magdalenkaaa78
06.10.05, 15:08
Przyszłam we wtorek po Kubę do żłobka. Kuba nie był zachwycony, że chce mu
założyć czapeczkę i płakał w niebogłosy. W koncu, zrezygnowany, podreptał za
mną do wyjścia. Ja szłam pierwsza i pchałam wózek. krok za mną moj 2,5 letni
Kuba ktory już od dawna bardzo dobzre chodzi. Nagle patrzę...a on potyka się
o dywanik leżący ( bez żadnego mocowania ) koło drzwi i leci z impetem na
dziób. Traf chciał, że walnął łepeczkiem nie w podłoge, ale w metalowy próg
pzry drzwiach. Nawet nie zdążyłam zareagować. Krew lała się wszędzie. W
jednej chwili czwszystko zrobiło się jasnoczerwone. Poderwałam go
wrzeszczącwego w niebogłosy na ręce i pędzę z powrotem do sali, gdzie są
opiekunki. pędzę i krzyczę : apteczkę! apteczkę! Wychodzą bez pośpiecju trzy
opiekunki ( było już tylko jedno dziecko ) i jedna mi tłumaczy, że apteczki
to one nie mają, jest na górze, ale tam już zamknięte ( nie było jeszcze po
godzinach pracy żłobka ) Tymczasem dziecko mi wyje, cała podłoga już
zakrwawniona, ja mam ubranie czerwone, krew dosłownie sika na buzię, do nosa,
zalewa oczka. Kubuś tak walnął o próg, że bardzo głęboko rozciął główkę
między nosem a brwiami.
Któraś przyniosła mi mokry ręcznik, próbowałam nim wytrzeć mu buźke, choc
bałam się bardzo, że coś mu uszkodze. Wyszła kierowniczka i powiedziała że
ktoś tam ( teraz nawet nie wiem co to za facet ) zawiezie mnie do szpitala.
Zawiózł pod same drzwi
W szpitalu niosę zakrwawione dziecko na izbę przyjęć. Wyglądam jak po cięzkim
wypadku samochodowym - krew nadal leci a mały nie daje się dotknąć. Wychodzi
pielęgniarka: prosze pojść się zarejestrować pzreciez i tak płacze.
Nie znajduję słów, żeby jej dosadnie odpowiedzieć. idę do rejestracji. Głupia
gó..ara z ironiczną miną wypytuje mnie o różne dane. W końcu pzrerywam jej
mówiąc: ślepa jest pani? nie mam o żadnych danym pojęcia, peselu nie znam. I
nic mnie nie obchodzi. Obrażona kieruje mnie pod gabinet. Główkę zszywają.
Potem rtg łepka. Wszystko dobrze. Następnego dnia Kubuś nie idzie do żłobka -
tak na wszelki wypadek. Ale wszystko jest w porządku, tylko te szwy na
łepku...
Poszedł do żłobka dziś. babki nawet nie zapytały, jak się czuje. Dziś jest w
żłobku zebranie. Zadzwoniłam w środku dnia jak tam Kuba, powiedziały mi,że
dobrze, że się bawi ładnie. Ale dziś strasznie nie chciał iść...nie dał się
ubrać. No, ale może to tylko histeria nie związana ze złobkiem ( pisałam o
niej w innym poście ). Ale wiecie co? Zła jestem. Wiem, że można się potknąć
na prostej drodze. Wiem, że wywalił się przy mnie. Ale pzrewrócił się,
ponieważ bidny żlobek jest niedostosowany do małych dzieciaczków!