kamratka2
09.06.06, 09:28
Zupełnie przypadkiem weszłam na to forum, bo ono nie dla mnie przeznaczone.
Nie jestem emamą, tylko epanną, w dodatku...starą. Tak właśnie określiłabym
swój status, choć Wy wolicie określenie: singielka. Ja się czuję właśnie
starą panną, bo tak się u nas chyba określa taką, która jest sama nie z
własnego wyboru.
Nie jestem ostatnia, brzydka, gruba, nieatrakcyjna... Dużo czasu zabrał mi
jeden facet, nie wyszło nam, a potem nagle okazało się, że wszyscy sensowni
faceci są już zajęci. Pozostała mi praca.
W pracy poznałam mego Misia.
Nie przypomina typowego Misia. Nie ma brzuszka ani łysiny, jest fascynującym
i przystojnym facetem. Ma żonę i dwoje dzieci. Wiem na pewno, że od nich nie
odejdzie - dawał mi to do zrozumienia wielokrotnie, a nawet mówił wprost.
Jednocześnie adoruje mnie i - co tu dużo mówić - podrywa. Trwa to już wiele
miesięcy. Wystarczająco długo w każdym razie, żebym sie zakochała. Do
szaleństwa.
Nie mam wątpliwości, że jedno moje skinienie, i będę go miała. Ale nie mam
też wątpliwości, że mogę go mieć głównie do łóżka. Choć żony nie kocha i od
dawna z nią nie śpi - nie zostawi dzieci, rodziny nie rozbije.
Czy jednak w mojej sytuacji nie warto przyjąć tego, co on mi oferuje? Seksu,
czułości, bliskości...Tak bardzo mi tego brak!
Nie biorę jego rodziny na swoje sumienie. Jedyne ryzyko ponoszę ja - ryzyko
bycia kochanką, ze wszystkimi tego konsekwencjami - chyba ich wymieniać na
tym forum nie muszę? Tak wnioskuję po lekturze wątku, do którego nawiązuje
mój post.
Ciekawa jestem, czy któraś z emam i eżon choć spróbuje mnie zrozumieć?