82nati
02.09.05, 10:37
Do wczoraj moje życie wyglądało tak:24h na dobe moja klaudeńka, spanie z nią,
drzemki dzienne polegały na usypianiu cycem nawet przez godzine, jedzenie
tylko cyc, wszędzie mama i mama, do tego wiadomo obowiązki domowe, miałam
okres, że o mało nie mdlałam ze zmęczenia, puszczała mi się krew z nosa, nie
umiałam ustać na nogach, zawroty głowy, a lekarz tylko jedno-odpocząć od
córy. Ale nie da się, mąż pracuje, dziadkowie pozajmowani nie mają czasu, a
za dzieckiem trzeba chodzić jak cień, tym bardziej, że pies w domu.
Mój plan był taki: Na roczek(to za tydzień)-spanie we własnym łużeczku,
normalne rególarne posiłki i cyc 2 razy dziennie, i nauka porządków. te
ostatnie to dlatego że moja córa ogląda jak sprzątam i tylko skończe(nawet i
to mi sie nie uda) układać a już kopara wkracza do akcji i tak w koło macieju.
Ale 2 dni temu wróciłą mi depresja, 3 razy uderzyłam w dupe małą w nocy bo
co noc oprócz pobódek na cyca była godzinka drapania przez sen (ma AZS) i
niewytrzymałam. Po dokonaniu tych klapsów popłakałam się i powiedziałam
sobie -"KONIEC!!Dziewczyno pogubiłaś się i nie dość, ze niszczysz siebie to
też ukochane osoby obok siebie."
I tak: Kompiel małej, cycuś, ponoszenie na rękach i... 2 godziny przytulania
i kładzenia do łużeczka nawet 4 razy na minute, bo ciągle wstawała, a tak
płakała ze aż wymiotowała. Po godzinie nerwy mi puściły, wyszłam rozwaliłam
pierwszą lepszą porcelanową lalę i wróciłam, i dalej przytulałam całowałam,
mówiłam ze kocham i zasneła, ale kręgosłup to szok bólowy!!! Następna pobudka
była-o dziwo nie jak zawsze co godzinkę-dwie, a dopiero o 3:40 (zasneła o
22). Nie dałam cyca tylko 15 minut tulenia, kładzenia, głaskania i zasneła.
Drapanie oczywiście było ale jak zawsze skarpetki na rękach i rajstopki na
nóżkach spisały się na medal. Następna pobódka była prawie o 6 to już wziełam
ją na cycucha bo tak było planowane. Opróżniła oba cyce, aż ulała i spała z
godzinkę ze mną.
Potem wstałam, ubrałyśmy się i na spacerek zamiast - jak zawsze sama z
pieskiem, to całą rodzinką po bułeczki i co?? Przyszłyśmy to zjadła pół pasty
z jaja i pomidora, kromeczke z pasztetem i kwałek parówy, potem znów
opróżniła 2 cyce - teraz śpi na brzuszku... we własnym łużeczku - nie
usypiana cycem.
Do męża też zmieniłąm taktyke. Do tej pory ciągle pretensje i wrzask ze
zmęczenia i nerwów, a wczoraj po prostu:" kochanie proszę pozamiataj i pomyj
podłogi bo ja już nie mam sił. Napuściłam wanne pełną wody i perfumów a
mężulek pomył i to bez zadnego zgrzytu. Wreszcie mogliśmy spać razem( do
tychczas ja z dzidzią, mąż sam)przytuleni w ciepełku. Rano bez wrzasku
powiedziałam co mi leży na sumieniu i znów zamiast się drzeć, poprosiłam zeby
poodkurzał.
Muszę w tym wytrwać bo nie ma innej rady, jednak facet to facet, jemu trzeba
wszystko mówić, czarno na białym, bo sam się nie domyśli, nie dojdzie do
tego, a awantury, sugestje i pretensje i tak nic nie dadzą bo oni nie wiedzą
za co to.
teraz muszę jeszcze małą nauczyć tylko sprzątac czy dawać zabawki na swoje
miejsce oraz bawić się jedną zabawką a nie rozpiździaj i nogi za pas...,
trzecie zadanie to.. kapiel, nie znosi kąpieli jedynie szybki prysznic,
macie jakieś rady?
Zyczę wam wytrwałości i determinacji bo tylko tak chyba idzie osiągnąc
sukces. Dziękuję wam za wsparcie na tym forum.