kochamcie
12.04.05, 09:10
W weekend poklocilam sie z mezem. Awantura byla straszna. Zaczelo sie od
bzdury a skonczylo na mocnych slowach. Byl po kilku piwach, wiec niestety jego
zlosc byla wzmozona.
Powiedzial mi m.in. ze nie widac miedzy nami milosci, ze denerwuje go moje
zachowanie w calosci i pare jeszcze przykrych slow.
Postanowilam nie odzywac sie do niego, bo sama nie wiedzialam co z tym zrobic,
jak rozmawiac i czy w ogole.
Wczoraj jak wrocil z pracy powiedzial, ze myslal o tym caly dzien, nie dawalo
mu spokoju to, co powiedzial. Pomyslal, ze jakby cos mu sie stalo, jakby nie
wrocil z pracy, to nie moglby mi wyjasnic, wytlumaczyc. A chcial powiedziec (i
powiedzial), ze bardzo mnie kocha i prosi, zebysmy kazdego dnia traktowali
siebie tak, jakby byl to nasz ostatni dzien. I ze on, ze swojej strony mi to
obiecuje...
Nic nie odpowiedzialam na to, bo mam jeszcze zadre w sercu za slowa, ktore
uslyszalam dzien wczesniej, ale bardzo wzruszylam sie tym, co powiedzial.
Sama nie wiem, co myslec i czuc...