mamakevina1
11.09.05, 00:08
Byliśmy wczoraj nad morzem, miło spędzamy czas, bawimy się z Kevinem,a tu
taka sytuacja: na plażę wchodzi rodzinka: matka, Synek (na oko 5 lat) i
dziadkowie. Dziecko wyrywa się, płacze i krzyczy że się boi, że nie chce nad
morze. Matka ciągnie go za rękę, krzyczy żeby się uspokoił, w końcu uderza
raz, drugi, trzeci, aż echo idzie. Po którymśtam klapsie (sążnistym) nie
wytrzymałam i pierwszy raz w życiu w takiej sytuacji zareagowałam. Podeszłam
do tej koszmarnej baby i głośno pionformowałam że jeśli nie przestanie
maltretować dziecka to wezwę policję. Trochę oprzytomniała i chociaż dalej
ciągnęła biedaka za rękę to już nie uderzyła ani razu. W tej sytuacji
zastanawiaja mnie dwie rzeczy. Pierwsza oczywista: Jaka matka leje dziecko za
to że ten się boi (morza lub czegokolwiek innego?!), druga to reakcja reszty
plażowiczów: niby niczego nie zauważają, a gdy ja już podeszłam i
nastraszyłam ją policją to nagle wszysy mnie poparli i święcie oburzeni
zachowaniem matki... No to może by tak ktoś zareagował widząc co się dzieje?
Ja nie często mam tę odwagę ale chyba trzeba bo inni się nie wyrywają z
pomocą maluchom...