Smutna historia o samotnych dzieciach

06.03.06, 14:34
Nie jest to o emamach. Emamy w większości bardzo kochają dzieci i wiedzą-
również intuicyjnie- co jest dobre a co nie.
Jest to prawdziwa historia o dzisiejszych dzieciach z zamożnych rodzin.
Na szczęście nie o wszystkich dzieciach. I nie o wszystkich rodzicach.
Ale ad rem.
Jestem nauczycielką matematyki w gimnazjum i liceum. W naszej szkole jest
sporo młodzieży z zamożnych lub bardzo zamożnych domów. A więc domów, w
których rodzice dużo pracują. Chwała im za to, jednak często nie widząc
niczego innego prócz pracy ogromnie krzywdzą potomstwo.
Młodych ludzi nikt nie wychowuje, nie pokazuje na co dzień co jest dobre, co
nie, jak należy zachować się przy stole, wobec dorosłych, w miejscach
publicznych.
Młodzież wykazuje olbrzymie zdziwienie, gdy zwraca im się uwagę na
niewłaściwe zachowanie. Nie wie jak trzymać widelec, siedzi rozwalona gdy
osoba starsza ( niekoniecznie nauczyciel) stoi.
Natolatki są przerażająco samotne. Rodzice wychodzą z domu bladym świtem,
wracają, gdy dzieci szykują się do snu. Nie ma czasu na rozmowy o tym jak
minął dzień, na zwierzenia .
Rodzice nie wiedzą o tym kto się w kim zakochał, dokąd jedzie się na
wycieczkę. Nie wiedzą też o poważniejszych problemach okresu dojrzewania. Nie
rozumieją frustracji.
Rodzice nie znają możliwości intelektualnych swoich dzieci.
Nie mają pojęcia o zainteresowaniach.
Nie bywają na wywiadówkach i dniach otwartych. Nie zaglądają do zeszytw ani
dzienników internetowych. Nie kontaktują się z nauczycielami, psychologiem,
pedagogiem czy szkolną pielęgniarką.
Rodzice nie próbują dociec co jest powodem takich czy innych niepowodzeń w
nauce ( o ile są o nich poinformowani). Jedyną odpowiedzią na dwóje i pały
jest znalezienie korepetytora, a więc zafundowanie, i tak już przeciążonej
młodzieży, kolejnej porcji zajęć.
Rodzice nie interesują się stanem zdrowia - zaniedbują szczepienia, badania
kontrolne. Niewyobrażalna ilość dzieci z tzw. dobrych domów ma próchncę, wady
postawy, niekorygowaną krótkowzroczność. Część niedosłuch.
Dla wielu rodziców ważniejsze jest spotkanie z klientem niż porozmawianie z
dzieckiem.
Wyjazd na ekskluzywne wakacje ma rekompensować całkowity brak zainteresowania
przez 11 miesięcy w roku.
Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że coraz częściej zastępuję moim uczniom
matkę. To do mnie zwracają się w sprawach, z którymi powinni biec do rodziców.
Smutne.
    • be.em Re: Smutna historia o samotnych dzieciach 06.03.06, 14:38
      smutne.. i ma nadzieję, ze moje dziecko nie dołączy do tego smutnego grona...
      masz sporo racji..
      • maniusza Re: Smutna historia o samotnych dzieciach 06.03.06, 15:00
        to bardzo smutne ale i bardzo prawdziwe. Też mam nadzieję ze moje dzieci do
        tego grona nie będą należeć... nie tylko dlatego że nam się nie przelewa (choć
        bez przesady smile) ale dlatego że staram się - chodzi zwłaszcza o starszego 8
        letniego syna - trzymać z nim kontakt, wiem z kim siedzi w ławce, z kim się
        przyjaźni, jaki był wynik ostatniego meczu na wuefie.. myślę że ważne jest to
        żeby od początku starać się złapać ten kontakt i go nie starcić. Choć czasem
        przyznaję - jestem zmęczona i tak w głębi duszy chciałabym żeby dał mi spokój -
        wysłuchuję. Nie jestem ideałem - daleko mi do niego - ale staram się ze
        wszystkich sił by pewnego dnia nie spojrzec na syna i nie stwierdzić że to dla
        mnie obcy człowiek
    • siasiuszek Re: Smutna historia o samotnych dzieciach 06.03.06, 15:01
      Dlatego zawsze twierdziłam ze pieniądze to nie wszystko niektórych rzeczy
      niestety nie da sie kupić a czas mija bezpowrotnie.
    • blou1 Re: Smutna historia o samotnych dzieciach 06.03.06, 15:54
      Niestety masz rację. Mój mąż jest przykładem takiego taty który pracuje od rana
      do wieczora. Na szczęście znajduję odrobinkę czasu dla dzieci, chociaż chce
      mieć też choć trochę czasu dla siebie co rozumiem. Nasze dzieci są jeszcze małe
      i zaczynam się zastanawiać jak to będzie, kiedy będą większe już nie takie
      pocieszne które chętnie się przytulają ale zaczną mieć swoje problemy. Wiem że
      to ja będę musiała być z nimi w sensie nie tylko fizycznym. Ale do tego jeszcze
      daleka droga. Przyszło nam żyć w czasach takich a nie innych, praca jest bardzo
      ważna i niestety takie zabieganie rodziców jest spowodowane codzienną walką o
      przetrwanie a co dopiero mówić o podniesieniu stopy życiowej.
      • dagmama Re: Smutna historia o samotnych dzieciach 06.03.06, 17:10
        To dobrze, że mają Ciebie. Widać, że jesteś nauczycielem z powołania. No cóż, to
        trudne, bo człowiek się przejmuje, obciąża, ale robi też coś dla innych...
    • lola211 Re: Smutna historia o samotnych dzieciach 06.03.06, 17:37
      Hmm, smiem twierdzic, ze samotnosc dzieci jest wpisana takze w zycie tych
      niezamoznych, z trudem wiazacych koniec z koncem.Zeby miec na chleb pracuja po
      12 godz i to za grosze, dla dzieci czasu nie starcza.To juz lepiej maja tez
      zamozne, przynajmniej jeden problem odpada.
    • 76kitka Re: Smutna historia o samotnych dzieciach 07.03.06, 14:28
      Ale można inaczej. Brat mojego męża i Jego żona oboje na bardzo eksponowanych stanowiskach, pracują do późnych godzin nocnych, bywa że wracaja do domu o 2:00, ale jakoś tak układają życie, że nie oddalili się od siebie. Trzeba być ciekawym swojego dziecka, można nic o dziecku nie wiedzieć siedząc na zasiłku dla bezrobotnych. Niektórzy mają odwrócony system wartości. Jeśli dla kogoś pieniądze są ważniejsze od szczęścia dzieci to czy ma pracę, czy jej nie ma dzieckiem sie nie interesuje. Jeden rodzic goni za każdą złotówką, drugi zalewa smutki, bo nie ma pieniędzy.
Pełna wersja