Witam,
przeglądam forum od wczoraj - jestem świeżą mamą 15dniowej Urszulki

). Dużo
ciekawych rzeczy się od Was dowiedziałam! Co mnie zastanawia, to mam momentami
wrażenie, że dzieci w Polsce się jakoś strasznie pucuje - zresztą nie tylko
dzieci. Mam zupełnie inne doświadczenia - to moje pierwsze dziecko,
wszystkiego sie uczę (od położnych i znajomych i w doświadczeniach na żywym
małym człowieku), a mieszkamy w Niemczech w tej chwili. Moja mama i teściowa
są zdziwione tym, co im mówię, ale kładłam to na karb róznicy pokoleniowej. A
tu wychodzi, że w ogóle całe podejście jest inne!
Dla przykładu:
-rodziłam w klinice uniwersyeckiej (ciążą wysokiego ryzyka). Mój mąż wchodził
do pokoju, w kórym rodziłam w swoim ubraniu z dworu, łącznie z butami; żadnego
fartucha/ochraniaczy, nie mówiąc o badaniach wymaganych przez niekóre szpitale
w Polsce;
-Uli po porodzie nie umyto, przetrato jej jedynie nieco buzię przy oczkach.
Cała mazia- a miała jej dużo, bo urodziła się troszkę za wcześnie - wchłonęła
się w ciągu kilku godzin. Potem też jej nikt nie kąpał, pierwszą kąpiel miała
wczoraj, w samej wodzie.
-do tego czasu poza "czyszczeniem pupy z okazji kupy" i przetarciem pysia
umazanego mlekiem wcale jej nie myłam,
-położna powiedziała, żebym absolutnie nie usuwała mastki z pomiędzy warg
sromowych (widziałam tu wątek, w którym dziewczyny radziły przemywanie przy
każdym myciu)
-nie myję piersi, myślę, że dla brodawek to wręcz szkodliwe.
Zastanawiam się, na ile to wszystko kwestia mody, na ile tak naprawdę jest to
obojętne. Przekonują mnie argumenty, że dziecko musi wytworzyć sobie własną
florę bakteryjną, na skórze, w przewodzie pokarmowym itp - nadmiar higieny zaś
zakłóca ten proces i wysusza skórę, powodując potrzebę używania kosmetyków.
Malutka poza tym ma piękną skórę, mamy kupę oliwek, mleczka, a wygląda że ona
zupełnie tego nie potrzebuje (no i nie używamy ich..). No ale nie chciałabym
przesadzić w drugą stronę i zrobić z niej małego brudaska...