el_jot
18.03.05, 12:42
Od momentu urodzenia się dziecka, czyli od dwóch miesięcy prawie non stop się
kłócimy.Mąż non stop, przeklina i rzuca czym popadnie aż mała podskakuje.
Telewizor musi być głośno właczony, bo on nie słyszy, nie dociera do niego że
malucha bardzo drażnią głośnedźwięki, nie ma szans usnąć prezy głośnoi
załaczonym telewizorze. Po urodzeniu się córeczki mąż owszem wziąl dwa
tygodnie urlopu, pomagał mi , chodził na zakupy, przypilnował dziecka , ale
równocześnie nie miałam z jego strony żadnego wsparcia psychicznego.Depresja
mi mineła, dziecko mamy cudowne, zdrowe, raz ma lepsze dni raz gorsze, jak
każdy maluch. Mnie się wydaje, że po dwóch godzinach próby uspania dziecka
mam prawo być zła i zmęczona, ale wg mojego męża jak on wraca z pracy ma
prawo oczekiwać że będę usmiechnięta i miła dla niego o)))i wczoraj nastąpiło
apogeum. Mała przy kąpieli się zachłystnęła i zaczęła się dusić. A ten
zamiast od razu reagować(on ją trzymał)przygląda się jej trzymając małą
ciągle w pozycji półleżacej w wanience. Mała się dusi coraz bardziej,
krzyknęlam na niego zeby przewrócił ją głowką na dól, dopiero to
poskutkowało. Po wszystkim nie wytrzymałam i zaczęłam się na niego dzreć,że
musi natychmiast reagować, on jak zwykle od pewnego czasu zaczął
przeklinać,nie wytrzymałam i rzuciłam myjką do wanienki i wyszłam z kuchni i
w tym momencie mąż rzucił myjką we mnie. A wszystko to działo się perzy
dziecku(((Tak strasznie mi jej żal.Zapytałam go wczoraj czy to był przypadek
czy zrobił to specjalnie. Okazuje się ze nie był to przypadek,że chciał to
zrobić.I co ja mam teraz zrobić? Do tej pory myślałam że jak facet mnei
uderzy, więcej mnei nie zobaczy. Ale teraz , z maleństwem po prostu nie mam
dokąd pójśc, mam mieszka 350 km stąd, koleżanek tutaj żadnych nie mam.
Naprawdę , nie wiem co am robić, wiem,za to że to może się powtórzyć.