kejtka1
25.08.05, 16:13
No właśnie, już niebawem moja "sąsiadeczka" z dołu wróci do domu i się zaczną
jej pielgrzymki do nas.
Już nie wiem co mam robić, rozmawiałam z nią jak z człowiekiem ale i to nie
pomogło. Nasyła na nas syna albo administrację albo sama przychodzi. Powód?
Raz twierdziła, że ją zalewamy, łaziła do nas przez 2 tygodnie, żebyśmy
wezwali kogoś z administracji. Powiedzieliśmy jej, żeby ona to zrobiła bo nas
nikt nie zalewa a jeśli ona ma problem to niech sama się upomina o swoje.
Oczywiście jej nie zalewaliśmy o czym wiedzieliśmy od początku, poprostu
robił jej się grzyb na ścianie.
Ale głównie chodzi o to, że dzieci chałasują. Właściwie Jasiek.
Tak podobno tupie, że jej się sufit wali. Powiedziałam, że nie będę dziecka
trzymała cały dzień w łóżeczku bo to jakiś absurd.
kiedyś zatrzymała mnie na klatce i powiedziała, żeby dziecko się nie bawiło
bączkiem bo za głośno. Przecież może krew zalać. Nie będę chyba latała do
niej z każdą kupioną dziecku zabawką, żeby zadecydowała czy się może nią
bawić czy nie.
Nie wiem, czy przemilczeć jej zachowanie i cierpliwie znosić "odwiedziny",
czy powiedzieć jej tak, żeby więcej nie przyszła?