mirella321
11.08.06, 14:29
Zastanawiam się jak to u mnie jest - przywołajcie mnie do porządku, albo coś
bo sama nie wiem czy ja taka niegospodarna jestem czy coś.
Jakoś ciągle barkuje nam kasy (no może nie brakuje ale tak oscylujemy wokół
zera - nie licząc kredytu na mieszkanie)
Fakt:
- spłacamy kredyt nieszkaniowy
- dziecko chodzi do dobrego przedszkola (raczej drogiego)
- chcemy posłać je do dobrej szkoły - niestety w naszej okolicy taka publiczna
nie istnieje
- zapewniamy naszemu dziecku rózne rozrywki (sobie też) - basen, wypady,
ciekawe miejsca, czasami jakiś bajer sprzetowy
- jadamy przyzwoicie, bez udziwnień i rozrzutności ale kupujemy to na co mamy
ochotę
- kilka razy w roku jakieś "wakacie" (ale raczej w Polsce, na zagranice nas
"nie stać")
- ciuchy dowolne, ale bez przesady, niekoniecznie dorogie i firmowe
i ciegle jeździmy "starym gratem" i jakoś nie możemy się zebrać do kupienia nowego
ciągle nie wykończyliśmy mieszkania (jakieś duperele, ale jednak)
pojechało by się na jakieś wczasy do ciepłych krajów na 2 tygodnie
A piszę to dlatego, ze zaczymam się czuć winna swojej niegospodarności:
bo znajomi z trochę gorszą sytuacją finansową właśnie kupują nowy samochód z
salonu, mieszkanie już wykończyli i zamierzaja kupić meble do salomu i plazmę.
BUUU...
ale ja naprawde wolę inwestować w dziecko - czy to warto czy nie warto?