Dodaj do ulubionych

Święte krowy czy......

12.05.06, 12:53
Zaraz posypią się na mnie gromy, że nie lubię dzieci, że jestem złośliwa itp.
Złośliwa pewnie jestem, dzieci raczej lubię, ale.......
Scena I - Na poczcie-
Kolejka nieduża 2-3 osoby, wśród nich mama z 3-4 letnim dzieckiem, które z
uporem wciska wszystkie klawisze i wyciąga numerki. Zabawa przednia, mama
zachwycona, kolejni klienci nie wiedzą, czy przed nimi jest tylko kilka czy
może kilkanaście osób.

Scena II - Przy bankomacie -
Mama usiłuje nauczyć może 2 letnie dziecko posługiwania się bankomatem.
Namawia, żeby wciskało cyferki ( kto bardziej spostrzegawczy- zna już numer
karty bankomatowej mamy). Dziecko robi to niezdarnie- nie zna cyfr - i po
chwili pod bankomatem stoi już z 10 osób. Nie ostudza to zapędów
dydaktycznych mamy, która kontynuuje naukę.

Scena III - U lekarza -
Wprzychodni X jest ten dobry zwyczaj, że wydaje sie numerki, tak, że kolejka
jest stosunkowo mała. Mama nie przyszła z dzieckiem na godzinę 8.00, bo
spało. Wpada za to o 10.00 i bez pytania szturmuje drzwi gabinetu. Ktoś przez
nią traci czas na oczekiwanie do lekarza. Być może sam czuje się bardzo źle,
być może zostawił w domu chore dziecko.

Scena IV - W autobusie -
Podróż długa więc maluch się nudzi. Chce wyglądać przez okno. Mama stawia go
w butach na siedzeniu. Być może przed chwilą wdepnęło w psią kupę i buty są
brudne. Nieważne, że za chwilę usiądzie ktoś w czystej sukience czy
płaszczu...

Scena V - W piekarni -
Dziecko 3-4 letnie chce natychmiast bułkę. Więc bierze ją z półki przy okazji
obśliniając i obmacując 10 innych. Mama jest szczęśliwa. Dzielne dziecko
wybrało najładniejszą....

Scena VI - W hipermarkecie -
Dziecko w wieku 2-3-4 lat siedzi( a właściwie stoi) w wózku na zakupy. W
butach. W tym samym wózku za chwilkę ktoś położy zakupy. I być może będą to
produkty żywnościowe.

Scena VII - Na ulicy -
Mama spotkała drugą mamę, równie jak ona znudzoną zajmowaniem się dzieckiem,
rozpoczynają pogawędkę. Dzieci 3-4 lata bawią się piłką. Piłka turla się na
jezdnię. Dzieci biegną za piłka tuż pod nadjeżdżający samochód. Ten hamuje
pół metra przed dziećmi. Obie mamy o mało nie zlinczują kierowcy.....
Jest jeszcze kilka innych scen : W restauracji, W pociągu, U fryzjera ( do
którego przychodzą ludzie , aby się zrelaksować i uczesać a niekoniecznie
słuchać wrzasku nudzących się dzieci, a nawet....Na wywiadówce ( mama
przyszła na zebranie klasowe z roczną córeczką, która skutecznie zagłuszała
mówiącą nauczycielkę).

Szanowne Mamy, to, że macie dzieci, nie oznacza, że wszyscy dookoła muszą
akceptować ich uciążliwe zachowania. Często skarżycie się na brak tolerancji,
próby zamknięcia matek w domach. Zastanówcie się jednak, czy same nie
reagując na niewłaściwe zachowanie swoich pociech lub same zachowując się w
sposób uciążliwy dla otoczenia nie prowokujecie innych ludzi.
Nie każdy musi kochać cudze dzieci, cudze psy, cudze radia, cudze imprezy.
Obserwuj wątek
    • madziaaaa Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 12:57
      popieram, staram się, by moja Ola w miejscach publicznych zachowywała się tak,
      by nie utrudniać życia innym.
      • ja275 przesadzasz .,,,,,,,,,,,,,, 12.05.06, 15:48

    • dorianne.gray Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 12:59
      Jasne, że lubisz dzieci, po prostu nie lubisz nieodpowiedzialnych i bezmyślnych
      babek, ja też smile
      • zuzia_i_werka Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:15
        Trudno się z Tobą nie zgodzić-rodzice są od tego by wpajac normy zachowań
        społecznych i tylesmile Moją trzylatkę tez kręci aparat z numerkami na poczcie
        ale bierze tylko jeden dla nas i tyle.Ew może sie pobawić porzuconymi przez
        klientówsmile To nie wina dzieci jak napisała poprzedniczka tylko matek
        wychowujacych takie małe potworki.
    • babsee Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:14
      RIGHT!mnie szlag trafia jak widze,jak matka stawia dziecko na siedzeniach w
      autobusie!
    • mamipatryka Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:16
      Święta racja... Tez mam dziecko i wkurzają mnie takie zachowania mamuś. Nie
      powiem, że nie stawiałam mojego brzdąca na siedzeniu żeby powyglądał przez okno,
      ale poźniej brałam husteczkę i wycierałam; troszkę przyzwoitego zachowania
      zdrowiu nie szkodzi hehe.
      Pozdrawiam
      • zonka77 raczej głupie mamusie 12.05.06, 13:22
        też mnie wszystkie zachowania opisane przez Ciebie wkurzają i są niezrozumiałe
        pozdrawiam
        mama pięciolatki (uczonej cywilizowanego zachowania się w miejscach publicznych)
        • marghe_72 Re: raczej głupie mamusie 12.05.06, 14:21
          zonka77 napisała:

          > też mnie wszystkie zachowania opisane przez Ciebie wkurzają i są niezrozumiałe
          > pozdrawiam
          > mama pięciolatki (uczonej cywilizowanego zachowania się w miejscach
          publicznych
          > )


          mogę sie po prostu podpisać?
    • mama_adasia może nieodpowiedzialne matki 12.05.06, 13:22
      to z bankomatem jest dobre wink)
      a tak poważnie to trafiłaś na nieodpowiedzialne mamusie.
      ja bym to olała wazne że ja tak nie robie

      "Nie każdy musi kochać cudze dzieci, cudze psy, cudze radia, cudze imprezy"-kto
      ci każe kobieto?
      zawsze się znajdzie ktoś kto cie wkurza niekoniecznie mama z dzieckiem.
    • anetina Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:28

      zgadzam się z tobą
      też nie lubię zachowania, gdzie dziecko jest najważniejsze

      u nas nie ma żadnych numerków, więc Mały nigdy nie bierze
      na siedzeniach nie staje, bo wie, że nie można

      jedno co mogę napisać, to zdarza nam się scena VI w hipermarkecie
      zdarza się, że Mały chcąc wejść lub wyjść z wózka stanie w nim
      ale staramy się rzadko bywać z dzieckiem w markecie
      • aborka Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 14:40
        nam sie taz zdaza stanąc w wózku. Ale mój synek ma jedne czyste buty wyjściowe i zwykle jest do sklepu noszony na rekach. (reszta butów nie nadaje sie do ludzi a nosimy bo ucieka i tak jest szybciej)
    • monia145 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:30
      Interesuje mnie jedno- czy Ty sama byłaś świadkiem tych sytuacji i jeśli tak to
      czy w której kolwiek z nich zwróciłaś " przestępczyni " uwagę, ze źle postępuje
      nie liczac się z dobrem innych ludzi? Pisanie na forum niczego nie zmieni,
      jeśli ludzie nie bądą reagować natychmiast.
    • twinmama76 o przepraszam 12.05.06, 13:31
      agawamala napisała:
      > Nie każdy musi kochać cudze dzieci, cudze psy, cudze radia, cudze imprezy.

      Cudze psy musi kochac każdy. A juz szczególnie dzieci muszą kocha cudze pieski,
      które tak rozkosznie je obskakują (ciekawe, w co taki piesek przedtem wdepnął?).
      Wczoraj mój 2,5-letni synek dostał ataku histerii, gdy skoczył na niego pipulek
      jednej paniusi. Rzecz miała miejsce na placu zabaw, a paniusia była oburzona,
      że każę jej zapiąć psa na smycz uncertain
      A co do podanych przez ciebie przykładów - mamusie faktycznie troche przegięły
      • gemmavera Re: o przepraszam 12.05.06, 13:37
        twinmama76 napisała:

        > Wczoraj mój 2,5-letni synek dostał ataku histerii, gdy skoczył na niego
        pipulek
        > jednej paniusi. Rzecz miała miejsce na placu zabaw, a paniusia była
        oburzona,
        > że każę jej zapiąć psa na smycz uncertain

        Twinmamo, no bo po co tego pieska zapinać na smycz - przecież on nie gryzie, no
        i bardzo lubi dzieci... wink)
        • twinmama76 Re: o przepraszam 12.05.06, 13:53
          gemmavera napisała:
          > Twinmamo, no bo po co tego pieska zapinać na smycz - przecież on nie gryzie,
          no
          >
          > i bardzo lubi dzieci... wink)

          Dla dobra pieska oczywiście. Szymonek w czasie ataku histerii gryzie jak rasowy
          amstaff wink)))
          • gorgolka Re: o przepraszam 12.05.06, 16:23
            Dobre hehe
            zapodam ten tekst takiej jednej paniusi, która też twierdzi że jej piesek tylko
            chce się bawić....
            Ale moje dziecko nie chce się z pieseczkiem bawić, i to już do paniusi nie
            dociera
      • wesolek11 Re: Dokładnie, twinmama! 12.05.06, 13:56
      • agawamala Re: o przepraszam 12.05.06, 14:05
        Też nie lubię cudzych psów, i też irytuje mnie jak pies rzuca się na mnie czy
        na kogokolwiek, a już do szału doprowadzają ludzie wyprowadzający zwierzęta 5
        metrów od klatki schodowej ( wprost na środek chodnika).
        • moofka Re: o przepraszam 12.05.06, 14:09

          naszym bloku sąsiad ma sposob na wyprowadzanie psiska
          ogromny o smetnym wyglądzie przygarbiony brudny sterany zyciem wilczur
          siersc zamierzwiona wzrok w ziemie bity
          zaklada mu kaganiec (ze niby w mysl przepisow smile
          i tak sie to szwęda biedactwo od rana do nocy po placach zabaw
          wzruszyło mnie dzisiaj rano moje dziecko jak ładowalismy sie do samochodu pod
          blokiem
          mamusiu, popatrz jaki piesek, pięęęęęekny tongue_out
    • gemmavera Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:35
      No więc zasadniczo masz rację. Oczywiście to wina matek, nie dzieci.
      Ale (musiało być ale wink):
      Trochę przesadziłaś ze scenką VI. Wózki w hipermarketach stoją na dworze,
      nieraz w deszczu i spalinach. Nie mają więc prawa być czyste, więc wg mnie buty
      dziecka im nie zaszkodzą. A nikt w markecie nie kładzie do koszyka jedzenia bez
      opakowania - np. chleb czy bułki są w woreczkach.
      Inna sprawa, że wożenie dziecka w ten sposób jest teoretycznie zabronione
      (teoretycznie - bo nikt na to nie zwraca uwagi).

      A jeszcze co do fryzjera: qrcze, rozumiem, że Cię denerwują wrzaski znudzonych
      dzieci, mnie też denerwują. Ale są sytuacje, kiedy nie ma innej rady, niż
      zabrać dziecko ze sobą. No, ewentualnie można jeszcze zrezygnować z fryzury. wink
      Ale poważnie: mam dwójkę dzieci, mąż pracuje także w soboty i niedziele:
      często, żeby cokolwiek załatwić, zabieram dzieci ze sobą - nie ma innej rady.
      Nie traktuję tego jak normy, ale czasem się zdarzy. Ot, ostatnio wstąpiłam do
      kosmetyczki na króciuteńki zabieg (5 minut) - z dziećmi. Gdybyś Ty tam była,
      pewnie byś uznała, że jestem beznadziejna. Tymczasem to był jeden jedyny raz,
      kiedy nie miałam wyjścia i musiałam ciągnąć dzieci ze sobą.

      Co do reszty, zgadzam się z Tobą. Dzieci często traktowane są jak święte krowy.
      Do dziś pamiętam awanturę, jaką nam zrobiła pewna pani w McDonald's, kiedy
      grzecznie (naprawdę grzecznie) poprosiłam jej syna, żeby nie biegał w butach
      (brudne trapery) po zjeżdżalni, bo potem moja córka wszystko wycierała swoimi
      spodniami. W odpowiedzi pani nakrzyczała na mnie, po prostu mnie zbluzgała, co
      mnie wprawiło w szczere oslupienie.
      Usłyszałam m.in., że się nie znam na wychowywaniu dzieci i mam poczekać, aż
      moje dorośnie, to zobaczę. wink)
      No cóż, teraz moje ma już tyle, ile miał ten chłopaczek, a jednak nie włazi w
      butach tam, gdzie się włazić nie powinno...

      Ale tu w sumie nie chodzi o dzieci i zaślepione matki. Bo to nie tylko matki są
      takie. Wystarczyłoby po prostu myśleć o innych ludziach - i tyle. Proste,
      prawda? wink
      Pozdrawiam smile
      gemma
    • kawka74 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:46
      Dzieci niczemu nie są winne, to wszystko przez te okropne matki wink)
      Ludzie traktują jak święte krowy swoje dzieci, psy, koty (no, koty to ja
      rozumiem, bo to święte zwierzęta wink) ) , a swoje potrzeby uważają za prymarne.
      A wystarczy pomyśleć.
    • volta2 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:46
      Ojejku, jejku...
      No zbrodnie agawo tu powymieniałaś, po prostu więzienie i tyle, kurator, sąd i
      policja!
      Ja w wielu tu przypadkach się nie zgodzę, sugerujesz, że mam dziecka nie zabrać
      do fryzjera, że jemu nie należy się obcięcie włosów, że w przychodni to nie ma
      prawa być chore dziecko? (nagle, gdy nie ma czasu na czekanie?)
      Dramatyzujesz, a mnie to wkurza, tym bardziej, że mieszkamy na tym samym osiedlu
      (sądząc z twojej obecności na pewnym lokalnym forum, jeśli się mylę, to
      przepraszam) i to pewnie częściowo ja jestem obiektem Twojego wkurzenia.
      Może kiedyś zwrócisz mi uwagę, tak wprost? To sobie porozmawiamy, podam swoje
      argumenty.
      • moofka Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:51
        smile

        volta, a Ty dlaczego w domu nie zamykasz swoich potworów
        tylko sie z nimi po marketach rozbijasz
        dorosną do liceum, to pojdziesz do fryzjera i do banku po nuemrek
        • volta2 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 14:12
          Tak naprawdę, to większość tych zarzutów nie jest do mnie, ja tam mam opiekunkę
          i jak fryz mi potrzebny, to sama się wybieram, i to samo z marketami, jadę albo
          do tesco po nocy, albo też zostają z opiekunką. Ale to, co agawa wymienia to
          nie jest zbrodnia, a jak już przyznała, że dzieci w wieku licealnym, to już
          wszystko jasne. Tolerancja pewnych zachowań zmienia się wraz ze zmianą sytuacji.
          Pamiętam jak mi się na autobus spieszyło, a tu dwie takie z wózkami
          zatarasowały cały chodniksmile i przejść nie można było!
          Co im się w myślach ode mnie dostało!
      • agawamala Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:57
        Jak Twoje dziecko narozrabia - zwrócę uwagę.
        Przeczytaj jednak ze zrozumieniem: nie mam pretensji, gdy dziecku fryzjer
        podcina włosy - mam- gdy mama farbuje swoje, a dziecko po godzinie dostaje
        szału, lata, wrzeszczy i terroryzuje cały salon.
        Do przychodni , z założenia przychodzą ludzie chorzy, którzy też mogą nie móc
        czekać. Zmuszanie innych do czekania tylko dlatego, że ma się dziecko, które, w
        tym przypadku spało, jest dalece nie w porządku. Po coś wydaje się numerki.
        W zasadzie nie chodzę do przychodni. Byłam całkiem przypadkowo i nie w swojej
        sprawie, gdy widziałam to zajście.
      • ara11 Re: Święte krowy czy...... 14.05.06, 13:26
        nie ma czasu na czekanie????!!! Ja też mogę nie mieć czasu na czekanie, święta
        krowo!
    • agawamala Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:49
      Hej, Dziewczyny, cieszę się, że nie jestem osamotnina w swoich poglądach.
      Myslałam, że zostanę zdrowo ochrzaniona.
      Odpowiem hurtem: widziałam te wszystkie sytuacje. Zwracałam NAPRAWDĘ GRZECZNIE
      uwagę, i zostawałam sprowadzana do parteru. Wszystkie mamy orzekły, żejestem
      starą zołzą, która nie ma dzieci.
      Pewnie jestem sporo starsza od większości mam maluchów. Moje dzieci są wieku
      licealny, więc nie jestem jeszcze takim straszliwym dinozaurem.
      Pozdrawiam.
    • moofka Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 13:53
      i jeszcze jak zawsze w takich dyskusjach brakuje mi yu grzmiącego nika na m
      ktore wszedzuie wokół siebie ma nieznosne bachory

      dlaczego ja ich nie spotykam tych matek wariatek i ich powtornych
      dzieciaczków? tongue_out
      • agawamala Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 14:03
        Bo po prostu starsza się tego nie widzieć. Widzisz natomiast np. szalejące psy
        ( a tych nie dostrzegają właściciele zakochani w Pikusiach czy Łatkach),
        słyszysz jak nastolaty wrzeszcza albo puszczają głośną muzykę ( nie słyszą
        tego, albo nie chcą słyszeć niektórzy rodzice nastolatów).
      • athenka Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 14:07
        Mam 7 miesięcznie dziecko. Nie pracuję, zwykle 2-3 razy w tyg przychodziła
        opiekunka do dziecka, zebym mogła wyjść gdzieś, odpocząć. Lecz ostatnio jest to
        niemożliwe, gdyż córka płacze histerycznie nawet gdy wychodze z pokoju.
        Wczesniej tak nie było, a teraz nie moge normalnie funkcjonować. Z opiekunką,
        która zna też nie chce zostać, raz musiała do mnie zdzwonić, abym przyszła, bo
        tak płakała. Wiec ostatnio miałam coś do załatwienia na mieście, więc zabrałam
        ją ze sobą. Wszystko było ok do czasu kiedy przyszła godzina karmienia. I ja
        też byłam głodna, wiec wstąpiłyśmy to restauracji. Usiadłyśmy na zewnątrz i
        mała zaczęła się drzec, nie chciała jesc (miałam ze sobą sloiczek) i mi też nie
        dała zjeść. Widziałam miny innym, więc sie ulotniłam...Wiecie może kiedy sie to
        skonczy?
        • monia145 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 15:43
          Ale co sie skonczy: krzyk Twojego dziecka kiedy nie chce jeść czy miny gości w
          restauracji,kiedy te wrzaski słyszą?
      • struty_byk Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 14:08
        Oooo,czyżby pani michiko nika zmieniła?
      • marghe_72 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 14:27
        moofka napisała:

        > i jeszcze jak zawsze w takich dyskusjach brakuje mi yu grzmiącego nika na m
        > ktore wszedzuie wokół siebie ma nieznosne bachory
        >
        > dlaczego ja ich nie spotykam tych matek wariatek i ich powtornych
        > dzieciaczków? tongue_out


        oj są
        duuużo ich
        niestety
      • zonka77 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 14:45
        No cóż, ja mieszkam w Krakowie. Spotykam sporo takich mam i dzieci. Często z
        mężem się zastanawiamy czy tym mamusiom (czasem tatusiom, choć rzadziej) się
        wydaje że ich dzieci to pępki świata sad
      • chloe30 Michiko 12.05.06, 15:06
        Wołają Cię tongue_outPP

        moofka napisała:

        > i jeszcze jak zawsze w takich dyskusjach brakuje mi yu grzmiącego nika na m
        > ktore wszedzuie wokół siebie ma nieznosne bachory
        >
        > dlaczego ja ich nie spotykam tych matek wariatek i ich powtornych
        > dzieciaczków? tongue_out
    • iljana Re: Święta racja! 12.05.06, 14:08
      Przykłady z życia wzięte. To wina matek a nie dzieci, i nad tym ubolewają też
      inne matki - np ja.
      Podam inne przykłady - z palcu zabaw. Dziecko sypie piachem na głowe innego
      dziecka, kilkakrotnie, z czego 2 w oczy. Matka patrzy z daleka i pokrzykuje,
      nie syp, nie syp, nie syp, nie syp, slyszałes nie syp, no mówię nie syp,
      przestań...
      jak ja bym tak sypnęła na nią, moze by ruszyla 4 litery i sprawę załatwila
      inaczej.
      Lub inny przykład - dziecko blokuje zdjeżdżalnie, stoi kolejka innych dzieci.
      Matka nic sobie z tego nie robi. Jej dzieckoz jedzie kiedy uzna to za
      stosowne.... coż nie zjedzie.. bo juz zostało zepchnięte.

      Gdybym była matka typu jak to nazwalaś "święta krowa" z domu bym nie
      wychodziła, by sobie wstydu nie przyniść..

      • moofka Re: Święta racja! 12.05.06, 14:13
        iljana napisała:

        > Podam inne przykłady - z palcu zabaw. Dziecko sypie piachem na głowe innego
        > dziecka, kilkakrotnie, z czego 2 w oczy. Matka patrzy z daleka i pokrzykuje,
        > nie syp, nie syp, nie syp, nie syp, slyszałes nie syp, no mówię nie syp,
        > przestań...


        co nalezy zrobic w takiej sytuacji? pobic przywiązac izolowac?

        > jak ja bym tak sypnęła na nią, moze by ruszyla 4 litery i sprawę załatwila
        > inaczej.
        > Lub inny przykład - dziecko blokuje zdjeżdżalnie, stoi kolejka innych dzieci.
        > Matka nic sobie z tego nie robi. Jej dzieckoz jedzie kiedy uzna to za
        > stosowne.... coż nie zjedzie.. bo juz zostało zepchnięte.


        no i bardzo dobrze
        jestem przeciwna temu, zeby mamuski ustalały zasady zabawy miedzy dziecmi i
        wtracaly sie we wszystko
        dopoki dzieicom nie dzieje sie krzywda naprawde nic nikomu nie bedzie jak sie
        troche piachem dwulatki posypią
        • purple_haze Re: Święta racja! 12.05.06, 14:29
          moofka napisała:

          > iljana napisała:
          >
          > > Podam inne przykłady - z palcu zabaw. Dziecko sypie piachem na głowe inne
          > go
          > > dziecka, kilkakrotnie, z czego 2 w oczy. Matka patrzy z daleka i pokrzyku
          > je,
          > > nie syp, nie syp, nie syp, nie syp, slyszałes nie syp, no mówię nie syp,
          > > przestań...

          no sorry, moofka, ale w tym wypadku to chyba trzeba ruszyć dupsko i zabrać
          swoją słodką dziecinę z piaskownicy. pokrzykiwanie z daleka, jak widać, nie
          poskutkowało...
          mam takie dziwne przeczucie, że gdyby role się odwróciły, to rzeczona mama w
          pół sekundy byłaby w tej piaskownicy i stanowczo, głośno oraz niewybrednie
          interweniowałaby w temacie sypania jej aniołkowi piachem do oczy
          • moofka Re: Święta racja! 12.05.06, 14:53

            to moze ja na jakims dziwnym osiedlu mieszkam, ze w opisanej scenie nie widze
            nic straszneo?
            jak czasem ktores sypnie to nikt z tego dramatu nie robi i ocenia jego
            wychowania
            zakladam ze mowimy o dzieciach w wieku żlobkowym
            pieciolatek sypiacy piachem zapewne robi to zlosliwie
            dwulatek niekoniecznie
            • lila1974 Re: Święta racja! 12.05.06, 15:00
              Moofko, ja to już wogóle mieszkam w jakimś dziwnym mieście - zauważyłąm
              przegięcie w drugą stronę - mamy wiszą nad dziećmi jak sępy, ledwie dziecię
              drtgnie, a matka już je upomina i strofuje.
            • agawamala Re: Święta racja! 12.05.06, 15:14
              Jeśli dziecka w wieku żłobkowym nie sprowadzi się do parteru, to 5 latek
              wyciągnie łopatkę i potraktuje nim kolegę, no bo niby czemu nie? A 17 - sięgnie
              po kosę. Przesadzam? Może trochę, ale chciałabym zwrócić uwagę na konieczność
              reagowania - w pozornie drobnych sprawach.
              • moofka Re: Święta racja! 12.05.06, 15:17
                w jaki sposób należy dwulatka sprowadzac do parteru?
                • agawamala Re: Święta racja! 12.05.06, 15:28
                  Normalny. Wychowywać, wyznaczyć granice co wolno, czego nie. Gdy np. sypie
                  piaskiem w oczy - zareagować, wyprowadzić z piaskownicy, odejść kilka kroków i
                  stanowczym głosem powiedzieć, dlaczego przez 5 minut będzie poza piaskownicą.
                  Konsekwentnie. Zrozumie.
                • marychna31 Re: Święta racja! 14.05.06, 17:31

                  > w jaki sposób należy dwulatka sprowadzac do parteru?
                  Jak to jak??
                  Powalasz na ziemię ciosem karate a potem zakuwasz w kajdanki.
                  Ależ Ty, Moofko aspołeczna jesteś....
            • cocollino1 Re: Święta racja! 12.05.06, 15:31
              no ja wlasnie wczoraj siedzialam z kolezanka przy piaskownicy, nasze dzieci
              czasem sypnely sie piaskiem ( 2 latki) a to na plecy, a to na noge, czasem
              troche na glowe polecialo, zadne nie ryczalo, a my poprostu obesrowalysmysmile Nie
              sprowadzalysmy do parterusmile))). Inne dzieci przychodzily, bawily sie zabawakmi
              naszymi, a moje dziecie i tak caly czas obserowalo pociągi z daleka, albo gnalo
              na gorke. Ja naprawde nie rozumiem tych wiecznych opisywanych tu na forum
              awantur piaskownicowych. Bo ktos zabral foremke bo ktos za dlugo sie hustal
              itp. Do czasu, kiedy krzywda sie nie dzieje, a dzieci nie robia sobie
              zlosliwosci niech sie bawia. Ja sobie nie wyobrazam np. ganiania po placu zabaw
              za dwulatiem ktory zabral na 5 min lopatkesmile)) A bierz chlopie i baw sie, moje
              dziecie NARAZIE problemu nie robi.
              • moofka Re: Święta racja! 12.05.06, 15:36

                dokładnie tak cocolino
                uwazam ze dzieci duzo lepiej same rozwiazą swoje konflikty i wiecej sie naucza
                niz wiecznie strofowane przez akuratne mamuski
                dopoki nikomu nie dzieje sie krzywda nie wtracam sie
                przez slowo krzywda nie rozumiem garstki piasku na glowie smile
                • agawamala Re: Święta racja! 12.05.06, 15:41
                  A jak Twoje dziecko dostanie w głowę łopatką i będziesz musiała skorzystać z
                  pomocy chirurga to też nie zmienisz zdania?
                  • cocollino1 Re: Święta racja! 12.05.06, 15:44
                    ja juz pisalam dwa razy, napisze poraz trzeci
                    jesli nie dzieje sie krzywda, jesli nie ma niebezpieczenstwa zdrowia, niech sie
                    bawia, wspolpracuja na swoj sposob, niech sie ucza
                    jesli jest niebezpieczenstwo zabieram dziecko(zabralabym), jestem przy dziecku
                    poprostu stale w piaskownicy
                  • moofka Re: Święta racja! 12.05.06, 15:53

                    doczytałam ze twoje dzieci sa w wieku licealnym, wiec rozumiem, ze moglo ci sie
                    to i owo zapomniec
                    dziecieca lopatka wyglada tak, ze nawet tygrys michalczewski nie moglby nia
                    krzwdy zrobic na tyle, zeby potrzebna byla interwencja chirurga
                    ale masz racje, gdyby w piaskownicy pojawilby sie dziwnie wygladajacy chlopczyk
                    z mlotkiem albo siekierą wzmogloby to moją czujność smile
                    • cocollino1 Re: Święta racja! 12.05.06, 15:58
                      Nie wiem ile nalezaloby walic lopatka po glowie i z jaka sila, zeby zrobic
                      krzywde. Chyba ze gdzies w oko, ale rozmiem ze to bylby wypadek poprostu.
                      • agawamala Re: Święta racja! 12.05.06, 16:12
                        Hmmmmmmm, chyba w ubiegłym roku mój mąż szył głowę dziecka. Takiego, które
                        dostało łapatką w piaskownicy.
                        • cocollino1 Re: Święta racja! 12.05.06, 16:19
                          Wpółczuje w takim raziesad(
                          Ale mysle, ze nalezaloby to podciągnac albo pod wypadek. /Tak jednym
                          walnieciem, ze tak powiem kolega go zalatwil?
                          • agawamala Re: Święta racja! 12.05.06, 16:22
                            Nie wiem co to było. Mążopowiadał jak do IP wpadła zdenerwowana matka z
                            dzieckeim z rozciętą głową i mówiła, że to od łopatki w piaskownicy.
                    • zuzia_i_werka Re: Święta racja! 12.05.06, 20:16
                      moofka napisała:

                      >
                      > doczytałam ze twoje dzieci sa w wieku licealnym, wiec rozumiem, ze moglo ci
                      sie
                      >
                      > to i owo zapomniec
                      > dziecieca lopatka wyglada tak, ze nawet tygrys michalczewski nie moglby nia
                      > krzwdy zrobic na tyle, zeby potrzebna byla interwencja chirurga
                      > ale masz racje, gdyby w piaskownicy pojawilby sie dziwnie wygladajacy
                      chlopczyk
                      >
                      > z mlotkiem albo siekierą wzmogloby to moją czujność smile
                      Hehe i dobrze że teraz są takie "łagodne" łopatki bo ja od 30 lat noszę piękną
                      bliznę nad okiem po walce na śmierc i życie o łopatkęsmile Była
                      porządna,metalowasmile Warto było zalać sie krwią bo wygrałamsmile
                • cocollino1 Re: Święta racja! 12.05.06, 15:42
                  no dokladnie
                  moze poprostu nam nie zdarzyla sie sytuacja trudna, dlatego tak lekko
                  podchodzimy do tegosmile)
            • zonka77 Re: Święta racja! 12.05.06, 15:32
              Czyli uważasz że dwulatek może bezkarnie sypać po oczach dzieciom a pięciolatek nie?
              Myślisz że to mniej boli i piecze w oczy jak się dostanie piachem od dwulatka
              niz od 5 latka??
            • purple_haze moofko 12.05.06, 23:33
              moofka napisała:

              >
              > to moze ja na jakims dziwnym osiedlu mieszkam, ze w opisanej scenie nie widze
              > nic straszneo?
              > jak czasem ktores sypnie to nikt z tego dramatu nie robi i ocenia jego
              > wychowania
              > zakladam ze mowimy o dzieciach w wieku żlobkowym
              > pieciolatek sypiacy piachem zapewne robi to zlosliwie
              > dwulatek niekoniecznie

              jasne uncertain
              tylko:
              a/ nie jest ważne czy dziecko robi to złośliwie, czy 'z głupoty, wasze
              wielicziestwo'; ważne jest, żeby zareagować i albo wytłumaczyć, że tak nie
              wolno, albo ukrócić złośliwość; a jeśli prośba z dala nie wystarcza, to trzeba
              ruszyć 4 litery i wkroczyć do piaskownicy... ja tak do tej pory robiłam, bo nie
              wiedziałam, że bycie matką niespełna dwulatki zwalnia mnie z tego obowiązku i
              mogę sobie spokojnie grzać ławkę...
              b/ skąd pięciolatek ma wiedzieć, że tak nie wolno, skoro dwulatka tego nie
              nauczysz?
        • zonka77 Re: Święta racja! 12.05.06, 15:29
          tiaaa
          nie wtrącać się. Ok - może zastosuje? Jak moja pięciolatka przywali łopatką
          takiemu dwulatkowi na którego trafiamy w piaskownicy na placu zabaw na który
          chodzimy, za to że jej zasypał piaskiem oczy i rozwalił mozolnie budowany zamek
          to ciekawa jestem czy mamusia tegoż dwulatka nadal będzie za "niewtrącaniem się"
          Jeśli on może wewalić jej łopatkę piasku w twarz to czemu ona nie miałaby walnąc
          go za to po glowie??

          A tak na serio: Nie nie podoba mi się i nie zgadzam się ani żeby moja córka
          sypała piaskiem po głowie/oczach innego dziecka ani żeby inne dziecko sypało
          piaskiem po głowie/oczach mojej córki. I dlatego wtrącam się i będę wtrącać


      • zonka77 Re: Święta racja! 12.05.06, 15:06
        oj na placu zabaw mnie szczególnie wkurzają takie mamy dzieci "jedynych na świecie"
        Ja swojej małej wbijam do główki "nie syp" "nie zajmuj zjeżdżalni" "nie zajmuj
        huśtawki 20 minut bo nie jesteś sama!"
        A potem przychodzi mamusia z dwulatką, dwulatka rozwala wszystkim dzieciom to co
        sobie zbudowały (ku radości mamusi), sypie dzieciakom namiętnie na łebki (no tu
        juz nastąpiło malutkie "kochanie nie syp" ale oczywiście bez posłuchu u dziecka)
        potem dzidzia była huśtana pół godziny na jednej z dwóch ciągle zajętych
        chuśtawek czym mnie Pani wkurzyła totalnie bo wepchała się w kolejkę tuż przed
        moją córką ktora stała i czekała już dość długo i po prosu usadziła swoje
        dziecko odsuwając moje a potem huśtała je bez końca uncertain (bo jak stwierdziła kiedy
        podeszłam pomóc córce - jej dziecko jest małe i lubi się huśtać)
        No bo dwulatek jest ważniejszy niż 5 latek i wszystko mu wolno a cała reszta
        dzieci ma się dostosować sad
        Potem żałowałam że się trochę nie pokłóciłam - ustąpiłam nie chcąc robić sceny
        przy dzieciach ale uważam że zachowanie tej pani bylo hamskie (chodzi mi o
        wepchanie się w kolejkę a potem chuśtanie bez końca)
        • moofka Re: Święta racja! 12.05.06, 15:09
          zonka77 napisała:

          > Potem żałowałam że się trochę nie pokłóciłam - ustąpiłam nie chcąc robić sceny
          > przy dzieciach ale uważam że zachowanie tej pani bylo hamskie (chodzi mi o
          > wepchanie się w kolejkę a potem chuśtanie bez końca)

          no i tak sie rodza frustracje i grzmiące posty na forum
          a nie mozna bylo zwyczajnie powiedziec, ze teraz wy checie sie hustac?
          • lila1974 Re: Święta racja! 12.05.06, 15:15
            W tym miejscu musze pochwalić pewnego chłopca. Nie przeczyta, ale co tam.

            Byłam z dziewczynkami na placu zabaw i Koniczynka ustawiła się przy huśtawce
            czekając aż będzie wolna. Bujał się na niej chłopiec chyba 10 letni. Bujał się
            dosyć długo, a z chwilą, gdy zszedł Koniczyna nie zdążyła nawet mrugnąć, a na
            huśtawkę próbował wejść inny chłopiec (również 10 latek). Wtedy ten, który
            zszedł, zagrodził mu drogę i grzecznie powiedział.
            - Poczekaj na swoją kolej. Ta dziewczynka była tu pierwsza. - i pomógł
            Konstancji usadowić się na huśtawce.
            Najfajniejsze było to, że ten drugi chłopiec zrozumiał, ustąpił i przeprosił.
            Kiedy podeszłam, by rozbujać Koniczynę, podziękowałam obu.
          • zonka77 Re: Święta racja! 12.05.06, 15:36
            powiedziałyśmy! Najpierw miło, potem troszkę bardziej stanowczo. Pani wzniosła
            oczy w górę i powiedziała że będzie chuśtać dzieko ile ono będzie chciało bo
            jest małe (około 2 latek) a moja córka (5 lat) jest juz duża i może sobie iść na
            zjeżdżalnię.
            I tutaj się nie wykłócałam tylko stałyśmy i czekały. Długo. Córce wytłumaczyłam
            że nie każdy potrafi się dzielić, że dorośli też bywają niegrzeczni i że to nie
            jest dobry przykład do naśladowania.
            • zonka77 Re: Święta racja! 12.05.06, 15:36
              to do moofki
      • mama_kotula Re: Święta racja! 14.05.06, 03:14
        iljana napisała:

        > Lub inny przykład - dziecko blokuje zdjeżdżalnie, stoi kolejka innych dzieci.
        > Matka nic sobie z tego nie robi. Jej dzieckoz jedzie kiedy uzna to za
        > stosowne.... coż nie zjedzie.. bo juz zostało zepchnięte.

        Zależy, co rozumiesz pod pojęciem "matka nic sobie z tego nie robi".
        Mój syn dość długo miał nieuzasadniony lęk przed zjeżdżalnią, siadając na niej,
        nie zjeżdżał od razu, tylko po kilkunastu, czasem kilkudziesięciu sekundach.
        Rozumiem, że dla dzieci stojących za nim w kolejce, to wieczność smile)
        Stałam obok, jak za bardzo zwlekał, zdejmowałam go ze spokojem ze zjeżdżalni,
        mówiąc "widzę, że trochę się boisz, dlatego teraz poczekaj, popatrz, jak
        zjeżdżają inne dzieci". Ale nie zawsze, częściej czekałam, aż przełamie strach i
        się zdecyduje. Z czasem dzieci się przyzwyczaiły do tego, że Szymon dłużej
        siedzi na górze, nie popychały go, co więcej, zachęcały "nie bój się, zjeżdżaj,
        to nic strasznego".
        Fakt, blokował kolejkę. Miałam jednak z tego powodu nie pozwolić mu zjeżdżać
        wcale, krzyczeć, karcić za opieszałość? Jak widziałam, że na ślizgawce odbywa
        się niezły hardcore, przeważnie bawiliśmy się gdzie indziej, nie chciałam aby
        denerwował się zarówno on (popędzany do zjeżdżania) jak i inne dzieci (zmuszone
        do czekania). Jak było spokojniej, wykorzystywałam to jako "ślizgawkowy trening".
        Ale może u mnie na podwórku są po prostu mądre dzieci. Przeważnie korzystamy ze
        ślizgawki typu - jak mówią moje dzieci - "domek z daszkiem". Młodsza córka, z
        racji wieku (20m), również porusza się po ślizgawce powoli (jeśli chodzi o
        wchodzenie, bo zjeżdża w okamgnieniu), asekuruję ją z boku. Nie zdarzyło mi się,
        aby została popchnięta, zawsze jedno z bawiących się dzieci napomni "ej,
        chłopaki, uważajcie teraz, bo dzidzia wchodzi, nie biegajcie tak szybko".
        Nie uważam się w żadnym wypadku z tego powodu za "świętą krowę".
    • lila1974 grosze od matek są BABCIE!!! 12.05.06, 14:09
      Napisane z autopsji.
    • adsa_21 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 14:18
      jestem matka 3-latka i takie zachowania sa dla mnie nie do przyjecia. I powiem
      Ci wiecej..duzo przebywam z ludzmi, duzo jezdze po warszawie i nie zauwazylam
      ktoregos z powyzszych zachowan.
    • babsee Re: Plac zabaw 12.05.06, 14:29
      To bylo zaraz co miprzyszlo na mysl ja zaczęlam czytac ten wątek-wczoraj
      podjęlam decyzje o niechodzeniu na plac zabaw-nie daje rady psychicznie.Moja
      córa ma dopiero 2 lata wiec generalnie wszędzie są większe dzieci i moja nie ma
      szans sie gdzieś dopchac.Zaczęlam więc omijac bo rozumiem ze starsze dzieci tez
      sie chca bawić a maja inne zasady.Ale szlag mnie trafia już na maxa na placu
      zabaw przy żłobku-tam sa same maluszki ale Matki przychodzą też ze starszymi
      dziećmi-standard jest taki,ze włażą na ślizgawkę po ślizgawce i siedza w
      połowie blokujac ją-na górze stoi grupka 1,5 roczniaków i nie umie sie jeszcze
      odezwać.Matka dziecka starszego stoi dalej i jara szluga.
      A wczoraj moja córa została tak brutalnie pchnieta przez starszą dziewczynkę,ze
      sie poryczała, wystraszyła a dziewczynka widząc ze coś przeskrobała pobiegła do
      matki z płaczem,ze moja córa ją uderzyla!!!No,dech mi zaparło.Ale dalszy ciąg
      był taki,ze mama tej dziecwzynki naskoczyła na mnie ze moje dziecko bije inne
      dzieci...
      Normalnie jestem dośc asertywna ale tym razem musiałabym chyba użyc przemocy bo
      mi tak ciśnienie skoczylo..
      i stąd moja decyzja-nie bede z Małą wiecj chodzic na place zabaw bo Matki mają
      kompletnie w d...pie wychowanie dzieci.I co z tego ze ja ucze moja córke-ze
      tego czy tamtego nie wolno,jak idzie na plac a tam własnie super maniery-
      sypanie piachem po oczach.Wybacz Moofka-ale to nie jest zabawne.Bo to ja potem
      przykladam rumianek na oczy Małej....
      • aleksandrynka Re: Plac zabaw 12.05.06, 15:19
        babsee, zapraszam na nasze podwórko, tu przed południem praktycznie same
        dwulatki, jesteśmy grzeczni i mili, miejsc na huśtawce ustępujemy, na sypanie
        piaskiem skutecznie interweniujemy, mi się nie chce nigdzie stąd ruszać chociaż
        niedaleko ładniejsze place zabaw smile Aaaa, i poplotkować można i ogólnie jest
        super smile
        Na inne też czasem chodzimy, jak nam się zachce 4 litery z ławki podnieść smile a
        tam staram się monitorować, czy moje komuś w szkodę nie wchodzi albo mojemu
        ktoś.
        Pozdrawiam!
      • cocollino1 Re: Plac zabaw 12.05.06, 15:41
        no ale czego niektorzy oczekuja? 10 osobowej grupy kilkulatow ktorzy siedza w
        jednym miejscu, robia babki, cisza, spokoj, kazdy ma swoje foremki, nie daj
        Boze pozyczyc drugiemu? Powtarzam, oczywiscie interewniowac nalezy, jesli
        ktores z dzieci ewidentnie na zlosc robi krzywde drugiemu dziecku lub naraza je
        na niebezpieczenstwo typu spychanie z drabinki. Albo ja bywam na dziwnych
        piaskownicach, albo nie wiem co. /U nas jest tak, ze dzieci mniej wiecej w tym
        samym wieku siedza w grupce i kazdy bawi sie kazdego foremkami, zazwyczaj kazda
        matka siedzi przy dziecku w piaskownicy, wiec jak cos sie dzieje (rzadko) to
        mowi: nie rob, przestan. jeszcze nigdy zadnej awantury nie bylo.
      • zonka77 Re: Plac zabaw 12.05.06, 15:45
        babsee
        dokładnie się z tobą zgadzam. Też miałyśmy oczy zasypane piaskiem tak że mała
        ryczała pół godziny (i może dobrze bo piasek wylazł)

        Jak moja córcia była malutka to ją uczylam jak ma się zachowywać. Teraz ma 5 lat
        i wie że nie wolno sypać piaskiem, popychać dzieci, burzyć im tego co sobie
        zrobią (oczywiście specjalnie - jeśli się niechcący zdarzy to się mówi
        "przepraszam" i ewentualnie pomaga w odbudowie)
        Mając wychowaną córkę interweniować muszę właściwie już teraz tylko wtedy kiedy
        to jej ktoś robi i tylko wtedy jeśli naprawdę się coś dzieje.
        Nie twierdzę że wszystkie dzieci to potwory, takie sytuacje zdażają się raz na
        jakiś czas. Często widzę rozsądnych rodziców którzy mają oko na swoje pociechy.
        Ale tych "niewtrącających się" też widzę i mnie denerwują bo zwyczajnie
        pozwalają swoim dzieciom robić krzywdę innym dzieciakom i to pozwalają z
        uśmiechem na ustach i zachwytem sad
    • bea.bea punkt 6 to ja...:) 12.05.06, 14:29
      i nie zamieżam tego zmieniac...moje dziecko waży 18 kg..a udźwig koszowego
      siedzonka to 15...
      zwykle depczemy własne produkty żywnosciowe...

      zapakowane szczelnie w woreczki...
      • marghe_72 Re: punkt 6 to ja...:) 12.05.06, 14:31
        bea.bea napisała:

        > i nie zamieżam tego zmieniac...moje dziecko waży 18 kg..a udźwig koszowego
        > siedzonka to 15...
        > zwykle depczemy własne produkty żywnosciowe...
        >
        > zapakowane szczelnie w woreczki...


        moja wazy 25 i jeździ w "foteliku", siedzonku, jak zwał tak zwał
        jeszcze sie nie urwało
        a jak nie bedzie sie już miescić.. to będzie chodzić.od tego ma nogasmile
        • mama_kotula Re: punkt 6 to ja...:) 12.05.06, 14:38
          marghe_72 napisała:
          > moja wazy 25 i jeździ w "foteliku", siedzonku, jak zwał tak zwał
          > jeszcze sie nie urwało
          > a jak nie bedzie sie już miescić.. to będzie chodzić.od tego ma nogasmile

          A jak moje się nie będą mieścić, zakupię dwie smycze, co by się w markecie nie
          pogubiły, bestie. Nie zamierzam męczyć się z biegającym trzy- czy czterolatkiem,
          poza tym nie chcę się narazić, że ktoś na forum potem napisze: "sytuacja nr
          n-ty, biegający po hipermarkecie głośny czterolatek".
          Właściwie opisane sytuacje są nie do przyjęcia, pomijając tę z wózkiem w
          hipermarkecie smile z reguły jedno moje dziecko siedzi w środku wózka... nie ma
          wózków z dwoma "siedzonkami" smile))
          • marghe_72 Re: punkt 6 to ja...:) 12.05.06, 14:43
            mama_kotula napisała:

            > marghe_72 napisała:
            > > moja wazy 25 i jeździ w "foteliku", siedzonku, jak zwał tak zwał
            > > jeszcze sie nie urwało
            > > a jak nie bedzie sie już miescić.. to będzie chodzić.od tego ma nogasmile
            >
            > A jak moje się nie będą mieścić, zakupię dwie smycze, co by się w markecie nie
            > pogubiły, bestie. Nie zamierzam męczyć się z biegającym trzy- czy
            czterolatkiem
            > ,
            > poza tym nie chcę się narazić, że ktoś na forum potem napisze: "sytuacja nr
            > n-ty, biegający po hipermarkecie głośny czterolatek".
            > Właściwie opisane sytuacje są nie do przyjęcia, pomijając tę z wózkiem w
            > hipermarkecie smile z reguły jedno moje dziecko siedzi w środku wózka... nie ma
            > wózków z dwoma "siedzonkami" smile))
            >

            wszystko zalezy od temperamentu
            moja z tych spokojniejszych
            nie drze sie .. za bardzo smile
    • purple_haze scena VIII - wąskie przejście 12.05.06, 14:32
      i dwie mamusie z wózkami pytlujące w najlepsze o dupie maryni...
    • 76kitka Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 14:35
      staram się nie byc uciążliwa dla innych, bo tego wymagam wobec siebie. Nie zaknebluję dziecka, bo to nie humanitarne, ale jak nadepcze butami na ławce, to ją wycierami wilgotną chusteczką.
    • kosheen4 a ja widziałam ostatnio ciekawą sytuację 12.05.06, 14:36
      ...i jestem ciekawa jak ustosunkują się do niej mamusie-przeciwniczki psów
      brudzących na trawnikach.
      mamusia szła z synkiem chodnikiem - nagle dziecko zaczęło się domagać pójścia do
      toalety. do domu mieli może ze trzysta metrów - ale dziecko uparło się że nie
      dojdzie i już. co robi w tej sytuacji mamusia? zbacza na trawnik i bez żenady,
      przy samej drodze, nie fatygując się nawet żeby wejść za jakiś krzaczek, wysadza
      dziecko. dziecko - robi grubszy kaliber, czyli nie siusiu tylko kupę. mamusia
      zadowolona podciera mu pupę, upuszcza chusteczkę na klocka i idzie dalej.
      no jasne, mamusi wolno, ale baba z psem ma moralny obowiązek zebrać to co zrobił
      pies. taka prawda - każdy widzi to, co uważa za wygodne. gros zakochanych w
      swoich dzieciach mamuś będzie usprawiedliwiał włażenie bachorka butami do wózka
      na zakupy czy małolata szalejącego w salonie fryzjerskim. bo to przecież nikomu
      nie szkodzi. no a mnie nie szkodzi psia kupa na trawniku, bo ja po nim nie
      chodzę i sie nie ufajdam, nie przeszkadza mi pies biegający luzem, a czystość
      jego łap porównywalna jest z czystością podeszew gó..arzyka który stoi w
      autobusie na siedzeniu.
      z rzeczy które mnie irytują najbardziej podnoszące ciśnienie są mamuśki
      rozwalające się z wózkami po ścieżkach rowerowych. idzie taka i nawet do
      głupiego łba jej nie przyjdzie, żeby ustąpić rowerzyście. wiadome. ona ma wózek
      a to przecież porawie jak rower, a synek czy córeczka biegający po ściezce są
      tak cudowni, że rowerzysta powinien czuć się w obowiązku zwolnić i ominąć. z
      większą wyrozumiałością odnoszę się natomiast do psów, które nie zdają sobie
      sprawy z istnienia ścieżki. bywa, że kundelek wyskoczy znienacka, ale na ogół
      właściciele są bardziej samokrytyczni niż rodzice i przywołują zwierza do porządku.
      • babsee Re: a ja widziałam ostatnio ciekawą sytuację 12.05.06, 14:43
        Ble....ochydztwo.
        • lila1974 Re: a ja widziałam ostatnio ciekawą sytuację 12.05.06, 14:48
          Jej zakichanym obowiązkiem było tę kupę sprzatnąć, ale to się nie mieści w
          większości polskich głów.

          Tak samo, jak nie rzucanie za siebie petów, papierków, butelek, pudełek itp.

          Polski społeczeństwo jest niechlujne i tyle.
      • volta2 Re: a ja widziałam ostatnio ciekawą sytuację 12.05.06, 14:46
        A jaką widzisz różnicę między niesprzątniętą kupą psią a dziecięcą? Bo ja
        generalnie żadnej. No, może ta chusteczka...

        sugerujesz, że psu wolno, bo on biedaczek świadomości żadnej nie ma i może
        wbiec na ścieżkę dla rowerów, a taki półtoraroczniak to ho, ho... mądry taki,
        że już dowód można mu wręczyć?
        W obu tych przykładach te istoty nieświadome po to mają opiekunów, by ci za
        nich myśleli, a że ty masz więcej wyrozumiałości dla psa to już twój problem.
        • kosheen4 Re: a ja widziałam ostatnio ciekawą sytuację 12.05.06, 14:54
          volta2 napisała:

          > A jaką widzisz różnicę między niesprzątniętą kupą psią a dziecięcą? Bo ja
          > generalnie żadnej. No, może ta chusteczka...

          ja nie widzę i przypuszczam że forumowiczki też, ale głowę daję że tej mamusi
          też nie za bardzo podoba się psi klocek na ulicy. wyjątek dla dziecka. bo
          przecież MUSI...

          >
          > sugerujesz, że psu wolno, bo on biedaczek świadomości żadnej nie ma i może
          > wbiec na ścieżkę dla rowerów, a taki półtoraroczniak to ho, ho... mądry taki,
          > że już dowód można mu wręczyć?

          czym innym jest półtoraroczniak trzymający się na ogół blisko rodzica a czym
          innym powiedzmy cztero czy pięciolatek któremu spokojnie można już wytłumaczyć
          pewne rzeczy. ledwo odrosły od ziemi liliput faktycznie nie ma na tyle wyobraźni
          żeby przewidzieć że jakaś kosheen czy inny cyklista może mu wjechać w zadek - na
          widok takich małych, nieporadnie jeszcze chodzących szkrabów zwalniam bo a nuż
          nie zauważy i profilaktycznie omijam łuczkiem. ale ostatnio miałam prawie że
          kolizję z bachórkiem w wieku przedszkolnym, który nagle miał fantazję bryknąć na
          ścieżkę. ja jednak zakładam, że komuś takiemu powinno już się przemówić do
          rozsądku, że brykać to niech bryka w parku a nie na ulicy. pies czy
          półtoraroczniak tego nie zrozumie, ale pięciolatek już raczej powinien.

          > W obu tych przykładach te istoty nieświadome po to mają opiekunów, by ci za
          > nich myśleli, a że ty masz więcej wyrozumiałości dla psa to już twój problem.

          dla psa ale też i dla małego dziecka które jeszcze niewiele przerasta psa
          wyobraźnią. dla dzieci starszych już nie.
      • twinmama76 Re: a ja widziałam ostatnio ciekawą sytuację 12.05.06, 15:05
        dla mniesytuacja jest prosta - po swoim podopiecznym należy posprzątać.
        A teraz policz proszę w czasie najbliższego spaceru psy załatwiające sie na
        trawniku i robiące to samo dzieci.
        Bardzo denerwują mnie psie gówna na trawnikach, bo ja i owszem, po nich
        chadzam, biegają po nich moje dzieci.
        Zadziwiające jest też to, jak często moje dzieci musiały uciekac przed rowerem.
        Nie, nie spacerujemy po scieżkach rowerowych, tylko po normalnych alejkach w
        parku. Na takich chyba piesi mają pierwszeństwo, czyż nie? Rowerzysta widzący z
        daleka moje dzieci powinien jak najbardziej zwolnić i je ominąć.
      • agawamala Re: a ja widziałam ostatnio ciekawą sytuację 12.05.06, 15:22
        Niestety, nie Ty jedna widziałaś podobną sytuację. Robię zakupy na "bazarku",
        który właściwie jest pasażem handlowym. Dziecko chce siusiu. Do toalety (
        płatnej 0,50 PLN) może 5-7 metrów(!), ale mama (?) postanowiła wysadzić dziecko
        prawie na kontenery z pieczywem. A jak zwróciłam jej uwagę- rozdziawiła buzię (
        jak na bazarek przystało).
      • aleksandrynka ścieżki rowerowe... 12.05.06, 15:23
        Ja na rowerze nie jeżdżę, nawet żadnego nie mam. Ale jakos tak mi się wbiło do
        głowy, ze nie wolno mi po tych ścieżkach chodzić i szału dostaję jak widzę
        spacerowiczów na wydzielonych dla rowerów trasach, tym bardziej, że obok
        chodnik pusty. Dlaczego mnie to tak wkurza? smile))
      • iljana Re: a ja widziałam ostatnio ciekawą sytuację 13.05.06, 13:08
        Nie widziałam takiej sytuacji, ale jak znam siebie zwrocilabym jej uwagę, ze
        wystarczy położyć chusteczkę na trawie, zostawić na niej "co zbędne", wraz z
        chustkami po podtarciu pupci, następnie ręką "uzbrojoną w reklamówkę" niczym
        rękawica zebrać, zawinać i wrzucić do kosza. Po sprawie..

        A co do wcześniejszego mojego postu z sypaniem piachu. Nie maiałam na myśli
        dwóch sypnięć dziecka na inne dzieci, tylko sypaniu przez pół dni na każde
        dziecko w okolicy do 1,5 metra. Czy to dalej m..fka uważa za ustalanie zasad
        przez dzieci, czy za naduzycie?
    • malgra Re:co do sceny w hipermarkecie 12.05.06, 14:46
      moja córka jeździ w koszyku,bo jakoś nie wyobrażam sobie ganiać za nią po całym
      hipermarkecie.Poza tym nie spotkałam się jeszcze w tego typu sklepach z
      produktem żywnościowym,który byłby nie zapakowany w folię lub karton.
      Co do sceny w piekarni,skąd wiesz,że mama szczęśliwa,bo dziecko wybrało
      najładniejszą bułkę?Może po prostu szczęśliwa,bo dziecko się zajmie się
      jedzeniem a ona(i inni) w spokoju poczeka w kolejce do kasy?
      Co do pozostałych sytuacji to faktycznie niektórym mamą przydałoby się
      chociażby zwrócić uwagę na zachowanie ich pociech.
      • agawamala Re:co do sceny w hipermarkecie 12.05.06, 15:25
        A czy chciałabyś jeść bułkę, która została przez kogoś ( nieważne, małego czy
        dużego) obśliniona i obmacana? Bo ja nie. Widziałam minę tej matki, słyszałam
        rozmowę z dzieckiem.
      • lola211 Re:co do sceny w hipermarkecie 12.05.06, 15:59
        dziecko mozna posadzic na wozku, ktory ma taka klapke, twarza do prowadzacego
        wozek.Nie nalezy natomiast wsadzac malca do srodka, w butach w dodatku, bo
        wozek nie do tego jest przeznaczony.
        • cocollino1 Re:co do sceny w hipermarkecie 12.05.06, 16:03
          Wlasnie, my zawsze tam wkladamy dziecko, albo jezdzi sobie takim samochodem
          ktory mozna wypozyczyc, ja pcham samochod, maz wozek z zakupami. W tym
          samochodzie tez jest kosz.
    • lila1974 Przychodnia 12.05.06, 14:55
      Mama podana przez ciebie w tym przykładzie niczym się nie różni od większości
      pacjentów.
      To jest wręcz normą, że ludzie przychodzą sobie, jak chcą.

      Z drugiej strony nie rozumiem zdenerwowania pacjentów z dalszymi numerkami, gdy
      do gabinetu chce wejśc ktoś, kto ma numerek wcześniejszy od nich. Przecież,
      jeśli 2 nie weszłą do gabinetu od razu, to w to miejsce weszła 3, 4, 5 itd.
      Czas oczekiwania na wizytę pacjenta z numerkiem np. 15 nie zmienił się wiele
      nawet, jeśli 2 spóźniła się godzinę.
      • agawamala Re: Przychodnia 12.05.06, 15:33
        Przeczytaj ze zrozumieniem, bardzo proszę! W przychodni panie rejestratorki
        wydają numerki na określoną godzinę. Pani na 8.00 się nie stawiła, przyszedł
        pacjent na np. 8.20 i wszedł o 8.20 (przez 20 minut gabinet stał pusty). Potem,
        osoba, która miała numerek na np. 11.00 musiała wpuścić panią, która nie
        przyszła na 8.00 - czyli czekać o 20 minut dłużej.
        W jakimś celu wydaje się numerki na określoną godzinę. Są też telefony. Jeżeli
        ktoś z jakiegokolwiek powodu ma się zamiar spóźnić, to należy zadzwonić,
        odwołać, przesunąć- słowem szanować cudzu czas.
        • lila1974 Re: Przychodnia 12.05.06, 15:38
          Nie bardzo rozumiem w takim razie instutucję numerków, skoro wizyty są umawiane
          na godziny.

          Podkreślam, zachowanie, którego byłas świadkiem, nie jest charakterystyczne dla
          MAM, mozesz mi wierzyć, bo w przychodni pracuję. Mamy z dziećmi, to jedne z
          bardziej zdyscyplinowanych pacjentek. W olewaniu kolejności numerków przodują
          ludzie w średnim wieku i to zarówno kobiety, jak i mężczyźni.

          A słuchanie awantur, które odbywają się pod drzwiami gabinetu woła o pomstę do
          nieba.
          • anmala Re: Przychodnia 12.05.06, 20:16
            Najważniejszy jest tu numerek a godzina jest orientacyjna. Teoretycznie jest 10
            minut na pacjenta. ALe jeden przebywa 10 minut a drugi 20. Chodzi tutaj o
            zdyscyplinowanie, żeby nie było "kominów" i wchodziły "numerki" po kolei.
      • anmala Re: Przychodnia 12.05.06, 17:13
        Pacjenci przychodza kiedy chcą, bo jest przyzwolenie lekarzy. W "mojej"
        przychodni obowiązuja numerki przypisane do konkretnych godzin. I jeżeli
        delikwient z numerem 3 przyjdzie o 9 a nie o 8.30 to czeka aż wejdzie numerek
        20, no chyba, że chwilowo nie ma ludzi z numerkami. Jest traktowany jakby nie
        miał numerka i tyle. Nikt nie robi cyrku o 5 minut spoznienia, ale godzina czy
        pół nie jest tolerowana.

        Macanie pieczywa obrzydliwość.

        Jesli chodzi o buty na siedzeniu, no cóż taka sama atrakcja jak brudna cieknaca
        siata z kiszona kapusta, albo mięchem. Totalne dno i wodorosty.
      • shady27 a propo przychodni 12.05.06, 21:23
        ostatnio mialam taka sama sytuacje, przyszlam wczesniej bo wiadomo, karte trzeba wyjac itd.....wizyta na 16.20 , przede mna ktos w gabinecie, dochodzi do 17.00 a wtem wchodzi damesa z malym dzieckiem i pcha sie bo ona na 16.00 umowiona, powiedzialam jej ze ja na 16.20 a czekam juz dlugo i jej nie przepuszcze bo trzeba bylo przyjsc na 16.00......powiem szczerze ze gdyby nie jej chamski ton, i poczucie wyzszosci to bym ja przepuscila ale tak zawzielam sie i koniec...biedna narzekala jak cholera....
    • alba27 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 15:32
      Popieram, sama mam dwójkę małych dzieci i nigdy nie przyszłoby mi na myśl
      stawiać dziecko w butach na krześle albo dopuścić do innych opisanych przez
      ciebie zachowań. Sama kiedyś byłam świadkiem jak babcia zrywała w centrum
      miasta z wnuczką kwiaty, demolując piękny ogródek, który był ogrodzony ale
      wiadomo że dziecko się wszedzie przeciśnie. Zwróciłam jej oczywiście uwagę. A
      potem takie babcie sie dziwią że młodzież demoluje miasto, skoro tak została
      nauczona od małego to nie ma co sie dziwić!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka