barie
10.08.06, 17:10
Już sama nie wiem czy mam rację, czy może jestem zbyt czepliwa. A problem
jest dość palący, bo zwykle kończy się awanturą w domu. Ale do rzeczy. Chodzi
o brata męża i jego rodzinę, a konkretnie o zachowanie całej trójki w naszym
domu. Ich wizyty zawsze wywołują u mnie niepokój o to, w jakim stanie będzie
dom po ich wyjściu. Wchodzą, jak do siebie. Często nie zdejmują butów i
panoszą się po całym domu. Nawet gdy drzwi do jakiegoś pokoju są zamknięte
bratowa męża i tak wejdzie tam ze swoim prawie trzyletnim synkiem. Synek
oczywiście przestawia co się da, a ta go jeszcze zachęca proponując mu na
przykład umycię rąk w bidecie czy wejście do szafy z przesuwanymi drzwiami.
Częstym efektem ich niezapowiedzianej wizyty po naszym sobotnim sprzątaniu
domu jest konieczność ponownego doprowadzenia wszystkiego do ładu. Najgorsze
jest to, że nigdy po sobie nie sprzątają. Skoro już wynajdą małemu materac do
zabawy (który leży w worku w jednym z nieużywanych pokoi), to powinni go
potem zwinąć do tego worka i pokój zostawić po sobie w takim stanie, w jakim
go zastali. Niestety tak się nie dzieje. Byli u nas wczoraj i nie zdjeli
małemu butów. Dzieciak, jak to trzylatek, łaził gdzie go oczy poniosły. No i
zaczął się wspinać na kanapę. Nie mógł na nią wejść i pomagał sobie nogami. W
efekcie zostawił ślady butów na ścianie, która malowaliśmy 2 tygodnie temu.
Oczywiście zwróciłam uwagę bratowej, że powinna jakoś zareagować na
zachowanie swojego dziecka i zmyć brud ze ściany. Ona na to "no jeżeli to
jest rzeczywiście problem, to ona zaraz to wytrze" i poszła po jakąś szmatę.
Dobrze, że w ogóle raczyła ten brud zetrzeć ze ściany, ale nie powstrzymała
się od komentarza "przecież macie takie dobre farby, więc wszystko bez
problemu się doczyści". Mam tego dość. To mój dom i jak zamykam drzwi do
jednego z pokoi (i to na piętrze, a gości zawsze przyjmujemy w salonie na
parterze), to widocznie nie chcę aby nikt obcy tam wchodził. Poza tym sama
idąc do kogoś z wizytą nie włażę mu wszędzie bez pytania i staram się nie
robić bałaganu. To, co mnie w tej sytuacji wkurza maksymalnie, to reakcja
mojego męża. On twierdzi, że jemu to tak bardzo nie przeszkadza i za nic w
świecie nie chce mnie wesprzeć, gdy proszę go aby choć czasami to on, a nie
tylko ja, odezwał się i zwrócił uwagę bratu lub jego rodzinie. Może
rzeczywiście jestem przewrażliwiona. Może powinnam im pozwolić na wszystko i
cieszyć się, że wpadli no nas. Niestety na razie ze zgrozą myślę o tym, jak
ich okiełznać kiedy wpadną z wizytą po tym, jak urodzi nam się dziecko (a
termin mam na dzisiaj). Jak pogodzić obecność wszędobylskiej rodzinki z
czystością i spokojem, który przydałby się noworodkowi, zwłaszcza w
pierwszych dniach życia.