Dodaj do ulubionych

A dać się poderwać Misiowi?

09.06.06, 09:28
Zupełnie przypadkiem weszłam na to forum, bo ono nie dla mnie przeznaczone.
Nie jestem emamą, tylko epanną, w dodatku...starą. Tak właśnie określiłabym
swój status, choć Wy wolicie określenie: singielka. Ja się czuję właśnie
starą panną, bo tak się u nas chyba określa taką, która jest sama nie z
własnego wyboru.
Nie jestem ostatnia, brzydka, gruba, nieatrakcyjna... Dużo czasu zabrał mi
jeden facet, nie wyszło nam, a potem nagle okazało się, że wszyscy sensowni
faceci są już zajęci. Pozostała mi praca.
W pracy poznałam mego Misia.
Nie przypomina typowego Misia. Nie ma brzuszka ani łysiny, jest fascynującym
i przystojnym facetem. Ma żonę i dwoje dzieci. Wiem na pewno, że od nich nie
odejdzie - dawał mi to do zrozumienia wielokrotnie, a nawet mówił wprost.
Jednocześnie adoruje mnie i - co tu dużo mówić - podrywa. Trwa to już wiele
miesięcy. Wystarczająco długo w każdym razie, żebym sie zakochała. Do
szaleństwa.
Nie mam wątpliwości, że jedno moje skinienie, i będę go miała. Ale nie mam
też wątpliwości, że mogę go mieć głównie do łóżka. Choć żony nie kocha i od
dawna z nią nie śpi - nie zostawi dzieci, rodziny nie rozbije.
Czy jednak w mojej sytuacji nie warto przyjąć tego, co on mi oferuje? Seksu,
czułości, bliskości...Tak bardzo mi tego brak!
Nie biorę jego rodziny na swoje sumienie. Jedyne ryzyko ponoszę ja - ryzyko
bycia kochanką, ze wszystkimi tego konsekwencjami - chyba ich wymieniać na
tym forum nie muszę? Tak wnioskuję po lekturze wątku, do którego nawiązuje
mój post.
Ciekawa jestem, czy któraś z emam i eżon choć spróbuje mnie zrozumieć?


Obserwuj wątek
    • be.em Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:33
      jasne, że tak!! rozumiem, i wiesz co? nie pakowałabym się w ten związek nie ze
      względu na niego, dzieci, żonę i takie tam, tylko z czysto egoistycznych
      pobudek - bedziesz cierpieć.. kochać i tęsknić, a on nie będzie nigdy Twój..
      warto?
      • kamratka2 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:36
        Teraz też cierpię, kocham i tęsknię. I dodatkowo - mam poczucie niespełnienia.
        I - sorry - niezaspokojeniasad((
        Czy może być jeszcze gorzej?
        • be.em Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:39
          o moja droga.. lawinowo może się potoczyćwink mozesz sie zaspokoić i umrzeć z
          milości, bo siła jego uczuć trochę przygaśnie, a na karku telefony od żonywink
        • smoczek5 Re: A dać się poderwać Misiowi? 15.06.06, 11:05
          Ty naprawdę wierzysz, że on również ma "poczucie niezaspokojenia"? Tzn.
          wierzysz, że nie sypia ze swoją żoną?
          Przecież to takie typowe. Zawsze mówią, że nie kochają i nie sypiają ze swoimi
          żonami. Ciekawe tylko skąd te dzieci?
          Jakoś dziwnie mi się wydaje, że jego żona jest w pełni spełniona i
          zaspokojona wink
    • chloe30 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:39
      kamratka2 napisała:

      Rób co chcesz, Ty będziesz cierpieć, ale takak naiwność:

      Choć żony nie kocha i od
      > dawna z nią nie śpi - nie zostawi dzieci, rodziny nie rozbije.

      nieodmiennie mnie zadziwia.
      • be.em Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:40
        a to fakt! smile mój sypiał zanim został moim mężemwink
        • chloe30 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:41
          No moja koleżanka tak twierdziła długo o swoim kochasiu, az mu się dziecko z
          żona urodziło.
          Wiatropylna ta żona była czy cuś????
          • be.em Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:46
            smile oni zawsze sypiają z żonami! tylko się przyznac nie umiejąwink mój na
            szczęście wprost mówił - dlatego była wart przejścia z singla na męzatkę. nie
            załuję. ale od poczatku też mówił, że się rozwiedzie, jesli ja go zechcę.
            zechciałamwink
            • chloe30 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:49
              No Ty odważna jesteś smile) A jakby tylko ściemniał, że się rozwiedzie???
              Ryzykowna sprawa z tymi Misiami tongue_outPP
              • be.em Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:50
                nie miałam nic do starcenia. najwyzej jeden romans więcejwink zakochałam się na
                zabój, jak już się z domu wyprowadził. nie, nie do mnie - do rodziców na pół
                rokuwink
                • chloe30 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:52
                  To się przynajmniej w odpowiednim czasie zakochałaś, mądra dziewczynka big_grinDDD
            • mamka_klamka Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:05
              be.em napisała:

              > smile oni zawsze sypiają z żonami! tylko się przyznac nie umiejąwink mój na
              > szczęście wprost mówił - dlatego była wart przejścia z singla na męzatkę. nie
              > załuję. ale od poczatku też mówił, że się rozwiedzie, jesli ja go zechcę.
              > zechciałamwink

              A nie boisz się, że za jakiś czas znajdzie sobie nową misiową? Skoro jedną żonę
              zostawił to dlaczego miałby drugiej nie zostawić jak znajdzie trzecią, jeszcze
              młodszą/ ładniejszą/ mniej zrzędzącą itp. Bo chyba jak się z pierwszą zenił to
              ją kochał?


          • kasia_woo Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:51
            Przebijam to historią mojej koleżanki, której Miś nie spał z żoną a dorobił sie
            dwójki dzieci smile))))) z żoną smile


            chloe30 napisała:

            > No moja koleżanka tak twierdziła długo o swoim kochasiu, az mu się dziecko z
            > żona urodziło.
            > Wiatropylna ta żona była czy cuś????
            • chloe30 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:53
              kasia_woo napisała:

              > Przebijam to historią mojej koleżanki, której Miś nie spał z żoną a dorobił
              sie
              >
              > dwójki dzieci smile))))) z żoną smile

              Wiesz, w końcu niepokalane poczęcie już się raz w historii ludzkości zdarzyło,
              a historia lubi się powtarzać big_grinDDD
              >
              • kasia_woo Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:58
                chloe30 napisała:

                > Wiesz, w końcu niepokalane poczęcie już się raz w historii ludzkości
                zdarzyło,
                > a historia lubi się powtarzać big_grinDDD


                Biedny Mis od koleżanki dalej z żoną nie śpi, ale tez się i nie rozwiódł i nie
                wyprowadził. Biedny Miś "cierpi" tak już dobre 8 lat wink)))
                • chloe30 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:02
                  kasia_woo napisała:

                  >>
                  >
                  > Biedny Mis od koleżanki dalej z żoną nie śpi, ale tez się i nie rozwiódł i
                  nie
                  > wyprowadził. Biedny Miś "cierpi" tak już dobre 8 lat wink)))

                  No, moja kuleżanka argumentem w grubej rury wypaliła, że Misia decyzje zyciowe
                  przyspieszyć - odstawiła bez jego wiedzy pigułki.
                  Teraz jest samotną matką, nadal czekającą na Misia. A Miś, biedny Miś, a to ma
                  komunię młodszego, a to mature starszego, no wiecznie coś naprzeciwko jeo drogi
                  do wolności staje.
                  • kasia_woo Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:05
                    To straszne, jak on się męczy wink Uczciwym wiatr zawsze w oczy wink))

              • pieskuba Re: A dać się poderwać Misiowi? 04.04.14, 20:19
                Chloe, sprawdź sobie co to jest niepokalane poczęcie, bo to nie jest to co myślisz, że jest.
                • pieskuba Re: A dać się poderwać Misiowi? 04.04.14, 20:21
                  A ja odpowiadam w wątku sprzed 8 lat, o matko...
    • gruba-buba Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:44
      A to już zależy od Twojego sumienia, że się tak górnolotnie wyrażę. Czy chcesz
      mieć świadomość, że możesz kogoś unieszczęślisz. Nie masz żadnej gwarancji czy
      będzie to przelotny romansik, który na zawsze pozostanie tajemnicą, czy
      zakończy się Twoim złamanym sercem, jego rozbitą rodziną i dwójką bardzo
      nieszczęśliwych dzieci, które zawsze będą uważały, że to przez nie tatuś ich
      zostawił. Bo pewnie były niegrzeczne.

      Swoją drogą to świnia ten miś wink.

      A to że żony nie kocha i od dawna z nią nie śpi to takie ble ble ble. Bierze
      Cię na litość. Stara śpiewka. Pewnie jeszcze mówi, że żona to go całkiem nie
      rozumie, w przeciwieństwie do Ciebie.
      Niedawno sama trafiłam na takiego biednego misia, choć on wie, że posiadam
      własnego i nawet kilka małych miśków. Nieźle się uśmiałam, jak te chłopy
      owijają w bawełnę, że chcą sobie bzyknąć inną babę niz własna żonka. Oczywiście
      ów miś dostał kosza, bo mój osobisty miś kręci mnie wystarczająco i nie mam
      ochoty na ryzykowne przygody.

      A wogóle to głupi ten Twój miś, bo jeśli nie chce się z Tobą związać na stałe i
      porzucić rodziny, to po co mu romans z singielką? Toż to bardzo ryzykowne,
      bezpieczniejsza jest właśnie matka polka, bo nie zostawi swojej rodziny, będzie
      jej zależało na tajemnicy, będzie czysty seks bez zobowiązań, a w razie wpadki
      będzie na konto męża. A singielce może się mocno zachcieć mieć misia na
      własność i wtedy to już tylko kłopoty. Dla wszystkich.
      • be.em jak być lepszą od żony;) 09.06.06, 09:49
        kiedyś słyszałam takie rady jednej pani jako kochanki:
        1) w domu miś ma zwykly papier toaletowy - u kochanki rózanywink
        2) w dmu zupa - u kochanki sushiwink
        3) w domu sex zwyczajny - u kochanki wygibasy, lody, anal - wszytsko, nawet gdy
        nie lubi
        4) żona nie dba - kochanka kladzie się gdy miś spi i wstaje 2 h przed nim, żeby
        make-up stworzyc
        5) żona nie rozumie - kochanka zrozumie wszystko, nawet gdy w duchu się kotłuje
        z wściekłości
        6) żona się drze za skarpety na podlodze - kochanka nie, nawet gdyby bardzo
        śmierdziały

        itd.
        • gruba-buba Re: jak być lepszą od żony;) 09.06.06, 09:54
          I pewnie masz tu wiele racji, tyle że kochanka wypełnia te wszystkie pkty na
          bardzo okrojonym etacie. Jak wystawi misia za drzwi to może sobie odpocząćwink
      • wesolek11 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:49
        Powiedx mu, ze chcesz by wział rozwód, zobaczysz jego reakcję, he, he!
        • kamratka2 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:58
          wesolek11 napisała:

          > Powiedx mu, ze chcesz by wział rozwód, zobaczysz jego reakcję, he, he!

          A po co? Żeby go wystraszyć?
          Ja go chyba chcę na dowolnych warunkach...
          Nawet jeśli sypia z żoną - też przeżyję...
          • chloe30 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:00
            kamratka2 napisała:
            > Ja go chyba chcę na dowolnych warunkach...
            > Nawet jeśli sypia z żoną - też przeżyję...

            Nie chcę Cię obrazić, ale zamiast kamratka powinnaś sie nazywać desperatka.
            Szacunek dla samej siebie polecam.
            • kamratka2 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:06
              Może i jestem desperatką. Może i tak...
              Czy to, że chcę jeszcze coś w życiu przeżyć i szacunek do samej siebie
              wzajemnie sie wykluczają?
              • mamka_klamka Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:09
                kamratka2 napisała:

                > Może i jestem desperatką. Może i tak...
                > Czy to, że chcę jeszcze coś w życiu przeżyć i szacunek do samej siebie
                > wzajemnie sie wykluczają?

                Czy seks z żonatym facetem bez perspektyw na coś więcej to jest właśnie to co
                chcesz przeżyć?


              • chloe30 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:09
                kamratka2 napisała:

                > Może i jestem desperatką. Może i tak...
                > Czy to, że chcę jeszcze coś w życiu przeżyć i szacunek do samej siebie
                > wzajemnie sie wykluczają?

                Ale co chcesz przeżyć, zastanów się?? Byłaś juz czyjąć kochanką?? Wiesz jak
                zniesiesz siedzenie w domu w święta, niedziele?? Samotne Sylwestry i inne
                takie??

                A na marginesie - chciałabyś być zdradzana żoną??
            • wesolek11 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:12
              Dokładnie Chloe. A to mi na prowokację do tego wygląda!
      • kamratka2 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:52
        Mam od niego wyraźny przekaz, na co mogę liczyć. On widocznie ufa mi na tyle,
        aby przyjąć, że to mi wystarczy i na spokój jego rodziny nastawać nie będę.
        Uwierzcie mi - nie mam zamiaru.
        Chyba, że to on zmieni zdanie. Jednak - ani na to nie liczę, ani nawet o tym
        nie marzę.
        • gruba-buba Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:00
          Ja jednak myślę, że to głupi miś i mimo wszystko nie wart zachodu. Klin klinem.
          Poszukaj sobie innego faceta. Ciekawe swoją drogą, jak miś by na to zareagował.
          Czy życzy sobie mieć Cię na wyłączność, mając jednocześnie swoją żonkę na ławce
          rezerwowych?
        • be.em Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:02
          więc sobie odpuść.
    • kasia_woo Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:49
      kamratka2 napisała:
      "Ma żonę i dwoje dzieci. Wiem na pewno, że od nich nie
      > odejdzie - dawał mi to do zrozumienia wielokrotnie, a nawet mówił wprost."
      (...)
      Choć żony nie kocha i od
      > dawna z nią nie śpi - nie zostawi dzieci, rodziny nie rozbije. (...)


      Stale i nieodmiennie zadziwia mnie fakt, jak wiele kobiet daje sie na to
      nabrać. Biedny Mis zony nie kocha i nawet z nią nie spi ale jej nie zostawi.smile)
      Wierzysz mu w to?
      Ludzie, których nic nie łączy rozwodzą się, płacą alimenty, ale nie robią z
      siebie męczenników. No, chyba, że tak lubią.
      Miś chce się dowartościować, poczuc adrenalinę i to wszystko. To Ty będziesz
      cierpieć, spędzać samotne wieczory i urlopy, a on popędzi na każdy telefon od
      zony.
      Daj sobie spokój z biednym misiem.
      • roksi23 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:06
        znałam takiego "misia"podrywał moją koleżanke i ten sam tekst:nie kocha
        zony,nie spia ze sobą sa w trakcie rozwodu...i jak się okazało zona w ciązy on
        przykładny mąz z zoną za raczke na spacerku itd...
        jak wszystko się wydało podkulił ogon i oczywiscie wrócił do zony,ale jest
        wiele naiwnych kobiet ktore sa podatne na tego typu teksty.
    • elza78 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 09:59
      po co sie rozdrabniac i tracic czas na jakiegos buraka... zone robi tym
      bardziej ciebie zrobi wink bedziesz znowu plakac, jest duzo wolnych ciekawych
      facetow
      • kamratka2 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:00
        elza78 napisała:

        > po co sie rozdrabniac i tracic czas na jakiegos buraka... zone robi tym
        > bardziej ciebie zrobi wink bedziesz znowu plakac, jest duzo wolnych ciekawych
        > facetow

        Gdzie????????
        >
        • be.em Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:04
          kochana... wszędziesmile zaloguj się gdzeiś na randkach - pełno fajnych afcetów po
          30-tcewink u mnie w robocie furrora!!!
          • elza78 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:11
            a portalach randkowych to sobei wiesz, pana mozna znalezc ktory np chce zeby
            jakas baba go sponiewierala wink
            a do kamratki: na prawde nie trzeba brac sie za cudze bo t szczyt despery z
            reszta jak ten koles cie traktuje - miecho do wydymania, no sorry smile
            a wolni sa tylko trzeba miec ochote i troche sie wysilic i poszukac jesli juz
            tak ci samotnosc doskwiera...
            nie ma nic gorszego jak desperacja w poszukiwaniu faceta
            • be.em portale randkowe 09.06.06, 10:13
              co Ty mówisz? chyba gdzieś w Twoim rejonie tak jest!! u nas już kilka fajnych
              par się stworzyłosmile kto szuka ten znajdziewink
              • elza78 Re: portale randkowe 09.06.06, 10:16
                dla mnie znajomosci internetowe to jedna wielka skucha moze tak jest jedynie w
                moim przypadku smile
                nie mas zmozliwosci weryfikacji tego co ktos tam wysmarowal zanim sie z nim nei
                spotkasz smile zazwyczaj wychodzi ze troche sie podkolorowal wink
                • be.em Re: portale randkowe 09.06.06, 10:22
                  moje panny są już po kilku spotkaniach. jasne niketore to wielka kupa 9sama
                  przeżylam kiedyś), ale reszcie się kręciwink
                  • elza78 Re: portale randkowe 09.06.06, 10:34
                    ja widac mialam pecha wink szczerze - ze znajomosci internetowych to nie
                    skorzystalabym w tej chwili nawet w szczycie despery wink
                    • be.em Re: portale randkowe 09.06.06, 10:35
                      eee.. nie zarzekaj sie, bo skorzystasz i będzei Ci głupiosmile) pozdrawiam!!
                      • elza78 Re: portale randkowe 09.06.06, 10:47
                        nie skorzystam bo mojego meza nie walne w rogi, wiec jest to niemozliwe mam
                        prawo sie zarzekac wink
            • triss_merigold6 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:16
              Gdyby ona go chciała tylko do puknięcia to ok. Pobzykaliby się i rozstali w
              zgodzie wzajemnej i z poczuciem miło spędzonego czasu. Opcja: on tylko bzyka a
              ona kocha i tęskni jest dla niej kiepska.
              • elza78 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:17
                jedynie kiepska triss??
                uwlaczajaca moim zdaniem... rownie dobrze pan mopglby sobie kupic sztuczna
                wagine smile)
                • triss_merigold6 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:30
                  Jest smutna. Pana pomijam celowo. Ona będzie tęsknic, obracać w głowie każdy
                  jego gest i każde słowo, doszukiwać się znaczeń ukrytych.
                  Nie jest uwłaczające spotykanie się tylko na bzykanie o ile OBIE strony tylko
                  tego chcą od siebie.
                  • elza78 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:33
                    obie tak, ok, ale tutaj jest chyba konflikt interesow, obie strony maja
                    zupelnie inne oczekiwania
              • agaja5b Re: A dać się poderwać Misiowi? 04.04.14, 20:05
                No bardzo kiepska, ale cóż jak miś już świat przesłonił to na naiwność, o przepraszam miłość nie ma rady, trza się rzucic w te przepaść, bo w zyciu przecież trzeba coś przeżyć. Jak to Ty mówisz: nie ma ofiar są tylko ochotnicy.
        • goo11 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:04
          Mam nadzieję,że niedługo wyjdziesz za mąż i szybko znajdzie się następna stara
          panna z którą zacznie sypiac twój mąż.
        • triss_merigold6 Nie dać;) 09.06.06, 10:12
          Nie, w Twojej sytuacji nie.
          - jesteś zakochana, seks jest więziotwórczy i po bzykaniu zakochasz się tym
          bardziej
          - pan chyba lojalnie uprzedza na co możesz liczyć
          - nie podejdziesz do tego na luzie jak do niezobowiązującej znajomości
          - nie wmawiaj sobie, że DOWOLNE warunki Ci pasują - nie pasują i to widać już
          teraz
          - zakochanie + tęsknota za misiem na co dzień zrobią z Ciebie psychiczny wrak

          Jeśli jesteś w stanie na zimno przekalkulować opcję: będę mieć fajne pół roku a
          potem pół roku ryczenia w poduszkę i to się opłaca to bierz misia z całą jego
          żałosną ofertą. Ale głowę daję, że nie jesteś.
          • rosapulchra-0 Odpuść. 04.04.14, 20:52
            Możesz być przyczyną rozpadu rodziny.
            Po prostu daj sobie spokój.
        • mmajja Re: A dać się poderwać Misiowi? 20.06.06, 01:54
          polecam Ci mojego bylego meza, swietnie bedzie sie nadawal na Misia Zastepczego
          dla Ciebie. A glupi, ze hej, wiec stanie na wysokosci zadania.
          I chyba nadal samotny po tym jak go kantem puscilam...
    • g0sik Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:08
      Powinnaś się dać bzyknąć misiowi. Choć na miejscu misia nie miałabym do Ciebie
      zaufania za grosz. Jesteś tak zdesperowana, że nie zdziwię się jak za jakiś
      czas misio ojcem zostanie. A później to już tylko wystarczy mu uzmysłowić, że
      Wasze wspólne dziecko jest ważniejsze od tych małżeńskich i bardzo potrzebuje
      ojca na stałe....
      • kamratka2 Re:Gosik 09.06.06, 10:11
        Tak dobrze mnie znasz?
        Oj, nie znasz mnie. Wcale. Więc może nie oceniaj tak jednoznacznie a ostro...
        • triss_merigold6 Re:Gosik 09.06.06, 10:14
          Desperację widać w postach. Dla Ciebie to nie lekka przygoda tylko miłość, a
          miłość pragnie się mieć przy sobie nie dzieląc z inną panią. W takich
          sytuacjach uczciwość i wcześniejsze deklaracje wuj strzela.
          • agaa_p Re:Gosik 09.06.06, 10:59
            triss_merigold6 napisała:

            > Desperację widać w postach. Dla Ciebie to nie lekka przygoda tylko miłość, a
            > miłość pragnie się mieć przy sobie nie dzieląc z inną panią. W takich
            > sytuacjach uczciwość i wcześniejsze deklaracje wuj strzela.

            a co więcej... w miarę jedzenia apetyt rośnie. Wzięłaś pod uwagę to, że bycie zakochaną do szeństwa kochanką przestanie Ci wystarczać?? I co wtedy? Będziesz misia namawiać na rozwód a może zrobisz sobie z misiem dzidziusia, żeby misia uwiązać? A jeśli się to nie uda, to co??
            a potem post: dziewczyny nie pakujcie się w takie bagno, ja zrobiłam ten błąd... ??
      • jowita771 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:16
        g0sik napisała:

        > A później to już tylko wystarczy mu uzmysłowić, że
        > Wasze wspólne dziecko jest ważniejsze od tych małżeńskich i bardzo potrzebuje
        > ojca na stałe....

        jakbym słyszała bliską mi osobę, która właśnie związała się z żonatym.
        chciałaby zajść w ciążę, wtedy na pewno by jej nie zostawił. jak zapytałam, czy
        nie przezszkadzałoby jej, że żonę z dzieckiem zostawił, powiedziała, że tamto
        dziecko juz odchowane. to jest naprawdę bliska mi osoba, ale myślę teraz o
        niej "szmaty kawał". a ona mi mówi, że mój tez był żonaty i dzieciaty, więc
        sytuacja taka sama. ale do cholery, mojego żona porzuciła dla gacha, a myśmy
        się dopiero wtedy poznali, naprawdę nie ma różnicy?
        • elza78 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:19
          jest jowita, taki facet jest wolny i sobie w starym dowodzie nawet tak mogl
          wpisac, a facet ktory jest zwiazany z zona pomimo ze ze soba nie spia wolny nie
          jest niestety...
    • roksi23 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:16
      moze daj ogłoszenie:chetnie dam się przelecieć...nie jeden kawaler sie zgłosi i
      po kłopocie a misia lepiej zostaw w spokoju,bzyknie cie a na drugi dzien
      zapomni ze cos było
      • chloe30 A jeszcze jeden ważny aspekt 09.06.06, 10:18
        Pracujecie razem tak???
        No to powodzenia - niezła jazda będzie jak już Misiowi romans się znudzi.
        • be.em Re: A jeszcze jeden ważny aspekt 09.06.06, 10:23
          oo!! popieram!
    • jowita771 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:27
      dzieczyno, ktos tu ładnie napisał, oferta misia jest żałosna. niektórzy to samo
      oferują, okraszone jeszcze kłamstwem o rozwodzie, takie g... w papierku. to, co
      Tobie miś oferuje to g... bez papierka.
      szanuj się, bo jak sama nie będziesz się szanować, inni tez nie będą.
    • oneway9 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:30
      wista wio latwo powiedziec, no to wpadlas i zal, ale niestety moze byc tylko
      gorzej
      jedno co mozesz probowac zrobic to zmienic prace, moze uda ci sie poznac kogos
      innego...
    • g0sik Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:33
      A swoją drogą: Pan jest szczery do bólu i nie pozostawia cienia wątpliwości, co
      do charakteru znajomości....A dziewczyna i tak podświadomie mocno liczy, że po
      seksie z nią Pan zdanie zmieni i zaangażuje się nie tylko rekreacyjnie.
      Dziewczyny pakujące się w taki związek to idealny materiał na samobójczynie lub
      szantażystki. Obstawiam, ze jak Pan będzie chciał układ skończyć to poniesie
      srogą karę za pozbawienie złudzeń.....bo autorka wątku dopiero wtedy poczuje
      się wykorzystana. Teraz do niej nie dociera, ze Pan liczy na darmochę...
      • elza78 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:36
        g0sik napisała:

        > Teraz do niej nie dociera, ze Pan liczy na darmochę...

        o to to, bo tirowce przy drodze to trzeba conajmniej trz dychacz za laske
        zaplacic wink
        (sorry za doslownosc) big_grin
        • triss_merigold6 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:42
          Pan liczy na seks z pakietem romantycznym. To milej bzykać kogoś kto wzdycha,
          jest zakochany, czuły, troszczy się i wykonuje takie drobne miłe gesty. Takich
          gestów nie wykona panna, której tylko na seksie zależy.wink
          W sumie świnia miś - on z dystansem ale chciałby mieć romans w full wypasie z
          całą romantyczną otoczką.
        • jowita771 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:42
          elza78 napisała:

          > g0sik napisała:
          >
          > > Teraz do niej nie dociera, ze Pan liczy na darmochę...
          >
          > o to to, bo tirowce przy drodze to trzeba conajmniej trz dychacz za laske
          > zaplacic wink
          > (sorry za doslownosc) big_grin

          ale ta inwestycja i tak by się panu opłaciła, bo myślę, że o ile pan liczy na
          finał znajomości w łóżku, to pani liczy, że to byłby dopiero początek i jak się
          rozczaruje, to może mu namieszać. miś z żyłką hazardzisty sie trafił.
    • melka_x Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 10:59
      Skoro facet już teraz zaczyna od kłamstwa (że wcale ze sobą nie śpią, daję
      więcej niż 9 do 10 że śpią, może rzadko, może po misjonarsku, ale jednak) to co
      będzie dalej? Będziesz w stanie łykać kolejne kłamstwa (nie może, bo dziecko
      zachorowało, bo ma kłopoty w szkole itd)? Będziesz w stanie dzielić się z nim w
      łóżku? Nie będziesz sobie wyobrażać jak bzyka się z żoną po powrocie od Ciebie?
      Co będziesz czuć gdy wyjadą razem na wakacje czy choćby weekend? Wydaje mi się,
      że bardziej Ci brakuje czułości i bliskości niż seksu, więc zgadzam się z
      Triss - to bardzo kiepska opcja dla Ciebie.
      • olusza3 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 11:38
        Jestem w stanie cie zrozumieć,sama kiedys byłam singielką i były momenty kiedy cholernie chciałam żeby ktos mnie "przytulił".
        W efekcie przespałam sie z kumplem ,który miał dziewczynę.
        Nigdy w życiu nie czułam do siebie większego obrzydzenia.
        Dlatego na twoim miejscu zastanowiłabym się naprawdę powaznie, czy rzeczywiscie chcesz sie pakować w taki kanał,nawet w imię miłości.
        Predzej czy pózniej stracisz szacunek dla samej siebie,a to naprawdę kiepskie uczucie.
    • kamratka2 Re: Aż się skuliłam 09.06.06, 11:24
      pod naporem Waszych ciosów...
      Jeszcze nic nie zrobiłam, a już zostałam zmieszana z błotem, z porównaniami do
      tirówek włącznie.
      Jednocześnie jestem pełna zdumienia i podziwu dla głębokiej wiedzy
      psychologicznej, jaką posiadacie. Lepiej ode mnie samej wiecie, czego ja
      oczekuję podświadomie, co przeżyję potem, jak się będę czuła, ba! Któraś z Was
      nawet przepowiedziała mi los samobójczyni bądź szantażystki.

      A ja jestem tylko bardzo zakochaną, nieszczęśliwą kobietą, która chce wyrwać
      losowi z gardła trochę szczęścia. Może zdesperowaną, ale nie w tym kierunku,
      aby za wszelką cenę zdobyć męża. Wystarczy mi, że poczuję się kochana,
      pożądana, wyjątkowa...Myślę, że jestem w stanie udźwignąć ryzyko tego
      cierpienia, jakie mnie pewnie potem nie ominie, ale...Kto to powiedział, lepiej
      grzeszyć, a potem żałować?

      Może to moja ostatnia szansa na miłość w życiu?
      • jowita771 Re: Aż się skuliłam 09.06.06, 11:31
        kamratka2 napisała:

        > Wystarczy mi, że poczuję się kochana,
        > pożądana, wyjątkowa...

        problem w tym, że ten pan Cię nie kocha, więc jak chcesz sie poczuć kochana?
        pożądana to pewnie czujesz sie teraz, bo miś będzie Cie pożądał, aż Cie
        przeleci.

        > Może to moja ostatnia szansa na miłość w życiu?

        na jaką miłość? z kim miałaś do tej pory do czynienia, że nie wiesz, co to jest
        miłość?
      • g0sik Re: Aż się skuliłam 09.06.06, 11:34
        >Wystarczy mi, że poczuję się kochana, pożądana, wyjątkowa...

        Po deklaracjach Pana i jego czysto egoistycznym podejściu do tematu myślę że
        poczujesz się jedynie pożądnie wybzykana....jeśli zaś mówimy o wyjątkowości to
        jeszcze wyjątkowo naiwna...
        • ledzeppelin3 Re: Aż się skuliłam 09.06.06, 11:37
          Można misa zaliczyć celem kolekcjonowania doświadczeń. Ale nie więcej niż kilka
          razy (powiedzmy, 4-5)-to w zupełności wystarczy, by zaspokoić ciekawość, apetyt
          seksualny i nie mieć kłopotów (ta żona i dzieci oraz "zakochanie się" misia...!)
      • triss_merigold6 Dobra, po ludzku 09.06.06, 11:35
        Po ludzku Ci napiszę i życzliwie.
        Nie ma nic złego w chęci przeżycia miłości tylko, że tu masz grę w karty z
        szulerem. Facet Ci proponuje romans + jasne warunki. Poczujesz się pożądana ale
        nie kochana czy wyjątkowa. Owszem, będziesz wyjątkowa przez te wyrwane kilka
        godzin w tygodniu ale nie w niedzielne popołudnie, wakacje, święta.

        Nie wiesz czy jesteś w stanie udźwignąć ryzyko cierpienia, bo wcześniej takiego
        romansu nie miałaś. Nawet okazjonalne bzykanie bez zobowiązań może skończyć się
        emocjonalnym uzależnieniem i tęsknotą a co dopiero kiedy Ty już jesteś
        zauroczona.
        Poczytaj wywiady z seksuologami - seks daje radość, wiąże, przyzwyczaja,
        sprawia, że dopisujemy sobie nieraz scenariusze. Ryzykownie chcesz zagrać.
        • kamratka2 Re: Triss 09.06.06, 11:39
          Czyli uważasz, że nie warto zaryzykować? Nawet, jeśli czuję, że jestem w stanie
          to ryzyko udźwignąć?
          • triss_merigold6 Re: Triss 09.06.06, 11:45
            Spróbuj jeśli jesteś pewna, że potrafisz to zerwać. Zerwać w momencie kiedy
            uznasz, że rola tej trzeciej - pożądanej ale tylko kochanki - nie odpowiada Ci.
            Na kartce piszesz plusy i minusy układu, jeśli cierpienie (pragnienie miłości,
            chęć uzyskania od misia czegoś więcej) jest większe to zrywasz.
            Ryzykowne, bo miś będzie Cię mamił obietnicami i gadkami, że łączy was coś
            wyjątkowego. Moja znajoma z takiego układu uciekła na inny kontynent, minął
            chyba rok zanim się wygrzebała emocjonalnie.
            Napisz na priv, nie będę po Tobie jechać tylko możemy pogadać.
      • karambol45 Re: Aż się skuliłam 09.06.06, 11:39
        też uważam że w tym wyimaginowanym związku to nie możesz liczyć na miłość, bo
        on cię po prostu nie kocha - pisałaś że jie odejdzie od rodziny i takie tam
        i nie bądź zła na dziewczyny że tak piszą bo może widzimy sprawę z innej strony
        z której to później wydaje się śmieszne takie zachowanie
        nie wiem ile masz lat
        ale skoro piszesz że to może jest twoja ostatnia szansa na miłość to wiedz że
        szansa na miłość jest zawsze bez względu na wiek i nawet miejsce pracy

        powodzenia!
      • be.em Miłość 09.06.06, 11:41
        naprawdę nie jest między 8.00 a 16.00 w dni robocze... i nie poddaje się pewnym
        regułom..gdyby to była miłość - nie wracałby do domu..uwierz mi - przeszłam tosmile
        • kamratka2 Re: Miłość 09.06.06, 11:46
          Ależ ja nikomu nie wmawiam, że on mnie kocha. Na razie nie.
          Sobie też tego nie wmawiam.
          Z mojej strony to na razie jest zakochanie - i, jak napisałam, szansa na
          miłość. Szansa.
          Może warto dać ją nam obojgu?
          • be.em Re: Miłość 09.06.06, 11:49
            poważnie będzie: ja zaryzykowałam. dziś jestem zoną i matką. ale gro moich
            znajomych przechodziło piekło. jesteś slina, potrafisz zamknąc drzwi zanim
            zmienisz się w wyczekującą desperatkę - bierz gosmile
        • ledzeppelin3 Re: Miłość 09.06.06, 11:47
          Kamratka wal szybko do psychologa, bo coś jest nie tak z Twoim poczuciem
          wartości. Nie zakochuje się w s..synach, a tacy są faceci co to "kochają dwie
          kobiety". Było miło, ok, ale będziesz kupką nieszczęścia, jak to pociągniesz. I
          poczekaj z zakochaniem się w kolejnym facecie, dopóki nie pokochasz samej
          siebie.
          • triss_merigold6 Re: Miłość 09.06.06, 11:53
            Panom jest to na rękę. Z jednej strony stabilizacja społeczna w postaci
            rodziny, domu, żony i dzieci a z drugiej romantyczne i ukrywane spotkania z
            czekającą. Czekająca nie kwasi, nie grymasi, nie opieprza za niepozmywane gary.
            Oni nie chcą wybierać tylko mieć i jajko i jajecznicę.
            Wybierają przyparci do muru i to często nudne rodzinne życie, bo nie mają
            ochoty na komplikacje.
            • kamratka2 Re:Wiem, wiem, wiem to wszystko! 09.06.06, 11:58
              Wiem, że tak jest najczęściej. Ale kilka z Was ma mężów z odzysku, prawda?
              Przecież zdarzają się wyjątki.
              I zdarzają się wyjątkowe uczucia.
              A jeśli to nie będzie uczucie - to trudno, co przeżyliśmy, to nasze, każde
              pójdzie w swoją stronę.
              Najwyżej pójdę do psychologa, jak radzi Ledwink
              • be.em Re:Wiem, wiem, wiem to wszystko! 09.06.06, 12:03
                no to do boju dziewczyno!! wink)
                • elza78 Re:Wiem, wiem, wiem to wszystko! 09.06.06, 12:44
                  beem a jesli ten koles to twoj maz, to dalej tak bys zachecala? :d
                  tak mnie naszlo hehehe
              • chloe30 Re:Wiem, wiem, wiem to wszystko! 09.06.06, 12:03
                Ty rzeczywiście masz nadzieję, że on Cie pokocha i wszystko rzuci. I to w
                sytuacji kiedy facet wyraźnie mówi już PRZED romansem, że tego nie zrobi.
          • kamratka2 Re: Led, pomyłka! 09.06.06, 12:04
            On żony nie kocha. Tego akurat jestem pewna. Może i bzyka - ale nie kocha na
            pewno.
            • triss_merigold6 Kocha, nie kocha 09.06.06, 12:11
              Kocha żonę, nie kocha - a jakie to ma znaczenie? Dopóki z żoną mieszka, płaci
              rachunki, bywa na rodzinnych obiadach i wybiera panele dopóty tworzy z nią
              oficjalny związek. Powiedzieć, że się nie kocha jest dość łatwo. Żona jest jak
              własna noga, słabo zauważalna dopóki nie grozi utrata tejże.
              • asiaasia1 Re: Kocha, nie kocha 09.06.06, 12:16
                Dokładnie zgadzam się z Triss w 100%.
                Znajdź kogos innego. Szukaj,poluj- wychodź gdzieś, w jakieś fajne miejsca.
                Wcale wszyscy super faceci nie są zajęci. Niektórzy tez szukają- są w jakis głupich zwiazkach etc..
                Daj sobie spokój z tym facetem.
                On nie odejdzie od żony, nawet, jeśli jest prawdą, że jej nie kocha.
                Zresztą, skąd o tym wiesz, bo Ci powiedział hehe ?
                A dlaczego tak Ci powiedział, zastanów się trochę...
                Może czegoś od Ciebie chce, hę?

                Poszukaj innego fajnego faceta- daj sobie spokój z tym Miseim.
                Ty chciałabyś chyba jednak cos wiecej niż fajny sex i wspólny wypad co jakiś czas ze plecami jego żony "na delegację"smile

                I nie próbuj "przypadkiem zajść" w ciążę, bo to faceta przy Tobie nie zatrzyma..niestety.
                • ledzeppelin3 Re: Kocha, nie kocha 09.06.06, 12:22
                  Jak jej nie kocha, to co do cholery z nią jeszcze robi? Pewno się biedak do
                  niej przyzwyczaił. Tym bardzie go kopnij. Facet, który nie wyznaje
                  zasady "wszystko albo nic" jest niewart poświęcania uwagi i cipki.
                  • asiaasia1 Re: Kocha, nie kocha 09.06.06, 12:25
                    "Facet, który nie wyznaje
                    zasady "wszystko albo nic" jest niewart poświęcania uwagi i cipki."

                    Dobrze powiedzianesmile
                    I wiesz, Ciebie może przestać "kochać" szybciej niż żonę...
                    Proszę ,nie pakuj się w to, dla swojego dobra.
                    Ty jesteś chyba zakochana... to niedobrze wróży...
                • kamratka2 Re: Kocha, nie kocha 09.06.06, 12:28
                  asiaasia1 napisała:

                  > Znajdź kogos innego. Szukaj,poluj- wychodź gdzieś, w jakieś fajne miejsca.
                  > Wcale wszyscy super faceci nie są zajęci. Niektórzy tez szukają- są w jakis
                  głu
                  > pich zwiazkach etc..

                  Widzisz, nie tak łatwo jest otworzyć się na nowe znajomości, jak się ma w
                  głowie kogoś konkretnego. Po prostu - wszyscy wydają się mniej atrakcyjni od
                  niego.

                  > On nie odejdzie od żony, nawet, jeśli jest prawdą, że jej nie kocha.
                  > Zresztą, skąd o tym wiesz, bo Ci powiedział hehe ?

                  Nie, wprost nie powiedział, niemniej - wiem.

                  > Ty chciałabyś chyba jednak cos wiecej niż fajny sex i wspólny wypad co jakiś
                  cz
                  > as ze plecami jego żony "na delegację"smile

                  Pewno, że tak, masz rację. Wychodzę jednak z założenia, że może lepszy fajny
                  romans, niż nic. I jestem gotowa tym się zadowolić, jeśli on nie będzie chciał
                  niczego więcej.


                  > I nie próbuj "przypadkiem zajść" w ciążę, bo to faceta przy Tobie nie
                  zatrzyma.
                  > .niestety.

                  Nie byłabym w stanie posługiwać się własnym dzieckiem jako przedmiotem szantażu
                  emocjonalnego. Zapewniam.
                  • asiaasia1 Re: Kocha, nie kocha 09.06.06, 12:37
                    kamratka2 napisała: ..
                    >
                    > Widzisz, nie tak łatwo jest otworzyć się na nowe znajomości, jak się ma w
                    > głowie kogoś konkretnego. Po prostu - wszyscy wydają się mniej atrakcyjni od
                    > niego.

                    Ja to doskonale rozumiemsmileTeż mi się tak kiedyś wydawało (mam 26 latsmile
                    Ale , mimo wszystko, spotkałam niedawno bardzo fajnego faceta, który wcale nie wydaje mi się atrakcyjnieszy od mojego obecnego partnera ( mało kto jest od niego bardziej atrakcyjny- to mój kolejny problem i powód do zazdrości ...).
                    On ( ten "nowy" facet) jest równie atrakcyjny i , w dodatku, bardzo ciekawy, bardzo..., i co ja mam zrobić? smile)))
                    >
                    >
                    > Nie, wprost nie powiedział, niemniej - wiem.

                    OK. Może być różnie...

                    >
                    > Pewno, że tak, masz rację. Wychodzę jednak z założenia, że może lepszy fajny
                    > romans, niż nic. I jestem gotowa tym się zadowolić, jeśli on nie będzie chciał
                    > niczego więcej.

                    Czytając Twoje posty wydaje mi się, że jesteś chyba zakochana. Tak jak napisała chyba Triss- sex sprawi, że będzie pomiędzy Wami więź- facet będzie mógł Ci wszystko wmówić.
                    >
                    >
                    > Nie byłabym w stanie posługiwać się własnym dzieckiem jako przedmiotem szantażu
                    >
                    > emocjonalnego. Zapewniam.

                    Wiesz, wszystko jest możliwe...Czasami wpadki są nie do końca niezaplanowane. Czasami miał byc tylko super sex i rzeczywiście super sex był plus pozytywny test ciążowy...

                    Pozdrawiam !!
                    • asiaasia1 Re: Kocha, nie kocha 09.06.06, 13:33
                      Chciałam jeszcze dodać, że jedyną osobą, która wie na pewno, czy kocha żonę czy też nie, jest ten facet.
                      Nie uważam, żeby pomysł na taki związek z kimś z pracy był dobry.
                      Pomyśl, co się stanie, kiedy facet znajdzie sobie trzecią , albo kiedy wasz zwiazaek się skończy ?
                      Chyba to wszystko, co mam do powiedzenia w temacie...
                      Trzymaj się,
                      Idź do fajnego klubu, restauracji etc. i poszukaj kogoś innego...
                      Pozdrowienia,
                    • kamratka2 Re: Kocha, nie kocha 09.06.06, 14:47
                      asiaasia1 napisała:

                      > Ja to doskonale rozumiemsmileTeż mi się tak kiedyś wydawało (mam 26 latsmile

                      No to niestety, dzieli nas drobna różnica 9 lat - na moją niekorzyśćsad
                      I zapewniam, że te lata zmieniają peryspektywę. Ogromnie.
                      • chloe30 Re: Kocha, nie kocha 09.06.06, 14:51
                        kamratka2 napisała:
                        > No to niestety, dzieli nas drobna różnica 9 lat - na moją niekorzyśćsad
                        > I zapewniam, że te lata zmieniają peryspektywę. Ogromnie.

                        No cóż, wiekowo bliżej mi do Ciebie niż koleżanki Aaasi (sory nie pamiętam
                        nicka)
                        Zapewniam Cię, że mi wiek nie zmienił perspektywy. Wręcz stałam się
                        ostrożniejsza i nie brałabym ochłapów.
                      • elf1977 Re: Kocha, nie kocha 11.06.06, 11:32
                        Kobieto, taj czytam i czytam i już nie wytrzymuję...Facet ma rodzinę, to
                        świętość io już, nawet jeśli niektore mają mężów z odzysku, to i tak nie jest
                        to dla mnie jasne. ten mężczyzna jest świnią, a Ty, jeżeli zaangażujesz się w
                        związek z nim, nie będziesz lepsza.
                        Nie sypia się z cudzymi mężami.Jeżeli chodzi o seks, można znaleźć wiele
                        okzaji, nie krzywdząc przy tym zony i dzieci. Jeżeli potrzebujesz związku na
                        poważnie, szukaj. 35 lat to jeszcze nie koniec świata, można znaleźć partnera,
                        myslącego rozsądnie. Może to być i rozwodnik, byle by sytuacja była rozwiązana
                        ostatecznie.
                        Co do serwisów randkowych, ktore tutaj częściowo zrugano: ja poznałam wielu
                        sympatycznych mężczyzn, a ten najmilszy jest moim obecnym mężem.
    • oxygen100 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 11:51
      Teraz też cierpię, kocham i tęsknię. I dodatkowo - mam poczucie niespełnienia.
      I - sorry - niezaspokojeniasad((
      Czy może być jeszcze gorzej?

      Moze. Mozna stracic rece nogi wzrok sluch i mowe. Wtedy ani nie ma jak sie
      zabic ani nie ma jak dac komus do zrozumienia ze ma sie ochote na sex no bo
      niby czym?? No chyba ze ten ktos sam zobaczy ze masz hm...kisiel i wymysli
      czego Ci trzebatongue_out

      Ja bym nie szla na taki uklad. Nie z jakichs tam etycznych dylematow tylko
      wlasnie po to zeby sie potem nie zadreczac. Nie daj jeszcze Bog zeby sie
      okazalo ze Mis nawet dupczyc nie potrafi to juz w ogole bylaby zalamka. Chociaz
      moze wtedy instynkt samozachowawczy popchnalby Cie w ramiona prawdziwego i a
      noz wolnego ogiera?? Zreszta tak kolo 30 zaczyna sie druga cyrkulacja i traw z
      10-15 lat wiec nie trac nadzieismile
      • ledzeppelin3 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 11:57
        O toto- wydobądź z ukrycia instynkt samozachowawczy i go użyj. Nie wierzę, że
        jesteś masochistką z definicji, bo to jednak rzadka dewiacja.
        • asiaasia1 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 12:02
          Czy może być gorzej?
          Tak, może być- możesz zajść w niechcianą ciążę i z róznych powowdów nie usunąć jej...
          Tylko, please, nie mów, że się będziecie zabezpieczać smile
          Moje dzieci są właśnie z bardzo, bardzo namiętnego i spontanicznego sexu ...I pewnie nie tylko moje.

          I trochę Ci współczuję- sama jestem w podobnej sytuacji , tylko ja mam partnera,w prawdzie bardzo liberalnego ex-wyznawcę "free
          love"smile i chciałabym bardzo niezobowiązująco związać się z bardzo fajnym singlakiem , który kogoś tam niby ma i który także
          chciałby - bardzo niezobowiązująco się związać ze mną. Wakacje się zbliżają- bedzie gorącosmile
          Nie próbuj wiązać się z tym facetem na poważnie- nic z tego najprawdopodobniej nie wyjdzie.
          Idź do jakiegoś fajnego klubu, tam jest dość dużo fajnych singlaków.
      • kamratka2 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 12:02
        oxygen100 napisała:

        Nie daj jeszcze Bog zeby sie
        > okazalo ze Mis nawet dupczyc nie potrafi to juz w ogole bylaby zalamka.

        Ech, może to właśnie byłoby najlepsze w mojej sytuacjiwink
        Tak czy owak, zaczynam odkładać na psychologa. Wygląda na to, że mi się przyda,
        cokolwiek się staniewink Lub nie staniewink
        • oxygen100 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 12:11
          daruj sobie psychola. Ja wydalam na niego majatek a okazalo sie ze moglam
          zabrac za te kase kolezanki na drinka i im sie wyzalic. Nic mi psychol nie
          pomogl. Zatoczylam bledne kolo za 80 PLN /godz i znalazlam sie w punkcie
          wyjscia. Zrozumialam ze jesli sama sobei nie pomoge to nikt mi nie pomoze. MNie
          od obcych samcow odstrecza jedne proste natrectwo. Musialabym bardzo tlumic w
          sobie rozczarowanie kotre niechybnie wymalowaloby sie natychmiast na mym
          obliczu gdyby taki pan po zdjeciu spodni pokazal mi koliberka a nie orla. To
          mnie niestety przerasta dlatego od jakiegos czasu jestem wierna ze az strachtongue_out.
          • kamratka2 Re: Seksuolodzy wszak mawiają, Oxygen 09.06.06, 12:15
            że nie rozmiar, a technika czyni mistrzawink
            Ale aż takich doświadczeń nie posiadam, aby w tym temacie polemizowaćwink
            • oxygen100 Re: Seksuolodzy wszak mawiają, Oxygen 09.06.06, 12:34
              a tam, nalezy sluchac siebie nie gadania sexuologow jeszcze nie daj Bog facetow
              ktorzy jakos musza sobei tlumaczyc niedostatki urodysmile)Ja tam wiem ze duzy
              kutas nie musi byc boski ale maly choc szatan jakos mi sie w moim organizmie
              nie widzitongue_out. Sama jestem mala wiec ciagniemnie do duzegotongue_out
          • falka32 Re: A dać się poderwać Misiowi? 15.06.06, 10:54
            oxygen100 napisała:

            > daruj sobie psychola. Ja wydalam na niego majatek a okazalo sie ze moglam
            > zabrac za te kase kolezanki na drinka i im sie wyzalic. Nic mi psychol nie
            > pomogl. Zatoczylam bledne kolo za 80 PLN /godz i znalazlam sie w punkcie
            > wyjscia.

            Oxy, to może znaczyć, że miałaś kiepskiego psychologa, po prostu. Mnie psycholog
            właśnie w identycznej sytuacji bardzo pomógł, na trwałe, wyrwać się z błędnego
            koła pakowania się w romatyczne, toksyczne związki, na które byłam "gotowa". Być
            może sama też bym sobie z czasem z tym poradziła, ale zajęłoby mi to sporo lat i
            nerwów straconych w takich związkach, a tak, załatwiłam sprawę w parę miesięcy
            i mogłam zacząć normalnie żyć i budować normalny związek z normalnym facetem
            (przy okazji - poznanym w necie).
            Z psychologami tak jak z lekarzami - można trafić na cudotwórcę i na partacza.
        • triss_merigold6 Mam Ci rozpisać ciąg dalszy? DD 09.06.06, 12:12
          jak mu nie stanie to Ci wyjaśni, że spięty jest; że dawno mu tak na kobiecie
          nie zależało; że żona go zniechęciła do seksu. Będziesz cierpliwie kurować
          impotenta a on nawet dziękuję nie brzdąknie.wink
          • ledzeppelin3 Re: Mam Ci rozpisać ciąg dalszy? DD 09.06.06, 12:19
            I nie wierz, że żony nie dupczy! Jeśli Wasz romans trwa już trochę, to nawet
            jeśli gość związał się z Tobą z powodu braku seksu w domowych pieleszach (powód
            99% zdrad), to mimo bzykania Ciebie NA PEWNO bzyka też starą, choćby dla
            porównania albo żeby sprawdzić, czy mu przy niej też stanie.
    • babsee Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 12:22
      Dac sie zbyknąc facetowi, ktory jest zwykłym zakłamanym tchórzem to nie jest
      osiągnięcie.Chyba ze dna.
      Dla mnie romansowanie ( romansowanie!) z facetem ktory nie ma za grosz
      cywilnej i moralnej odwagi zostawić to "Bagno"jakim jest małżeństwo, jest
      żałosne...
      Ale ja lubię półśrodków.
      Albo mój albo swój (czyt. wolny) albo niech sie buja.
    • kasandra75 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 13:11
      >Ja go chyba chcę na dowolnych warunkach...
      Nawet jeśli sypia z żoną - też przeżyję...<
      Tak ci się wydaje. Wiem co mówię bo sama przez to przechodziłam i mimo że też
      rzekomo zdawałam sobie sprawę że to związek bez przyszłości, przeżyłam to
      strasznie. Na tyle nie dawałam sobie już rady że zachaczyłam również o
      psychologa, psychiatrę i silne leki depresyjne. Facet też mówił że nie kocha
      żony, ale ma dzieci i nie odejdzie. Jak widać czysty układ. Niestesty ja się
      zakochałam, on jak twierdził też na swój sposób też coś czuje do mnie ale
      wiadomo...... Po 2 latach związek się wydał i to podwójnie. Ja się dowiedziałam
      że jednak sypia z żoną ona że ma romans. Rzekomo musiał powiedział. W każdym
      razie ja cierpiałam strasznie, ryczałam dzień i noc, wręcz wyłam. Po tygodniu
      musiałam wrócić do pracy ale szybko poszłam na m-c zwolnienia lekarskiego.
      Długo by opisywać. Ryczałam przez ponad rok, facet wrócił do żony a po roku gdy
      w miarę się otrząsnęłam spowrotem zaczął do mnie "wracać". Na szczęście szybko
      się opamiętałam i odpuściłam go. Żeby było śmiesznie facet do tej pory próbuje
      od czasu do czasu mnie podrywać (od pierwszego romasu mija 4 lata), przy okazji
      przypominając mi że jakby co to on nadal kocha żonę na swój sposób, ale o mnie
      też nie może zapomnieć. Na szczęścia ja nie mogę zapomniej o strasznym
      ciepieniu przez jakie przeszłam. Kto tego nie przeżył nie jest wstanie mnie
      zrozumieć. Dodam że mimo że teraz mam męża którego bardzo kocham zdarza mi się
      myśleć o kochanku i uczuciu które nas łączyło. Czasami bardzo za nim tęsknię
      ale nie pozwolę by ktoś znowu mnie skrzywdził. Także moja rada dla ciebie: NIE
      PAKUJ SIĘ W TEN ZWIĄZEK . Mi też się wydawało że jestem w takim wieku że nie
      znajdę swojej połówki, a jednak..... Szczęśliwa.
      • dobra_wiara Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 13:24
        Autorko wątku, zobacz, ile mądrych rzeczy Ci tu dziewczyny popisały. I
        opowiedziały o swoich cierpieniach. Czy pomyślałaś przez chwilę, że decydując
        się na taki związek, pozwalasz, żeby jakieś okrutne, choć przystojne indywiduum
        miało nad Tobą pełnię władzy? Przecież to on stawia warunki. Ty musisz je
        zaakceptować czyli podporządkować się. Władza nad czyimiś uczuciami to
        najgorszy i najniebezpieczniejszy rodzaj tyranii. Z tego się nie wychodzi. Przy
        odrobinie szczęścia można się jedynie wyczołgać...
        A nie daj Boże, jak się okaże demonem sexu - koniec!
      • roksi23 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 13:25
        >Ja go chyba chcę na dowolnych warunkach...
        Nawet jeśli sypia z żoną - też przeżyję...<

        albo jestes nie wyrzyta seksuanie-proponuje wibrator
        albo przeraza cię to ze jestes sama i jestes az tak zdesperowana swoją
        sytuacją... i tu mnie zastanawia czy ów "miS" faktycznie cię podrywa,czy
        poprostu sytuacja cie przerasta i może byś chciała aby tak
        bylo...
        • kamratka2 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 15:58
          Z pewnością jestem niewyżytasmile, a raczej niezaspokojona. Ale gdyby to był
          jedyny problem, rzeczywiście wystarczyłby wibrator.
    • czajkax2 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 13:35
      Nie rozumiem co chciałasosoągnac tym postem. Pozstanowiłąs juz co zrobisz,wiec
      rady dziewczyn nie są ci potrzebne.

      Rób jak uważasz. Skoro nie masz za grosz szacunku do siebie samej to wdaj sie w
      romans z Misiem. Mysle ze jestes warta losu, ktory cie czeka.

      Ja od siebie napisze tylko,ze tak głupich argumentów "za" romansem dawno nie
      słyszxałam. jestes albo bardzo zakochana albo bardzo naiwna. A raczej i jedno i
      drugie, plus ogromna despreracja.
      • melka_x Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 14:42
        Łoj Czajka już tak po dziewczynie nie jeździjwink)).
        Z drugiej singlowej strony to trochę inaczej wygląda.
        • babsee Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 14:58
          I to jest wlasnie wkur...ijące najbardziej!Co napisalam Triss-ze to powód 99%
          zdrad-brak seksu w maleznstwie.
          Zona zazwyczaj-pierze, sprzata, pracuje, zajmuje sie 1 lub 2 dzieciakami-pada
          na ryj czasem.Pilnuje-wydatków, kredytów, chorób rodziny itp itd. Czasem jest
          tak ze nie daje rady i co?
          facet biegnie podymac inna i zali sie ze zona nie daje.
          Dlatego faceci to gatunek sam w sobie zalosny i jakby nie bylo raczej II niz
          pierwszy...
          Atawizm im przyslanie priorytety
          • elena70 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 15:08
            Nic dodać, nic ująć babsee. Prototyp z reguły jest nieudany!
        • czajkax2 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 15:13
          Łoj Melkasmile Nic nie poradze ze reaguje alergią na głupote. A kiedy głupota
          połaczona jest z desperacją to zwala mnie z nóg i juz.

          Nie wiem, jak sprawa szacunku i przyzwoitosci moze wygladac inaczej niz
          wygląda? Albo sie te cechy posiada albo nie.
    • g0sik Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 15:39
      No cóż myślę, że psycholog jest jednak niezbędny - facet nie powiedział,
      wprost, że nie kocha żony, ale Ty wiesz to na pewno. Powiedział za to wprost,
      że Wasz układ sprowadza tylko do dymania a Ty sobie wmawiasz, że "jeszcze Cię
      nie kocha" ale "pokocha".

      Nie zgodzę się z dziewczynami, że gdy Pan okaże się kiepski w łóżku pójdziesz
      po rozum do głowy – obstawiam, że będziesz udawała orgazm w nadziei, że robisz
      to lepiej niż żona i Pan tę żonę zostawi w cholerę.....

      • g0sik Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 15:46
        I taka refleksja mnie naszła: No jak Ci faceci mają żon nie zdradzać skoro
        nawet nie muszą się wysilać, żeby podymać na boku?
        Cholera skora taka jest rzeczywistość to chyba zacznę być dobra dla mojego
        męża......
      • kamratka2 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 15:55
        Naszego układu jeszcze nie ma. W każdym razie - nie tego polegającego na, jak
        się wyraziłaś, dymaniu.
        Na razie jest to wyłącznie układ, powiedzmy, emocjonalny.
        Wbrew temu, co piszesz, niczego sobie nie wmawiam. Ani tego, że on mnie kocha,
        ani, że mnie na pewno pokocha. Choć tylko ja wiem, że nasz układ może mi dawać
        pewne do tego prawo.

        Abstrahując juz od tego, co się stanie czy też nie stanie między nami, dlaczego
        wszystkie (no, prawie) zakładają, że facet jest draniem, który tylko
        chce "podymać" na boku bez zobowiązań? Nie ma żadnej szansy, że to przyzwoity
        facet, któremu się po prostu nie ułożyło życie z jedną kobietą i chciałby
        dostać od losu drugą szansę? Tylko nie jest mu łatwo podjąć taką decyzję, bo
        wie, że skrzywdzi nią kobietę, z którą przeżył kawałek dobrego życia (nigdy nie
        mówi o niej źle) i przede wszystkim dzieci?
        Czy taka możliwość waszym zdaniem nie istnieje?
        • chloe30 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 15:57
          Przyzwoity facet najpierw kończy jeden związek.

          Wbrew temu, co piszesz, niczego sobie nie wmawiam. Ani tego, że on mnie kocha,
          > ani, że mnie na pewno pokocha. Choć tylko ja wiem, że nasz układ może mi
          dawać
          > pewne do tego prawo
          ??????????????????????????????????????????
          • asiaasia1 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 16:01
            Jest jeszcze taka możliwość,że jego związek przechodzi kryzys- to normalne - albo sam "Miś" przechodzi kryzys wieku średniego ...
            Czy warto to wykorzystać ?(pytanie retoryczne)

            Jeśli facet od początku daje do zrozumienia, że zależy mu na czymś "na boku", to chyba raczej nie chce od losu drugiej szansy na ułożenie sobie życia...
        • be.em Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 16:01
          tak!jestem tego przykładem. pisz na priv jak chcesz pogadaćsmile
          • kamratka2 Re: Be.em, Triss:) 09.06.06, 16:20
            dziękuję Wam za zrozumienie, jeśli będę w głębszym dołku - na pewno napiszę.
            Pozdrawiamsmile
        • g0sik Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 16:13
          Przyzwoity facet powiadasz? Pytanie z czyjej perspektywy....z Twojej może i
          tak: stawia sprawę jasno - będę się z Tobą bzykał ale żony i dzieci nie
          zostawi. Z perspektywy żony to on już przyzwoity nie jest - to, że dupczy na
          boku zachowa dla siebie.
          Wierz mi jesteś wspaniałym materiałem na wieloletnią kochankę, bo świetnie
          potrafisz dorabiać ideologię usprawiedliwiając biednego żuczka...Jedyna
          możliwość, jaka istnieje to, że się sprawa rypnie i żona wywali go na zbity
          pysk. Ale to też nic pewnego, bo może wybaczy ze względu na dzieci? Przy Twoich
          skłonnościach masochistycznych raczej nie masz, co liczyć, że facet sam
          podejmie decyzję o rozwodzie. Nie podejmie, bo nie będzie miał motywacji,
          raczej wymieni Cię na mniej skomplikowany model jak zaczniesz być depresyjno –
          roszczeniowa....
        • jowita771 Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 16:45
          kamratka2 napisała:

          > Nie ma żadnej szansy, że to przyzwoity
          > facet, któremu się po prostu nie ułożyło życie z jedną kobietą i chciałby
          > dostać od losu drugą szansę?

          ale sznasę na co? na co Ty liczysz? bo on liczy na bzykanie na boku, nic
          więcej. dostanie od Ciebie szansę?

          Tylko nie jest mu łatwo podjąć taką decyzję, bo
          > wie, że skrzywdzi nią kobietę, z którą przeżył kawałek dobrego życia

          o jakiej decyzji Ty piszesz? Tobie się wydaje, że on rzuciłby żonę, tylko mu
          przyzwoitość nie pozwala? on nawet nie bierze pod uwagę odejścia od żony do
          Ciebie.
          a na takim układzie skorzysta pani z kwiaciarni, bo jak się wyda, to miś da jej
          zarobić, kupując naręcza kwiatów.
          dla żony oczywiście.
          • agaa_p Re: A dać się poderwać Misiowi? 09.06.06, 17:33
            widze, że do dziewczyny nic nie dociera
            a może spodobało jej się zainteresowanie forumowiczek?
          • kamratka2 Re: Jowito i inne 10.06.06, 00:16
            Boże, jak Wy wszystko wiecie. Wszechwiedzące, przewidujące wspaniałe kobiety -
            żony. Szczęściary...
            • ruta8 Re: kamratka, przeczytaj 10.06.06, 19:41
              o ile jeszcze nie czytalas, Pestke Anki Kowalskiej
              www.merlin.com.pl/frontend/towar/45134
              moze pomoze ci w podjeciu decyzji, polecam, jak dla mnie najpiekniejsza ksiazka
              o 'tej trzeciej'. pozdrawiam
              • kasiaxxx4 Re: Bierz Misia. Co przezyjesz to Twoje........... 10.06.06, 23:35
                Do boju! Co bedzie to bedzie...
                • kamratka2 Re: Bierz Misia. Co przezyjesz to Twoje.......... 11.06.06, 01:44
                  A wspomnienia mi zostaną...
                  Właśnie tak myślę coraz częściej.
                  W końcu, jak wchodzimy w pierwszy związek w życiu, też nie wiemy, do czego nas
                  to doprowadzi.

                  Ps. Pestkę czytałam, dzięki...
                  • olusza3 Re: Bierz Misia. Co przezyjesz to Twoje.......... 11.06.06, 02:29
                    kamratka2 napisała:

                    > A wspomnienia mi zostaną...
                    > Właśnie tak myślę coraz częściej.
                    > W końcu, jak wchodzimy w pierwszy związek w życiu, też nie wiemy, do czego nas
                    > to doprowadzi.

                    Zastanawiam sie po co wogóle watek rzuciłas, skoro podjęłaś już decyzję o spapraniu sobie (i nie tylko sobie) życia ,bo założę sie że tak to się skończy.
                    A jakos żadne argumenty do ciebie nie trafiają.
                    No ale cóż,ludzie uczą się na własnych błędach.
                    • start1234 Re: Bierz Misia. Co przezyjesz to Twoje.......... 11.06.06, 03:29
                      sluchajcie dziewczyny, tylko prosze bez wrzuty ze facet czyta ten post. Ja
                      kiedys poznalem taka pania misiowa. Zakochalem sie po uszy, ona oczywiscie
                      zonata, dzieciata nie kochajaca meza. Zainteresowana mna bo i do kina i na
                      spacer i mozna bylo do lozka. Z mezem "to koniec, nigdy wiecej bo dran, kutas
                      itp" Malzenstwo wg niej sie rozpadalo ona w innym miescie on w innym. Sex z
                      nia -REWELACJA, ja zakochany po uszy, jej sie podoba. I nadeszla ta slawna
                      wielkanoc. Wpadam z prezentami do jej mieszkania jej maz na niej wiec
                      pieprzalem drzwiami i poszedlem w ch... Serce walilo, lzy same lecialy. Kilka
                      dni cicho ja deprecha a ona dzwoni i mowi ze to byla nieudana proba ratowania
                      malzenstwa i ze wie ze to koniec i chce byc ze mna do konca zycia. Ja glupi
                      wrocilem, zrozumialem, zylo nam sie milo, rozwod przeprowadzony, wspolne plany,
                      te sprawy tylko ja jakos coraz mniej szczesliwy bylem, kochalem, dbalem tylko
                      MUSIALEM caly, caly jej. Zaczely sie kwasy, coraz mniej podobalem sie pani
                      misiowej az mnie walnela w rogi z kims kto ja rozumial tak jak ja lata temu.
                      Psycha mnie dopadla ale sie jakos po czasie dzieki ludziom pozbieralem. Teraz
                      mam zone, ktora kocham, ona kocha mnie i cieszymy sie soba. A pani misiowa? Z
                      tego co wiem to jeszcze kilku takich jak ja poznala, zycia sobie nie ulozyla.
                      Ale bede szczery nie zal mi jej. Tylko nerw mnie bierze ze bylem taki glupi,
                      zakochany, wyrozumialy. Wiec kamratka2 kopnij misia w d... i wez na
                      wstrzymanie. Masz DOPIERO 35 lat, zycie przed Toba. Ale sie rozpisalem, niech
                      bedzie ku przestrodze. Ale tego ze dzieki wlasnej glupocie, ktos komu wierzysz
                      sprowadza Cie do parteru latwo sie nie zapomina.

                      pzdr
                • cristina7 Re: Popieram, bierz Misia 19.06.06, 12:46
                  i myśl o sobie. A on niech się martwi o resztę.
        • lenkao Re: A dać się poderwać Misiowi? 20.06.06, 10:37
          Moja siostra byla kobieta na tyle zdesperowana,ze postanowila wdac sie w romans
          z zonatym.Tez nie kochal zony,tez nie bzykal,jak twierdzi,ale w zadnym wypadku
          od zony odejsc nie chcial.Siostra byla ,tak jak ty,stara panna.Trwalo to 5
          lat.Jak sie zaczelo miala 33 lata,jak zakonczylo 38.Wyobraz sobie,ze nawet
          odszedl od zony,tak sie zakochal.A po roku postanowil jednak wrocic,bo uznal,ze
          to jednak nie to...Jednal dalej z nia sypial,a ona glupia,zakochana pozwalala na
          taki uklad.I ciagnela to w nieskonczonosc z nadzieja ,ze bedzie wlasnie z nia,a
          on bawil sie dobrze jej kosztem...Zreszta jak wiekszosc samcow...Zlamal cale jej
          zycie.Doprowadzil do takiego stanu,ze postanowila zakonczyc swoje zbyt krotkie
          zycie...Niestety udalo jej sie ...
          A on ?? Teraz zyje ze swoja zona i tworzy jeszcze badziej wspaniala rodzine.
          To wszystko nauczylo mnie tego,ze do mezczyzn,ktorzy sa zonaci,a szukaja
          romansu,nie mam za grosz szacunku.Jezeli nie kochaja zon,niech je zostawia.To
          ,ze sa dzieci,jest glupia wymowka.Co dzieciom z takich rodzicow,ktorzy sie non
          stop kloca,bo brak w ich zwiazku uczucia??Lepiej zamieszkac osobno ,na czym tez
          dzieci skorzystaja.
          Nie warto,Kamratka,naprawde nie warto.Nawet dla tych kilku fajnych chwil...nie
          warto.
    • luxure Re: A dać się poderwać Misiowi? 11.06.06, 06:46
      Nigdy w życiu. Gosc postawil sprawe jasno, od rodziny nie odejdzie. Nie nabijaj
      sobie nim glowy niepotrzebnie. To tak jak w 9 przykazaniu "nie pozadaj zony
      blizniego swego nadaremniesmile))))". Szkoda czasu i nerwów. Przegoń gdzie pieprz
      rośnie, bo facetowi wyraźnie zona nie daje i szuka potwierdzenia atrakcyjnosci
      u innej dziewczyny.
      • kasiaxxx4 Re: Łatwo radzic i osadzac, jak nie bierze sie.... 11.06.06, 10:44
        w tym udzialu. Tak najlatwiej...Przeciez nas to nie dotyczy...Smutne ale
        prawdziwe...
        • luxure Re: Łatwo radzic i osadzac, jak nie bierze sie... 11.06.06, 14:18
          W związku z tym po co to forum? Po co komuś doradzać skoro nie bierze sie w tym
          udziału? A jesli ktos ma odrobine empatii umie sie postawic na czyims miejscu i
          umie doradzic, nie zawsze dobrze, warto by szczerze....
          • elf1977 Re: Łatwo radzic i osadzac, jak nie bierze sie... 11.06.06, 16:32
            Podjęłaś już decyzję i szukasz wsparcia. Pewnie znajdziesz, bo nie Ty jedna i
            nie Ty pierwsza wpadłaś na pomysł, by roamnsować z cudzym mężem. Nie chodzi o
            ocenę, choć wg mnie takie postepowanie jest niemoralne, chodzi o uczucia ludzi,
            rodziny, w którą wchodzisz buciorami...Męża nic nie usprawiedliwia (dokąd nie
            ma rozwodu), Ciebie, jeśli wejdziesz w ten związek - też nic.
            Ja, owszem, jestem teraz szczęśliwą mężatką, ale kiedyś też byłam tą ze
            spapranym życiem, musiałam zaczynać wszystko od początku i nie pomyślałam
            nawet, żeby robić to czyimś kosztem.
            Prawda jest taka, innych mogłabyś spotkać, a nawet, jeśli ten Ci się spodobał,
            nie musisz od razu rzucać się w związek bez przyszłości. Oprócz uczuć, masz
            chyba trochę rozumu?
            • falka32 Rzeczywistość skrzeczy 15.06.06, 11:44
              Posłuchaj tego, co mówią do ciebie dziewczyny. Nie chodzi o to, żeby cię zgnoić,
              tylko żeby uchronić cię przed czymś, czego będziesz potem żałowała, a czego w
              tej chwili nie jesteś w stanie pojąć, bo tego nie przeżyłaś. Przpominasz
              dziecko, które chce koniecznie złapać gorący, pięknie błyszczący czajnik i nie
              wierzy matce, która mówi "oparzysz się, będzie bardzo bolało, skończy się w
              szpitalu, uwierz mi". Dziecko myśli "co tam matka może wiedzieć, przecież jak
              coś jest takie piękne, to nie może być niebezpieczne, a zresztą nawet jak będzie
              bolało, to co, jestem na to gotowy, kiedyś już mnie raz bolało, jak uderzyłem
              się grzechotką w głowę więc jestem na to gotowy".

              Jesteś w bardzo niebezpiecznym dla siebie nastroju. Decyzje podejmowane w takim
              stanie są równie racjonalne, jak podejmowane po pijaku. Nie patrzysz na gołe
              fakty, tylko na ich naciągnięte na swój użytek interpretacje. Chcesz przeżyć
              romantyczną, pełną uniesień, burzy emocji historię jak z "przeminęło z wiatrem"
              albo "Wichrowych wzgórz" i bierzesz pierwszą okazję, która niesie ze sobą ten
              potencjał - będziesz kochać, tęsknić, cierpieć, suuuper, jak w filmie, a ty
              będziesz stała w białej koronkowej sukni na balkonie, wiatr będzie rozwiewał
              twoje włosy a ty będziesz pięknie szlochała w haftowaną chusteczkę i będziesz
              taka wzniosła, szlachetna, doświadczona przez los, będziesz myślała "Jak tak
              kocham i cierpię, to przynajmniej czuję, że żyję, nie sądziłam, że jestem zdolna
              to takiej miłości!".

              A ponieważ życie to nie film, kiedyś się ockniesz, nagle dojrzysz tą sytuację
              taką, jaka jest naprawdę, bez dekoracji, montażu i korzystnego oświetlenia i
              poczujesz do siebie tak ogromny niesmak, że będzie chciała wymiotować i
              wymiotować, kąpać się 10 razy dziennie aby zmyć najmniejszy ślad dotyku rąk tego
              człowieka, któremu sama, SAMA! pozwoliłaś tak się potraktować. Uwierz mi, że ten
              niesmak i poczucie upokorzenia przez swoją własne zaślepienie jest podobne do
              uczucia, które ma kobieta po gwałcie. Z tym, że będziesz dodatkowo miała
              poczucie, że tego gwałtu dokonałaś sama na sobie. Jakbyś kompletnie pijana
              weszła do knajpy pełnej pijanych brudnych kibiców i zawołała "bierzcie mnie
              wszyscy". Sama się podłożyłaś, sama chciałaś, a to co dostałaś w zamian za swoje
              "ryzyko" i "gotowość do poświęceń" okazało się papierową podróbą, która rozpadła
              się na twoich oczach i reklamacji nikt nie przyjmie.

              Im bardziej się zaangażujesz w swój piękny, emocjonujący scenariusz, tym
              bardziej niesmaczne będzie przebudzenie. Nie możesz tego wiedzieć, bo nie
              przeżyłaś tego, nie chcesz tego wiedzieć, nie wierzysz nam, tak jak przykładowe
              dziecko nie wierzy matce i tak jak ono masz słabe pojęcie o tym, co to znaczy
              "będzie bolało". To nie złamane serce będzie romantycznie bolało, tylko niesmak,
              obrzydzenie do samej siebie i poczucie upokorzenia.

              Że uwierzyłaś pryszczatej żabie, że po kolejnych pocałunkach, oralu, analu i
              pożyczeniu mu 5 tysięcy złotych teraz już na pewno zamieni się w królewicza.
              • karola.v Re: Rzeczywistość skrzeczy 15.06.06, 12:40
                Zgadzam sie z tym,ze autorka wątku już podjeła decyzję,szuka tylko
                usprawiedliwienia,wsparcia i czeka na wpisy tych,które były w podobnej sytuacji
                i udało im sie zdobyć "męża z odzysku".
                Kolejna biedna niunia,której sie duzo za duzo wydaje.
                Facet jak sama pisze postawił sprawe jasno-nie zostawi żony i rodziny,czyli już
                z góry nakreslił układ jakiego oczekuje.Faceci są prości i sterotypowi,skoro juz
                Ci to powiedział znaczy,ze zawarł układ którego sie bedzie trzymał i tego samego
                oczekuje od ciebie.
                No ale ty jak większosć kobiet dorabiasz sobie cała niepotrzebą ideologię-moze
                sie zakocha(albo napewno sie zakocha),napewno zostawi zone jak zobaczy co ja mu
                moge dać itd...Liczysz,ze bedziesz w tym minimalnym odsetku,kobiet którym się
                udało odbić i zdobyć czyjegoś misia.
                Życie jednak pokazuje że bedziesz nastepną która sie rozczaruje.
                Ciekawe,ze nie znam zadnej kobiety-kochanki,której sie udało to co ty
                planujesz,a wiele znam takich,którym sie duzo wydawało a w efekcie miesiącami
                liżą rany mając często u boku "owoc"romansu,który zna tatusia tylko ze zdjecia.
                Ciekawe ze zdecydowana wiekszosć facetów ( w tym mój również)zgodnie twierdzą,ze
                kochanka TAK,ale nastepny trwały zwiazek zdecydowanie NIE (poco mi to co juz mam).
                Czytając twoje wpisy na początku myślałam,że zdajesz sobie sprawe z tego,ze ten
                związek jest tylko na chwile,i zdajesz sobie sprawe z deklaracji i oczekiwań
                misia.Pózniej dałaś wyraznie do zrozumienia,ze oczekujesz po tym zwiazku bardzo
                dużo ba,nawet tego że Mis sie zakocha i odejdzie od zony,czyli wszystkiego
                tego,czego w deklaracjach misia nie było.
                Smutne jest to,że w tym co zamierzasz zrobic nie liczysz sie z uczuciami innych
                osób,żony Misia,dzieci.Czy z toba jest tak bardzo zle,że nie wierzysz już w inny
                "normalny"zwiazek?
                W sumie to ja osobiscie bardzo Ci współczuję.
    • kamratka2 Re: A dać się poderwać Misiowi? 19.06.06, 09:27
      Przeczytałam uważnie wszystko. Przemyślałam.
      Wycofuję się.
      Właśnie pojawiła się przede mną możliwość zmiany pracy. Zrobię wszystko, aby z
      niej skorzystać, myślę, że mam wszelkie szanse.
      Dodatkowo mobilizuje mnie fakt, że ostatnio on, że tak powiem, przypuścił
      szturm - i w tym momencie dotarło do mnie z absolutną jasnością, że to mi nie
      wystarczy. Zbyt drogo zapłaciłabym za piękne wspomnienia.

      Ale gdzieś na dnie mam nadzieję, że może ta nowa sytuacja pozwoli i jemu się
      zorientować, czego chce naprawdę. Może podejmie jakieś decycje, może zakończy
      związek, w którym nie czuje się szczęśliwy. Może będzie mnie szukał, aby
      zaoferować mi więcej, niż chciał teraz...
      Czas pokaże. I choć nie mam go zbyt wiele, pewno będę czekać - a jeśli nic się
      nie stanie, to zapominać...Łatwiej mi będzie z dala od niego.

      Dziękuję wszystkim za rady. Prawdę mówiąc, jestem pozytywnie zaskoczona. Choć
      padło wiele mocnych słów, nie stałam się obiektem linczu i jednoznacznego
      potępienia. Dałyście mi za to dużo do myślenia i za to jestem Wam wdzięczna.
      Myślę, że jeszcze nie raz wrócę do tego wątku.
      Pozdrawiamsmile

      Ps. Chciałabym tu kiedyś wrócić jako jedna z Was...
      • triss_merigold6 Re: A dać się poderwać Misiowi? 19.06.06, 12:54
        Kamratko, jeśli facet będzie chciał z Tobą być to będzie.
        Kiedyś o mało nie wpakowałam się w układ na "tą trzecią". Motylki w brzuchu i
        tak dalej, zauroczenie od pierwszego wejrzenia. Tyle, że powiedziałam jasno i
        wprost, że bycia trzecią nie chcę. Na szczęście, bo od tamtej pory pana nie
        zobaczyłam.
      • valldemossa Re: Do Kamratki - BRAWO! 20.06.06, 15:39
        Kamratko,

        smile Cieszę się, że jednak przemyślałaś sobie wszystko jeszcze raz i zmieniłaś
        podejście do sprawy. Śledzę Twój wątek od początku i już dawno chciałam Ci
        odpisać, ale w końcu zrezygnowałam, bo stwierdziłam, że... szkoda mojego czasu -
        miałaś klapki na oczach i nie docierały do Ciebie żadne argumenty, mimo że tak
        wiele osób (życzliwie!) próbowało Cię przekonać, że nic dobrego nie wyniknie z
        Twojej postawy.

        Uważam, że podjęłaś mądrą decyzję - brawo! Zmiana pracy pozwoli Ci oddalić się
        od faceta, nabrać pewności siebie, poznać nowych ludzi. Tylko błagam, nie pisz,
        że nie masz zbyt wiele czasu!!! To nieprawda! Miłość można znaleźć w każdym
        wieku, a w obecnych czasach (kiedy ludzie często myślą najpierw o pracy,
        karierze, własnym mieszkaniu, a potem dopiero o zakładaniu rodziny) naprawdę
        nie brak osób w Twoim wieku wciąż szukających tego co Ty smile Mnie też swego
        czasu wydawało się, że w moim wieku mam marne szanse na poznanie wolnego i
        fajnego mężczyzny, z którym chciałabym się związać - skoro ci interesujący są
        już w związkach, a ci nieliczni wolni jakoś niekoniecznie interesujący... I
        postanowiłam przestać biernie czekać - zaczęłam spotykać się z facetami
        poznanymi przez internet (serwisy randkowe). Po mniej więcej roku trafiłam na
        tego właściwego smile Teraz jesteśmy małżeństwem, mamy dziecko.
        Mało tego, namówiłam na takie rozwiązanie swojego przyjaciela, który też miał
        problem ze znalezieniem drugiej połówki. On miał jeszcze więcej szczęścia smile -
        praktycznie od razu trafił na swoją obecną żonę smile

        A co do wspomnianego przez Ciebie upływu cennego czasu - mam koleżankę, która
        podobnie jak ja, chyba miała dość tego, że w jej życiu osobistym nic się nie
        dzieje, a latka lecą. Więc dwukrotnie wdała się w romans z żonatym facetem.
        Jeden "związek" trwał koło roku, drugi chyba około trzech lat. Z obydwu
        zupełnie nic nie wyszło, choć w tym drugim przypadku była mowa o odejściu od
        żony i dzieci, a koleżanka była już pewna, że facet to zrobi. I co? Nic nie
        zrobił (choć oczywiście korzyści z romansu chciał czerpać dalej...). A ona do
        tej pory jest sama...
        Pomyśl, co tak naprawdę jest większą stratą czasu - wdawanie się w romans z
        żonatym facetem, którego postawa od początku budzi zastrzeżenia czy wytrwałe
        szukanie kogoś wartościowego?

        I moim zdaniem najważniejszy aspekt całej sprawy - nie sądzę, żeby można było
        zbudować prawdziwe szczęście na czyimś nieszczęściu. Zdecydowanie lepiej żyje
        się z czystym sumieniem.

        Pozdrawiam i życzę powodzenia oraz wytrwałości!
    • iziula1 Re: A dać się poderwać Misiowi? 04.04.14, 19:42
      Dostaniesz tylko seks. Czułość będzie jako preludium współżycia.
      Bliskość, ciepło, zaufanie, wsparcie o tym zapomnij.
      Kiedy będziesz miała gorszy dzień, kiedy będziesz miała problemy nie dostaniesz od misia wsparcia. Nawet jeśli to będą to tylko puste słowa zamiast ciepłego ramienia które utuli cię w nocy.
      Tego chcesz?
      Jeszcze większej samotności?
      Nie warto.
    • peggy_su Re: A dać się poderwać Misiowi? 04.04.14, 19:49
      Choć żony nie kocha i od
      > dawna z nią nie śpi - nie zostawi dzieci, rodziny nie rozbije.

      Oni podobno nigdy nie śpią z żonami wink

      A w ogóle potrzebny Ci taki ktoś? Tylko do łóżka? A i to nie na wyłączność.
      Nie będziesz go miała na święta, na wakacje, na oficjalne wyjścia, do rodziny go nie zabierzesz. Zawsze będziesz tą drugą, ukradkiem.
      • peggy_su Re: A dać się poderwać Misiowi? 04.04.14, 19:50
        Ale wtopa, jakiś prehistoryczny wątek.
        • agaja5b Re: A dać się poderwać Misiowi? 04.04.14, 20:11
          Czego chcesz, wciąż całkiem aktualnywink
          • peggy_su Re: A dać się poderwać Misiowi? 04.04.14, 20:17
            w sumie temat ponadczasowy wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka