bzura.1
30.01.06, 10:58
Jeszcze do tej pory nie mogę się pozbierać...
Od roku nad nami mieszka małżeństwo z dwójką dzieci. Na pozór wygląda
wszystko dobrze. Ich dziewczynki przychodzą do moich dzieci, moja córka
chodzi do nich.Czasami spotykamy się towarzysko. Mamy wspólnych znajomych. TO
że w ich małżeństwie się nie układa wiem od ich 8-mio letniej córki. Często
się kłócą. ON idealny tatuś bardzo zżyty z córkami. ONA trochę chłodna.
Dzisiejszej nocy musiało wydarzyć się tam coś strasznego. W nocy obudził
mnie hałas, płacz dzieci, wołanie o pomoc. Myślałam że to JEJ dzieje się
krzywda. Obudziłam męża żeby poszedł i dowiedział co się dzieje, czy nie
trzeba pomóc. Już miał wyjść ale gdy otworzył drzwi do akcji wkroczyła
policja. Wyprowadzili JĄ w kajdankach a świadkiem tego były dzieci. Nie wiem
co tam się stało...aż w takiej komitywie z sąsiadami nie jestem.
JEMU w każdym bądź razie nic nie jest.
Tak bardzo szkoda mi dziewczynek...bo co one temu winne,że rodzice nie mogą
się dogadać...
A tak się cieszyłam, że mamy nowych sąsiadów...
Często się słyszy o maltretowaniu żon, a tu proszę żona znęca się nad mężem.
Gwoli wyjaśnienia: jestem tylko czytająca ale pomyślałam że ten temat wart
jest poruszenia.
Pozdrawiam wszystkie e-mamy