na poczatku było Małgosiu czy moge
potem było że tak bedzie lepiej dla małego
a teraz jest ze ma być tak
cholera mnie bierze tesciowa zawsze narzucala wszystko ale czest dobierala
forme " ona rozumie że..." no i wez takiej spraw przykrosc (na opczatku
początków) ale z czasem zaczelo mnie to ostro wqrzac a konkretniej od momentu
kiedy wpadla rozmowa na chrzesnych (jak jeszcze nie byłam w ciaży!) "ja
rozumiem ze chrzestna bedzie agata"- moja szwagierka. jak wusłyszalam
zamarłam. od tamtej pory jej rozumienie że nie było już prośba było
narzucaniem. no i przyszlo dziecko. agata bedzie chrzestna ale nie przez
narzucenie tesciowej ale na prosbe meza. i na poczatku jak chciala dziecko
wziasc to sie pytala czy moze czy pozwole jej z nim wyjsc czy mogla by tamto.
z czasem mowila dobrze dla dziecka jak z nim wyjdzie zebym jej go dala toona
go odbije (karmilam na siedzaco) to mi bedzie wygodniej itd - argumentowala.
a teraz? poprostu zabiera i odbija dziecko bez wzgledu na to czy ja o to
prosze i nie pyta o nic i zaczyna sie rzadzic jak swoim. wie lepiej kiedy
dziecku sie chce napic a kiedy jesc (herbatke da ona z butli a cycka to juz
ja), nie pojdziemy z malym do sklepu bo lepiej bedzie mu na działce a w
arkadii sie przeziebi (bo w sklpie chlodniej) i nie wazne ze mi zalezy zeby
go zabrac. mowie zeby nie przykrywac malego bo mu cieplo ona zebym go
rpzykryla mowie ze nie potrzeba a ta go sama przykryla. odkrylam jak nie
widziala. no ale myslalam ze sie przewroce jak to zobaczylam.
coraz wiecej sobie zaczyna pozwalac. kiedys ja decydowalam o tym gdzie na
spacer teraz ona probuje narzucic - ostatnio chwile bylam na spacerze bo
musialam gdzies pojechac wiec musialam ich opuscic a ona koniecznie chciala
isc taka trasa zebym sama poszla na przystanek (ktory jest przy samym parku)
a nie odprowadzic mnie zebym popatrzyla dluzej na malego. to sa pie.. ale
mnie juz cholera bierze. jest nauczycielka i moze dlatego lubi narzucac ale
co zrobic zeby przstala i zeby nie rozpetac wojny???
mieszkamy 2 lata w mieszkaniu w ktorym mieszkali rodzice meza.
umarla babcia i przeprowadzili sie rodzice jego ze szwagierka do tamtego
mieszkania a my wprowadzilismy sie tutaj. wyremontowali sobie calkowicie
tamto mieszkanie z poprzesuwanieim scian włącznie. i powiedzieli ze na rok
chca wynajac to w ktorym mieszkali a ze my wynajmowalismy to maz zaproponowal
ze my wynajmiemy. po roku wynajmowania mieszkanie mieli oddac jemu. przez
pierwsze 2 miesiace splacalismy po 1500 tak jak mielismy ale zaczelismy tonac
w dlugach u moich rodzicow wiec poprosilismy o czynsz zeby zmniejszyli do
1000 wiec rok automatycznie wydluzal sie do 1,5 roku zeby finansowo wyszli na
zero. zaczynaja sie wakacje w wakacje sie przeprowadzalismy w styczniu minelo
1,5 roku i nic. cisza jak makiem zasial jak maz spoznil sie ktoregos razu z
pieniedzmi to padlo pytanie kiedy im zaplaci. w kwietniu urodzilo sie
malenstwo do cholery nie starcza nam na pieluchy a tamci wyciagaja dalej od
nas pieniadze (mamy w zasadzie czerwiec!) nie wiem jak mozna brac pieniadze
od wlasnego syna ale wydaje mi sie ze powinni cokolwiek powiedziec! i mi by
reka uschła jakbym brała od wlasnego dziecka pieniadze a juz tymbardziej
jesli moglby je przeznaczyc dla wlasnego dziecka.
na domiar złego szwagierce strzelilo sciegno miala operacje ktora jej
zchrzanili i ma rechabilitacje 3x w tygodniu po 40zł za jedna i placa za nia
oczywioscie tesciowie bo ich biedna coreczka ma nozke niedokonca sprawna.
a coreczka co?? dzwoni do mnie ktoregos dnia czy moze wpasc ale zebym nie
mowila starym okazuje sie ze urwala sie z rehabilitacji i pieniazki do
kieszeni - panna 23 lata!) biedactwo pepek swiata rodzicow wcale nie ubolewa
z powodu nogi tak jak oni.
wyzalilam sie

troche mi lepiej
mazowi "niezrecznie" porozmawiac z rodzicami o czynszu. za to onui wymagaja
zeby skonczyl studia bo "przestana nam pomagac"

śmieszne co? maz placi za
szkole ok 800zł miesiecznie robi 2 lata w rok ale gowno ich obchodzi
najwyrazniej skad wezmie na nia pieniadze!
ratunku!!!!!!!!!!!!!!! zwariuje