Dodaj do ulubionych

Pierwsze starcie !

05.10.05, 19:36
Właśnie wróciłam ze sklepu, w którym okazało się, że jestem wyrodna matką.
No cóż.... Było to tak:
W domu pusta lodówka. Więc zapakowałam Bąbla i psa do wózka i ruszyłam
zdobywać pożywienie. Na hali osiedlowego marketu zostawiłam "mój bagaż" tuż
przy wózkach sklepowych, naprzeciw kas. Stoję w kolejce po mięso (dłuuuugiej
kolejce). Nagle wyrasta przede mna chyba kierowniczka sklepu z pytaniem czy
dziecko w wózku jest kogoś z nas (ludzi przy danym stoisku). Zgłaszam się
przerażona myślać: parwano mi syna, nie żyje, pies zwiał itd. Ona usmiecha
się i mówi: to dobrze, bo mysleliśmy, że ktoś podrzucił dziecko. (?) Pytam
czy płacze, ona odpowieda, ze nie i mam się nie stresować. Więc ja narzucając
jeszcze bardziej tempo biegam pomiedzy półkami. Podchodzę do kasy i nagle....
Obca kobieta z około trzy letnim dzieckiem na rękach drze jadaczkę na całe
gardło, że powinnam wjechać z wózkiem na halę, jak ja tak mogę i jestem taka
i owaka....
Pociemniało mi w oczach. Pioruny zaszły pod powiekami, spłynęła piana na
usta, serce mocniej zabiło ... (to o mnie)
Odpaliłam, nieco podniesionym głosem, ze ma pilnować i zajmować sie własnym
dzieckiem i jak ona sobie wyobraża jazdę takim duzym wózkiem po sklepie
(nawet nie ma mozliwosci wjechania nim przez bramke). Na koniec glosno
powiedziałm sobie pod nosem: glupia małpa i poszłam do kasy. Na moj widok
szybciutko uruchomiona jeszcze jedną kasę, wię nie musiałam stać już w
kolejnej kolejce. Oczywiście mojego Dawida obejrzało pół osiedla (chyba każdy
zajrzał do wózka).
No cóż... Może i jestem wyrodna matką ale następnym razem również nie wjadę
wózkiem na halę. A do swojego matkowania nie ma żadnych zastrzeżeń, no może
poza brakiem cierpliwości i chęcią niekiedy uduszenia potomka zasikaną
pieluchą (big_grin).
Wiuem, że wątki o wyrodnych matkach były. Czytałam i wypowiadałam się, ale
nie miałam pojęcia, że tak szybko dołączę do ich grona.
"Bądźcie pozdrowione" wyrodne matki big_grin
Obserwuj wątek
    • lila1974 Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 19:49
      Kochana mnie własny mąż zbeształ za takie praktyki ale od czasu porwania
      dziecka wraz z wózkiem w Stargardzie Szcz. za nic w świecie nie zostawię
      Kornelki za bramką.

      Uwierz - nie znasz dnia ani godziny.
    • triss_merigold6 Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 19:55
      Luuz. Do dużych marketów wjeżdżam z wózkiem bez oporów. Jakoś przez bramkę
      przechodzi. Na osiedlowym bazarku są przeszklone mikroskopijnej wielkości budki
      więc wózek zostawiam przed sklepem mając pełen widok na potomka.
      • gepart_czester Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 20:04
        No Dobra, trochę mnie tu ripostujecie.
        Może rzeczywiście powinnam była wjechać z wózkiem na halę. Jednak sposób w jaki
        zachowała się ta kobieta jest po prostu: "mniej niż 0". Mogła zwrócić uwagę
        młodej i niedoświadczonej matce w inny sposób jeśli juz tak bardzo chciała.
      • gepart_czester Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 20:05
        Poza tym teraz dopiero sobie pomyślałam o porwaniu. Wcześniej miałam
        zakodowane: zapchać lodówke w jak najszybszym tempie.
        Ile to się człowiek uczybig_grin
        • lila1974 Re: Babom się we łbach poprzewracało 05.10.05, 20:23
          Do takiego wniosku dochodzę za każdym razem, gdy wracam z piaskownicy, placu
          zabaw czy spaceru. Normalnych mam jest jak na lekarstwo. Większość stanowią
          nadopiekuńcze, przewrażliwione i zawsze poprawne mamusie. Mam wrażenie, że
          nawet na sekundę nie zapominają o WYCHOWYWANIU swego potomka, skutecznie
          zatruwając mu życie i tłumiąc w zarodku naturalne odruchy. Oczywiście normą
          prawie staje się pouczanie innych mam, tatusiów, babć.
          Czasami ręce mi opadają. Czy dzieci nie mają już prawa do zwyczajnego życia?
          Czy na prawdę trzeba im je rozpisywać jak scenariusz, co do sekundy ... przykro
          sie na to patrzy.
          • triss_merigold6 Mówią. Non stop mówią. 05.10.05, 20:31
            Nieustannie spotykam kobiety non stop mówiące do dzieci. Nie mam na myśli w
            miarę normalnej konwersacji z kilkulatkiem czy odpowiadania na pytania
            tylko "zagadywanie" niemowlaków i 1-2 letnich dzieci. Gaworzą, gugają,
            ćwierkają, pouczają (be, be, niu, niu - coś w tym guście). Dzisus, szlag by
            mnie trafił gdyby ktoś ciągle mi nad głową nadawał.
          • wieczna-gosia Re: Babom się we łbach poprzewracało 05.10.05, 20:58
            nie zostawiam dziecka. KOniec i kropka. Tak mam zakodowane. Zostawiam wozek,
            psa, kota, torbe. Dziecka nie.

            Nie wrzeszcze na matke zostawionego dziecka,ale jakos tam mam zakodowane ze sie
            "krece" w poblizu dopoki mama nie wyjdzie. To nawet nie chodzi o porwanie.
            Maluch moze sie czegos przestraszyc. Moze mu zabawka z wozka wypadnie. Moze ktos
            mu da cukierka.

            czy jestem przewrazliwiona? raczej nie. Taki mam po prostru standart ze dziecka
            do pewnego wieku samego nie zostawiam. jednoczesnie juz dziecko 7 letnie u mnie
            w domu funkcjonuje normalnie z wlasnymi kluczami, bez odprowadzania pod szatnie,
            zbiera na wlasne konto uwagi o braku pracy domowej oraz robi sobie sniadanie.
            Nie, zdecydowanie NIE jestem nadopiekuncza i przewrazliwiona.
            • deotyma11 Re: Babom się we łbach poprzewracało 05.10.05, 22:15
              Ja też nie zostawiam. Moja mama zostawiła kiedyś przed sklepem moją siostre i
              głupi bachor rzucał w nią kamieniami i piachem, podrapał i pobił. Mam tak w
              pamięć wdrukowane że się dziecka w wózku nie zostawia, że się nawet nad tym nie
              zastanawiałam. Jak gdzieś nie mogę wejść z wózkiem to nie wchodzę i już.
          • czajkax2 Re: Babom się we łbach poprzewracało 06.10.05, 18:56
            Lila jak za tobąsmile Popieram w 100%. Wszystko wszystkim,trzeba pilnowac
            dziecka,trzeba wychowywac itp,ale to co się teraz wyprawia do makabra. Dziecko
            nie moze nic zrobic bo juz syszy"kochanie nie rób, nie dotykaj........)
            Przeraza mnie mysl jacy ludzie z takich dzieci wyrosną. Moje dziecko jest
            postrzegane na placu jako bardzo samodzielne i odwazne. Moim zdaniem jest
            normalne tylko ja go nie "stłamsiłam". Ale faktyczmie w porównianiu z tymi
            biednymi dziecmi, nadwrazliwych, nadopiekunczych mamuś, moje dziecko moze
            wydawac sie śmielsze.
            • lila1974 Re: czajkax2 06.10.05, 19:33
              Kochana, Ty się tak nie ciesz, bo założę się, że te Mamusie patrzą na Ciebie
              jak na wyjątkowego dziwoląga. Jak można nie chodzić za dzieckiem krok w krok,
              nie zabierać z rączki zabawki, nie tłumaczyć, że "nie wolno" w każdej sytuacji
              itd. itp.? Ty jesteś nieodpowiedzialna!!!!

              Ty mnie wreszcie zrozumiałaś. Oczywiście, że dbanie o bezpieczeństwo dziecka
              jest najważniejszą rzeczą na świecie ale z drugiej strony niech to faktycznie
              będzie troska o BEZPIECZEŃSTWO i ochrona przed realnym zagrożeniem ale nie
              totalna inwigilacja.
              • czajkax2 Re: czajkax2 06.10.05, 23:39
                Lila ja nawt juz się zastanwiałam czy jestem normalnasmile)
                No bo dziecię pięknie się bawi w piaskownicy,biega sobie po placu, itp a ja
                grzecznie siedze na ławeczce. I mam wrazenie ze wszyscy uwazają mnie za wyrodna
                matke,bo jako jedyna nie pędze 2 kroki za przychówkiem,nie trzymam za raczke,
                nie pomagam wejsc do piasku,nie pomagam wyjść z piaskownicy,nie podnosze jak
                sie potknie tylko czekam az samo wstanie itp. jezeli mała upadnie to reaguje
                tylko jak jest płacz. Płacze - znaczy sie boli,trzeba pocieszyc. Ile ja juz sie
                nasłuchałam u rodziny męża(takie dyplomatyczne określenie, zeby nie było ze na
                teściową nadaje hehe). Tjak tylko mała zniknie na chwile z oczu(mają wlasne
                podwórko,zawsze jest widoczna,czasem np stanie za drzewemsmile) to juz krzyk gdzie
                ona. Ja siedze i w kułak sie śmieje,no bo gdzie ma bycsmile)))) Jak bramka
                zamknięta i nie ma gdzie uciec. Oj ludzie ludzie.
                Ja jestem tragicznie wyrodną matką bo nawet piaskownicowe konflikty pozwalam
                rozwiązywac dzieciom(do czasu kiedy jestem zmuszona interweniowac). A inne mamy
                to nie dadzą dziecku dotknąć zabawki,tylko juz krzyczą nie rusz. I moze temu
                tamte dzieciaczki są takie strasznie niesamodzielne,rozkapryszone i mało
                sympatyczne przez to. szkoda mi ich.
    • tropicana Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 20:13
      Uważam, że postąpiłaś wyjątkowo nieodpowiedzialnie - jeśli chodzi o dziecko i
      co najmniej niegrzecznie w stosunku do pani, która "darła jadaczkę" (to cytat)
      • gepart_czester Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 20:31
        Nie tak nieodpowiedzialnie, poniewaz ten market nia ma rozmiarów
        jakiegos "oszołoma". Poza tym wózek z przywiązanym do niego psem był ciągle na
        moim widoku! A co do tej pani - no cóz niektorzy maja taki tupet zeby zaczac
        wrzeszczec na cale gardlo na srodku sklepu trzymajac wlasne dziecko na rekach -
        tak, to rzeczywiscie bylo szczytem grzecznosci.
        Wiedz jedno, nikomu ale to nikomu nie pozwole sie tak traktowac. Gdy kobieta
        delikatnie zwrocila mi uwage pewnie bym sie usmiechnela i jej podziękowała za
        rade (zwykłam tak postępować). Natomiast nie znoszę chamstwa.
    • redudek Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 20:22
      Ja nigdy nie zostawiam dziecka w wózku,zawsze wchodzę na sklep z wózkiem.
      Przez te obkręcane bramki nie da się wjechać wózkiem,przy kasach też jest
      ciasno żeby się przecisnąć ale zawsze wyczuję odpowiedni moment przeproszę i
      ludzie mnie przepuszczają na sklep.
      A jak już jest duża kolejka do kas że wiadomo że nie uda mi się przecisnąć to
      proszę o otworzenie przejścia przy kasie chwilowo nieczynnej(zawsze taka jest w
      moim sklepie).
      A jak zrobię zakupy i jest kolejka a dziecko mi marudzi to upominam się żeby
      ktoś jeszcze usiadł na dodatkową kasę,zawsze ktoś przychodzi.
      Tak apropo,mimo że nie ma już komuny,to jest taka ustawa że z dzieckiem do lat
      3 mamy prawo wszędzie być obsługiwani poza kolejnością.
      POzdrawiamsmile
      • driadea Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 20:31
        Dla miej "odmiany" polecam ten wątek:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=29933847
        • eleonorak Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 20:46
          No cóż, powinnam się przyzwyczaić,że nie wszystkie matki mają na uwadze dobro i
          bezpieczeństwo dziecka. Ale jak czytam takie teksty, to mi ręce opadają, że ktoś
          taki jeszcze szuka dla siebie usprawiedliwiena. Brawo społeczeństwo!!!!!!! Tyle
          przecież mówi się o tym, że "nikt nie widział i nie słyszał". A pomiędzy matką
          nadopiekuńczą a nieodpowiedzialną i bez wyobraźni, są jeszcze matki normalne
          tzw. wystarczająco dobre.
          • lila1974 Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 20:53
            Czuję się wywołana do tablicy.
            Zabranie dziecka ze sobą na zakupy nie uważam za nadopiekuńczość czy
            przewrażliwienie. Oczywiste jest, że w dzisiejszych czasach nie możemy nawet na
            chwilkę zapomnieć o bezpieczeństwie własnego dziecka. Mój wpis dotyczył owej
            pani, która to dała publiczny upust swemu oburzeniu oraz mamom, które
            najchętniej nawet oddychałyby za dziecko.
            Bezpieczeństwu mówię tak, fanatyzmowi nie.
          • gepart_czester Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 20:54
            Nie szukam dla siebie usprawiedliwienia, bo nie czuje się winna (tak na
            marginesie). Wnioskuję, że to omnie:"nie wszystkie matki mają na uwadze dobro i
            > bezpieczeństwo dziecka; nieodpowiedzialną i bez wyobraźni". Hmmmm, oj szybko
            oceniasz... Ja na Twoim miejscu nie spieszyłabym się tak bardzo z ocena nie
            znajac osoby i naprawde niewiele (jesli w ogole cokolwiek) o niej wiedzac a tym
            samym: jej podejsciu do dziecka, jego wychowywaniu, poswieceniu, itd.
    • asientos Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 20:57
      nie zostawiłabym dziecka przed sklepem, przywiązanego psa do wózka też nie - to
      niebezpieczne dla dziecka. Krzyczysz na kobietę, która zainteresowała się ,
      może nieco agresywnie twoim dzieckiem, a potem będziesz narzekać na
      znieczulicę. Pomyśl o tych porwaniach...
      • sbial Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 21:03
        ja też nie zostawiam małego, po prostu boję się. Kiedyś koleżanka zostawiła
        dziecko przed piekarnią i na wózek wszedł pijak jakiś. Przewrócił wózek tak
        skutecznie, że dziecko wypadło i musiało przez tydzień być w szpitalu. No, a
        poza tym, te porwania....
    • gepart_czester Do mam "najezdzajacych" na mnie. 05.10.05, 21:03
      Wyobrazcie sobie:
      1. pusta lodowka,
      2. maz w pracy,
      3. dziecko, ktore jest pod twoja opieka,
      4. pies, ktory musi pojsc na spacer,
      5. skreca was z glodu,
      6. w koncu trzeba ugotowac obiad (po pelnym wrazen dniu),
      7. ledwo stoicie na nogach po nieprzespanej nocy (i dzis zdnaym na 4 smile)))
      egzaminie).
      Czy wy naprawde jestescie takie "politycznie poprawne"? Nigdy nie zrobilyscie
      zadnego bledu?
      Jeszcze raz wyjasniam: nie czuje sie zla matka. Za to czuje sie dzis zmeczona i
      jako czlowiek popelniajacy czasem bledy mialam prawo zachowac sie tak jak to
      zrobilam. Nie napisze na szczescie nie porwano mi syna poniewaz to naprawde nie
      duzy sklep. Swoja droga juz na poczatku wypowiedzi przyznalam racje pierwszym
      dwum autorkom odpowiedzi na moj post. Wszelkie reprymendy, achy, ochy (jak tak
      mozna bylo) naprawde mnie nie ruszaja.
      • lila1974 Re: gepart_czester 05.10.05, 21:12
        Tu nie chodzi o najeżdżanie.
        Podzieliłyśmy się spostrzeżeniami - NIE MOŻNA zostawić dziecka i basta.
        Przyznaj, że chciałaś byśmy uznały, że owa pani nie miała racji. Nie miała
        prawa Cię zbesztać ale rację miała.
        Ja również widziałam wózek, gdy robiłam zakupy ale faktycznie nie ustrzegłoby
        to mojego dziecka przed wywrotką, gdyby ktoś na wózek wpadł. Nasza wyobraźnia
        zawodzi i oczywiście nie jesteśmy doskonałe. Z powyższej sytuacji należy
        wyciągnąć konstruktywne wnioski.
        A jeśli kiedyś będziesz w podobnej sytuacji:
        a) poproś sąsiadkę o 15 minut opieki nad dzieciątkiem
        b) poproś kogoś z obsługi lub innego klienta, by popilnował wózka
        U mnie się to sprawdza.
        • gepart_czester Re: gepart_czester 05.10.05, 21:19
          Lilo, dla tego wlasnie przyznalam Ci racje - napisalam o tym w jednej z moich
          odpowiedzi w tym watku. Razem z Triss wypowiedzialyscie sie pierwsze i
          przyznalam Wam racje. Fakt, kiepsko pomyslalam, mozna nawet nie pomyslalam.
          Jednak zalozylam watek ze wzgledu na to w jaki sposob zostalam potraktowana
          przez te kobiete. Widzialam, ze kierowniczka sklepu o ktorej pisalam w watku
          stoi przy malym i go buja. Zreszta ona sama "pozwolila" mi zrobic do konca
          zakupy. Natomiast zachowanie obcej pani z dzieckiem na rekach naprawde
          pozostawialo wiele do zyczenia i nie ukrywam, ze bardzo mnie zbulwersowalo.
          Przyzaje, rowniez, ze po calym dniu mocnych (egzaminowych) wrazen jej
          zachowanie podzialalo na mnie jak plachta na byka.
          • wieczna-gosia Re: gepart_czester 05.10.05, 22:14
            wobec "wrzeszczenia" obcej pani chyba kazdy czlowiek odruchowo odmawia jej racji.
            nie jestem zawsze politycznie poprawna.
            Jesli kierowniczka sklepu bujala wozek to wg moich standardow dziecko bylo
            zaopiekowane i juz.
            Samego wozka nie lubie i juz, na zakupy chodze, raczej z wozkiem, jak moge
            wjechac to wjezdzam, jak nie moge- prosze obsluge o popilnowanie wozka, jak oni
            nie moga to biore dziecko na rece. A tak w ogole robie zakupy przez internet z
            czym mi bardzo dobrze, pod domem kupuje wedlinke, miesko, po jednej siateczce do
            domu nosze smile))))
            • triss_merigold6 Re: gepart_czester 05.10.05, 22:22
              O, ja czasem też tak robię.smile Idę do "zaprzyjaźnionego" spożywczaka, proszę
              panią/pana przy kasie żeby lukną na młode a sama obiegam sklepik. Na bazarku
              przy straganach też są panie co chętnie zagadają, pouśmiechają się do malucha i
              spokojnie mogę kupować.
      • aszar.kari Re: Do mam "najezdzajacych" na mnie. 05.10.05, 21:14
        Wozek mielismy ale moze byl uzyty ze 2 razy - nawet nie wiem w jakim celu.
        Dziecko bylo zawsze noszone najpierw w nosidelku z przodu, potem w nosidle na
        plecach. Problem wchodzenia w najwezsze nawet drzwi rozwiazywal sie sam. Zawsze
        z duzym zainteresowaniem przygladam sie zabiegom kobiet z wozkami szczegolnie w
        srodkach lokomocji. Nie wiem skad taka potrzeba samoumartwiania - nosidlo
        zawsze praktyczniejsze ale ja jestem z innego pokolenia matek, takiego bardziej
        post-hippisowskiego wink
        Aszar
        PS. Tez bym malego dziecka nie zostawila samego przed sklepem - w wozku czy
        bez, z psem czy bez - zbyt duzo rzeczy niekorzystnych/okropnych moze sie
        zdarzyc. Juz bym wolala byc glodna smile A.
        • triss_merigold6 Re: Do mam "najezdzajacych" na mnie. 05.10.05, 21:18
          Nosidło z dzieckiem jest ciężkie. Przynajmniej dla mnie. Ciężko i niewygodnie.
          Do wózka pakuję całą masę rzeczy + siaty spożywcze.
          • aszar.kari Re: Do mam "najezdzajacych" na mnie. 05.10.05, 21:26
            triss_merigold6 napisała:

            > Nosidło z dzieckiem jest ciężkie. Przynajmniej dla mnie. Ciężko i
            niewygodnie.
            > Do wózka pakuję całą masę rzeczy + siaty spożywcze.

            Inna forma robienia zakupow smile Raz w tygodniu samochodem. I zdecydowanie BEZ
            dziecka.
            Z dzieckiem w nosidelku udalo mi sie nawet pare razy cos tam powykladac jak sie
            babysitter nie pojawila na czas. Moze sie do wozka przekonam jak juz kiedys
            babcia zostane smile
            Aszar
            • triss_merigold6 Re: Do mam "najezdzajacych" na mnie. 05.10.05, 21:29
              Odpada. Lubię mieć świeże pieczywo i świeżą wędlinę. W dużym markecie nie
              kupuję mięsa, jajek, owoców (z wielu powodów) a i tak bagażnik jest wyładowany
              na maksa.
              Zresztą wszystko jedno, nosidło plecakowe przydało się w wakacje i to dlatego,
              że nosił małżonek.wink
      • triss_merigold6 Re: Do mam "najezdzajacych" na mnie. 05.10.05, 21:15
        Gepard, kotku, odpocznij. Odkąd mały się pojawił robię zakupy wyłącznie z nim.
        Pod wózek sporo wejdzie.D
        Do centrum handlowego na piechotkę idę z wózkiem oglądać sobie ciuchy. Wiem, że
        na powietrzu zdrowiej itd. ale spacerki bezcelowe mnie nudzą jak diabli więc
        chodzę po zakupy.
        • eleonorak Re: Do mam "najezdzajacych" na mnie. 05.10.05, 22:16
          potraficie pisać czy lepszy wózek czy nosidełko, zakupy z dzieckiem czy bez,
          wędlina świeża czy przedwczorajsza, a tak trudno Wam pojąć najzwyklejszą prawdę,
          bez dorabiania filozofii o egzaminach, pustej lodówce itp. DZIECKA SIĘ PO PROSTU
          NIE ZOSTAWIA SAMEGO I JUŻ!!!!!!!!! A jak ktoś się nie zgadza z tą opinią, to
          niech nie dziwi się doniesienio typu : matka wyszła tylko na chwilę, dziecko
          wypadło z okna, zagryzł je pies, porwał, zgwałcił i zamordował pedofil etc. I
          oby to nie było dziecko tej skądinąd przecież troskliwej mamusi, która akurat
          była głodna i poszła na zakupy.
          P.S Chylę czoła przed wszystkimi matkami, które w głębokim komunizmie jakoś
          sobie radziły z brakiem świeżej wędliny i tymi, których mężowie cały dzień
          pracują ( dla dobra wspólnego),a one ( również dla wspólnego dobra) jakoś sobie
          radzą i nie narażają dzieci na niebezpieczeństwo.
          • triss_merigold6 Re: Do mam "najezdzajacych" na mnie. 05.10.05, 22:19
            Ależ ja się nie dziwię doniesieniom. Żadnym.
            Do sklepów chodzę z dzieckiem.wink
          • lila1974 Re: eleonorak 06.10.05, 08:42
            A Ciebie co ugryzło?
            Nie zauważyłam, by któraś z mam napisala, że zostawianie wózka jest ok.
            Zgodziłyśmy się co do faktu, że nie jest. Sama autorka wątku pojęła swój błąd,
            a że się dziewczyny wymieniają spostrzeżeniami, że jedne wolą wózek inne
            nosidełko, wędlinę świeżą czy paczkowaną to już dorabianie filozofii???
            Wyhamuj nieco.
            Swoje zdanie można wyrazić bez napastliwości, prawda?

            Co do kobiet z minionej epoki.
            Te to dopiero były nieodpowiedzialne. Nagminnie zostawiały wózek przed sklepami
            i urzędami. Wiem, bo zawsze, gdy zauważyłam stałam przy tych wózkach do czasu
            powrotu rodzica. Mało tego, zrywały się bladym świtem i pędziły na zakupy, a
            dzieci w tym czasie były same. Nie żadko też zabierały swoje dzieci jeszcze w
            środku nocy w kolejkę po mięso np., bo wtedy mogły kupić więcej.
            Przykład mocno nietrafiony podałaś.

            Niestety, nawet chodzącemu ideałowi zdarzy się jakaś wpadka.
            • eleonorak Re: eleonorak 06.10.05, 17:43
              Sorry, masz rację głupi przykład podałam Chodziło mi tylko o to, że bez swieżej
              wędlinki jakoś da się żyć, ale jakoś bez sensu wyszło. Chyba mnie przyćmiło po
              przeczytaniu tego postu,bo jako matka na punkcie bezpieczeństwa dziecka jestem
              przeczulona (nie mylić z chęcią oddychania za dziecko). No i na śmierć
              zapomniałam o tych wózkach przed sklepami.Też przy nich stałam, a mamusia po
              wyjściu ze sklepu dziękowała mi za przypilnowanie maluszka.No i jak któraś z
              dziewczyn napisała wolę mieć pusto w lodówce niż w wózku.
      • linkaa3 Re: Do mam "najezdzajacych" na mnie. 06.10.05, 08:42
        Wyobrazcie sobie:
        > 1. pusta lodowka,
        > 2. maz w pracy,
        > 3. dziecko, ktore jest pod twoja opieka,
        > 4. pies, ktory musi pojsc na spacer,
        > 5. skreca was z glodu,
        > 6. w koncu trzeba ugotowac obiad (po pelnym wrazen dniu),
        > 7. ledwo stoicie na nogach po nieprzespanej nocy (i dzis zdnaym na 4 smile)))
        > egzaminie).
        > Czy wy naprawde jestescie takie "politycznie poprawne"? Nigdy nie zrobilyscie
        > zadnego bledu?
        > Jeszcze raz wyjasniam: nie czuje sie zla matka. Za to czuje sie dzis zmeczona
        i
        >
        > jako czlowiek popelniajacy czasem bledy mialam prawo zachowac sie tak jak to
        > zrobilam. Nie napisze na szczescie nie porwano mi syna poniewaz to naprawde
        nie
        >
        > duzy sklep. Swoja droga juz na poczatku wypowiedzi przyznalam racje pierwszym
        > dwum autorkom odpowiedzi na moj post. Wszelkie reprymendy, achy, ochy (jak
        tak
        > mozna bylo) naprawde mnie nie ruszaja.


        Wielkie mi nieszczescie pusta lodowka, skoro umiesz zdac egzamin na 4 to chyba
        wykazujesz zdolnosc do przewidywania, prawda? Wiec w takich sytuacjach zakupy
        sie robi wczesniej i czesc rzeczy sie mrozi. Makarony w szafce tez nie mialas?
        Zawsze mozna kupic na zapas wlasnie makaron (gotuje sie szybko), tunczyka,
        jakis sos albo ugotowac czegos wiecej i zamrozic, a wieczorem przed ciezkim
        dniem wrzucic do lodowki niech sie rozmraza.

        Przesadzasz, bo to zadne nieszczescie i ciesz sie, ze sie gorzej dla Ciebie i
        dziecka ta przygoda nie skonczyla. Zachowalas sie bezmyslnie i nie oczekuj
        glaskania po glowce, bo ode mnie go nie bedzie. Teraz wyciagnij wnioski i do
        dziela - zapasy w domu trzeba zrobic, opracowac plan zakupow tak, by dziecka
        samego nie zostawiac (zawsze mozna isc z kolezanka, z ktora sie wymienisz przy
        wozkach) albo mozna poprosic kolezanke o kupienie chleba.
      • czajkax2 Re: Do mam "najezdzajacych" na mnie. 06.10.05, 19:04
        Ja cie Gepard doskonale rozumiem. xczasami są sytuacje ze robi sie cos mimo
        wszytko,bo nie ma sie wyjscia. sama prawie 2 lata urzędowałam z malutkim
        dziekiem i psem,bo mąż był za granicą. I wiem jak bywa. Nie przejmuj sie
        krytycznymi uwagami za mocno. Owszem zostawianie dziecka pod sklepem nie jest
        dobrym pomysłem(ja nigdy nie zostawilam-uprzedzając ataki) i na przyszlosc tego
        unikaj. Zobaczysz ze jakos dasz radesmile
      • e_r_i_n Re: Do mam "najezdzajacych" na mnie. 06.10.05, 19:24
        Bylam zmeczona, w czasie sesji, sama w domu, ale NIGDY nie zostawilam dziecka
        samego. Po prostu tego akurat NIGDY nie zrobilam.
    • annkier Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 21:46
      Nie jestem nad opiekuńczą mamą, ale dziecka w miejscu publicznym nie
      spuściłabym nigdy z oczu

      Co do zwracania uwag, to uważam ze nikt nie ma prawa wtrącać się do wychowania,
      postępowania, zachowania chyba, że dziecku dzieje się krzywda (mam tu na myśli
      nie zwykłego klapsa, ale np. bolesne bicie)
      • gorajka Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 22:07
        A podsumowaniem tej dyskusji niech bedzie dzisiejsza wiadomosc o ciezarowce
        ktora przejechala 7-miesieczne dziecko w wozku, mama zostawila wozek przed
        domek, a ten sie sturlal prosto pod kola samochodu.
        pod rozwage wszystkim uczestniczkom tej dyskusji
        pozdrawiam
        • eleonorak Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 22:23
          Święta prawda - stara jak świat: za dzieci i ich bezpieczeństwo odpowiedzialni
          są dorośli.
        • pesteczka5 Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 22:24
          Ja też mam standard nigdy dziecka nie zostawiać.
          Zawsze wyjmowałam z wózka i zakupy z dzieckiem na ręku/fotelik samochodowy z
          dzieckiem wsadzony do wózka w supermarkecie/dziecko do wózka zakupowego razem z
          zakupami.
          Ostatnio musiałam zrobić zakupy dla dziecka do przedszkola, mąż daleko, drugie
          (młodsze) mi usnęło w aucie. Podścieliłam polarek i siup do wózka
          supermarketowego, spało się jak ta lala, drugie za rękę i już.
          Dodam, ze psa posiadam także, nigdy bym go nie zostawiła uwiązanego do wózka,
          bo mógłby go przewrócić.
          Jak się nie dało wjechać do sklepu (osiedlowego np.), a musiałam kupić chleb
          czy zieleninę czy płatki śniadaniowe, darłam się w wejściu i pani mi podawałasmile

          po prostu nie wzięłam pod uwagę możliwości, że dziecko gdziekolwiek może zostać
          samo (podobnie nigdy nie zostawiam w aucie, taszczę ze sobą).
          Polecam to samo.
          A w ostateczności, mąż w pracy, lodówka pusta - no to co. Świat się nie zawali.
          Niech kupi chleb i cos na szybko po drodze z pracysmile
          • nilka13 Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 22:38
            Ja to mam fajnie na osiedlu: pani z warzywniaka podrzucam karteczkę z listą
            zakupów i pieniądze, robię kursik z dzieckami naokoło osiedla, wracając
            odbieram zakupy i resztę pieniedzy. Pani ze spozywczego wie, że do jej sklepu
            mój wózek się nie zmiesci, więc pakuje do siaty, to, co podyktuję jej z progu
            sklepu i podaje do rączki. Poza kolejką. W hipermarkecie nadgorliwego
            ochroniarza informuję, że jesli mi nie ufa, to niech mnie pilnuje, a od dzieci
            i wózka wara. No i zadnego przeszukiwania rzeczy przez ochroniarzy- wprawdzie
            jeszcze mnie to nie spotkała, ale wiem, że może to robić tylko policja.
            Nie zostawiam dzieci, kropka.
            Ale bywam wyrodnasmile
            N.
            • betty_julcia Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 23:14

              "Wyobrazcie sobie:
              1. pusta lodowka,
              2. maz w pracy,
              3. dziecko, ktore jest pod twoja opieka,
              4. pies, ktory musi pojsc na spacer,
              5. skreca was z glodu,
              6. w koncu trzeba ugotowac obiad (po pelnym wrazen dniu),
              7. ledwo stoicie na nogach po nieprzespanej nocy (i dzis zdnaym na 4 smile)))
              egzaminie).
              Czy wy naprawde jestescie takie "politycznie poprawne"? Nigdy nie zrobilyscie
              zadnego bledu?
              Jeszcze raz wyjasniam: nie czuje sie zla matka. Za to czuje sie dzis zmeczona i
              jako czlowiek popelniajacy czasem bledy mialam prawo zachowac sie tak jak to
              zrobilam. Nie napisze na szczescie nie porwano mi syna poniewaz to naprawde nie
              duzy sklep. Swoja droga juz na poczatku wypowiedzi przyznalam racje pierwszym
              dwum autorkom odpowiedzi na moj post. Wszelkie reprymendy, achy, ochy (jak tak
              mozna bylo) naprawde mnie nie ruszaja."

              Gepard-chester tu już przegięłaś. Uśmiałam się jak to przeczytałam i
              jednocześnie mną zatrzęsło. Do kogo ty to piszesz??? Zakupy, mąż w pracy, pusta
              lodówka???? Wyobraźcie sobie????? No rzeczywiście trudno sobie to wyobrazić tym
              bardziej że każda z nas przerabia to na codzień i ma jeszcze odrobinę
              wyobraźni. NAprawdę zrobienie zakupów zwalnia człowieka z myślenia???

              Ja mojego męża nie widzę od 8 rano do 21 wieczorem. JAk większość z nas dom na
              głowie, dodatkowe egzaminy,zajęcia, uczelnia (ale od tej drugiej strony-
              prowadzącego zajęcia) i co chwilę jakieś sprawy firmowe w urzędach. W większość
              z tych miejsc latam z Julką pod pachą i w międzyczasie zapełniam lodówkę. I
              nigdy nie jestem na tyle zabiegana żeby nie pomyśleć o bezpieczeństwie dziecka.
              Nic nie ma dla mnie większego sensu jak Julia. Żadna cholerna lodówka.
              Nigdy bym jej nie zostawiła samej. Nigdy. Przez to co się widzi w telewizji,
              przez różnego rodzaju psycholi, przez dziecko które mogłoby chciaeć zaglądnąć i
              wsadzić paluszek, przez obawę przed wystraszeniem się małej.
              Wszędzie ją zabieram ze sobą ale nigdy nie tracę nad nią kontroli..........

              ------------------------------------------------------
              Betty to mama a to jestem ja:
              GWIAZDECZKA
            • oona Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 23:16
              Niemowlęciem będąc rodzice zostawili mnie w wózku pod sklepem.Tuż po wejsciu do
              środka moją mamę coś tknęło i wyjrzała przez szybę, wózka nie było. Wybiegli
              oboje na zewnątrz, po dziecku i wózku ani śladu, w panice pobiegli jedno w
              jedną stronę, drugie w drugą. Nie pamiętam które, choć często ta historia jest
              w rodzinie wspominana, dostrzegło oddalającego się szybkim krokiem pana
              pchającego wózek ze mną w środku. Rodzic narobił wrzasku, pan zwiał zostawiając
              na szczęście łup...
              Nie spuszczam dziecka z oka w miejscach publicznych, omal nie zeszłam niedawno
              na zawał, gdy w sklepie kucnął za wieszakiem z ciuchami i przez krotką chwilę
              nie wiedziałam gdzie jest.
    • magdalenamk Re: Pierwsze starcie ! 05.10.05, 23:36
      Ja swojego dziecka nie zostawiam nawet przed małym sklepikiem.Psycholi teraz
      nie brakuje.
    • linkaa3 Re: Pierwsze starcie ! 06.10.05, 08:17
      Mialas szczescie, bo ja mam tak zakodowane ze dziecko nie moze zostac same do
      pewnego wieku, ze zrobilabym podobna afere, ale chyba bez krzyku tylko bym Ci
      wyltumaczyla co by bylo gdyby sie dziecko zakrztusilo (a moze nawet wlasna
      slina). A w sytuacjach extremalnych (dziecko samo w samochodzie na parkingu) to
      prawie po policje dzwonilam.
      • dagmama Re: Pierwsze starcie ! 06.10.05, 08:31
        Ja wszędzie wchodzę z wózkiem. Nawet jak są schody do sklepu, można ostrożnie
        wjechać tyłem. Po prostu wózek do mnie przyrósł.
        Oczywiście rzadko ktoś pomoże przytrzymać drzwi.
        Teraz zostawiam sam wózek, małego przekładam do koszyka i sobie jeździ.
        Uważam, że wszędzie ma się prawo wejść z małoletnim dzieckiem.
        Kiedy załatwiam sprawę w urzędzie albo jakimś biurze, mały albo siedzi na
        krześle, albo biega.
        Zauważyłam, że jeśli ja nie patrzę przepraszająco na wszystkich, że "odważyłam
        się przyjść z dzieckiem" inni też uważają za normalne przyjście z małym.
        • lila1974 Re: Dagmama 06.10.05, 08:51
          To dokładnie tak jest, że jeśli swoim zachowaniem człowiek nie wysyła
          sygnału "przepraszam, że żyję", to inni odbierają jego postępowanie za normalne
          i raczej nie komentują w niemiły sposób.

          Ja również zrzyłam się z wózkiem do tego stopnia, że ani podróżowanie MZK, ani
          pociągi, autobusy, busy, ani wchodzenie po schodachnie stanowi dla mnie
          kłopotu. Nigdy, a przynajmniej sobie nie przypominam, nikt nie skomentował
          tego. Ludzie są dla mnie życzliwi i wyrozumiali. Pomagają nawet bez proszenia,
          choć często byłoby to niepotrzebne, bo spokojnie dalabym sobię radę. Kilka razy
          zdarzyło się, że panowie targali mój wózek na 3 piętro, choć protestowalam,
          gdyż pomalutku wjechałabym na tylnich kołach.

          Ludzie wcale nie są tacy nieczuli. W każdym razie mnie spotykają nagminnie
          przyjazne gesty. Ale ja lubię ludzi i chyba oni to czują.
          • lila1974 Re: zżyłam się - bardzo przepraszam 06.10.05, 08:52

          • linkaa3 Dziewczyny, mam tak samo 06.10.05, 09:00
            Ludzie sa bardzo pomocni i mili i nie ma co sie krzywic.

            Raz sie zdarzylo ze w urzedzie moje dziecko przeszkadzalo. Bylam umowiona na
            godzine i na te godzine przyjechalam ze spiacym i nakarmionym dzieckiem, czyli
            gotowa sprawe zalatwic, ale bylo opoznienie, akurat takie 40-minutowe, w tym
            czasie sprawe bym zalatwila. I dziecko sie rozplakalo i poinformowano mnie, ze
            z dzieckiem sprawy nie zalatwie, bo przeszkadza paniom w pracy. I czy nie moge
            go na korytarz wystawic. Wyobrazacie sobie? Panie uslyszaly, ze opoznienie to
            ich wina i ja dwumiesiecznego dziecka nie moge zostawic nigdzie. A jak ktos ma
            z tym problem, to mogl mnie uprzedzic 40 minut wczesniej ze bedzie opoznienie.
            Koszmar jakis. Na dodatek nie bylo gdzie przewinac ani nakarmic. Zrobilam to
            przy tych paniach zalatwiajac moja sprawe. Dlaczego w urzedach panstwowych nie
            ma miejsc do przewijania dzieci? Skandal. Nie kazdy moze zostawic dziecko w
            domu. I to jedyny przypadek gdy ktos mial problem ze z dzieckiem przyszlam. Aha
            po mnie juz nikt nie mial tam problemow z obecnoscia dziecka, wiem na pewno wink

            Chyba jestem b asertywna.
          • czajkax2 Re: Dagmama 06.10.05, 19:15
            lila1974 napisała:
            Ludzie wcale nie są tacy nieczuli. W każdym razie mnie spotykają nagminnie
            > przyjazne gesty. Ale ja lubię ludzi i chyba oni to czują

            To tak jak umnie. Jakbys o mnie Lila pisala. W całej mojej karierze matki(co
            prawda nie takiej długiej) zdarzyły mi sie tylko 2 nieprzyjemne incydenty. Z
            reguly ludzie sami mi proponuja pomoc z wózkiem itp.Zauwazylam ze bez wózka juz
            nie umiem sie poruszac, jakby mi ktos jedną kończyne uciął.
            Calymi danmi jestem sama, w domu znosnie czysto(czasem bardziej,czasem mniej),
            obiady gotuje, bawie sie z dzieckiem i nawet mam czas dla wassmile) Z dzieckiem
            latam po miescie zaltawiam sprawy itp. da sie zorganizowac. Tylko czasem sa
            takie sądne dni,ze czlowieka szlag trafia. Tak jak dzissad(
            • lila1974 Re: czajkax2 06.10.05, 19:46
              Z ostatniej chwili.
              Wózek typu parasolka, Kornelka jeszcze w miarę lekka, więc poradziłabym sobie
              bez problemu. Nikogo zatem o pomoc nie poprosiłam, a tu łapie mi się za wózek
              chłopaczek w tramwaju i pomaga wsiąść. Drugi miejsca ustępuje, ale tam gdzie
              ustąpił usiąść nie mogę, bo bym całe przejście zastawiła. Ciągnę się z tym
              wszystkim do tyłu (od połowy wagonu) i znów mi miejsca ustępują. Okazuje się,
              że drzwi się z tyłu zacięły i nie wysiądę normalnie. Muszę przejechać znów do
              środkowych drzwi. Tłok ogromny ale nawet jedna osoba nie skomentowała, że ich
              taranuję. Ale oczywiście głośno mówiłam "przepraszam" i "dziękuję".

              Wracamy z rytmiki. Znów załadunek i znów ochoczo rzuca się z pomocą młody
              człowiek. A jakże, miejsca też ustępuje. Za parę minut wysiadam i znów mam
              pomocnika. Słowo honoru, że ani razu nawet nie spojrzałam, że o prośbie nie
              wspomnę. Za to wiję się w podziękowaniach.

              Podpasował mi autobus, więc wsiadam i przy wysiadaniu złapał mi się za wózek
              starszy pan z laseczką. Jestem Szczecinianom ogromnie wdzięczna, bo w
              większości są mili i wyrozumiali.
    • agnieszkas72 Re: Pierwsze starcie ! 06.10.05, 08:55
      Nigdy nie zostawiłam dziecka samego,chciaż czasami nawet obecność mamy nie
      gwarantuje bezpieczeństwa.Kilka lat temu facet zranił śmiertelnie nożem dziecko
      w wózku stoją ce z mamą obok niego na przejściu dla pieszych,to było w
      Gdyni.Ostatnio mojego niemowlaka pilnuje czasem pod sklepem ośmioletni
      brat,nasza ulubiona piekarnia ma wysokie ,strome schodki.Starszak wywiązuje się
      z tego świetnie.
    • edorka1 Re: Pierwsze starcie ! 06.10.05, 09:16
      Wyłamię się. Ja czasem zostawiam wózek przed małymi osiedlowymi sklepikami gdzie nie sposób wjechać, gdzie gorąco gdy na zewnątrz zimno, gdzie kaszlą i kichają (apteka) itp.Na zewnątrz tzn w odległości 2-metrów odemnie i w zasięgu wzroku. Zostawiam bo czasem muszę tak jak muszę zrobić zakupy z moją dwójeczką. Nie czuję się wyrodna. Życie wymusza odstępstwa od książkowych reguł. Bez przesady- świat nie jest pełen bandytów z nożami.Nie zostawiłabym małodego przed supermarketem, przed zaprzyjaźnionym mięsnym gdzie do drzwi dwa kroki i dobrze widać czasem zostawiam...
    • twinmama76 Re: Pierwsze starcie ! 06.10.05, 09:25
      Zakupy robiłam tylko w tych sklepach, do których mogłam wjechać z wózkiem (był
      to raczej jeden sklep), ewentualnie na bazarku. Myślę o tych niespodziewanych,
      bo raz w tygodniu wielkie zakupy w markecie robi małż. Teraz, gdy maluchy sa
      bardziej mobilne, chodze bez wózka, ewentualnie w Plusie zostawiam wózek przed
      kasami, a dzieci pakuje do wózka sklepowego.
      Ale gyby mi się jakies babsko nad wózkiem darło, to nie byłabym zbyt miła.
    • mag.ellan Re: Pierwsze starcie ! 06.10.05, 11:35
      Gepart, mam nadzieję, że to brak doświadczenia i wyobraźni, nie głupota.
      Wolałabym miec pusto w lodówce, niż pusto w wózku... .

      pzdr
    • spacey1 Re: Pierwsze starcie ! - tak a propo's 06.10.05, 14:53

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=30035908
      • cocollino1 Re: Pierwsze starcie ! - tak a propo's 06.10.05, 14:55
        dajcie juz spokoj, zapewne juz kobieta zrozumiala, ze zle zrobila.
    • aleksandrynka starcie??? mam nadzieje, że jednak nauczka z 06.10.05, 18:28
      wnioskami na przyszłość...
      ____________________________

      A do swojego matkowania nie ma żadnych zastrzeżeń, no może
      > poza brakiem cierpliwości

      i niestety, poza brakiem wyobraźni, moim zdaniem.

      Odpaliłam, nieco podniesionym głosem, ze ma pilnować i zajmować sie własnym
      > dzieckiem

      na szczęście są jeszcze ludzie, którzy zajmują się nie tylko czubkiem własngo
      nosa. Dzięki nim, być może, będzie mniej tragedii...

      i jak ona sobie wyobraża jazdę takim duzym wózkiem po sklepie

      cóż, jej wybraźnia sięgała o wiele dalej, mniejszy problem manewrować dużym
      wózkiem po sklepie niż szukać go po całym osiedlu, biegać po komisariatach, i
      tak dalej.
      Dobrze zareagowała. Może nie powinna była się wydzierać, ale rację, IMO, miała.
      Czasami wydarcie się na kogoś skutkuje, czasami nie. Na Ciebie nie
      poskutkowało, ja więc mówię spokojnie - zastanów się jeszcze raz nad tą
      sytuacją.

      i nie pisz, że wózek był ciagle na Twoim widoku:
      "Zgłaszam się
      > przerażona myślać: parwano mi syna, nie żyje, pies zwiał itd."
      Chyba jednak nie widziałaś go cały czas, skoro nie byłaś pewna, czy nic się nie
      zdarzyło?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka