natiz
12.05.05, 09:25
Trochę natworzyłam nowych wątków, ale muszę Wam coś opowiedzieć.
Nasze osiedle jest stosunkowo "młode" pod względem wiekowym, mieszka na nim
wielu tzw. "dresiarzy". Przyznam się, że trochę się tego obawiałam na
początku. Ale spotkało mnie miłe zaskoczenie. "Dresy" mają ogromny...
szacunek do mojego chłopa! Fakt - wygląda jakby był jednym z nich - włosy
ledwie widać (bo ja lubię facetów "na jeżyka"), barczysty, kroczy
jak "macho", ale w rzeczywistości to poczciwy chłopina, pracujący na
odpowiedzialnym stanowisku. "Dresiki" staja prawie na baczność, wyciągają
rączki z kieszeni i mówią grzecznie "dzień dobry" kiedy idziemy razem z mężem
i dziećmi. Kiedy zbyt głośno hałasują pod oknami w nocy (i m.in. budzą mi
dzieci) a mój mąż poprosi ich o przeprowadzkę w inne miejsce
odpowiadają: "dobra, już idziemy p-szę pana" (kiedy inni lokatorzy zwracają
im uwagę to sypią się wyzwiska). To tylko nieliczne przykłady. Sama jestem
zaskoczona taka postawą. Pytam czasem męża czy on nie jest czasami ich
bossem, bo to wszystko bardzo dziwne. A może jest podobny do
jakiegoś "mafioso"? Nie wiem co o tym myśleć!