kosheen4
22.08.05, 22:40
właśnie dzisiaj przyuważyłam, że ma na udzie coś, co wygląda jak kawałek
zaschniętego błota. włączyła się lampka, z powodu nowotworów pochowałam już
Mamę Chrzestną, o czym kiedyś pisałam, rodzice ojca też zmarli na nowotwory.
pytam się staruszka co to jest, a on na to, że zdaje się czerniak. stary ma
wykształcenie okołomedyczne, więc można powiedzieć że temat nie jest mu
kompletnie obcy. ja się go pytam, dlaczego tego nie usunie, dlaczego nie idzie
z tym do lekarza, a on mi na to że to jego sprawa.
jego sprawa!!!
nie ma siły, nie zapędzę go do lekarza a tłumaczenia że taki widok powoduje u
mnie trzęsionkę i płacz pod powiekami nie trafiają do niego. no chyba że
awantura ze spazmami wrzaskami i histerią, co właściwie przyjdzie mi bez wysiłku.
panicznie boję się raka, boję się śmierci w otoczeniu, po dość długim pobycie
poza domem okazało się że odszedł najstarszy z psów, siedemnastoletni. też
miał raka. od czasu śmierci chrzestnej żyję, jak by to powiedzieć, z myślą o
śmierci, wyświetlam pod czaszką różne dziwne filmy. bywam u psychiatry, nie
radzę sobie z tym, nie przemawia do mnie że to naturalna kolej rzeczy, że
umieramy, to znaczy rozum podpowiada że tak to wygląda, ale to puste słowa,
puste jak kubek po herbacie!
płaczę i jestem roztrzęsiona. chyba czas znowu zacząć paść się psychotropami -
nie panuję nad emocjami. boję się.