lila1974
28.07.05, 08:56
Zastanawiam sie od wczoraj, co sie stalo z ludzmi?
Nie wiem, moze mialam wczoraj wyjatkowy niefart i trafialam na ludzi bez
oglady ale rzucilo mi sie w oczy, ze ludzie przestali uzywac slów
grzecznosciowych. Zaobserwowane scenki.
Pani siedzi pod oknem w autobusie. W pewnej chwili zaczyna szykowac sie do
wyjscia - torebka i nerwowe krecenie sie w miejscu. Pan, siedzacy obok,
zorientowal sie, ze sasiadka chce wyjsc, wiec wstal i ustapil jej drogi
slowem "prosze". Babeczka przeszla obok niego bez slowa, nie bylo "dziekuje"
ani nawet milego sklonienia glowy.
Pan nie usiadl, tylko znów przy uzyciu slowa "prosze" wskazal wolne miejsce
kolejnej pani. I ta, podobnie jak poprzednia, miejsce zajela ale po
slowie "dziekuje" lub gescie podziekowania nie bylo mowy.
Inna sytuacja. Zamykam firme o 19:00, choc powinnam o 18:30 ale wiem, ze gro
osób nie zdazyloby odebrac swoich wyników, wiec jeszcze troszke czekam.
Wczoraj jednak dzwonek do drzwi zadzwonil o 20:30. Moglam wogóle nie reagowac
ale mysle sobie "co mi szkodzi". Para przyszla po wynik. Wydalam, tym
bardziej, ze dziewczyna w wysokiej ciazy, wiec nie bede im zycia utrudniac. I
co? Wynik byl jej ale równiez nie doczekalam sie od niej slowa "dziekuje".
Chlopak i owszem. Dziewczyna mnie zlekcewazyla totalnie - "do widzenia" tez
nie bylo.
Ludzie sa jak roboty. Nie potrafia wykrzesac z siebie odrobiny milych
odruchów. Z uwielbieniem patrze na jednego z naszych lekarzy, to przedwojenne
wychowanie i kultura najwyzszych lotów. Niestety nawet wsród lekarzy wyró|nia
sie bardzo, bo i Ci, choc przeciez starannie wyksztalceni, zachowuja sie jak
ostatnie buce.
Jak to zmienic? Dlaczego tak sie dzieje? Przyzwyczaic sie?