie i założy rodzinę
            to może zrozumiesz co miałam na myśli.
        • jlon Re: czym innym jest... 14.07.05, 22:04
          dzieki za twoj post, bo ja juz nie musz pisac...
      • princessa7 Re: czym innym jest... 16.03.05, 19:19
        No teraz to mnie pobiłaś. Harówkę. Widocznie nie byłaś nauczona pracy w domu,
        jak można nie poradzić sobie z 1 dzieckiem? Nie rozumiem. Co było cięzkie?
        karmienie? przewijanie? noszenie? Wybacz, ale ja tego nie zrozumiem, a wierz mi
        mam bardzo żywe dziecko
        • anek.anek Re: czym innym jest... 16.03.05, 20:55
          tak, harówą. Fizyczną i psychiczną. A tak o tym myślę choćby dlatego, że nie
          przyjmowałam pomocy rodziny. Z durnej dumy i przekonania, że muszę sama. Gdybym
          wiedziała jak bardzo to wycieńczy mój organizm sama bym prosiła teściową o
          pomoc.Princessa, naprawdę Cię nie rozumiem. Sama jestem przeciwna temu żeby
          podrzucać dziecko przy byle okazji dziadkom, ale:
          1. dziecko nie może być pępkiem świata, bo zrobisz mu w ten sposób tylko krzywdę
          2. szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko (oczywiście mówimy o normalnej
          rodzinie)
          3. matka musi być wypoczęta psychicznie i fizycznie żeby móc się jak należy
          zajmować dzieckiem!!!
          Nie chce mi się z Tobą dyskutować.
          3.
        • jlon Re: czym innym jest... 14.07.05, 22:07
          a ty swoje dziecko tylko karmilas przewikałaś i nosilaś?to rzecywiście niewiele
          było do roboty, bo ja mialam jeszce tak z 20,zajeć dodatkowych. pozdrawiam
          wszystkie niezaradne
    • karin5 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 13:11
      Wita wszystkie emamy, rzadko mi sie darza pisać, ale codziennie podczytuje. A
      teraz co do tematu, jestem mamą niepracującą, mam jedno dziecko i jakieś tam
      wyższe wykształcenie. Chyba nie jestem niezaradna, sama prowadzę dom, mąż
      najczęściej w pracy, a jak jest w domu to albo interesy na necie albo caly czas
      pod komórką, ale powiem szczerze mam czasami ochotę zostawić dziecko babci, ale
      sie nie da i już. Babcia mieszka 300 km od nas, mieszkamy z teściem który sam
      wymaga pomocy, ale marzę, że będę mogla wyjść sama z mężem choćby do kina, na 2-
      3 godzinki.
      Princesso to nie tak, że ktos jest niezaradny, czasami można miec dość, tak po
      prostu. A jak dziecko jest tak ciągle z mamusią to i wyrasta z niego taka
      przylepa, sama teraz tego doświadczam. Nie mogąę wyjśc do kibelka żeby mała za
      mną nie leciała. Moje zdanie jest takie, jak najbardziej wychowywać samemu, ale
      dać sobie pomóc i umieć prosić o pomoc, ale nie przeginać.
      I tak na rozluźnienie, mam koleżankę, mieszkają z mężem 250 km od jej rodziców
      i już z mamusią obmyśliły plan n aprzyjście ewentualnego dziecka. B. rodzi,
      mamusia przyjeżdża pomóc, B nz macierzyńskim, później B. wraca do pracy a
      dziecko jedzie z babcią do jej domu. cały tydzień dziecko będzie u dziadków na
      weekend rodzice przyjadą zobaczyć dziecko, albo dziadkowie przyjadą z dzieckiem
      do rodziców. To dopiero jest ustawienie się w życiuwink
      • czajkax2 Medla dla Princessy 15.03.05, 13:30
        po prostu brak mi słów na głupotę tej osoby. Czyli jak juz urodziłam to juz
        nigdzie nie mogę wyjsc,muszę zapomniec o sobie,o mężu i życiu i być MATKĄ,tak?
        Dziecko dużo lepiej się wychowuje gdy ma kontakt z całą rodziną
        (dziadkowie,babcie,wujkowie,ciocie,stryjeczne rodzeństwo),a nie cuiągle tylko z
        mamą. Sytuacje gdy matki "podrzucaja "dzieci rodzinie non stop i widują własne
        dzieci tylko w weekendy sa nienormalne,fakt. Ale co złego w tym ze
        okazjonalnie ktoś inny zajmie się moim dzieckiem? Tz mam ciągnąc córke ze soba
        do dentysty,do fryzjera,czy gdzie tam, bo jestem Taaaaaaaaka samowystarczalna?
        Juz nie spomne czasem o wyjściach do kina czy znajomych,zeby się "odchamic" jak
        to nazywa moja mama. I właśnie moja mama sama mnie wypycha co jakis czas z domu
        zebym wg jej słów "się odchamiła". Princessa daj se luz,nadgorliwość jest
        gorsza od faszyzmu.Nie mozna przeginac w żadną ze stron./ Umiar kobieto,to jest
        to.
    • weronikarb Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 13:48
      Troszke rozummiem o co chodzi princessa7

      No coz ja akurat pracuje i zajmuje sie dzieckiem.
      Do poludnia teściowa z nim jest, jak tylko ja jestem w domu to tylko ja i maz
      sie nim opiekujemy, tesciowej w ciagu 16,5 m-ca zyia mojego synka oprocz chwil
      co bylam w pracy podrzucilam raz na noc (w tym roku) bo poszlismy na karnawal i
      raz na noc tez w tym roku ja przez ponad tydzien spalam tylkko 4 lub mniej
      godz. na dobe i juz nie wytrzymalam. Wtedy z mezem mielismy lzy w oczach ze nie
      ma synka. A jest on naprawde baaaaardzo absorbujacym dzieckiem, po calym dniu z
      nim to padam razem z nim o 7 wieczorem na łóżko prawie nieprzytomna.

      Teraz napisze o brrr szwagierce - nie pracuje, maz bardzo duzo pomaga.
      Od samego poczatku zero pojecia o dziecku. Zero umiejetnosci zorganizowania
      sobie czasu. Bo i po co skoro jak sie nie wyrobi to tesciowa badz matka zajmie
      sie mala. Dziecko w wieku 4 m-cy zostawili na tydzien i wyjechali na wczasy.
      Oddawali na noc do tesciowej jak dziecko zachorowalo badz jak marudzilo, bo
      musieli sie wyspac.
      Na potrzeby dziecka nie zwraca uwagi - wiek 4 m-ce rosol z lanym kluskami,
      ciasto z kremem w wieku 5 m-cy to normalka u niej.
      Odparzenia min. raz w m-cu ale pileuchy jednorazowe najtansze - foliowe
      Lozeczko nie obnizone mimo ze dziecko ma rok i chodzi.
      Dzwonia do niej rodzice ze ma nie przyjezdzac bo wszyscy chorzy na grype i to
      zoladkowa - pojechala na cala dobe co spowodowalo u dziecka goraczke 39,4 oraz
      przeziebienie i wyjazd na pogotowie.

      To moim zdaniem jest niezaradnosc.
      Podrzucenie dziecka starszego to dla mnie nie przestepstwo, bo dziecko
      zadowolone (wiadomo babacia na wiecej pozwoli) i babcia zadowolona bo ma
      wnusia.
      Jednak wykorzystywanie bo mi tak dobrze a nie patrzenie na potrzeby babci to
      juz przegiecie.
      Acha babcia nie jest najzdrowsza osoba i z dwojka dzieci w wieku 12 - 16 m-cy
      to jest co robic, czego nie rozumie szwagierka. Kiedys babcia odmowila bo nogi
      odmowily jej posluszenstwa, to ta ja zryczala i przez 2 tyg. nie pokazala
      dziecka i sie nie odzywala
      • maxim31 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 13:50
        Ale ty mówisz o jakiejś patologii?
        • weronikarb Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 14:50
          No cos Ty. Mieszkaja naprzeciwko mnie, dobrze sytuowani on pracujac zarabia na
          dom, zone, dziecko i sie buduja
      • lola211 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 13:51
        Gdyby o takich przypadkach prinsessa pisala, to ma moje poparcie na 100%, ale
        ona dyskredytuje normalne matki, co mnie sie juz bardzo nie podoba.
      • anawu Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 14:09
        To jest faktycznie nienormalne, ale wydaje mi się, że założycielka wątku nie
        miała na myśli aż tak beznadziejnych przypadków.
        A w normalnej, okazjonalnej pomocy nie widzę nic złego. Wydaje mi się, że
        większość dziadków raczej też nie wink)
        • bea.bea Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 14:15
          Dla wiekszosci dziadków wnóki staja się radoscia , a nawet osmiele się
          powiedzieć celem dalszego życia.....
          • anawu Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 14:32
            Dokładnie! Ja nawet nie miałam pojęcia, że moi rodzice tak bardzo pragnęli wnuka.
            Moja mama czasem mówiła, że ma dość, że jej się nie chce, że starość jest
            beznadziejna itp. Teraz przyjeżdza do wnusi, jest szczęśliwa i nawet jak ją coś
            boli to przy wnuczce zapomina. Sama tak mówi, więc to nie moje naciągane domysły.
            Zresztą świetnie się rozumieją (w sumie na starość ponoć dziecinniejemy wink

            Moja babcia pomagała mojej mamie w opiece nade mną, moja mamma pomaga mnie, a ja
            będę pomagać mojej córce. Ot, taka tradycja wink
            Princessa - polecam, bo to bardzo zbliża pokolenia. Dawno nie miałam takiego
            kontaktu z mamą jak teraz wink
    • miranda3 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 13:55
      Mam dwie corki, obydwie babcie daleko i w miescie gdzie mieszkamy zadnej cioci,
      niani. No i coz swietnie jest popatrzec na swoje dzieci i byc z siebie dumna,
      ze nikt nam nie pomaga ani nie pomagal ale z drugiej strony wiele razy
      marzylam, zeby na moment moje dzieci gdzies zniknely, zeby przestaly sie drzec,
      zeby nie wlec obydwoch do lekarza jak tylko jedna jest chora itp.
      Nie wiem jak by bylo gdybym miala jakas pomoc tutaj na miejscu, wiem natomiast,
      ze podczas wizyt babc u nas, naszych u nich ZAWSZE mamy totalny luz i nasze
      dzieci takze, kilka razy w roku jezdzimy sami na wyjazdy bo wlasnie na takich
      wyjazdach dzieci by nam przeszkadzaly, bo to wyjazd tylko dla nas, taka higiena
      zwiazku smile))). Nie czuje sie przez to gorsza mama, na pewno po takim zlapaniu
      oddechu czuje sie lepsza zona, kobieta wink
    • bea.bea Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 14:12
      Oj ...jakie niesamowite stwierdzenie...już pekam ze śmiechu....

      Po pierwsze jeśli kobieta korzysta z pomocy ...bóg wie kogo , to nie uwazam by
      byla niezaradna , raczej wygodna...jeśli moge korzystac , to czemu nie...nie
      kazda musi i chce być zosią samosią ,

      po drugie jesli chodzi o kobiety "stare" po trzydziestce...a sama się do nich
      zaliczam ...( 38 i 1,5 roczne dziecko) to zwykle maja one juz na tyle
      ustabilizowana sytuacje finansowo , zyciowa , ze ( napoisze brzydko) mama czy
      teściowa mogą in "naskoczyć " , a jesli pomagaja to trzydziestolatki dobra wola....

      po trzecie polecam forum młode męzatki gdzie dowiedsz sie kto z pomocy korzysta
      , jakiej i w jakim jest wieku...

      a po czwarte...nigdzie nie jest napisane , ze matka musi radzic sobie sama....w
      dawnych czasach dzieci wychowywały mamki...a co robila matka?...czy leżała czy
      pracowała to też jej brocha...

      jesli masz w sobie takie ogromne poklady energii, młodo.śc, siłę , nie tylko
      jad , ale dobre checi to podam ci pare adresów gdzie z otwarymi rękami przyjmą
      pomoc ( w formie pracy własnej) i będziesz mogła popracowac jako wolontariusz,
      a nie wyciagać wnioski i oceniac czy ktoś jest zaradny , niezaradny, leniwy. czy
      jakis tam ....

      TO JEGO SPRAWA !!!!

      pozdrawiam ,
      • magdalenki1 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 17:41
        taka mi się nasuwa uwaga, że ciężko - coraz ciężej jest tutaj pogadać o życiu,
        bo każdy wątek kończy się kłótnią, jakby nie można przykąć do swiadomości, że
        ile ludzi tyle poglądów, może to nie będzie na temat, choć na temat
        wypowiedziałam się dużo wcześniej, ale przykro, że my kobity, które powinnyśmy
        jakoś się wspierać, bo los baby nie jest łatwy, tak się nie lubimy. A ja jestem
        mądrzejsza, a ja ładniejsza, a ja jestem lepszą mamą, a Ty leniem. mam ciągle
        (mimo uciekajacych lat) takie marzenie, ze mozna z ludźmi po rostu pogadać i
        nie obciągnąć zjebów(przepraszam). czy nie może byc tak, że każda z Nas ma soje
        racje i poglądy, że wymieniamy się nimi i czerpiemy od siebie nawzajem, że
        wsłuchujemy się w to, co mądre i przemilczymy, to co głupie?
        Pewnie moze trochę się trzeba postarać, ale warto warto
        w odpowiedzi na temat:właśnie siedzę przed kompem, mój mąż po powrocie z pracy
        gotuje obiad(z usmiechem), a ten usmiech stąd, ze za chwilę on będzie miał
        wszystko gdzieś, a ja powiem nie martw się kochanie, wyluzuj się, a ja zrobię
        to za Ciebie, takie "podłe' wyrenczanie się sobą i uzupełnianie, takie
        zrozumienie i chęć współpracy buduje nasz związek i myślę, że mogłoby budować
        związki międzyludzkie w ogóle, więc mam propozycje
    • ankasza Re: Princessa7 !!!!!!!! 15.03.05, 17:35
      masz moje przyzwolenie na wystąpienie o odebranie mi praw rodzicielskich,bo
      potrafimy z mężem ściągnąc babcie (z odległości ok.40km) na noc to dzieci tylko
      po to,że mamy ochotę napić się wódki ze znajomymi :]]]]]]
    • mama_debiutantka Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 17:35
      odnoszę wrażenie, że wyczuwam nutkę zazdrości i zgorzknienia. o co? o to, że ta
      niezaradne mamy są takie zaradne? jak mogą, skoro Ty bohatersko siedziałaś
      kołkiem przy kołysce 3 lata bez przerwy?! (no dobra, skoczyłaś 2 razy na
      siusiu, ale to była słabość, którą Ci wybaczamy wink)
      żebyś nie miała żadnych wątpliwości i mogła walić śmiało: podrzucam dziecko
      rodzinie, żeby np. pójść do fryzjera. a mój mąż nie pomaga mi "ewentualnie", bo
      to również jego dziecka (przyznam Ci się w tajemnicy, że nie jestem
      wiatropylna, tylko ciiii...)
      angażujemy również babcie, kiedy sprzątamy (raz w tygodniu, nie licząc
      odkurzania i mycia podłóg codziennie). i teraz widzę, że to skandal - mogłabym
      przecież spokojnie zostawić dziecko włóżeczku na 2-3 godziny dziennie i
      postprzątać, poprać, pozmywać, ugotować i co tam mCi jeszcze przyjdzie do
      głowy, a bobas niech siedzi sam - a co, niech się uczy co to znaczy być
      dzieckiem dzielnej matki...
      przed przemądrzałymi samosiami uchroń nas, Panie

      założyłam kiedyś na "niemowlęciu" wątek o matkach-polkach. polecam Ci lekturę:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=572&w=21116806&a=21116806
    • zona_wojtka Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 17:36
      Oj, coś Princessa zamilkła...
      Pewnie zdenerwowała się strasznie. Czemu? Nerwicę ma, bo nic, tylko dom,
      dziecko, pranie, obiady, wycieranie pupy itd. itp.
      Ach, i pogadać już nie potrafi z dorosłymi, bo tylko dziecko, dziecko,
      dziecko...
      Sorry, ale poczułam się odrobinkę dotknięta, bo ja wiele razy zostawiałam
      najpierw starszą córkę, a potem obie mamie bądź teściowej, bo np.: studiowałam
      i chciałam się w domu w ciszy czasem pouczyć (przed obroną pracy mgr zawiozłam
      jedną do teściowej a drugą do mamy na 2 tyg.), wychodziłam z domu w celu
      załatwienia spraw urzędowych i nie miałam ochoty córki/córek ciągać ze sobą,
      wyjeżdżałam do miasta odległego o 300 km odwiedziź super ekstra najlepszą
      psiapsiółę, chodziliśmy z mężem zabalować to tu to tam, do fryzjera,
      kosmetyczki czy na basen też raczej nie mogłam ich zabierać.
      No ale cóż... Wniosek z tego taki, że dwie lewe łapy mam...
      Cios... Straszny cios... Prosto w serce...
      Ach, Princesso, jeśli masz na myśli takie skrajne przypadki jak ten z chłopcem
      wychowywanym przez dziadków do lat -nastu, to uściślaj bardziej już na wstępie.
      Bo tak to wyszło, że doszłaś sama do wniosku, że głupotę palnęłaś, a potem
      odwracasz kota ogonem i herezje wychodzą.
      Pozdrawiam
      • hanka_79 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 15.03.05, 18:46
        Moja córka ma już 4 lata i nie została nigdy u nikogo sama nawet na jedną noc.
        W dzień- owszem czasem nawet na cały dzień- właśnie u babci, czasem z moją
        siostrą. Ale wiecie co, już mi się tak marzy noc poza domem, jakaś imprezka,
        albo wyjazd do znajomych- wszędzie ją włóczymy ze sobą. Dziękuję Bogu, że
        chociaż w dzień mogę ją komuś podrzucić, bo bym chyba zwariowała!!

        Alleluja wszystkim babciom, dziadkom, wujkom, ciotkom itp, itd, którzy chcą
        zająć się naszymi dziećmi chociaż 10 minut!!!!!!!!!!!!!!!!
    • ula_max Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 08:11
      Jestem wyształcona, po trzydziestce też urodziłam synka i mi też byłoby wstyd
      prosić babcie, męża, dziadka o pomoc przy kąpaniu czy przewijaniu, usypianiu,
      gotowaniu. Uwielbiałam i uwielbiam to robić i wiem ze to jet mój obwowiązek.
      Ale nie jest mi wstyd poprosić męża czy babcię żeby został chwilę z małym, bo
      ja chciałabym pójść do fryzjera. Dlatego poniekąd zgadzam się z princessą, że
      wstyd gdy matka prosi babcię, żeby ona wykąpała dziecko, czy nakarmiła.
      Są też sytuacje trudne i awaryjne ale o takie zapewnie Princessie nie chodzi.
      • wieczna-gosia Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 09:44
        Dlatego poniekąd zgadzam się z princessą, że
        > wstyd gdy matka prosi babcię, żeby ona wykąpała dziecko, czy nakarmiła.
        > Są też sytuacje trudne i awaryjne ale o takie zapewnie Princessie nie chodzi.

        a ja tam nie rozumiem jaka jest roznica jakosciowa pomiedzy wyjsciem do fryzjera
        a pokarmieniem dziecka.

        "mamo jestem padnieta, niech mama nakarmi" jest takie naganne?

        A "mamo do fryzjera wyskocze, dobra?" juz nie?

        i jedno i drugie w zasadzie sluzy relaksowi. Czy jest wyzyskiem? Odpowiednio
        czesto stosowane- tak. Obpowiednio rzadko- nie.

        I mysle ze wlasnie o czestotliwosc tu chodzi.
        Mi sie zdarza wyslac dzieci do babci w dzien zeby odespac. W lecie maz najwyzej
        je zabierze na 5 godzin na piknik, w zimie nikt na taki spacer dlugi chetny nie
        jest, nie mowiac o tym ze Przemka bym nie narazila. A senna bywam. No to prosze.
        Babcia sie czasami zgadza, czasami nie.
        • ula_max Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 10:40
          Gosia napisała
          "a ja tam nie rozumiem jaka jest roznica jakosciowa pomiedzy wyjsciem do
          fryzjera
          a pokarmieniem dziecka" - taka, że do fryzjera chcę iść a dziecko nakarmić
          muszę.

          Tak ja uważam ze byłoby dla mnie wstyd gdybym ja siedziała (nawet padnięta) a
          bacia karmiła. Ale to ja co nie oznacza, ze inne też.
          • milka_milka do princessa7 i ula_max 16.03.05, 12:01
            Widzicie, potem z takich postaw rodzi się frustracja i złość. Bardzo kocham
            swoje dziecko, pracuję tak mało, że prawie wcale, zajmuję się domem i dzieckiem
            już parę ładnych lat i szczerze powiem, że gdyby nie pomoc bliskich to chyba
            bym zwariowała. Każdy, powtarzam, każdy potrzebuje odskoczni, wyłączenia się na
            chwilę i zmiany. Poza tym nie sądzę, że tarci na tym ktokolwiek: ani babcie ani
            wnuczęta. A pomyślałyście może, jak czuje się Wasza mama lub teściowa, gdy
            szczerze chce pomóc i słyszy „nie ma takiej potrzeby” lub „to nie jest
            konieczne”? A ja to wiem, bo kiedyś rozmawiałam na ten temat z teściową. Babcie
            czują się niepotrzebne, stare i są przekonane, że nie macie do nich zaufania.
            Dziewczyny, przecież nie żyjemy w próżni, nikt z nas (z małymi wyjątkami) nie
            mieszka na bezludnej wyspie, gdzie MUSI sobie radzić sam.
            Popatrzcie też na swoje poglądy z drugiej strony: jeżeli odrzucamy oferowaną
            nam pomoc, to ten ktoś nas również o nią nie poprosi, bo będzie mu wstyd,
            że „nie ponosi sam za siebie odpowiedzialności i nie jest samowystarczalny”.
            Pomyślcie czasem, że Wasza postawa jest egoizmem a nie powodem do dumy.
            Każdy człowiek ma prawo czasem być zmęczony i, jeśli ma bliskich sobie ludzi,
            którzy go kochają i którym nie jest obojętny jego los, skorzystać z ich pomocy
            z przeświadczeniem, że nikogo nie wykorzystuje.
            • cocollino1 Re: do princessa7 i ula_max 16.03.05, 12:16
              Popieram w 100%. Bardzo dobrze to ujełas.
            • ula_max Re: do princessa7 i ula_max 16.03.05, 12:34
              Mika pisze: "A pomyślałyście może, jak czuje się Wasza mama lub teściowa, gdy
              szczerze chce pomóc i słyszy „nie ma takiej potrzeby” lub „to nie jest
              konieczne”? A ja to wiem, bo kiedyś rozmawiałam na ten temat z teściową. Babcie
              czują się niepotrzebne, stare i są przekonane, że nie macie do nich zaufania"
              Wiesz jakbym to przeczytała mojej teściowej to smiałaby się ze mnie 100 lat.
              Widzisz nie każdy ma takie babcie jak Ty. A moi że tak powiem dziadkowie no cóż
              bardzo daleko są ode mnie. Widzisz jestem samodzielna bo muszę, a ze jestem tak
              nauczona długo długo zanim zaszłam w ciążę to teraz liczę tylko na siebie. ALe
              teściowej i tak to przeczytam, niech się kobita uśmieje.
              • cocollino1 Re: do princessa7 i ula_max 16.03.05, 16:02
                No widzisz Twoja sie usmieje, a inna nie. chyba nie ma nic z lego w tym prawda
                ze babcia chce pomoc. moja mama by sie usmiala jakby przeczytala, ze sa babcie
                ktore maja totalnie gdzies swoje wnuki.
              • milka_milka Re: do princessa7 i ula_max 17.03.05, 08:20
                I widzisz, w ten sposób dochodzimy do sedna. Jesteś samowystarczalna nie
                dlatego że chcesz, ale dlatego że musisz. Być może Twoi bliscy nie rwą się z
                pomocą i możesz liczyć tylko na siebie. Czasem tak bywa i tego można tylko
                współczuć. Ale nie można innych, którzy mają inną sytuację i śa otoczeni innymi
                ludźmi odsądzać od czci i wiary tylko dlatego, że jest im lepiej.
                • ula_max do milka 18.03.05, 11:58
                  to raczej kwestia mojego charakteru i niezależności. Moi rodzice nie mogą bo są
                  bardzo daleko, a nawet gdyby chcieli ja nie chciałabym; a teściowa woli
                  realizować swoje marzenia np. na wernisażach - to jest jej święte prawo i ja
                  jej nie moge tego zabronić. Za to wnuka uwielbia. Współczuć to można Waszym
                  babciom , że muszą tyrać przy Waszych dzieciach zamiast poczytać dobrą książkę.
                  One już dzieci wychowały. Jestem za pomocą, owszem ale w sytacjach awaryjnych.
                  • cocollino1 Re: do milka 18.03.05, 12:06
                    zauwaz malutka rozniece, one nie musza, one chca, poprostu chca, sa rozne
                    babcie, i wypadaloby to uszanowac.
                    • ula_max i dlatego... 18.03.05, 12:09
                      malutka dużo zdrowia babciom życzę bo będą go jeszcze dużo i długo potrzebować.
                      • kalina_p a mojej mamie przykro, że nie chcę jej "obciążać" 18.03.05, 12:15
                        mam w zasadzie podobne zdanie do Twojego, nie raz tu juz mie się z tej racji
                        ochrzan dostał - moje dziecko, mój (i męża!) problem a nie mojej mamy czy
                        teściowej.
                        Ale miałam sprzeczkę dość poważną z mamą, aż się popłakała...wiesz o co?
                        Właśnie o to, że nie daję jej małe, nie zostawiam u niej, nie proszę, żeby
                        przyszła z nią posiedzieć. Nie musze o to prosić, więc nie proszę. A ona
                        CHCIAŁA! Bardzo chce siedzieć z Kingą, mieć możłiwość zabawy z nią,
                        nakarmienia, utulenia do snu. Po prsotu chce i było jej strasznie przykro, że
                        jej nie pozwalam. A ja, głupia, myślałam, że jestem kochaną córką, bo jej nie
                        obciążam wnuczką...
                        Teraz umówiłam się z nią tak, że kiedy chce to się umawia ze mną i ja wychodzę
                        albo po prostu prowadzę małą do niej a sama idę do domu, mam wtedy 2 godzinki
                        tylko dla siebie...
                        Różnie bywa, naprwadę. Różni ludzie są na świecie.
                      • milka_milka Re: i dlatego... 18.03.05, 12:16
                        Tak sobie myslę, że Ty w ogóle nie rozumiesz o czym piszę. Przecież wyraźnie
                        mówię, że babcie pomagają mi czasami, ale dobrowolnie i z radością. Jesteś
                        lekcewaźąca i nie wierzysz, że ktoś może widzieć nie tylko siebie i swój czubek
                        nosa. Zarówno moja mama jak i teściowa mają swoje zainteresowania, nawet
                        pracują, ale jednocześnie chcą uczestniczyć w wychowaniu i dorastaniu wnucząt
                        nie od święta, ale na codzeń.
                        • cocollino1 milka nie pisalam do ciebie, przepraszam:( 18.03.05, 13:05
                          • cocollino1 to bylo do uli max, pogubilam sie:( 18.03.05, 13:07
                          • milka_milka Re: milka nie pisalam do ciebie, przepraszam:( 18.03.05, 13:24
                            Ja rozumiem. Moje odpowiedzi dotyczyły uli_max.
                            • cocollino1 Re: milka nie pisalam do ciebie, przepraszam:( 18.03.05, 13:29
                              ok, to tak jak mojesmile
                  • princessa7 Re: do milka 18.03.05, 21:50
                    dzięki za poparcie
                    pozdrawiam
      • kalina_p Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 09:52
        Ogólnie się zgadzam - poza jednym: mąż! Opieka nad dzieckiem jest wspólna,
        oczywiście, że ponieważ on pracuję a ja siedzę w domu, to ja się głównie małą
        zajmuję ale jak mąż wraca to podział jest w miarę równy. Nie rozumiem
        stwierdzenia "prosić męża o pomoc przy dziecku"...Pewnie, że nie wciskam mu
        małej, jak jest padnięty ale z drugiej strony ja też nie raz po całym dniu z
        nią jestem padnięta. On to wie i stara się mnie maksymalnie odciążyć...
    • fruzia80 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 10:09
      Ja faktycznie znam kilka niezaradnych i niepracujących mam. Mam dwie koleżanki,
      które siedzą w domu z dzieckiem, a przez cały dzień nie mają niby na nic czasu.
      Nie ugotują obiadu, nie posprzątają itd. - te rzeczy robi mąż po powrocie z
      pracy. Za to mają czas codziennie wymalowac sobie paznokcie, układać fryzurę,
      staranny makijaż itp. Nie mam nic przeciwko, też lubię trochę o siebie zadbać,
      ale też mam małe dziecko (14m-cy) i wiem, że trzeba wszystko jakoś pogodzić,
      nie mam już tyle czasu co kiedyś na przesiadywanie przed lustrem. Ja co prawda
      robię w domu wszystko, ale nie ukrywam wcale lekko mi nie jest. Być może jak
      dziecko będzie troszkę większe i samo się sobą troszkę zajmie to będzie lepiej,
      ale na razie moja córka jest bardzo absorbująca, najchętniej nie odstępowałaby
      mnie na krok. A dzieci moich koleżanek niestety spędzają pół dnia przed
      telewizorem, a one i tak nie mają czasu na nic.
      No i ja czasem podrzucam córkę do mojej mamy i absolutnie nie widzę w tym nic
      złego, wręcz przeciwnie. Mamę mam praktycznie pod nosem (2km) i mniej więcej
      raz w tygodniu czasem rzadziej wiozę córkę do mojej mamy na prawie cały dzien.
      I wiem, że obydwie sa tym zachwycone. Moja mama prawie całe dnie spędza w domu
      sama i ma świra na punkcie swojej wnusi. Oczywiście trochę ją rozpuszcza, ale
      cóż, od tego są babciesmile
      I czasem (góra raz w miesiącu) mamy ochotę gdzieś wyjść lub mamy w domu imprezę
      i wtedy mała zostaje u babci na noc. I w tym też nic złego nie widzę.
      Natomiast nie wyobrażam sobie wyjechać na dłużej bez mojej córeczki, nawet na
      kilka dni, ani nie nie wyobrażam sobie zostawić jej u osoby, której nie darzę
      zbytnią sympatią np. teściowa. Generalnie u nikogo innego niż u mojej mamy jej
      nie zostawię.
      I może jeszcze na koniec moja drobna refleksja - zaobserwowałam w swoim
      otoczeniu, że te kobiety, które ja uważam za niezaradne są tak bardzo szanowane
      przez swoich mężów, że ja sobie tylko mogę pomarzyć, żeby mój taki był.
      Niektórzy faceci po całym dniu ciężkiej pracy wracają, muszą posprzatać,
      ugotować obiad, wyprać, poprasować, dziecko wykąpać itp. a swoje małżonki
      traktują jak księżniczki i absolutnie o nic nie mają pretensji. Czasem
      niektórym koleżankom zazdroszczę...
      • kalina_p fruzia 16.03.05, 10:14
        co do końcówki postu - ja się z czymś takim też spotkałam. I wiesz co? Jakoś
        tak się zawsze kończyło, że facet w końcu nie wytrzymywał. Zresztą mi by głupio
        było, żeby męża po pracy jeszcze ganiać do sprzatania czy gotowania. Nawet z
        psami z małą kolo 19-tej staram się wychodzić, żeby on nie musiał...Chyba za
        dobra jestemwink
    • bobasia1 Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 10:59
      Cóż. Sądzę, że ogromne znaczenie mają tu słowa, którymi określamy omawiane
      zjawiska. Większość mam przyznaje się, że podrzuca (tu podkreśliłabym, gdybym
      umiała smile ) swoje pociechy rodzinie. Ja nie podrzucam (tu znów podkreślenie, bo
      chodzi mi o słowo, a nie ozjawisko). Ja dbam o to, by dostarczyć moim dzieciom
      jak najwięcej bodźców do rozwoju. Dbam o to, by umiały sobie radzić w różnych
      sytuacjach beze mnie i bez taty (bo przecież kiedyś nas zabraknie), dbam, by
      poznawały różne światopoglądy, opinie, różne modele postaw, bo dzięki temu
      kształtuje się ich własny pogląd na świat. Dziś źródłem tych światopoglądów są
      nasi rodzice, rodzeństwo czy znajomi oraz szkoła. Zapewnianie dziecku
      samodzielnych kontaktów z ludźmi, do których mam zufanie oczywiście, uważam za
      swój matczyny obowiązek. A że sama w tym czasie mogę zaznać trochę
      przyjemności... Cóż.. trudno się głodzić siedząc przed pełnym talerzem, prawda?
    • judytak Re: Niepracujące a niezaradne mamy 16.03.05, 12:02
      potrafię się sama zajmować jednym dzieckiem, dwójką oraz trójką dzieci (więcej
      na razie nie mam...)
      generalnie jestem matką pracującą, ale i owszem zdarzają mi się przerwy (urlopy
      macierzyńskie, wychowawcze, a nawet bezrobocie...)
      nigdy nikogo o "wyręczanie" nie prosiłam
      bo ja też taka zosia samosia, co sobie poradzi ;o)
      ale mąż, ojciec dzieci owszem dużo się nimi zajmuje, bo lubi, bo dzieci też
      lubią, i bo jako ojciec nawet powinien...
      teściowa się dziećmi nie zajmuje, bo nie lubi (w związku z czym dzieci ją
      traktują jedynie jako źródlo cukierków, później kieszonkowego)
      moi rodzice uwielbiają realizować się w roli dziadków, i dlatego kiedy
      przyjeżdżają do nas (odległość 800 km), to ja rozmyślnie "się usuwam poza
      horyzont" (chodzę na zakupy, do kina, na spacer, itp. itd.), niech się bawią
      wszystkie moje dzieci od skończenia dwóch lat jeżdżą na wakacje do dziadków (w
      pierwszym roku na dwa tygodnie, potem na dłużej)
      bywa tak, że ja w tym czasie pracuję, ale bywa też tak, że też na wczasy jadę,
      tyle, że bez dzieci :o)))

      morał:
      można umieć, ale nie zawsze chcieć
      można też umieć, ale czasami sprawiać komuś przyjemność, pozwalając na
      uczestnictwo
      a nawet, sprawiać komuś przyjemność pozwalając na to, żeby się czuł potrzebny...

      pozdrawiam
      Judyta
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka