Dodaj do ulubionych

nie mam siły do własnego ojca

22.08.05, 22:40
właśnie dzisiaj przyuważyłam, że ma na udzie coś, co wygląda jak kawałek
zaschniętego błota. włączyła się lampka, z powodu nowotworów pochowałam już
Mamę Chrzestną, o czym kiedyś pisałam, rodzice ojca też zmarli na nowotwory.
pytam się staruszka co to jest, a on na to, że zdaje się czerniak. stary ma
wykształcenie okołomedyczne, więc można powiedzieć że temat nie jest mu
kompletnie obcy. ja się go pytam, dlaczego tego nie usunie, dlaczego nie idzie
z tym do lekarza, a on mi na to że to jego sprawa.
jego sprawa!!!
nie ma siły, nie zapędzę go do lekarza a tłumaczenia że taki widok powoduje u
mnie trzęsionkę i płacz pod powiekami nie trafiają do niego. no chyba że
awantura ze spazmami wrzaskami i histerią, co właściwie przyjdzie mi bez wysiłku.
panicznie boję się raka, boję się śmierci w otoczeniu, po dość długim pobycie
poza domem okazało się że odszedł najstarszy z psów, siedemnastoletni. też
miał raka. od czasu śmierci chrzestnej żyję, jak by to powiedzieć, z myślą o
śmierci, wyświetlam pod czaszką różne dziwne filmy. bywam u psychiatry, nie
radzę sobie z tym, nie przemawia do mnie że to naturalna kolej rzeczy, że
umieramy, to znaczy rozum podpowiada że tak to wygląda, ale to puste słowa,
puste jak kubek po herbacie!
płaczę i jestem roztrzęsiona. chyba czas znowu zacząć paść się psychotropami -
nie panuję nad emocjami. boję się.
Obserwuj wątek
    • tomamisia Re: nie mam siły do własnego ojca 22.08.05, 22:46
      Rozumiem ,że jest ci ciężko ,ale ojciec jest dorosły i nie zaciągniesz go
      niestety siłą do lekarza.Może na spokojnie spróbój z nim porozmawiać i
      dowiedzieć się jego stanowiska.Może on też się czegoś boi, bo niewierzę aby
      jego zdrowie było mu obojętne.Myślę ,że spokojna, wyważona rozmowa może wiele
      wyjaśnić.Powodzenia i nie załamuj się to najgorsze co możesz zrobić w tej
      sytuacji.
      • kosheen4 Re: nie mam siły do własnego ojca 22.08.05, 22:57
        z moim ojcem sprawa jest taka, ze to wyjatkowo ciezki egzemplarz, bywa szorstki
        i niemiły a rpzy okazji jest wybuchowy i drażliwy. zamknie sprawę przez "nie
        wtrącaj się w nie swoje sprawy" - i nic do niego nie przemówi, głupek leśny!!!
        postaram sie z nim pogadac, ale przypuszczam ze bedzie to kamienista sciezka...
        cholerny swiat.
        • tynia3 Re: nie mam siły do własnego ojca 22.08.05, 23:02
          Ech... ja mam tak z Mamą crying. Jest po by-passach, ma miażdżycę, cukrzycę i inne
          choroby i co? Bierze tony leków, które działają, albo nie crying. Jak nie działają,
          to tylko się modlić. Chodzi na badania, ale mimo to niedawno usłyszałam, ze nie
          była u kardiologa już parę lat (!), bo... się boi. Czego? Ano prawdy, nie
          inaczej crying. Tylko co to daje, oprócz złudzeń crying.
          Tez się boję.
          • kosheen4 Re: nie mam siły do własnego ojca 22.08.05, 23:12
            tynia3 napisała:

            > Tez się boję.

            gryzę ściany. obawiam się konfrontacji ze śmiercią pod każdą postacią.
            przeczuwam, że skończy się to głębokim załamaniem/depresją, wszystko w środku
            boli. mam słaby procesor, nie radzi sobie z takimi plikami. fajnie że w takiej
            chwili mogę komukolwiek wylać emocje na głowę.
            głupi znaczek na nodze, i przestaje cieszyć świeżo kupiony aparat na który
            zarabiałam z mozołem, powrót w uczelniane progi po przerwie, do gardła podchodzi
            mi oleista ciecz, zalewa cały krajobraz, chyba zaczynam się topić.
            tak mogę zobrazować odczucia tej chwili. znowu chcę pod kołdrę, byle tylko nie
            nadeszło znajome otępienie, kiedy się nic nie chce, przebranie się z piżamy
            urasta do rangi wysiłku stulecia a wyjście z domu robi się niemożliwe. znowu
            będę bezużyteczna światu, a myślałam że to już minęło. jednak nie.
            • triss_merigold6 Re: nie mam siły do własnego ojca 22.08.05, 23:18
              napisz do mnie na priv bardzo Cię proszę. Jutro odpowiem.
              • kosheen4 napisałam nt 22.08.05, 23:45

    • kaska99 Re: nie mam siły do własnego ojca 22.08.05, 23:50
      Mam podobnie z tesciowa.KREW MNIE ZALEWA bo moja szwagierka(siostra mojego meza)
      w dupie to wszystko ma. A tesciowa ma cukrzyce i depresje , a tabletki je jak
      cukierki, dzis czerwony jutro zielony. A ja latam od jednego lekarza do drugiego
      ,chociaz przez nia tez juz mam powoli depresje. Najgorsze ,ze jej nic nie moge
      przetlumaczyc , ze ma diete i co wszystko sie moze stac jak bedzie pila alkohol
      i psychotropy ,a ona mi na to ,ze jak sobie wypije to lepiej spi. BUUUUUUUU!!!
      Sorry za bledy ,ale tez juz mam na dzisiaj DOSYC!!!
      Dobranoc.
      • kosheen4 Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 00:04
        kaska99 napisała:
        alkohol
        > i psychotropy ,a ona mi na to ,ze jak sobie wypije to lepiej spi. BUUUUUUUU!!!

        mam sąsiadkę która była w takim ładnym krzyżowym uzależnieniu. swojskie klimaty,
        faktycznie po psychotropach i choćby kieliszku wódeczki śpi się jak niemowlę, a
        rano człowiek wygląda jak własna babka, opuchnięty na ryjowiźnie i nietomny,
        mama woła chodź zbyszku na śniadanko a ty się plaskasz po czole i mówisz: no
        właaaśnie, zbyszek, jak w tym dowcipie. lepiej odseparować alkohol.
        qrde jak już naprawię rower to zapedałuję smutki na śmeirć. o ile będę miała
        siłę znieść rower z pierwszego piętra i wsiąść na niego. na szczęście mam z
        górki, więc sam się rozpędzi.
        świat jest dzisiaj nawet nie czarnobiały, jest szary i z betonu.
    • kosheen4 rozmawiałam z matką 23.08.05, 12:41
      naskoczyła na mnie, że głupio się pytam czy wie, bo wie i się martwi,
      nawrzeszczała na mnie. nie rozumiem, dlaczego nie wsiądzie na niego, dlaczego
      ojca nie będzie męczyła żeby poszedł do lekarza, dlaczego mu głowy nie będzie
      suszyć żeby poszedł, dlaczego??? codziennie od rana do wieczora powinna go
      namawiać!!! ale nie, będzie się gryzła od środka, póki co ciągle wychodząc z
      założenia że to dorosły człowiek i sam musi podjąć decyzję. gó..! nieprawda!
      na razie jedyne co mi przychodzi do głowy to szantaż, że nie podejmę na nowo
      studiów dopóki się nie przebada i nie podejmie ewentualnego leczenia. i jeśli
      ojciec dalej będzie oporny, to zastosuję tą idiotyczną metodę.
      świat mi runął w ciągu paru godzin. ciemność widzę...
    • weronikarb Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 12:51
      kosheen4 bardzo emocjonalnie do tego podchodzisz - az za bardzo.
      To sa dorośli ludzie wiedza co robia.
      O smierc i raka ocieram sie non stop - teraz czekam czy i na mnie padnie.
      Babcia jej rodzeństwo i jej matka oraz dziadzek umarli na raka.
      Moje 2 ciocie (siostry mamy) juz sa po usunieciu raka.
      Moj tata nie żyje (nie rak choc tez mial kiepskie zdrowie - alkoholik).
      Moja mam w wieku 35 lat byla po 3 operacjach (w ciagu 1,5 roku) usuniecia raka
      (2 piersi plus macica) w tym dostala półblok lewej komory i wstrzas po
      penicylynie (niewiem czy dobrze napisalam) do tego do ukonczenia 45 roku zycia
      2 zawaly.
      Obecnie leczy sie na kregoslup (zapada sie do srodka) i jesli rehabilitacja nie
      pomoze to wkrotce wozek.
      Do tego odebrali jej rente inwalidzka - ma z MOPS-u 91 zl
      Nie bierze ZADNYCH lekow bo uwaza ze po nich zle sie czuje i zyje pelnia
      zycia smile
      I co mam zrobic - jest dorosla nie bede jej pilnowac na kazdym kroku
      Smierci nie powinnas sie bac, ja widzialam smierc najblizszych chorych na raka -
      umierali w wielkich meczarniach i tj najbardziej bolesne ze nie bylo im
      oszczedzone to cierpienie.
      • kosheen4 Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 13:18
        ja wiem, ze podchodze do tego bardzo emocjonalnie - przez dwa lata leczyłam sie
        na nerwice, odstawilam potem leki, myslalam ze radze sobie z codziennymi
        problemami. ale nie, sprawa mnie przerasta, to wlasnie byl jeden z problemow
        leczenia, i chyba dalej jest, lek przed smiercia, strach przed utrata najblizszych.
        dziekuje za to ze piszecie, swiadomosc ze ktos to czyta pomaga mi opanowac sie
        przynajmniej na chwile i obmyslac sposob na zapedzenie ojca do lekarza, ale boje
        sie do szalenstwa i to jak najbardziej doslownie. wracaja wszystkie leki, ciezko
        mi, musze stawic czolo przede wszystkim temu co dzieje sie w mojej chorej
        glowie, a potem calemu swiatu.
        • weronikarb Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 13:25
          dokładnie najpierw pomóż sobie.
          To że mamy rodziców to niemożemy z anich decydowac nie możemy za nich żyć.
          Postaw sie w ich sytuacji co Ty byś zrobiła jakby tak oni się wtracali ?
          Rozumiem twój strach i ból.
          Cały czas sama sobie powtarzam, że nie ponosimy odpowiedzialności za czyny
          naszych rodziców.
          Wyciagnęłaś rękę starałaś sie nie pomogło trudno.
          Ja też kiedyś starałam sie wyciagnać ojca z alkoholizmu, później zaprzestalam.
          Zginął, zabiło go auto jak przechodzil pijany prze ulice.
          Jego rodzina twierdzila ze to nasza wina.
          Żyłaś z obciążeniem na psychice, że może to faktycznie TY zabilas ojca?
          Nie, ale boisz sie tego ze jak nic nie zrobisz to moze tak bedzie.
          Mi pomogl maz tlumaczyl mi caly czas ze staralam sie a on był dorosly - mial
          wybor, że teraz to tylko moge dac na msze to mu pomoze.
          Okrutne, ale prawdziwe.
          • kosheen4 Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 13:44
            weronikarb napisała:
            > Żyłaś z obciążeniem na psychice, że może to faktycznie TY zabilas ojca?
            > Nie, ale boisz sie tego ze jak nic nie zrobisz to moze tak bedzie.

            nie, to nie o to chodzi, chociaż podobnie wynika z egoistycznych w pewnym sensie
            przeslanek. boje sie ze go zabraknie. ze nie bede miala oparcia, ze zostane
            sama. rtzydziestka za rogiem, a ja uwiązana do rodziców z własnej woli. przecież
            mieli być niezniszczalni i być zawsze.
            logika i wszystkie panie psychiatryczno-psychologiczne podpowiadają, że śmierć
            to naturalna kolej rzeczy, ale nie umiem tego wchłonąć. "rozpuszczalnikiem" dla
            takich myśli są środki farmakologiczne, ale jakiś czas temu odstawiłam je - no i
            chyba trzeba by do nich wrócić. wlasnie zadzwonilam do przychodni
            psychiatrycznej, umówiłam się na wizytę, może pomoże, zawsze są bardzo skuteczni
            wink. potrzebuję optymizmu żeby porozmawiać z ojcem, może być nawet ten pompowany
            z tabletkami prozaku, czemu nie.
            czuję się lepiej, zaczęłam działać.
            • weronikarb Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 13:47
              a niemasz kogos kto by cie wsparl w tych trudnych chwilach?
              Tabletki za Ciebie ni eułożą życia, to tylko ułatwienie sprawy.
              Do końca życia nie bedziesz ich brać
              • kosheen4 Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 13:57
                weronikarb napisała:

