Dodaj do ulubionych

Rozcięta główka

06.10.05, 15:08
Przyszłam we wtorek po Kubę do żłobka. Kuba nie był zachwycony, że chce mu
założyć czapeczkę i płakał w niebogłosy. W koncu, zrezygnowany, podreptał za
mną do wyjścia. Ja szłam pierwsza i pchałam wózek. krok za mną moj 2,5 letni
Kuba ktory już od dawna bardzo dobzre chodzi. Nagle patrzę...a on potyka się
o dywanik leżący ( bez żadnego mocowania ) koło drzwi i leci z impetem na
dziób. Traf chciał, że walnął łepeczkiem nie w podłoge, ale w metalowy próg
pzry drzwiach. Nawet nie zdążyłam zareagować. Krew lała się wszędzie. W
jednej chwili czwszystko zrobiło się jasnoczerwone. Poderwałam go
wrzeszczącwego w niebogłosy na ręce i pędzę z powrotem do sali, gdzie są
opiekunki. pędzę i krzyczę : apteczkę! apteczkę! Wychodzą bez pośpiecju trzy
opiekunki ( było już tylko jedno dziecko ) i jedna mi tłumaczy, że apteczki
to one nie mają, jest na górze, ale tam już zamknięte ( nie było jeszcze po
godzinach pracy żłobka ) Tymczasem dziecko mi wyje, cała podłoga już
zakrwawniona, ja mam ubranie czerwone, krew dosłownie sika na buzię, do nosa,
zalewa oczka. Kubuś tak walnął o próg, że bardzo głęboko rozciął główkę
między nosem a brwiami.
Któraś przyniosła mi mokry ręcznik, próbowałam nim wytrzeć mu buźke, choc
bałam się bardzo, że coś mu uszkodze. Wyszła kierowniczka i powiedziała że
ktoś tam ( teraz nawet nie wiem co to za facet ) zawiezie mnie do szpitala.
Zawiózł pod same drzwi
W szpitalu niosę zakrwawione dziecko na izbę przyjęć. Wyglądam jak po cięzkim
wypadku samochodowym - krew nadal leci a mały nie daje się dotknąć. Wychodzi
pielęgniarka: prosze pojść się zarejestrować pzreciez i tak płacze.
Nie znajduję słów, żeby jej dosadnie odpowiedzieć. idę do rejestracji. Głupia
gó..ara z ironiczną miną wypytuje mnie o różne dane. W końcu pzrerywam jej
mówiąc: ślepa jest pani? nie mam o żadnych danym pojęcia, peselu nie znam. I
nic mnie nie obchodzi. Obrażona kieruje mnie pod gabinet. Główkę zszywają.
Potem rtg łepka. Wszystko dobrze. Następnego dnia Kubuś nie idzie do żłobka -
tak na wszelki wypadek. Ale wszystko jest w porządku, tylko te szwy na
łepku...
Poszedł do żłobka dziś. babki nawet nie zapytały, jak się czuje. Dziś jest w
żłobku zebranie. Zadzwoniłam w środku dnia jak tam Kuba, powiedziały mi,że
dobrze, że się bawi ładnie. Ale dziś strasznie nie chciał iść...nie dał się
ubrać. No, ale może to tylko histeria nie związana ze złobkiem ( pisałam o
niej w innym poście ). Ale wiecie co? Zła jestem. Wiem, że można się potknąć
na prostej drodze. Wiem, że wywalił się przy mnie. Ale pzrewrócił się,
ponieważ bidny żlobek jest niedostosowany do małych dzieciaczków!
Obserwuj wątek
    • mieszkowamama Re: Rozcięta główka 06.10.05, 15:14
      Boże Drogi, to straszne. Ale nie ten nieprzystosowany żłobek mnie zabolał...
      tylko te wszystkie wstrętne baby, zarówno w żłobie, jak i szpitalu.
      Ostatnio byłam w przychodni na szczepieniu. Kolejka, mnóstwo ludzi, gorąco...
      Mieszko zaczął już płakać po 40 minutach czekania, a pielęgniara podchodzi
      i... "Czy pani dziecko nie mogłoby ciszej płakać?". Mowę mi odjęło. Często
      ludzie to nie ludzie, ale... bydło.
      sad
      • cocollino1 Re: Rozcięta główka 06.10.05, 15:16
        szok, oba wasze posty. smutne tosad((
        • inia25 Re: Rozcięta główka 06.10.05, 15:20
          mnie bardziej zdziwiło to że w żłobku nie ma łatwo dostępnej apteczki. Kurcze
          aż u nas zapytam czy jest.
    • driadea Re: Rozcięta główka 06.10.05, 15:21
      Współczuję. Wiem doskonale, co przeżyłaś, pod koniec lipca moja córeczka (miala
      wtedy 21 m-cy) też rozcięła sobie głowę. Ma dwa szwy nad lewym okiem...
      Stało się to pod moją opieką, na wakacjach, młoda tańczyła i straciwszy
      równowagę, rąbnęła w kant łóżka. Porażka, bo byłyśmy (dopiero od dwóch godzin!)
      na wsi zabitej dechami, na pogotowie czekałyśmy długo (najbliższy szpital był
      oddalony o 30 km), w dodatku to był już wieczór. Ehh, niemiło się zaczęły nasze
      wakacje. Mamy wspomnienia (miłe też, a jakże!) i bliznę na czole wink
      Najważniejsze, że nic się malcom nie stało.
      Pozdrawiam.
    • agnisiaz Re: Rozcięta główka 06.10.05, 15:28
      wiesz co ja sie juz niczemu nie dziwę, u nas jak moja Wika skręcila nogę, która
      jej spuchła jak bania nikt z przedszkola nie zadzwonił, dopiero jak przyjechał
      mąż po dziecko Pani powiedziała że córka sie przewróciła i troszke boli ja
      noga, okazalo sie w szpitalu że jest bardzo skręcona i 3 tygodnie w
      stabilizatorze
      a wczoraj córka poszła jakoś niemrawo do przedszkola, mąż powiedział że jak by
      cos było nie tak prosimy o kontakt to ktos po nia pojedzie, o 15,00 jak dziadek
      odbierał wnuczke z przedszkola ona juz nic nie mogła mówic i charczała, w
      przychodni okazało sie że ma tak raptowny napad zapalenia krtani który jeszcze
      troche a doprowadził by ją do duszności, Pani dzisiaj stwierdziła że ona
      przecież czuła sie dobrze tylko tak krzyczała (akurat) na angielskim że zdarła
      sobie gardło
      myslałam że je uszkodzę, angielki jest w salce że jak się głośno mówi to juz
      jest hałas a co dopiero niby miała krzyczeć
      córka mówi że czuła sie kiepsko juz od obiadu czyli 3 godziny w plecy
      kurcze kogo Oni tam przyjmują, do tych przedszkoli zero wyczucia
      aga mama wiki
    • lolinka2 Re: Rozcięta główka 07.10.05, 12:56
      To ja do litanii ludzkiej bezduszności dorzucę jeszcze jedna historię:
      Talka w przedszkolu zaczęła wymiotować, raz - panie wytarły i dobra, drugi -
      telefon do męża, dziecko siedziało na leżaczku skrajnie wyczerpane (nieco
      później straciła przytomność). Dyrekcja do męża: Czego pan tak biegł, toż to
      jeszcze nie koniec świata! Mówię panu, grypa żołądkowa jak nic. (a to był
      przedszkolny stres - już o tym pisałam)
      Więc z tą ledwo ciepłą juz wymiotującą co chwila Natalką pobiegliśmy już oboje
      (zdążyłam dojechać) do szpitala na Kopernika. Przy rejestracji tłum. Mała
      milcząca więc nikt chętny do ustąpienia. Wepchałam się w kolejkę, mówię że
      dziecko traci kontakt z rzeczywistością, pielęgniarka wyskoczyła zza biurka żeby
      nam pomóc, w tym momencie młoda zwróciła na podłogę. Lecimy z nią do izolatki za
      nami lekarka....i komentarz jakiejś oburzonej kolejkowiczki: Co za cham z tego
      ojca, nawet nie sprzątnie!!!
      A za nami szła pani salowa ze szmatą.
      Nie miałam sił odpowiedzieć tej pani.
      • cruella Re: Rozcięta główka 07.10.05, 14:27
        Współczuję bardzosad( Wprawdzie do wesela się zagoi ale sama wiem, co znaczy
        czekać na ostrym dużurze z krwawiącym dzieckiem.

        A co do bezpieczeństwa... w szkole mojego syna był dziś próbny alarm (tak na
        wszelki wypadek). Dzieci nie mogły "uciec" ze szkoły, ponieważ jednych z drzwi
        (wyjście ewakuacyjne) nie dało się otworzyć. Próbny alarm, straż miejska liczy
        czas ewakuacji a tu pan woźnu człapie spokojnym krokiem, szuka jakiegoś łoma do
        otworzenia tych drzwi i przez pół szkoły drze m... "przecież się nie pali".

        Zdążyłam powiedzieć "na szczęście się nie pali", pan był oburzony protestami
        rodziców.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka