zgloska
03.11.05, 21:56
Moja teściowa nie wtrąca się w nasze sprawy, nie daje rad, nie narzeka,
sporadycznie nas odwiedza. Więc nie powinnam się czepiać a jednak...
Dziś zaprosiła nas na obiad. Przyszedł tez jej drugi syn z żoną i synem i
zaczęło się...
Jaki on jest kochany, mój Kubuś, moje słoneczko (Kubuś- syn jej drugiego
syna, Konrada), jak ty pięknie odbijasz swoje łapki na lustrze...
Kiedy moje dziecko- Bartłomiej- zrobił to samo, został skrzyczany za brudzenie
lustra...
Podobnych sytuacji było mnóstwo, to co robił Kuba było cacy, a to co robił
Bartek było be. Najbardziej jednak zdenerwowała mnie dzieleniem jabłek, Kuba
dostał swoje jabłuszko a kiedy Bartek do niej podszedł powiedziała " po co tu
przylazłeś, nie ma tu nic dla Ciebie, chcesz czegoś to idź do matki i ojca" .
Brakuje mi już nerwów do tej kobiety. Podczas kłótni zapytałam o co jej tak
właściwie chodzi, no i do wiedziałam się, że jak byśmy byli bardziej pokorni (
ja i mój mąż), ugodowi (czyt. robili to co ona chce) to traktowałaby naszego
syna normalnie... Mąż stwierdził, że prędzej piekło zamarznie niż zrobi z
siebie maminsynka, co z koleji bardzo zbulwersowało Konrada no i awantura
gotowa... Ja juz naprawde nie wiem jak rozmawiać z tą kobietą