                > a niemasz kogos kto by cie wsparl w tych trudnych chwilach?
                > Tabletki za Ciebie ni eułożą życia, to tylko ułatwienie sprawy.
                > Do końca życia nie bedziesz ich brać

                mam niemęża, ale obecnie przebywa trochę daleko, a spraw nie rozwiąże się w
                rozmowach telefonicznych. nie mogę wymagać od nikogo, żeby zajmował się mną i
                tylko mną - przyjaciele mają swoje problemy i sprawy, a ja dobrze wiem, że
                jestem dość absorbująca kiedy mi się na to pozwoli. z pewnymi sprawami muszę
                poradzić sobie sama; staram się więc.
                • weronikarb Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 14:10
                  szkoda.
                  Nie chodzi o to aby ktos rozwiazal za Ciebie sprawy.
                  Wystarczyloby sie przytulic, wygadac czy wyplakac.
                  To duzo pomaga.
                  Pozatym moim zdaniem przyjaciol sie ma wlasnie najczesciej w tych ciezkich dla
                  nas chwilach smile
                  Glowa do gory tu masz ich sporo
    • ikaes Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 14:06
      ja nie wiem, czy to nie jest tak z osobami, które mają wykształcenie medyczne
      czy okołomedyczne. Moja rodzina przyjaźniła się z inną rodziną. Tam była matka,
      która była dyplomowaną pielęgniarką (po studiach wyższych) i miała raka piersi,
      ukrywała to przed wszystkimi, wypychała biustonosz (bo pierś jej malała),
      ciągle kaszlała, bo miała już przerzuty do płuc, mówiła że to od papierosów
      (ciągle paliła),a do lekarza poszła, jak już nie było dla niej ratunku. A też
      świetnie wiedziała co jej jest.
      • kosheen4 Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 14:15
        ikaes napisała:

        > A też
        > świetnie wiedziała co jej jest.

        taka sama kretynka jak i mój ojciec. przepraszam za ostre określenie, ale to mi
        się właśnie ciśnie na usta. bohater od siedmiu boleści.
        • ikaes Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 15:22
          ale czasami się zastanawiam, czy tacy ludzie w ogóle chcą jeszcze żyć - może
          życie jej się przejadło - chociaż miała świetnego męża i dzieciaki (dobrze, że
          już były duże: córka 17 lat a syn starszy,chyba coś koło 21 lat miał wtedy)
          • kosheen4 Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 15:29
            ikaes napisała:

            > ale czasami się zastanawiam, czy tacy ludzie w ogóle chcą jeszcze żyć - może
            > życie jej się przejadło - chociaż miała świetnego męża i dzieciaki (dobrze, że
            > już były duże: córka 17 lat a syn starszy,chyba coś koło 21 lat miał wtedy)

            wydaje mi się że tu bardziej działa mechanizm wyparcia - nie ma, nie choruję.
            pobiegałam z psami na spacerze i czuję się lepiej. przy najbliższej okazji
            porozmawiam z ojcem na temat, spróbuję go przekoanać że jak nie dla siebiem, to
            niech zrobi to dla mnie.
            jednakowoż mam przykre wrażenie, że musiałabym upaść w drgawkach na podłogę,
            żeby go przełamać. no to może upadnę wink
            • buba13 Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 17:04
              rozumiem Twoj strach (moj Tato jest po operacji i chemii). Jakkolwiek to
              zabrzmi, to jednak jego zycie i jego decyzja co z nim zrobi. Mozesz zrezygnowac
              ze studiow, rzucic sie w drgawkach na podloge, itd, ale co jesli to nie
              zadziala? podetniesz sobie zyly? moze lepiej porozmawiac SPOKOJNIE i
              powiedziec, ze przy calej integralnosi i niezaleznosci nikt z nas nie jest sam
              i tylko dla siebie; ze szanujac jego decyzje, chcesz mu przypomiec o milosci,
              ktora jest miedzy wami, ze jego decyzja ma wplyw rowniez ne Ciebie.

              zycze sily,

              a
            • mruwa9 Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 23:31
              Tak w ogole to w Polsce nie ma obowiazku poddawania sie leczeniu, zwlaszcza
              onkologicznemu. Nazywanie chorych, ktorzy nie chca sie leczyc kretynami jest
              oglednie mowiac niesmaczne. To ich swiete prawo do decydowania o swoim zdrowiu.
              Moze ojciec kosheen -majac medyczne wyksztalcenie- ma swiadomosc, jakie jest
              rokowanie w czerniaku (niestety kiepskie), i nie ma ochoty pogarszac swojego
              samopoczucia chemioterapia? Moze woli postawic na jakosc zycia, zamiast na
              ilosc, walczac w szpitalu z podlym samopoczuciem w trakcie leczenia, zeby
              przedluzyc swoje istnienie o kilka miesiecy? Moze byl u lekarza i wie na temat
              choroby i swojego stanu wiecej, niz mowi? Sorry, ze tak brutalnie, ale ojciec
              ma prawo sam decydowac o swoim zdrowiu i ewentualnym leczeniu lub nieleczeniu.
              Kosheen, uszanuj to!
              • kosheen4 Re: nie mam siły do własnego ojca 23.08.05, 23:52
                mruwa9 napisała:

                > ale ojciec
                > ma prawo sam decydowac o swoim zdrowiu i ewentualnym leczeniu lub nieleczeniu.
                > Kosheen, uszanuj to!

                mowy nie ma, żebym mogła uszanować nieleczenie.
                to nie jest samotny facet, który żyje tylko dla siebie; w tym momencie nie piszę
                już o sobie, bo już pisałam, że JA się również egoistycznie obawiam, co będzie
                kiedy zabraknie rodziców. w tej chwili piszę chociażby o matce, która również
                się martwi. ojciec stawia na jakość życia? niestety, nie jest milionerem, który
                w tej chwili mógłby pójść sobie w ostatnie szalone tango.
                poza tym może wskazywał na to mój dramatyczny ton - tak mam kiedy się
                zdenerwuję, ale to małe znamię, wielkości może groszówki i nie ma jeszcze mowy o
                "ostatnich miesiącach życia", tutaj chodzi o zdławienie w zarodku i nazywanie
                kretyństwem odmowy leczenia uważam za jak najbardziej uzasadnione. zresztą na
                razie nie wiem, czy odmawia, czy boi się pójść do lekarza, czy już był, bo
                dostałam opieprz żeby się nie wtracać.

                mruwa, a dzieci masz? prawdopodobnie tak, skoro udzielasz się na emamie. jak byś
                zareagowała, gdyby twój syn czy córka, zachorowawszy na nowotwora, albo nawet na
                "głupie" zapalenie płuc postanowili się nie leczyć? uszanowałabyś to i dała im
                prawo do ewentualnego leczenia czy nieleczenia? może określanie ostrym słowem
                zapierania się przed pójściem do lekarza jest niesmaczne, ale twoja propozycja
                jest co najmniej bezduszna. czekać aż rozwinie się jakieś paskudztwo, bo
                staruszek to waży lekce?
                po to mamy rodzinę, żeby się o nas troszczyła i żebyśmy my troszczyli się o
                nich, a nie po to żeby dawać przyzwolenie na głupotę, jaką jest unikanie lekarza.
                • mruwa9 Re: nie mam siły do własnego ojca 24.08.05, 00:06
                  sluchaj, co innego, jesli zachoruje dorosly czy w ogole starszy czlowiek, ktory
                  swojego w zyciu juz doswiadczyl i swiadomie moze podjac decyzje, co z tym
                  zyciem dalej robic. Czym innym jest choroba u dziecka, bo- po pierwsze rodzice
                  jako opiekunowie prawni decyduja o leczeniu, a w przypadku dzialania na szkode
                  dziecka (niepodjecie leczenia) sad rodzinny moze ograniczyc prawa rodzicielskie
                  i zadecydowac o leczeniu. Poza tym nienaturalna sytuacja jest smiertelna
                  choroba dziecka. Mimo wszystko naturalniejsza jest choroba osoby w podeszlym
                  wieku,mimo calego bolu i cierpienia takze bliskich krewnych. Przykro mi. A
                  wracajac do czerniaka, to juz guz o srednicy 4 milimetrow daje zwykle przerzuty
                  do roznych narzadow. takie paskudztwo.. Znani mi onkolodzy nie wierza w
                  uleczalnego czerniaka, bo uwazaja, ze kazdy klinicznie wykryty czerniak
                  wczesniej czy pozniej da przerzuty. Byc moze Twoj ojciec ma tego swiadomosc.
                  Rozmawialas z nim o tym, dlaczego nie chce sie poddac leczeniu?Moze chce dalej
                  zyc i dozyc swoje zycie w domu, wsrod bliskich,godnie, a nie walesajac sie po
                  szpitalnych oddzialach z kroplowkami w zyle, przy stosunkowo niewielkich
                  szansach na zwyciestwo?
                  • kosheen4 Re: nie mam siły do własnego ojca 24.08.05, 00:23
                    mruwa9 napisała:

                    > Poza tym nienaturalna sytuacja jest smiertelna
                    > choroba dziecka. Mimo wszystko naturalniejsza jest choroba osoby w podeszlym
                    > wieku,mimo calego bolu i cierpienia takze bliskich krewnych. Przykro mi. A


                    sorry, ale to nadal dla mnie bulszyt okrutny. no to przyjmijmy że dziecko kończy
                    18 lat i co, teoretycznie może już samo podejmować decyzje, więc godzisz się na
                    to bez szemrania, prawda? jeśli odpowiesz mi że osiemnastolatek to jeszcze w
                    istocie dziecko, to pójdźmy dalej, niech dziecko ma 20, 25, 30 lat. gdzie jest
                    ten moment, że stwierdzisz, że to jego decyzja?
                    nie mam dzieci, ale myślę, że nie ma takiego momentu, po prostu nie ma. dla mnie
                    nie ma czegoś takiego u rodziców. ojciec ma 56 lat - uważasz że to podeszły wiek?

                    > wracajac do czerniaka

                    kriste pane! ja nie wiem na 100% czy to czerniak czy nie czerniak!!! i właśnie
                    tego chciałabym się dowiedzieć!!! ojciec prawdopodobnie u lekarza nie był
                    (znając go). nie mam, niestety a może na szczęście, takiego dystansu do sprawy
                    jaki proponujesz. nie do przyjęcia jest dla mnie, powtarzam, założenie rąk
                    nazwane ładnie uszanowaniem decyzji. nie wiem, czy radzisz teoretycznie czy
                    czerpiesz z praktyki? gratuluję stalowych nerwów jeśli doświadczyłaś na własnej
                    skórze czegoś takiego, ale mnie do tego już nie namawiaj, proszę.
                    • mruwa9 Re: nie mam siły do własnego ojca 24.08.05, 00:36
                      Ja rozumiem Twoje wzburzenie, emocje i strach o ojca. Rozumiem Twoje dobre
                      checi, Ale jakie masz mozliwosci? Zglosisz sie do sadu z wnioskiem o
                      ubezwlasnowolnienie ojca, zeby go przymusowo poddac leczeniu? Leczeniu, ktore
                      jest bardzo obciazajace i niesie ze soba ogrom dzialan niepozadanych bardzo
                      obnizajacych jakosc zycia? Czy w ogole rozmawialas z ojcem o swoich obawach, o
                      trosce o jego zdrowie? Moze proponowalas mu spotklanie z lekarzem,
                      psychologiem? Ale jesli mimo Twoich wielkich staran ojciec podjal decyzje o
                      zaniechaniu leczenia, to powinnas to uszanowac. Takie jego prawo, taka jego
                      wola. Mimo Twojego cierpienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka