Dodaj do ulubionych

DUCHY - czy co:))??

07.06.05, 00:29
Będzie to temat z rodzaju wolnych, ale powiem szczerze ostatnio zaprząta mi
głowe.....
Dwa lata temu zamieniliśmy mieszkanie na większe i.....
No własnie, byliśmy zadowoleni, starsza pani również bardzo zadowolonasmile)

Jestem osobą raczej racjonalnie patrzącą na życie ,ale :
- od kiedy tu mieszkamy , zaczęły się częste konflikty między mną a moim mężem;
- my nigdy nie chorujący ciągle chodzimy zakatarzeni, infekcja goni infekcje...
- gheneralnie jestem bałaganiarą, ale mam wrażenie że rzeczy mi się
"dematerializują".....czaem już ich nie znajduje choć wydaje mi się , że ich
nie wywaliłamsad
- czasem mam wrażenie, ze ktoś łazi,
- i ponieważ jestem węchowcem , mam wrażenie , że pojawiająsię jakieś obce mi
zapachy....

oj....

moze jestem przemęczona, a może już mi odbija....
a może jakieś egzorcyzmy....

poradźcie smile)))
Obserwuj wątek
    • bozenka12 Re: DUCHY - czy co:))?? 07.06.05, 00:42
      Moze i duchy, ale moze problem jest bardziej racjonalny. Niektore budynki sa
      budowane z jakichs tam niezdrowych materialow, na ktore z mezem mozecie miec
      alergie. choroby, zmiany nastrojow moga wlasnie byc reakcja na cos niezdrowego.
      Co do zapachow, moze sasiedzi cos maja w domach pachnacego co przez sciane Wam
      przelazi... Mam nadzieje, ze to nie duchy, bo inaczej nie zazdroszcze. ja niby
      w duchy jakos nie wierze, ale i tak ich sie bojesmile
      • edytkus Re: DUCHY - czy co:))?? 07.06.05, 02:03
        Mojej corce ciage powtarzam ze duchow nie ma, ja nigdy zadnego nie widzialam ani nie znam nikogo
        kto by widzial wink Mnie tez czasem sie zdaje ze ktos mnie obserwuje, chodzi, stoi za plecami, rzeczy
        gina itp jak u Ciebie. Mysle ze to specyfika miejsca, cos jak w tym horrorze The Grudge. W naszym
        poprzednim mieszkaniu wiedlismy sielankowe zycie, a tu od poczatku sie nie uklada jak powinno,
        czasem mam wrazenie ze ktos rzucil na to miejsce klatwe. Moj maz sie smieje, tesciowa uwaza za
        wariatke gdy mowie ze to samo dotyczy wszystkich mieszkancow domu dopoki sie nie wyprowadza.
        NP. jedna dziewczyna jak tylko sie wprowadzila rozstala sie z dlugoletnim partnerem, ni stad ni z owad
        przestalo im sie ukladac, potem w ogole nie mogla sie z nikim zwiazac, a pare m-cy po przeprowadce
        juz byla zareczona. Na jej miejsce wprowadzil sie chlopak ktory z miejsca rozbil samochod, potem
        stracil prace i tak ciagle cos. Inna lokatorka niby zdrowa jak rydz a w ciazy musiala przejsc powazna
        operacje a teraz wychowuje sama dziecko bo meza oddelegowano na drugi koniec stanu.
        Duchow nie ma, sa tylko zle miejsca. Nigdy nie wiadomo czy np. sciany pod spodem nie gnija, czy nie
        ma starych olowianych rur itp. - zwiazki chemiczne moga negatywnie wplywac na prace mozgu,
        powodwac zmeczenie, wywolywac choroby itd.
    • attena76 Re: DUCHY - czy co:))?? 07.06.05, 08:19
      oj, skąd ja to znam... mieszkam w nowiuteńkim bloku (no już taki nowy to nie
      jest - ma 3 lata). odkąd sie do niego wprowadziliśmy ciągle, ale to prawie
      nonstop kłucimy sie z mężem. co gorsze rozmawiałam z kilkoma sąsiadkami (mamy
      dzieci w jednym wieku wiec spotykamy sie na placu zabaw) i one też mówią o
      złych "aurach". wszystko jest ok jak jesteśmy na wyjeźdie, tylko wchodzimy do
      klatki i już coś jest nie tak. Myślałam już żeby sprowadzić kogoś na
      odczarowanie tego mieszkania, ale chyba trzeba było odczarować cały blok (kolos
      16 pięter).
      • kiniaan Zamieńmy się mieszkaniami :-)... 07.06.05, 09:01
        U nas odkąd wprowadziliśmy się do nowego mieszkania w listopadzie 2004 wszystko
        psuje się i wali na głowę. Pralka (nowa) zepsuła się już dwa razy, wcześniej w
        starej spalił się silnik, ze ścian łuszczy się farba, drzwi nie można zamknąć,
        a wczoraj bateria w umywalce zastrajkowała i nie można zakręcić ciepłej wody...
        Chyba wolałabym duchy smile.
    • bl_aneczka Re: DUCHY - czy co:))?? 07.06.05, 12:07
      Duchy to może niekoniecznie, ale z rozmaitych źródeł i doświadczenia mi
      wiadomo, że ściany "wchłaniają" to wszystko, co się dzieje: awantury,
      szczęście, nieszczęście, radość etc. Nieraz zdarzyło mi się wejść do czyjegoś
      domu i od razu dało się wyczuć, że ludzie, którzy tu mieszkają są bardzo zgodni
      i szczęsliwi. A czasem wręcz przeciwnie, ma się ochotę z takiego domu uciec jak
      najszybciej nie troszcząc się o kierunek.
      Egzorcyzmy na to raczej nie pomogą. Literatura ezoteryczna zaleca odpowiednio
      ustawione lustra, kadzidełka, feng-shui (czy jak tam się to pisze), ale nie
      jestem co do tego przekonana. Pozatym specjaliści od tych "mądrości" każą sobie
      płacić jak za kość słoniową i z reguły są równie skuteczni jak pan Kaszpirowski
      bądź pan Zbigniew Nowak smile.
      Dematerializujące rzeczy zdarzają się chyba każdemu. Sama od pół roku poszukuję
      małego nożyka i nieco większej pokrywki. Podejrzewam, że znajdę przy
      przeprowadzce albo przemeblowaniusmile)
      A co w ogóle na to Starsza Pani?
    • tynia3 Re: DUCHY - czy co:))?? 07.06.05, 12:38
      Nie wiem dlaczego, ale ilekroć znajduję się w jakimś mieszkaniu, to postrzegam
      je jako bardziej lub mniej dla mnie przyjazne (bez względu na stosunek do mnie
      mieszkańców). Miejsca dla siebie szukaliśmy z uwzględnieniem naszych
      przeczuć wink.
      Jeśli jesteś wierząca, to może poproś o poświęcenie mieszkania, zamów Mszę Św.
      Moim zdaniem to pomaga, choć z pewnoscią znajdą się sceptycy. No i polecam
      otaczanie się przyjaznymi w Twoim odczuciu przedmiotami oraz pozytywne
      myślenie wink.

      pzdr serdecznie
    • johana2 Re: DUCHY - czy co:))?? 07.06.05, 13:08
      Mieliśmy ten sam problem przy przeprowadzce do nowego mieszkania. Ciągle
      czuliśmy obecność poprzednich lokatorów którzy to mieszkanie sprzedawali z
      wielkim żalem po 30-letnim zamieszkiwaniu (ale przeprowadzali się do domu
      jednorodzinnego). Chyba wiem w czym problem - w miarę jak robimy remont
      mieszkania (stopniowo z powodu braku pieniędzy) i usuwamy pozostałości po nich,
      atmosfera się oczyszcza. Poza tym, wierzcie lub nie, nam napewno pomogło -
      podświadomie - przyszła znajoma i "wyklaskała" obecność poprzedników z każdego
      kąta, pozapalała świeczki i odmówiła mantrę. Nie bardzo w to wierzyliśmy, nawet
      trochę się podśmiewywaliśmy, ale.... pomogło. Po tych zabiegach czujemy się
      coraz lepiej. Jeszcze tylko zerwiemy boazerię w przedpokoju i bedziemy
      całkowicie u siebie - sami, bez niepożądanych "gości".
    • weronikarb Re: DUCHY - czy co:))?? 08.06.05, 10:50
      Mam podobnie
      Po slubie przeprowadzilam sie do meza od tamtej pory ja oszczedna, przebojowa,
      stawiajaca na swoim kobieta stalam sie zachukana (choc to nie meza wina, nic
      nie potrafie zalatwc, pieniadze niewiem gdzie sie rozlaza. Poprostu mam
      wrazenie ze ktos mnie podmienil.
      Moj synek np. u mojej mamy spi w dzien 3 godz., jest spokojniejszy, ma apetyt.
      Wraca do domu spi do 1,5 godz. gora i niejadek
      Nawet moja mama twierdzila ze cos musi byc w domu u nas bo widzi roznice w
      zachowaniu mojego synka
    • aleksandrynka u mnie duchy też zadziałały! 08.06.05, 19:26
      Ja dzisiaj byłam PRZEKONANA, że w moim domu zadziałała jakaś nieznana siła smile
      A było to tak: Rano, przed wyjściem z domu szukałam pilota, zeby wyłączyć
      telewizor. Nie znalazłam, zwaliłam to na synka i wyłączyłam "z palca". Po
      powrocie nadal nie mogłam go znaleźć. Położyłam dziecko, sama też się
      zdrzemnęłam bo źle się poczułam - przykryłam się szlafrokiem i poszłam spać.
      Nagle obudził mnie płacz małego, popędziłam jeszcze go uśpić i sama też obok
      niego dodrzemałam. Kiedy wstaliśmy poszłam do dużego pokoju, a tam NA KANAPIE
      LEŻY SOBIE PILOT (!!!???). Myślę - duchy, jak nic! Kanapę sprawdziłam 1000 razy
      i nic nie było, a teraz pilot leży bezczelnie i na mnie kpiąco patrzy smile
      Godzina minęła mi na rozważaniach, czy to dziadek, czy inna postać zza grobu
      umila mi zycie, i nagle mnie olśniło. Zaglądam do kieszeni szlafroka, a tam
      drugi pilot, zaginiony z tym pierwszym smile))
      Rano włożyłam oba do kieszeni, potem zapomniałam i odwiesiłam szlafrok do
      łazienki. Reszta - wiadomo.
      Ubaw mam z siebie po pachy, aż mnie brzuch przestał boleć!
      Pozdrawiam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka