anik35
01.11.05, 08:11
Dziś jest tak samo jak od 13 lat.Przez okno widzę ludzi śpieszących na
cmentarz.Akurat obok mojego domu prowadzi droga w stronę cmentarza.A ja od
tylu lat nie mogę odwiedzić grobów swoich bliskich.Wyszłam za mąż ,
wyjechałam i teraz na groby babć, dziadków, braciszka, wójków itp mam daleko,
ale to nie jest problem.Problemem jest to, że co roku jednego dnia mąż jedzie
z teściami na groby rodziny teściowej a drugiego dnia na groby
teścia.Próbowałam tłumaczyć, że ja też mam rodzine.Co roku mam obiecywane, że
ja też pojadę.Ale nic z tego.Na groby rodziny teścia też jedzie sie daleko,
więc tu nie chodzi o odległość, ale o egoizm.Przecież raz mogli jechać dwa
dni wcześniej i umożliwić mi wyjazd do mojej babci i dziadka.Jestem
rozżalona.Gdy syn był mały to siedziałam z nim, a oni wyjeżdzali, potem
siedziałam z psem, bo syn urósł i go zabierali, teraz siedzę z młodszymi
dziećmi.Wzrusza mnie widok ludzi idących na cmentarz.Ja też bym chciała.Od
tylu lat nikt nie bierze pod uwagę tego, ze ja mam równiez prawo do szacunku
dla moich zmarłych.Oni ich nie znają, ale dla mnie to bardzo bliskie
osoby.Czy ja sie niepotrzebnie czepiam, czy mam rację? Co zrobić, by za rok
mąż pojechał ze mną,a rodzinę swoich rodziców raz jeden uczcił pare dni
wcześniej.Wychodzac za mąż myślałam, że takie sprawy rozwiazuje sie
sprawiedliwie, jednego roku jedziemy tu ,drugiego tu.Nie mogę sie postawić i
po prostu wyjśc z domu i jechać, bo co z dziećmi.Liczyłam na to, że teściowie
z nimi zostaną i uznaja moje prawa do pójścia na groby bliskich.Czy mam racje?