Dodaj do ulubionych

Ja i moja mama... smutne

09.03.06, 13:04
Rzecz będzie o moich relacjach. Proszę o radę, bo się pogubiłam.
Moja mama jest odsobą despotyczną (ojciec raczej nic do powiedzenia nie ma,
więc pomijam ten wątek). Nie uznaje innych racji. Tak dalece potrafi
argumentować swoje, prowadząc logiczne wywody, ze w końcu zawsze
t.e.o.r.e.t.y.c.z.n.i.e. wychodzi na jej.
Zanim wyszłam za mąż nie było wesoło. Nie mam spokojnych wspomnień, chociaż
próbuję. Maksymalnie wypełniano mi czas, jak nie obowiązkami związanymi z
nauką (choćby dodatkową), to obowiązkami w domu (codziennie po szkole lista:
obiad, sprzątanie to była norma od podstawówki - potem sprawdzanie czy
dokładnie zmyłam podłogi, etc.). Krzyku w domu było co niemiara. O wszystko.
Świadectwo musiało być z paskiem.
Na zwenątrz wszystko wyglądało ok. W dodatku na finasową stronę narzekac nie
mogłam, ale to akurat marne pocieszenie, że ma sie na tyłku spodnie za kilka
stów, a w domu afery o byle co. Musiałam być najlepsza. Zawsze byłam
strofowana - źle się uśmiecham, źle się kłaniam.
Studia lukratywne skończone, a jakże.
A co we mnie? Ból i tęsknota za miłością. Z tego powodu spotykałam się z
najmniej odpowiednimi facetami (bylo mi wszystko jedno, byleby okazywal
uczucie), chorowałam na bulimię.
Wszystko to skończyło się gdy poszłam na swoje. Spotkałam normalnego faceta,
który jest od paru lat moim mężem i z którym mam teraz 3 dzieciaków.
Pracujemy. Mamy się dobrze. Nie powielam schematów z domu. Maż jest moim
partnerem, dzieci mają prawo do własnego zdania i o ile nie zagraża to ich
bezpieczenstwu - z reguły je respektujemy.
A co dalej z mamą? Nie potrafię uzdrowić tych relacji. Mieszkamy z dala od
siebie. Nie wtrąca się w nasze życie z radami (przystopowałam zapędy), tylko
nagle się robi taka rodzinna, dbajaca, że wymiękam. Chciałaby do nas
przyjeżdżać co tydzień i rzuca te propozycje jakby nigdy nic, że niby takie ot
"co robicie w niedzielę", ale jak już plan jej nie wypali - łzy i cierpienie.
Te łzy są coraz częściej - nikt jej nie rozumie, a przeciez ona wiele nie
wymaga... . Z ojcem moim przwie nie rozmawiają, koleżanek ma o tyle o ile, bo
przeciez ta to, a ta tamto, z bratem nie rozmawia od lat. Argumenty ma na
wszystko. Jest bardzo trudna. Ale to matka.
Nie wiem, jak sobie poradzić z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony żal o to
co było, z drugiej - teraz jest ok (znaczy poprawnie) między nami (odległość i
własne życie zaleczają rany).
Ostatni jej płacz był o to, że ponieważ byli u nas na obiedzie w ubiegłym
tygodniu (akurat miałam imieniny) i składali też życzenia mojemu mężowi (ma
imieniny w sobotę), nie przewidziałam, że bedą chcieli mu winszować osobiście
jeszcze raz w dniu imienin. Sądziłałam, że po prostu zadzwonią, zwłaszcza iż
byli trochę w rozjazdach, więc myślałam, że brak czasu w ogóle im na wizyty
nie pozwoli. Trochę chciałam świętować bez nich, to prawda, trochę się
zakręciłam. I nie zapraszałam. Wprosiła się, no bo jak to? Nie przwidziałam? I
łzy.
Nie mam siły. Nie stać mnie na obiektywną ocenę. Pomóżcie crying.
Ada
Obserwuj wątek
    • aari Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 13:32
      Ada wiem co czujesz, wiem uwierz mi. Też nie mogę sobie poradzic, tyle z ja mam
      jeszcz gorzej bo nie jestesmy całkiem niezaeżni. Mieszkamy razem ....
      tragedia sad
      • nick.na.chwile Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 13:43
        aari napisała:

        > Ada wiem co czujesz, wiem uwierz mi. Też nie mogę sobie poradzic, tyle z ja mam
        >
        > jeszcz gorzej bo nie jestesmy całkiem niezaeżni. Mieszkamy razem ....
        > tragedia sad

        A ja się boję, że im dalej, tym gorzej będzie, bo im mama starsza - tym
        trudniejsza. Tak jak mówię - niby wszystko już ok, tylko boli mnie ta jej wielka
        t.e.r.a.z troskliwa miłośc. A kiedyś? Wiem, wiem, kiedyś to tez byla miłośc i
        troska, ale... jaka toksyczna.Gdyby wina była po mojej stronie, nie
        przypłaciłabym tego tkwieniem swego czasu w chorych związkach i bulimią. Ech...
        Jestem inna. Na pewno.

        pozdr Ada
        • lolinka2 Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 13:55
          Ada, nie odpowiem ci bo sama nie umiem uzdrowić swoich relacji z matką, sytuacja
          podobna jak u ciebie tyle ze wieczny brak kasy a w tej chwili jestem (a raczej
          ona próbuje) traktowana jak opieka społeczna, a kiedy miałam 14 lat dostałam w
          łapę rentę po ojcu z tekstem 'na nas nie licz. Musisz sobie radzić sama, nic tu
          nie dostaniesz poza talerzem zupy i noclegiem' Radziłam sobie ... a jakze.... i
          radzę. Wyszłam za mąż, mam dziecko, kolejne niebawem, pracuję - dużo i cięzko
          (pozostałość po młodości wczesnej), mąż pilnuje ogniska domowego (brakowało mi
          ojca, moim dzieciom nie zabraknie), problemy z jedzeniem są i były, psycholog
          był i co z tego...? CHcę być inna i chyba nawet mi to wychodzi... ale niesmak
          zostaje, dlaczego taki durny start miałam, dlaczego nie pozwalam innym opiekować
          się mna w tej chwili...?

          Odpowiedzi brak.
          Ale nie jesteś sama.
          • nick.na.chwile Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 15:09
            Lolinko, dziękuję.
            W ogóle wszystkim Wam dzięki.

            Cholera, ile ja bym dała za zdrowe relacje (np. takie, jaki miał mój mąż i teraz
            mamy z jego rodziną... może kasy nie mieli, ale ile spokoju i szczęścia).

            Jestem niezależna, w domu mam spokój, a to nadal boli crying. Mamę kocham.
    • ada_zie Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 13:33
      O kurcze, faktycznie to wszystko pokręcone....
      Prosisz o rade - więc napisze Ci jak postapiłam ja.
      Po śmierci mojej mamy stosunki w mojej rodzinie zrobiły sie conajmniej
      toksyczne - nie wiem czemu - sądze, ze mama potrafiła wszystkie spory łagodzić
      i dzięki niej potrafiliśmy być spokojnie razem...
      Przeżywałam to, szarpałam się, próbowałam rozmawiać, negocjować - w końcu
      powiedziałm dosyć!!
      Obiecałam sobie i swojemu mężowi, że na pierwszym miejscu bedziemy my i nasze
      dziecko! Nie zmuszam się do niczego - nie mam ochoty na spotkanie - nie jadę,
      nie chcę rozmawiać - nie rozmawiam. Egoistyczne ale jak bardzo zdrowe dla mojej
      psychiki.
      Postaraj się mieć swoje życie - masz ochotę na weekend w gronie swojego męża i
      dzieci - nie zmieniaj swoich planów tylko dlatego, że ktos na Ciebie naciska -
      nawet jeżeli to jest Twoja własna matka!
      Początki są trudne ale póxniej żyje się o wiele, wiele łatwiej...
      • superslaw Re: Ja i moj ojciec-tez smutne... 09.03.06, 14:02
        moja mama jest dla mnie najukochansza za to moj
        ojciec-koszmar..mimo iz jestem jego jedynym
        dzieckiem ciagle mnie krytykuje ciagle sie wtraca
        do wszystkiego..mimo moich pprawie 27 lat wszystkim
        znajomym opowiada jaki moj maz jest głupi a ja
        beznadziejna...teraz sie do mnie nie odzywa i
        dobrze mam spokój...
        • buanitka Re: Ja i moj ojciec-tez smutne... 09.03.06, 14:52
          To tak, jakbym czytała o swojej teściowej. I to nie dlatego, że ja cierpię z
          jej powodu (chociaż też czasami), ale widzę, że cierpi mój mąż. Bo nie znosi
          jej zachowania, a z drugiej strony matka to matka. Cóż - ograniczylismy z nią
          kontakt. Mąż stara się nie reagować na jej łzy. I chyba coś zaczyna do niej
          docierać. Bo swoim zachowaniem odsuwa nas od siebie. (zresztą innych też).
          Trudne to jest niewątpliwie. Czas pokaże
    • kropka-i-cyfry Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 15:49
      mam inna sytuacje ale
      rozluznilam wiezy
      powiedzialam, ze dla mnie moja rodzina bedzie najwazniejsza a nie rodzice i ich
      rodzenstwo
      byl placz
      niezrozumienie
      jestem bez serca
      oskarzam niesprawiedliwie, bo mnie bnajwiecej kocha (rodzenstwo slyszalo ten
      sam kit)
      czasami zlosc przenosi sie na mojego meza i on tez jest odrzucany
      tyle spraw zostaje nie dopowiedzianych i nie rozmawianych a wszystko boli
      mama choruje
      teraz naprawde
      ale jak wyzdrowieje pewnie tez bedzie chorowala, zeby nas zmusic do
      zainteresowania, ktorego dla mnie nie miala
    • konto_gazeta00 Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 15:50
      Z tego, co zrozumiałam to mama zmieniła sposób okazywania uczuć. Od chłodu do
      egzaltowanej przesady? Rozumiem Twoje zachowanie w młodości i słusznie je
      oceniasz, że to z braku okazywanych uczuć. Teraz wydaje mi się, że ważne są
      Twoje uczucia i Twojej rodziny.
      Z drugiej strony trudno tak wypośrodkować, aby mama nie cierpiała.
      Może szczera rozmowa coś wyjaśni, jak myślisz? Jesteś gotowa?
      Smutne, to prawda, trzymaj się. Będzie na pewno dobrze, jakoś sobie to ułożysz.
      • nick.na.chwile Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 15:58
        Moge to wszysto powiedzieć. Bo ona chyba nadal nie rozumie, jak bardzo brakowało
        mi ciepła. Pewnie dorobiłaby sobie teorie, że coś tam crying. Alebo by ją to
        wykończyło - tego nie chcę. Trudno.

        Wiecie czego mi jeszcze brakuje? Wspomnnien z dzieciństwa, przytulania, zabaw,
        siadania na kolanach. Mam to w ilościach szczatkowych crying. Całe ciepło dostawałam
        od babci, bo tam byłam zostawiana non stop ("bo przeciez ona tak babcię
        lubi..."). Ale to nie to samo. Nie to samo.
        Bądźmy czułe dla swoich dzieci!
        • konto_gazeta00 Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 16:00
          A teraz oceniasz jej zachowanie jako ciepłe właśnie i serdeczne?
          Może coś zrozumiała. To możliwe? Jak sądzisz?
          • nick.na.chwile Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 16:06
            konto_gazeta00 napisała:

            > A teraz oceniasz jej zachowanie jako ciepłe właśnie i serdeczne?
            > Może coś zrozumiała. To możliwe? Jak sądzisz?


            Czy zrozumiała? Nie wiem, dla mnie takie toksyczne podejście nadawałoby się na
            terapię, ale teraz to już musztarda po obiedzie. Babcią jest kochająca, mamą
            życzliwą, acz despotyczną (radzę sobie z tym raczej juz teraz). Mówić jej nie
            będę, bo boję się, że dosłownie ją tym zabiję. Poza tym nie potrzebuję czegoś w
            rodzaju zemsty. Ona i tak w koncu skupi się na sobie, bo zawsze wie najlepiej
            (np. gdy mój roczny syn się przestraszył, gdy nagle głośno się zaśmiała, to ona
            się rozpłakała, że nie chciała, że on przez nią płacze, ojejojej i w końcu...
            babcia była najbiedniejsza wink). Ale ile razy ja ryczałam, tego nikt nie policzy.
            • konto_gazeta00 Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 16:18
              Trudne to wszysko. Ale najważniejsze, że wiesz, gdzie tkwi problem. Potrafiłaś
              go trafnie zlokalizować. wink
              Mam podobną ciotkę, ale myślę, że ona sama też się ze sobą męczy. Szkód po
              drodze narobiła jednak niemało.
              • vatum Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 16:38
                Wiesz co? A może powiedz jej kiedyś jak tak zacznie płakać bo nie chcecie by przyjechała do was w niedzielę, że bardzo ją kochasz i też za nią tęsknisz ale plany na ten dzień masz inne i wolałabyś ich nie zmieniać.
                Nie wiem czy mama kiedykolwiek ci mowiła: kocham cię, ale skoro ją kochasz to ty jej to zacznij mówić, może coś jej tąpnie w sercu.
                Sposób na "beksę" jest bardzo męczący i ona dobrze wie, że powoduje ogromne wyrzuty sumienia. Zmieniła taktykę bo już z nia nie mieszkasz smile
                O matko - ach te matki!
        • mmarusia Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 17:23
          nick.na.chwile napisała:

          > Moge to wszysto powiedzieć. Bo ona chyba nadal nie rozumie, jak bardzo
          brakował
          > o
          > mi ciepła. Pewnie dorobiłaby sobie teorie, że coś tam crying. Alebo by ją to
          > wykończyło - tego nie chcę. Trudno.

          Sadzisz ,ze by ja wykonczylo? Nie wiem jaki jest stan zdrowia Twojej matki.To
          zalezy tez od tego JAK to zostaloby powiedziane.
          >
          > Wiecie czego mi jeszcze brakuje? Wspomnnien z dzieciństwa, przytulania, zabaw,
          > siadania na kolanach. Mam to w ilościach szczatkowych crying. Całe ciepło
          dostawała
          > m
          > od babci, bo tam byłam zostawiana non stop ("bo przeciez ona tak babcię
          > lubi..."). Ale to nie to samo. Nie to samo.
          > Bądźmy czułe dla swoich dzieci!

          jakbym to ja pisala....
    • mmarusia Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 17:19
      Mam wrazenie,ze Twoja matka placzem probuje Cie do czegos zmusic lub wywolac
      wyrzuty sumienia.Kiedys,gdy mieszkalas z nia to po prostu kazala i mialo byc
      zrobione.Teraz wie,ze tak byc nie moze.Jest bezsilna,wiec placze.
      Pielegnuj przede wszystkim swoja rodzine,oni Cie potrzebuja,chca abys byla
      zdrowa i szczesliwa.Nie zapominaj o matce,ale nie nabieraj sie na jej placze
      czy lamenty.Przyszla nie zaproszona na imieniny? No to co,prosze
      kawke/herbate ,ciastka ze sklepu i finito.Wydaje mi sie tez,ze Twoja matka
      wykorzystuje kazda okazje,aby sie u Was zjawic.To jednak od Ciebie zalezy jak
      czesto bedziecie ja u siebie goscic,bo to TWOJ dom i TWOJA rodzina.
    • czajkax2 Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 17:30
      A co to wstyd pisać pod swoim nickiem? A może bałaś sie ze gdybys napisała pod
      swoim nickiem to nie miałabyc tylu miłych odpowiedzi? szczególnie jezeli weźmie
      się pod uwagę w jakim chamskim stylu ty potrafisz doradzac innym tongue_outP
      • nick.na.chwile Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 18:16
        A Ty w temacie chciałaś się wypowiedzieć?
        Nie oczekuję miłych wypowiedzi, oczekuję jakiegoś zrozumienia i rady - potrafię
        się bronić.
        Nie piszę pod stałym nickiem, bo sama przed sobą ten problem ukrywam czasami, a
        co dopiero przed innymi. Czasem tak tu dziewczyny robią.
        Daruj sobie osobiste podjazdy - to nie Twój wątek.
        • nick.na.chwile Wyjaśniam zmianę nicku 09.03.06, 18:19
          Nie chcę pisac pod swoim nickiem bo kilka osób stąd znam w realu. Również z
          mojej rodziny ktoś tu zagląda. Stąd głównie ta zapobiegliwa anonimowość. To nie
          tylko wątek o mnie, ale i o mojej mamie. Głownie o o mi chodzi. Mam nadzieję, ze
          dziewczyny to rozumieją.
          • mmarusia Re: Wyjaśniam zmianę nicku 09.03.06, 18:38
            dla mnie nie ma znaczenia pod jakim nickiem piszesz...
        • czajkax2 Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 18:42
          Ale ja nie robię osobistych podjazdó. Byłam tylko ciekawa co kryje się za
          zmianą nicka? Wyjaśniłas. Zrozumiałam. KOniec tematu. A w temacie nie czuję sie
          kompetentna zeby ci radzic. Zresztą obawiam sie ze jakąkolwiek radę nie
          napisze,to ty i tak potraktujesz to jako atak na siebie. Wiem, ze mnie nie
          lubisz i moich rad nie potraktujesz jako obiektywnychsmile
          • nick.na.chwile Re: Ja i moja mama... smutne 09.03.06, 18:52
            Czajkax2 napisała:

            > Ale ja nie robię osobistych podjazdó. Byłam tylko ciekawa co kryje się za
            > zmianą nicka? Wyjaśniłas. Zrozumiałam. KOniec tematu.


            ok, dzięki


            A w temacie nie czuję się
            > kompetentna zeby ci radzic. Zresztą obawiam sie ze jakąkolwiek radę nie
            > napisze,to ty i tak potraktujesz to jako atak na siebie. Wiem, ze mnie nie
            > lubisz i moich rad nie potraktujesz jako obiektywnychsmile


            Tu się mylisz. Każda rada jest dla mnie cenna i do przemyślenia. Bardzo bym
            chciała zmienić opisywany stan rzeczy, a czasu nie cofnę, brrr... nawet bym nie
            ryzykowała.

            pozdr
    • aleksandrynka posłuchaj... 10.03.06, 11:27
      trochę myślałam, co Ci napisać, a coś chciałam smile
      Posłuchaj, ja rozumiem, ze to Twoja mama, na pewno chciałabyś, żeby Wasze
      stosunki wyglądały inaczej. Ale to jest tak, że ona w równie dużym jak nie w
      większym stopniu jest odpowiedzialna za Wasze układy. Nie dała Ci ciepła,
      poczucia bezpieczeństwa, pewnej błogości, której można zaznać jedynie w
      ramionach czułej matki. Nie była dla Ciebie oparciem. Tak to widzę, pewnie też
      tak to czujesz. Teraz jesteś dorosłą kobietą, ale to dziecko łaknące bliskości
      nadal w Tobie siedzi. Nie da się tego przekreślić ani o tym zapomnieć. Jeśli
      Twoja mama tego nie rozumie to trudno, ale na pewno nie jesteś odpowiedzialna
      za to, jak ona sie teraz czuje i jak wygladają Wasze relacje, Twój stosunek do
      niej. Podobnie jej układy z innymi ludźmi - piszesz, że nie ma nikogo
      bliskiego, żadnych koleżanek - pracowała na to całe życie i oto efekty. Żal Ci
      jej, ale nic na to nie poradzisz. Postępowała tak, jak umiała, jak uznała za
      słuszne i teraz zbiera tego plony. Trudno oczekiwać, zeby cały świat wyciagał
      do niej ręce, skoro sama nic podobnego nikomu nie ofiarowała. Ona teraz nie ma
      kontroli nad Toba i Twoim zyciem, pewnie to dla niej bolesne, może czuje się
      odrzucona. Jednak, tak, jak piszę - to nie Twoja wina, tylko jej. Zauważ, ze
      tak, jak kiedyś, tak i teraz nie liczy się z Toba i Twoimi uczuciami - ona i
      jej łzy są dla niej najwazniejsze. Ona nie chce uczestniczyć w Twoim zyciu ze
      względu na Ciebie, ale na siebie - jest samotna i liczy na to, ze wypełnisz
      pustkę w jej zyciu, bo "jej się nalezy". Niestety, nie nalezy się, takie jest
      moje odczucie.
      Opowiem Ci taką histtorię:
      Mama mojej mamy owdowiała 14 lat temu. Ja mam 26 lat. Kiedy się urodziłam mama
      nie mogła liczyć na pomoc babci, ta czasami się mną zajmowała, ale była to
      łaska. Mamy rodzice nie akceptowali mojego taty, był dla nich nikim, młodszy,
      biedny, zero. Najgorsza z możliwych partii dla ich jedynaczki. Moi rodzice
      musieli sobie ze wszystkim sami radzić, nie mieli wsparcia. Jak pisałam,
      czasami się mną babcia zajęła, ale taki obrazek pozwoli przybliżyć jej stosunek
      do tego: mamy nie było, wyjechała służbowo, mój tata spóźnił się do domu kilka
      chwil. Co zastał - ja w łóżeczku, nieprzewinięta, z kupą w majtach, babcia już
      w progu, w płaszczu z pretensjami, że on się spóźnia a ona przecież musi
      teściowi jeszcze obiad przyszykować. Taka to była kochająca, pomocna babcia i
      matka. Dziadek umarł i babcia została sama. Mieszka w tym samym mieście co my,
      miała jakies koleżanki ale... Ta przychodzi tylko żeby jej kawę wypić, tamta
      obżerała się wafelkami, ta głupia, i tak ciagle. Koleżanek co raz mniej. Jej
      wizyty u nas w domu były i są męczące. A te chłopy wredne, baby głupie,
      piskliwy ton, jad sączący się na świat z każdego słowa. Moja mama ciężko to
      znosiła. Z jednej strony - przecież to jej matka, samotna stara kobieta. Z
      drugiej strony - każda wizyta to ból głowy mojej mamy i wyrzuty sumienia,
      złość... Mama ograniczyła z nią kontakty, spotykamy się ok 3 razy w roku.
      Babcia jest, jaka jest, ale to nie znaczy, że mama musi się godzić na
      wysłuchiwanie non stop tych samych bzdur, pretensji do świata, ględzenia, że
      całe zło to żydzi i tym podobne... Babcia nie była w stanie zrozumieć, że
      spotykamy się, żeby ze sobą pobyć, żeby było miło. Najważniejsze jest to, co
      ona ma na dany temat do powiedzenia, a my jesteśmy głupi i gazet nie czytamy.
      Banki ją okradają, unia europejska to podstęp i zamach na suwerenność kraju,
      możnaby tak długo jej rewelacje i nowoodkryte posłannictwo uświadamiania
      rodziny omawiać. No i oczywiście twierdzi, ze się mną tyyyyle zajmowała, że
      mnie wychowywała... Już jej z błędu nawet nie wyprowadzamy, bo i po co, niech
      ma... Trudne to wszystko, ale konkluzja taka - moja mama wybrała spokój. Ma
      czasem wyrzuty bo nie jest z kamienia, ale nie pozwala już na robienie z siebie
      wora na cały jad babci, nie pozwala już rozwalać świąt przez kolejne uwagi o
      wszechobecnym, niszczącym polaków żydostwie. Ucina takie gadki, były awantury,
      obrażanie się, ale nie ma zmiłuj. Mama i my wszyscy nie pozwalamy sobie
      odebrać spokoju podczas wigilijnej kolacji tylko dlatego, ze babcia, żyjąca w
      swoim klaustrofobcznm, samotnym świecie nie ma komu się wygadać. Gdyby była
      inna z pewnością wyglądałoby to inaczej. Jest mimo wszystko ciepłą osobą,
      jednak jej sposób bycia i atmosfera, jaka wywołuje są nie do strawienia.
      Dlatego siedzi sama i tylko czasem dzwonimy żeby się dowiedzieć, czy wszystko
      ok i czy jakoś sobie radzi. Jest bardzo samotna, potrafi godzinami opowiadać,
      jakie zakupy robiła na bazarze itp, jednak nie jest w stanie zauważyć, że jej
      zachowanie i postawa: mam-coś-do-powiedzenia-i-to-jedynie-słuszne-poglądy
      skutecznie nas od niej odsunęły.
      To taki przykład z własnego podwórka.
      Ty nie jesteś odpowiedzialna za samotność i samopoczucie mamy, ona sama robiła
      i robi sobie krzywdę. Nie dawaj się wkręcić w poczucie winy, nie pozwalaj sobą
      manipulować. Ma argumenty na wszystko? Niech sobie ma, ale dla siebie. Nie masz
      obowiązku się z nią zgadzać, co więcej, możesz to otwarcie mówić i oczekiwać
      szacunku. Możesz spróbować opowiedzieć jej o swoich uczuciach, może napisać
      list, ale po tym, jak mamę opisujesz nie wydaje mi się, zeby przyniosło to
      jakiś skutek. A może? W każdym razie, jeśli to zrobisz przynajmniej Ty sama
      poczujesz się lepiej, luźniejsza, spokojniejsza.
      Pozdrawiam serdecznie
      • kasik751 Re: posłuchaj... 10.03.06, 18:36
        Swietnie to ujelas aleksandrynka. Masz 100% racji.
        Pozdrawiam.
    • clk Re: Ja i moja mama... smutne 10.03.06, 21:48
      ja z moja matka od 1,5 roku nie mam ZADNEGO kontaktu.
      Od malego moja matka byla moim wrogiem - nie akceptowala mnie, moich znajomych,
      tego co robilam, co chcialam robic. Na zewnatrz - wszystko ok, w domu isnty horror.
      W kazdym razie, nie bede sie tutaj rozpisywac - kiedy postanowilam,ze
      wyprowadzam sie z domu - matka powiedziala,ze nie chce mnie znac. bo nie mam
      takiego faceta, co ona chce, bo nie takie zycie i tak dalej.

      cale zycie mialam nakazy, zakazy... matka sie o mnie "niby bala". Od 1,5 roku
      nie odzezwala sie do mnie. Coz to za matka, ktora tak mnie kochala? I niszczyla.

      Z rozmow z siostra i czasem z ojcem, wiem, ze splynelo to po niej, ale teraz to
      co ja mialam ,przerzucila na moja siostre. Ze ona biedna, niekochana, corka ja
      opuscila, ze co ona takiego zrobila... ze bila? coz, ksiadz w kosciele nie
      bronil. Ze nie pozwalala na nic? Od tego sa rodzice.

      Wiem, ze nigdy dla niej nie bedzie miejsca w moim zyciu.

      Tyle.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka