Dodaj do ulubionych

Dzieci szkodliwe jak tytoń :/

21.07.06, 14:15
Pamiętacie wątek pewien o nieznośnych dzieciach w restauracjach?
Patrzcie zatem, co nas czeka:
wiadomosci.o2.pl/?s=513&t=6995
Obserwuj wątek
    • mieszkowamama O ten wątek mi chodziło: 21.07.06, 14:18
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=37935583&a=38054430&s=0
    • kosheen4 Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 14:43
      mieszkowamama napisała:

      > Pamiętacie wątek pewien o nieznośnych dzieciach w restauracjach?
      > Patrzcie zatem, co nas czeka:
      > wiadomosci.o2.pl/?s=513&t=6995

      no i słusznie
      dziecku i tak dynda, czy będzie jadło w domu, w mcsyfie czy w eleganckiej
      restauracji - ranione są tu głównie uczucia rodziców, poprzez fakt że nie
      każdemu przypada do gustu dzielenie sali z dzieckiem. któremu zdarza się
      wrzeszczeć, rozlać, grymasić, biegać po sali.
      wyznaczone dla dzieci miejsca mają jak najbardziej rację bytu.
      • marghe_72 Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 15:12
        kosheen4 napisała:

        >

        > no i słusznie
        > dziecku i tak dynda, czy będzie jadło w domu, w mcsyfie czy w eleganckiej
        > restauracji -

        to akurat zależy od dziecka i od wieku

        Fakt faktem,ze jesli dziecko nie umie sie jako tako zachować..>
    • aagatha1 Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 14:45
      no i dobrze;nie każdy ma ochotę wysłuchiwać wrzasków rozwydrzonych dzieciaków
      A jak się widzi bezradność niektórych rodziców to ręce opadają.
      Moje dziecko było niecierpliwe ,może nie wrzeszczało i nie wpadało w
      histerię,ale szybko się nudziło siedząc w jednym miejscu.Dlatego,żeby nie latać
      za nią pomiędzy stolikami ,do restauracji chodziliśmy sami.Z córką zaczęliśmy
      chodzić dopiero wtedy kiedy wiedziałam,że jest na to gotowa i będzie to dla
      niej przyjemność a nie katorga.
      • kosheen4 chwała ci, rozsądna matko! :) 21.07.06, 14:50
        oto, szanowne zgromadzone, zdrowa i racjonalna postawa.
        patrzeć, robić notatki i wkuwać na pamięć.
      • iwoniaw Jest jeden problem 21.07.06, 14:55
        aagatha1 napisała:
        >Z córką zaczęliśmy
        > chodzić dopiero wtedy kiedy wiedziałam,że jest na to gotowa i będzie to dla
        > niej przyjemność a nie katorga.

        W przypadku realizacji opisywanego postulatu Twoja "wiedza" (ocena gotowości
        twego dziecka na restaurację) nie ma najmniejszego znaczenia. Pokażą Ci drzwi i
        tyle. "Tych klientów nie obsługujemy", hehe.

        Osobiście uważam, że powinno się dopuścić takie rozwiązania. Moja noga by w
        takim miejscu nie postała, o moich pieniądzach nie wspominając. Człowiek jednak
        powinien mieć prawo wyboru, a rynek zweryfikuje, czy takie miejsca będą miały
        klientów czy nie.
        • jacksparrow1 Re: Jest jeden problem 25.07.06, 14:24
          oj beda beda.Poprostu taka restauracja otworzy sie dla dodatkowego klienta -
          bedzie sala dla rodzin z dziecmi.Co nie bylo restauracji z wydzielonymi
          pomieszczeniami dla palaczy i niepalaczy?( teraz juz w Kanadzie smoke free zone
          wszedzie).Jak wlasciciel restauracji lebski to i przyciagnie rodziny z
          dzieciakami.Bedzie mial w zanadrzu cos dla dzieci zeby sie zajely w oczekiwaniu
          na obiad i bedzie potem male poletko do zabawy jak juz dzieciak zje.Spokojna
          twoja rozczochrana.
    • oxygen100 Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 14:46
      bardzo dobrze!! oszczedzi to stresow obu stronom
    • mieszkowamama Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 14:53
      A ja nie wiem, co o tym myśleć. Niby macie rację, sama jako matka nienawidzę
      wrzasków czy rzucania jedzeniem innych dzieci, ale z drugiej strony... no nie
      wiem.
      Muszę się z tym przespać wink
    • enhe mam dwoje i... 21.07.06, 15:02
      po pierwsze - chodzę do miejsc przystosowanych do mojej szarańczy (z ogródkami,
      małpim gajem np.), albo nie wlekę towarzystwa ze sobą; ergo - nie narażam ich
      tym samym na nieprzychylność ze strony innych, chcących odpocząć czy zjesć w spokoju
      po drugie - lubię cudze dzieci, ale nie jak lataja wokół mojego talerza, bo
      rodzice nie pomyśleli, że dziecku moze się nudzić pobyt w lokalu, że nie wszyscy
      jeszcze mają dzieci i wiedzą jak to jest, itepe

      pomysł ok, bo skoro niektórzy nie myślą to trzeba im trochę pomóc wink
    • iwles Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 15:06
      To samo co ze strefą dla niepalących.

      Ta sama sala w restauracji, bez rzadnego odgrodzenia, tylko stoliki w innym
      kącie smilesmilesmilesmile
      Jeszcze sie nie zdarzyło, żeby dym nie doleciał do strefy "dla nie palących"

      smilesmilesmilesmilesmile
    • gorgolka Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 15:09
      w sumie byłabym za.
      wystarczy spojrzeć jakim powodzeniem cieszą się oddzielne sale dla dzieci np. w
      macdonaldach.
      Raczej dzieci nie zabieram w takie miejsca, ale niektóre lokale nawet
      restauracje mają specjalne foteliki dla dzieci itp. Też nie chciałabym dostać
      ziemniakiem
      a gdybym była z dzieckiem to nie obraziłabym się gdyby mnie zaprowadzono do
      dziecinnej części
      nie narzucajmy subiektywnych uroków naszego macierzyństwa innym ludziom
    • gacusia1 Jestem ZA! 21.07.06, 15:11
      Nawet mi sie pomysl podoba.Wyobrazcie sobie sytuacje: Wasz partner zaprasza na
      romantyczna kolacje,bo w koncu udalo sie "wcisnac" komus dzieci pod opieke,a
      nie byliscie razem juz chyba ze 4lata i co???Przy stoliku obok siedzi rodzinka
      z dwojko rozwydrzonych bachorow,ktore nie dosc,ze sie dra na caly regulator,to
      jeszcze biegaja z kata w kat,szturajac co rusz Wasze krzesla.A rodzice nie
      reaguja,pomimo,ze jest juz 21:30.No chyba czar romantycznej kolacji pryslby w
      mig?
    • edytkus Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 15:15
      "Ruch wolności od dzieci narodził się w Stanach Zjednoczonych, jednak zdobywa też zwolenników w
      innych krajach zachodnich ? przede wszystkim w Europie i w Australii."

      W USA "nikt" o tym nie slyszal, 400 podpisow na petycji na 300mln ludzi - wielkie mi halo, zreszta to
      bylaby dyskryminacja przeczaca Konstytucji, a w miejscach gdzie dzieci nie sa pozadane mozna
      znalezc informacje "nie polecane dla dzieci ponizej 12 roku zycia"
      • mradford Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 22.07.06, 06:52
        pokazcie mi gdzie jest takie miejsce w Australii,matki by chyba zatlukly
        pomyslodawce.Tutaj polityka jest wyjatkowo prorodzinna i osmiele sie stwierdzic
        ze jest dokladnie na odwrot,w kazdym menu(no chyba ze sa to restauracje ktore
        otwiera sie o 20.00 a tam dzieci zazwyczaj nie chodza bo spia)jest lista dan
        dla najmlodszych a matki by tam po prostu nie poszly
    • elza78 Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 15:16
      ja tam jestem za, sama nie liubie jesc w restauracji w towarzystwie wlasnego
      dziecka a co dpiero otoczona chmara dzieciakow, restauracja to miejsce gdzie
      nie lazi sie z dzieciakami - od tego sa bary mleczne
      a jsli juz zdarza mi sie zabrac dziecko do jakiejkolwiek jadlodajni to azwyczaj
      ani ja ani dziecko ni jstesmy z tej sytuacji zadowoleni i bierzemy jedzenie "na
      wynos" big_grinD
      • verdana Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 15:24
        Zdecydowanie jestem za.
        Nienawidzę niektorych dzieci w restauracji. Idę tam, by odpocząć. Tymczadsem
        ostatnio dziecko łazilo po całej sali, zatrzymując się szczególnie często przy
        moim stoliku, patrzac mi w talerz, zadajac pytania "A dlaczego to jesz", "A
        dlaczego nie chcesz ze mna mówić". Innym razem małe dziecko wrzeszczało na
        caly glos, uniemozliwiajac normalna rozmowę. Nawet nie bardzo mam pretensje do
        rodziców - sama wiem, jak trudno dziecku siedzieć godzinę spokojnie. Rodzice z
        dziećmi beda mogli zjeść w salach przeznaczonych dla dzieci, bez mściwych
        spojrzeń innych doroslych, a dorosli bedą mieli spokój.
        Ostatecznie, nie wszystko jest dla dzieci.
    • shamsa Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 15:27
      ordynarna dyskryminacja

      mnie moze przeszkadzac widok "dynamicznych juppie" i nie robie z tego sensacji
    • triss_merigold6 Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 15:43
      Jestem za. Wychodząc z dzieckiem nie wybieram miejsca w którym mogłoby ono
      jakoś innym przeszkadzać, ruchliwy i szybko nudzący się półtoraroczniak nie
      jest wymarzonym towarzystwem w eleganckiej knajpie. Ostatecznie są miejsca
      chlidren friendly i to coraz więcej.
    • niepytana Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 16:09
      Tak jak wczesniej Edytkus mowila. Tutaj nikt o takim czyms nie slyszal.
      Rodziny, przewaznie dzieciate nakrecaja niesamowicie restauracyjny business.
      Jakies 5-6 lat temu jeszcze w Kanadzie w Calgary byl problem ale lekko inny.
      Chodzilo o palaczy. Notorycznie wchodzac do restauracji widywalo sie sekcje dla
      palacych prawie pusta a kolejka do sekcji dla niepalacych 20-30 minut. Ludzie
      rowniez narzekali na to ze dym nie uznaje sekcji do 5 stolika a do 6 juz nie
      dochodzi. Wiec zaproponowano zeby zabronic palenia w restauracjach. Oh jaki byl
      wrzask wlascicieli ze profity beda za niskie, ze bankrustwa beda oglaszane itd.
      Oprocz tego jeszcze palacze sie powolywali na dyskryminacje i takie tam. No i
      ktos wpadl na super pomysl zeby restauracje wybraly. Albo rodziny z dziecmi i 0
      palenia. Albo palenie ok ale rodzinom z dziecmi wstep wzbroniony. Prawo na cale
      miasto. Zgadnijcie kto tak naprawde napedza business restauracyjny wink)) To
      jedno.

      A jak juz przy temacie jestesmy to jeszcze jedno. Sama nieznosze rozwydrzonych,
      rozdartych dzieci i mamus ktore zamiast te dzieci wychowywac to czytaja ksiazki
      o smiertelnych konsekwencjach klapsa. My w domu nie gotujemy. Nie ma czasu i
      nieoplacalne jest w naszym przypadku. W domu jemy zawsze sniadanie (moze raz w
      tygodniu na zewnatrz), lunch moze dwa razy w tygodniu w domu, a obiadow to w
      ogole w domu nie jemy. Jadamy w roznych restauracjach. Fast food rzadko. To
      raczej na lunch. W takich super eleganckich z kodem na ubranie tez nie.
      Przewaznie w rodzinnych z wieloma lokacjami i duza siecia. Dzieci wyzej
      opisanych nie spotykam. W ogole od kiedy mieszkamy na prawicowym poludniu
      dzieci sa baaardzo grzeczne i wychowane po mojemu. Przewaznie metodami
      dyscypliny i szacunku do starszych. Myslalam ze ludzie w Polsce przesadzaja i
      ze nie jest tak zle z tymi przeszkadzajacymi dziecmi czy dziecmi biegajacymi w
      sklepach czy kosciolach. Ale wlasnie sobie wrocilam z forum 'Wychowanie'. Oto
      co sie dowiedzialam. Dziecko MA PRAWO! Nie tyle ze dziecko w pewnym wieku
      poprostu w pewien sposob rozrabia i trzeba go poskromic (czy to dwulatka, czy
      to nastolatka). NIE. DZIECKO MA POPROSTU PRAWO ROZRABIAC. I TYLE. Nie
      rozgraniczaja ludzie roznicy miedzy normalnoscia pewnych wykroczen dzieci, na
      ktore rodzice powinni zareagowac chocby nie wiem co, a swietym przez Boga danym
      prawem do rozrabiania. Kupe watkow o tym dlaczego bije, jak oduczyc bicia, itd.
      Wszedzie pelno sugestii ze dziecko bije bo dostaje klapsa. W wiekszosci te
      bijace dzieci jednak jak sie okazuje klapsa nawet w tv nie widzialo. Wiec ja
      sie pytam dlaczego do cholery te dzieciaki rozpuszczone sa takie agresywne???
      Moje klapsa i widzialy i poczuly. Zadne moje dziecko nie podnioslo reki na inne
      dziecko czy na mnie czy meza. Jedna kobieta wrecz pisze zeby do dziecka nie
      mowic "nie wolno" bo on sie bedzie czul nie kochany i odrzucony czy jakos tak.
      Jezeli bije mame, to w/g tej pani, mama powinna go przytulic i powiedziec ze
      ona go nie bije i zeby on jej nie bil i go jeszcze ucalowac i poprosic o
      caluska w ramach przeprosin od niego. A to wszystko do dziecka miedzy 1.5 roku
      do 2 lat. Zycze owocnych pertraktracji szanownym mamusiom malych terrorystow.
      Naprawde. Wiec nie wiem jak to tam u Was jest. Czy to typowa nowa polska moda
      na wychowanie bezstresowne tym razem. Gdzie jedna mama przez druga rozpuszcza
      swoja pocieche. Czy to sa tylko znikome przypadki. Jezeli restauracje chca
      zrobic ban na dzieci to chyba nie tylko wlasciciele restauracji i kobiety jak
      oxygen przesadzaja. Chyba tym razem przegiely mamusie. Jak Wam sie wydaje?
      • demonii Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 19:16
        niepytana napisała:
        Wiec nie wiem jak to tam u Was jest. Czy to typowa nowa polska moda
        > na wychowanie bezstresowne tym razem. Gdzie jedna mama przez druga rozpuszcza
        > swoja pocieche. Czy to sa tylko znikome przypadki. Jezeli restauracje chca
        > zrobic ban na dzieci to chyba nie tylko wlasciciele restauracji i kobiety jak
        > oxygen przesadzaja. Chyba tym razem przegiely mamusie. Jak Wam sie wydaje?


        Moim zdaniem przegięcie leży po stronie mam i jeśli to jedyne rozwiązanie, to
        popieram taki zakaz - może mamusie się nauczą. Choć szkoda byłaby wielka dla
        tych mam, które wiedzą jak nauczyc dziecko zwyczajnej kultury.
        To rodzice wychowują dzieci, nie odwrotnie i u nas tak jest. Nasze dzieci
        coprawda nie wiedza, co to jest klaps (ja wiem, ale nie cierpie z tego powodu),
        ale wiedza co to znaczy postac w kacie, posiedziec chwile w pokoju - samemu, czy
        nie dostac lizaka czy czekolady bo np. brzydko odezwali sie do rodzenstwa czy
        kogokolwiek. Krzyczec moga na placu zabaw, po to jest. Pomijam najmłodszego bo
        ma 2 mies. smile) Dziecko ma taki sam obowiazek byc kulturalnym, jak dorosły. A
        jesli dorosly nie potrafi nauczyc dziecka kultury, to trudno...
        pozdrawiam
      • edytkus Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 22:17
        Niepytana, jak mozesz zaprzeczac polskiemu wyobrazeniu o amerykanskich rozwydrzonych bachorach?
        LOL
        • niepytana Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 22.07.06, 00:22
          edytkus napisała:

          > Niepytana, jak mozesz zaprzeczac polskiemu wyobrazeniu o amerykanskich
          rozwydrz
          > onych bachorach?
          > LOL


          Zaprzeczac moge wink)) Ale jakie moga byc konsekwencje??!! Strach sie bac
          hehehehe.
    • ania.silenter Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 18:13
      z dziećmi do restauracji/kin/kawiarni nie chodzę - wprawdzie moje dziewczynki
      są z reguły grzeczne ale są też bardzo małe (2,5 roku i 15 miesięcy) i byłoby
      mi zwyczajnie głupio, gdyby ludzie nie mogli przez nie spokojnie zjeść czy
      porozmawiać. Natomiast, kiedy będą starsze (5,6 7 i więcej lat) to chciałabym
      czasem z nimi zjeść w restauracji.
      pozdrawiam
      • myelegans Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 19:48
        Naszego dwulatka do restauracji nie zabieramy, to dla mnie stres, a wizja tego,
        ze jedno z nas bedzie jadlo, a drugie pilnowalo dziecka, zeby nie wlazil
        kelnerkom pod tace i nie patrzyl innym ludziom do talerza, odbiera mi apetyt.
        Dla mnie wyjscie do restauracji to nie jtylko jedzenie, ale cala oprawa tego,
        zeby mozna SPOKOJNIE posiedziec, porozmawiac i delektowac sie jedzeniem.

        Ja gotowac lubie, to mnie relaksuje, nie ma dla mnie nic lepszego niz zamknac
        sie w kuchni po poludniu z lampka wina, i muzyka klasyczna i gotowac i
        wymyslac i tworzyc smaki. Jestem wybredna i szczerze powiedziawszy zwykle
        restauracje nie maja sie nijak do tego, co potrafie zrobic w domu i co wg mnie
        warte jest mojego czasu i pieniedzy. Dla mnie jak juz isc do dosyc wykwintnych
        lub etnicznych restauracji.

        Z tego co widze, to restauracje juz maja wydzielone sale, gdzie hostessa usadza
        rodziny z dziecmi w jednej sali, i separuje od bezdzietnych gosci.
        Bylismy w takiej restauracji ostatnio z tesciami (sami nas zaprosili), maly
        dostal krzeselko, kredki swiecowe, balonik i spokojnie siedzial przez pierwsze
        20 minut, ku mojemy zaskonczeniu. Jak czekalismy na jedzenie, to maz wyszedl z
        nim na chwile na zewnatrz, a ja nie musialam sama siedziec przy stole, tylko
        moglam spokojnie porozmawiac z tesciami. Wybralismy wczesniejsza pore, nie bylo
        wtedy duzo ludzi, a i tak, przylecial na nasz stolik kawalek bulki z
        sasiedniego stolika, a moj syn nie byl dluzny i rzucil kredka swiecowa, na
        szczescie trafila w moj talerz.

        Dziekuje, postoje, dlatego unikam wyjsc do restauracji, manier przy stole ucze
        w domu, codziennie jemy wspolna obiado-kolacje, unikam niepotrzebnego jak dla
        mnie stresu. Poza tym to nie fair w stosunku do dziecka, zaparkowac go przy
        stole na godzine, zeby dorosli mogli zjesc. Dziecko sie unudzi.

        Restauracje powinne, albo miec wydzielone sale dla rodzin z dziecmi, jak to
        jest w pociagach, albo jezeli jest to wyjatkowo droga restauracja, tam po
        prostu nie ma krzeselek dla dzieci i to powinno dac ludziom wskazowke, ze to
        nie jest odpowiednie miejsce dla osob w malymi dziecmi. Poza tym, na wykwintne
        obiady chodzi sie zazwyczaj pozniej, okolo 20, w tym czasie dzieci powinny byc
        w okolicy lozek, nie w restauracji.
        • niepytana Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 22.07.06, 00:21
          myelegans napisała:

          > Dla mnie wyjscie do restauracji to nie jtylko jedzenie, ale cala oprawa tego,
          > zeby mozna SPOKOJNIE posiedziec, porozmawiac i delektowac sie jedzeniem.

          A dla mnie zeby nie umrzec z glodu wink


          > Ja gotowac lubie, to mnie relaksuje, nie ma dla mnie nic lepszego niz zamknac
          > sie w kuchni po poludniu z lampka wina, i muzyka klasyczna i gotowac i
          > wymyslac i tworzyc smaki. Jestem wybredna i szczerze powiedziawszy zwykle
          > restauracje nie maja sie nijak do tego, co potrafie zrobic w domu i co wg
          mnie
          > warte jest mojego czasu i pieniedzy.

          Dobra dobra hehehehe. Pogadamy jak bedziesz miala troje dzieci i jugglowala
          miedzy lekcjami plywania, yoga, baseball, birthday parties, wylozeniem naczyn
          ze sniadania do zmywarki, wdech, play dates, ballet classes, przewijaniem
          pieluch, lunch z sasiadka i jej corka, thank you cards za ostatnie prezenty na
          urodziny, zlozenie suchego prania bo wlasnie suszarka sie wylaczyla a
          najstarszemu konczy sie bielizna wdech... Czujesz nie wink)) Na kulinarne
          przygody w kuchni, poprzedzone zakupami odpowiednich produktow ktore ani nie sa
          tanie, ani niekoniecznie beda ekonomicznie zuzyte, a ktore rowniez nie musza
          konczyc sie tym samym zachwytem kazdego czlonka 5osobowej rodziny w wieku 1-33,
          niestety nie dla mnie, nie w tej chwili wink

          Poza tym to nie fair w stosunku do dziecka, zaparkowac go przy
          > stole na godzine, zeby dorosli mogli zjesc. Dziecko sie unudzi.

          Godzine? Co Ty. My zamawiamy jedzenie zanim jeszcze zdarzymy otworzyc menu a
          kelnerka przychodzi wziac order na picie. W momencie jak przynosza jedzenie maz
          daje karte i prosimy o check. To musi byc express hehehe. Cheaper than fast
          food, faster than cheap food hehehehe. Winko czy piwko jest wrecz wskazane, ale
          to juz jak najmlodsza spi (miedzy 9-10). Pozdrawiam.
          • myelegans Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 24.07.06, 16:21
            > Dobra dobra hehehehe. Pogadamy jak bedziesz miala troje dzieci i
            jugglowala...cut....
            No to nie pogadamy, bo my na jednym dziecku poprzestaniemy smile, Ty jestes SAHM,
            a ja pracuje, dlatego czas w domu przy rodzinnym stole jest dla mnie swiety,
            niz w pospiechu polkniety obiad pomiedzy jednym zajeciem, a drugim i tak bym to
            chciala utrzymac na ile bedzie mozliwe. Wystarczy mi restauracyjnego jedzenia w
            pracy na business lunch, tak, ze obiad juz wole w domu.
            Poza tym ja potrafie zrobic zdrowy i odzywczy obiad w ciagu pol godziny i dla
            mnie to nie jest nic takiego. Gotuje szybko, smacznie i zdrowo.

            > tanie, ani niekoniecznie beda ekonomicznie zuzyte, a ktore rowniez nie musza
            > konczyc sie tym samym zachwytem kazdego czlonka 5osobowej rodziny w wieku 1->

            Zawsze tansze niz jedzenie w restauracji, zreszta tych wyszukanych obiadow nie
            robie w tygodniu, teraz raczej w weekendy. W tygodniu niania pomaga w
            gotowaniu, raz w tygodniu daje sobie upust swoim kulinarskim pasjom. Ja jestem
            troche "control freak" jezeli chodzi o jedzenie i jego zawartosc odzywcza. Jak
            gotuje, to wiem co do garnka wkladam, moge kontrolowac zawartosc tluszczow
            nasyconych i soli, poza tym w jedzac w resturacjach jest zawsze tendencja do
            jedzenia wiecej, niz w domu, przynajmniej moj maz tak ma. On zreszta ma silne
            obciazenia genetyczne chorob wiencowych, wiec staram sie, zeby chociaz w domu
            jadl zdrowo i przelac to na syna, zeby juz wyrabiac zdrowe nawyki zywieniowe,
            zanim pojdzie do szkoly i zacznie mi jesc to smiecie ze stolowek. Chociaz mam
            nadzieje, ze do tego czasu juz sie cos zmieni.


            > Godzine? Co Ty. My zamawiamy jedzenie zanim jeszcze zdarzymy otworzyc menu a
            > kelnerka przychodzi wziac order na picie. W momencie jak przynosza jedzenie
            No widzisz, a ja lubie posiedziec z mezem przy kolacji w domu, maly zawsze
            odchodzi od stolu, i moze sie bawic, a my spokojnie posiedziec przy lampce wina
            i porozmawiac. Juz go nauczylismy, ze jak mowi "dziekuje" i jest wysadzany z
            fotelika, to ma sie zajac soba, dopoki MY od stolu nie odejdziemy. To jest
            jedyny czas w ciagu dnia tylko dla nas.

            A juz ostatnia rzecz, to po prostu szkoda mi $$$$, i wiecej razy wychodzilam z
            restauracji rozczarowana, ze nie bylo to warte mojego czasu i $$$$, niz
            zupelnie usatysfakcjonowana, ze "warto bylo", bo to sie dodaje i wychodzi z
            tego niezla suma, ktora wolalabym spozytkowac do innych celow. No, ale kazdy ma
            inne priotytety, my mamy takie.

            Kiedys chodzilam z chlopakiem, ktory mnie ciagal po restauracjach prawie
            codziennie i po krotkim czasie, juz po prostu sie tak wysycilam, ze zamarzylam
            o jedzeniu domowym.

            A wracajac do tematu, przepis ZAKAZUJACY wprowadzania dzieci do restauracji i
            tak nie przejdzie. Sama nigdy nie spotkalam sie z czyms bardzo nie na miejscu,
            rodzice raczej staraja sie kontrolowac swoje dzieci, a juz na pewno w drogich
            restauracjach, moze "byt ksztaltuje swiadomosc", ale tez nie bede uogolniac.
            O wiele bardziej przeszkadzaly mi zadymione miejsca, ale na szczescie to juz
            sie skonczylo. Tu gdzie mieszkam nie wolno palic praktycznie nigdzie.
            Rowniez pozdrawiam
            • lila1974 myelegans 24.07.06, 18:53
              Jak ja lubię czytać Twoje posty smile

              A temat stołu już raz był nam obu bliski, prawda? smile
              • myelegans lila1974 24.07.06, 20:32
                Dziekuje, milo mi smile

                Oj bliski, bliski, dla mnie stol zawsze bliski, bo jesc lubie wink
                Pozdrowionka
    • chupachups1 Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 19:39
      A moje dziecko zachowuje sie grzecznie w restauracju i nie widzę powodu dla
      którego miałabym z nim tam nie chadzać. Też musimy coś jeść, a w domu nie mam
      czasu gotować. Trzeba umiec wyznaczyć dziecku granice co mu wolno a czego nie.
      Moje dziecko nie dostaje klapsów, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której
      biega pomiędzy stolikami i rzyca w kogoś jedzeniem.
    • lila1974 Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 21:49
      Nie mam nic przeciwko temu, by restauracje same z siebie wywieszały informacje,
      czy chcą, czy nie widzieć w swoich progach rodziny z dziećmi.

      Nie chodzę do pubów, bo nie nawidzę papierosowego dymu - rozumiem, że ktoś inny
      nie nawidzi dzieci.
    • vharia Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 21.07.06, 22:32
      Mi pasuje, bo wrzeszczące, biegające i ruszjace moje rzeczy gwiazy wyprowadzają
      mnie z równowagi. Czy to dyskryminacja? Skoro mowa nie dokładnie o zakazie
      wstępu, tylko o wydzieleniu "stref" to przecież dla bezdzietnych też bedzie
      strefa i na równi ich to dyskryminuje z dziećmi. Tylko że oni odetchną z
      ulgąsmile)) Tak jak było już napisane: pomysł bulwersuje głównie bezkrytycznych
      rodziców, których pociechą ktoś się śmiał nie zachwycić. Ja sobie nie
      wyobrażałam, że pół restauracji mogłoby życzyć mi i mojej córce, żebyśmy ze
      schodów spadły, więc jak się do tego nie nadawała, to nie ciągałam jej w takie
      miejsca. Dla mnie samej byłoby to zresztą zbyt męczące.
    • niusianiusia najpierw.... 22.07.06, 00:34
      najpierw może usuńmy pijaków z osiedli, zeby na nich nie patrzeć i nie słuchać
      ich bełkotu, właścicieli psów i kotów zamknijmy w gettach ze swoimi pupilami, i
      niech tam sobie sami depczą po gównach i wąchaja kocie szczyny a potem
      zwiększymy podatki i składki na zus bezdzietnym, bo w końcu nasze dzieci nie
      muszą na ich emerytury pracować....

      ja się domagam szacunku dla dzieci a nie dyskryminacji
      • agastrusia Re: najpierw.... 22.07.06, 08:27
        Nam to raczej - puki co - nie grozi. Myśle, że wiekszości Polaków nie stać na
        to aby iść całą rodziną do restauracji. Rozbrykane maluchy w lokalach to
        margines, który nie wymaga aż tak drastycznych interwencji.
      • shamsa Re: najpierw.... 22.07.06, 09:05
        hm, a co bys zrobila z podchmielonym tatusiem z dzieckiem i psem ? smile
      • vharia Re: najpierw.... 22.07.06, 12:11
        niusianiusia napisała:
        > zwiększymy podatki i składki na zus bezdzietnym, bo w końcu nasze dzieci nie
        > muszą na ich emerytury pracować....

        Tak żeby być precyzyjnym (bo argument emerytalny modny ostatnio): a niby kto
        pracuje na zasiłki wychowawcze, macierzyńskie, becikowe, rodzinne, bezpłatną
        opiekę medyczną (jak by tam nie była), bezpłatną edukację do doktoratu włacznie?
        Nie przypadkiem bezdzietni? Jak później szanowne dzieciaczki dorosną korzystając
        z tych wszystkich udogodnień i bedą odprowadzać skłądki na ich emerytury, to
        naprawdę krzywda im zbyt wielka nie bedzie. Tak jest urządzone to państwosmile
        • agastrusia Re: najpierw.... 22.07.06, 22:43
          No nie tylko bo ci dzietni też pracyją a i nie każda mama kożysta z
          wychowawczego. Mało tego ale często gęsto składke zdrowotną bezrobotnego
          małżonka opłaca współmałżonek. Więc ci bezdzietni aż tak bardzo obarczeni nie są.
          • vharia Re: najpierw.... 22.07.06, 22:56
            Przecież jest logiczne, że jeśli pracują "dzietni" i bezdzietni, to się
            składająsmile nie jest to sponsoring całkowity, ale jak najbardziej istotny. Z
            wychowawczym różne, jedne nie idą, inne siedza ile ustawa pozwala. Ale to mało
            istotne w porównaniu z kosztami utrzymania systemu edukacyjnego chociażby. Ze
            skłądką zdrowotną to teżnie takie proste, bo dzieci są ubezpieczone "po prostu",
            nawet jeśli rodzice są bez dochodu i nic nie odprowadzają.
            Natomist argument "emerytalny" jest ostatnio wałkowany do bólu i wybitnie
            tendencyjnie, bo w naszym kraju na dzieci ciągle państwo (czyt. podatnicy) łoży
            bardzo dużo. Nie są to pieniadze wręczane do ręki, ale historie typu zniżki
            komunikacyjne, kilka rodzajów zasiłków, szkoły to naprawdę COŚ. Jest dużym
            naduzyciem twierdzenie, że nasze dzieci będą pracować na tych, co dzieci nie
            mają, bo oni conajmniej na równi z nami składają sie na ich potrzeby.
            • agastrusia Re: najpierw.... 23.07.06, 07:44
              Przypomniało mi się, że urlopy wychowawcze nie są płatne więc nikt się na te
              matki nie składa - chyba jedynie mąż lub rodzice. A jeśli chodzi o edukacje to
              tych bezdzietnych też ktoś sponsorował (państwo) oni wszyscy nie chodzili do
              prywatnych szkół. Emerytury? Tak ten system jest ułożony, że jedni pracują na
              drugich więc dobrze jest kiedy jednych i drugich było conajmniej po równo. a
              wiadomo, że w Polska i nie tylko się starzeje co jest równoznaczne z większymi
              wydatkami niż wpływami.
              • vharia Re: najpierw.... 23.07.06, 11:43
                Na wychowawczym możesz pobierać zasiłek wychowawczy, zasiłek rodzinny, becikowe
                (2 sztuki). Do szkoły chodzili również rodzice dzieci, więc w tej kwestii jest
                po równosmile)) i jeśli chcemy być uczciwi, to musimy przyznać, ze z punktu
                widzenia bezdzietnych wszystkie szkoły przynajmniej do poziomu matury moznaby
                zamknąc bo im są niepotrzebnesmile A jednak sie je utrzymuje- dla tych "cudzych"
                dzieci właśnie i nie obniza sie podatków bezdzietnym dlatego, ze sponsorują
                również niepotrzbna im edukacjęsmile. A na edukacji sie oczywiscie nie kończy.
                Dlatego argument "emerytalny" w dalszym ciagu uważam za nadużycie modne ostatnio
                i lansowane w mediachwink
        • agawamala Re: najpierw.... 24.07.06, 21:41
          A ja jeszcze dodam nieśmiało, że jednym ze składników potrącanych z
          comiesięcznych dochodów każdej osoby pracującej jest s k ł a d k a e m e r y
          t a l n a- tak więc na nasze emerytury nie będzie musiał w przyszłości nikt
          pracować, bo sami na nie pracujemy. To tak na marginesie.
    • melka_x Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 22.07.06, 10:53
      Od iluś lat szlajam się po knajpach i nie widziałam jeszcze w dobrej
      restauracji, do której przychodzi się na kolacje dziecka. Przykład z randką
      jest więc do bani, no chyba że ktoś chodzi na randki do fast foodoów. Do takich
      do których przychodzi się na szybki lunch owszem, ale tam jeśli dziecko
      przeszkadza innym, to należy rodzicom zwrócić uwagę, w ostateczności nawet
      wyprosić.
      Idąc za swiatłą myślą tego apelu równie dobrze można by postulować o zakaz
      podawania alkoholu w knajpach, bo nie każdy umie się po nim zachować. Też
      byłybyście za? Jeśli ktoś nie umie się zachować - i wszystko jedno czy z
      dzieckiem czy po kilku piwach - to należy go z knajpy wyprosić. Czy inny
      przykład - to trochę tak, jakbyście chciały zakazu wychodzenia z psami, bo
      właściciele nie sprzątają po nich. Nie sprzątają, to trzeba ich do tego
      sprzątania zmuszać, a nie pichcić zakaz wychodzenia z psem, z dziećmi jest
      analogicznie. Nie chciałabym żyć w kraju w którym niemal każda strefa życia
      jest regulowana ustawami i to wylewającymi dziecko z kąpielą. No ale ja liberał
      jestem i nie lubię mnożenia przepisów, a już szczególnie przepisów tak na
      wyrost jak ten postulowany.

      No a porównywanie dziecka do tytoniu jest oczywistą demagogią. Dzieci mogą być
      męczące, a i owszem, ale nie dostaje się od nich raka.
      • niepytana Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 22.07.06, 16:32
        melka_x napisała:

        No ale ja liberał
        >
        > jestem i nie lubię mnożenia przepisów, a już szczególnie przepisów tak na
        > wyrost jak ten postulowany.

        Ty jestes konserwatystka a nie liberalna. Ja tez. I zgadzam sie z Twoim bardzo
        zdroworozsadkowym postem.
      • chupachups1 Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 23.07.06, 09:59
        Melka 100% racji. Nic dodać nic ująć.
      • daria_nowak Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 24.07.06, 18:23
        A jeśli weźmiesz pod uwagę fakt, ze te "strefy" dla dzieci byłyby przygotowane
        dla maluchów? Np. stosowne krzesełka, zabawki, kredki? Tak, zeby dzieci się nie
        nudziły? Moze byłoby im przyjemniej, nie gorzej? Mogłyby zachowywać się
        swobodniej. Nie mam dzieci, wiec nie wiem jak to jest być z dzieckiem w
        knajpce. Rodziców zaś w restauracjach, czy zwykłych pubach spotykam różnych -
        wczoraj choćby - dwa różne doświadczenia - urokliwe na Polach Mokotowskich i
        otwierające nóż w kieszeniu w pubie. Wszytko zależy od rodziców. Ale moze
        strefa dostosowana do potrzeb dzieci nie jest dyskryminacją, tylko jakimś
        ułatwieniem?
        P.S. Co do alkoholu - to wszak "osobom do lat 18 oraz osobom nietrzeźwym
        alkoholu nie podajemy"smile
        • myelegans Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 24.07.06, 20:38
          Daria, Jezeli w restauracji, albo w jej czesci, sa krzeselka dla dzieci, kredki
          swiecowe, baloniki, to dla mnie przeslanie jest jasne "dzieci mile widziane",
          wiec Ci ktorzy nie chca sie narazac, nie musza korzystac.
          Co do pubow i innych alkoholowych miejsc, to dla mnie jest dodatkowy problem,
          tam sie zazwyczaj pali, a dla mnie juz to by eliminowalo wyjscie z dzieckiem,
          nawet w ogrodku na zewnatrz, ktos palacy obok przy stole, tez by mi
          przeszkadzal, i tez dziecka bym tam nie zabrala. Wolalabym kupic kanapke i
          zjesc w parku na lawce. NAwet w restauracjach z przegrodzona sala dla palacych
          i niepalacych smrod przechodzi, chyba, ze jest b. dobra klimatyzacja, a tej
          zazwyczaj nie ma, wiec to dla mnie tez bylby czynnik eliminujacy na wyjscia z
          dzieckiem, sama zdzierze jak musze, dziecku nie musze fundowac.
    • kosheen4 bardziej szkodliwe! 23.07.06, 11:47
      od tytoniu nie robią się rozstępy ani nie flaczeje brzuch suspicious
      • niepytana Re: bardziej szkodliwe! 23.07.06, 21:48
        kosheen4 napisała:

        > od tytoniu nie robią się rozstępy ani nie flaczeje brzuch suspicious

        No ale od rozstepow ani od flaczejacego brzucha jeszcze nikt nie umarl. Od raka
        niestesty tak sad

        To tak jak bysmy dalej szli ta logika.
      • melka_x Re: bardziej szkodliwe! 24.07.06, 08:41
        > od tytoniu nie robią się rozstępy ani nie flaczeje brzuch suspicious

        Umknął Ci drobny szczegół, rozstępy nie robią się od dzieci siedzących przy
        stoliku obok. A raka owszem można dostać od wdychania dymu siedzących obok
        palaczy. Nie mówiąc już o tym, że ja tam mam za sobą 2 porody i ani śladu po
        rozstępachtongue_out
    • moofka Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 23.07.06, 19:10
      ale dzieci potforki to nie jest naturalny etap rozwoju kazdego dziecka
      jest cala masa dzieci, ktore albo sa cudownie spokojne albo normalnie traktowane
      normalne dzieci normalnych rodzicow nie rzucają w bliznich ziemniakami pozwole
      sobie zaryzykowac taką teze jako doswiadczona matka trzylatka tongue_out
      (no moje nie rzuca a jesc potrafi nozem i widelcem smile
      i to nie jest tak, ze po przekroczeniu na przyklad pietnestego roku zycia staje
      sie lwem salonowym
      wrecz przeciwnie, moze sie zachowywac taki egzemplarz jeszcze gorzej bekając,
      mlaskajac, gadajac z pelna geba i kurwując na lewno i prawo oraz smiejac sie
      glosno i idotycznie
      wypadki potraktowania odziezy sosem czy winem nie sa takie znow rzadkie
      u osob doroslych
      no i dupa, chamsko dalej jest mimo granicy wieku
      co na to pomyslodawcy tej ustawy?
      • niepytana Moofka 23.07.06, 21:55
        Hehehehehe. Bardzo madrze opisane i z humorem. Podoba mi sie wink))

        A tak swoja droga to cos chyba podupadam ostatnio. Nie dosc ze sie z Toba za
        duzo zgadzam to jeszcze coraz bardziej mi sie podobasz. No sodoma gomora. Wilki
        latac beda wink))
        • moofka Niepytana 24.07.06, 09:56
          smile
          ja juz dawno stwierdzilam, ze fajna z Ciebie babka i zdadzam sie z Toba
          czesciej niz nie zgadzam
          ale na wszelki wypadek omijam Twoje posty w watkach gdzie wiem, ze bedziesz nam
          calą nacje buraczana wyklinac az do piasta kolodzieja
          tongue_out
          • niepytana Moofka poraz kolejny :) 25.07.06, 01:53
            moofka napisała:

            > smile
            > ja juz dawno stwierdzilam, ze fajna z Ciebie babka i zdadzam sie z Toba
            > czesciej niz nie zgadzam

            No jasne. Wazne jest w tym przypadku zeby nam minusy plusow nie przeslonily wink))

            > ale na wszelki wypadek omijam Twoje posty w watkach gdzie wiem, ze bedziesz
            nam
            >
            > calą nacje buraczana wyklinac az do piasta kolodzieja
            > tongue_out

            To nie omijaj smile Nie wyzywam calej polskiej nacji, tylko z lekka obijam nacje
            buraczana. Ciebie i wielu, wielu innych do takiej nie zaliczam, a jesli kiedys
            przez jakas goraca dyskusje stracilam swoj cool i Cie z rozmachu na ta liste
            wciagnelam to czuje skruche. A swoja droga to nie dosc ze 'mundrze godosz' to
            jeszcze potrafisz mysl ubrac w niepowtarzalny styl. Taka 'tfurczosc' mnie
            inspiruje w odroznieniu od typowego mamusinego slodkopierdzenia. High Five
            (przybij piec?) ode mnie wink No, tylko sie na moje kreacje z imionami dla dzieci
            nie bocz hehehehe.

            O ja cie krece. Ale sie tu sojuszniczo zrobilo. Tak czytam i czytam. Slodko ze
            az mdlo hehehehe.
            • moofka Re: Moofka poraz kolejny :) 25.07.06, 17:11
              czemu mdlo, inaczej smile)
              mowia ze szon ogorkowy sprzyja zadymom, a tu prosze sojusze i zgody, jak w boze
              narodzenie smile))
    • weronikarb Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 24.07.06, 08:50
      W pełni popieram.
      Nie chodzę do restauracji, bo mój syn by nie wytrzymał.
      Natomiast, gyddby była przystosowana dla dzieci, że spokojnie mogę go puścić i
      nic mu sie nie stanie, ani nie będzie przeszkadzał innym a ja mogę posiedziec i
      jeszcze zjeść - jak dla mnie super smile)))
      • falka32 Re: Dzieci szkodliwe jak tytoń :/ 27.07.06, 23:06
        Jest, moim zdaniem, istotna różnica pomiędzy "restauracją przyjazną rodzinom z
        dziećmi", gdzie jest wydzielona dla nich osobna sala bez palaczy, kredki,
        krzesełka itp a restauracją, w której znajdują się "child free zones".
        Niby różnica formalnie żadna, bo wychodzi na to samo, jedni są oddzieleni od
        drugich. Ale to drugie nie mieści się jakoś w moim postrzeganiu świata, gdzie
        dzieci oraz ich rodzice są naturalnie zaliczani do społeczeństwa oraz do gatunku
        ludzkiego na równi z resztą, a nie są traktowani jak odrębna, kłopotliwa i lekko
        obrzydliwa kasta "nie - normalnych ludzi".

        ----
        Chuck Norris namówił Marię Zduńską na dziki seks na biurku w przychodni. Zajęło
        mu to tylko miesiąc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka