ala67
21.10.05, 11:10
Ja chodzę raz na 1,5 miesiąca na kolor i strzyżenie, przyznam się jednak, że
fryzjer to moja mała słabość i mój mały luksusik. Tak się składa, że szczerze
nie cierpię układać sobie włosów, i nie umiem tego zrobić z dobrym efektem.
Chodzę więc zawsze przed większymi imprezami, a czasami również przed
imprezką w gronie znajomych czy weekendem, który ma być towarzyski...Gdyby
nie względy finansowe, pewno chodziłabym co trzy dni. Bo tak jak sama tego
robić nie lubię, to bardzo lubię być czesana.
Ciekawa jestem, czy mieszczę się w średniej krajowej? Bo przyznam, że gdzieś
tam w głębi mam poczucie, hm, lekkiego nadużycia finansowego wobec rodzinnego
budżetu. Czy słusznie?