Dodaj do ulubionych

mój mąż...bolesne

11.09.06, 03:15
proszę o radę, bo już nie wiem co mam robić. moje życie zmieniło się ostatnio
w koszmar... a wszystko przez mojego męża, który zmienił się nie do poznania.
mój mąż ostatnio łatwo się denerwuje i wtedy wyżywa się na mnie, tj. obraża
mnie, wyzywa od najgorszych, wypomina wszystkie wady i słabości, znęca się
nade mną fizycznie (kopie mnie, popycha, szturcha, wykręca ręce, itp.) i
psychicznie (wyrzuca ubrania z szaf, żebym musiała sprzątać, niszczy moje
rzeczy, itp.). potem, kiedy już mu przejdzie zachowuje się normalnie,
przeprasza mnie i obiecuje, że się postara zmienić. on jest w pełni świadomy
swego zachowania, rozmawialiśmy o tym już wielokrotnie i on twierdzi, że wie,
że mnie krzywdzi, ale nie może się opanować, bo go tak denerwuję. mówi, że to
ja go prowokuję i że to nie jego wina, bo jest chory i ma nerwicę. ale kiedy
chcę, żeby poszadł do psychiatry lub psychologa, to mówi, że przesadzam.
naprawdę nie wiem co mam robić. on wcześniej nigdy się tak nie zachowywał,
kłóciliśmy się owszem, ale nigdy, aż tak.a teraz wystarczy, że ma zły dzień w
pracy,albo jakaś drobnostka, np. dzieci coś zmalują, albo ja zwrócę mu uwagę.
traktuje mnie, jak zabawkę, jak rzecz...a potem znów jest taki jak dawniej,
mówi, że mnie kocha, że żałuje,jest czuły i troskliwy. on jest jak dr Jekyl i
mr. hyde, ma dwie twarze...ostatnio mamy dużo problemów, zwłaszcza finansowych
i myślę, że on tak poprostu odreagowuje, ale wiem też, że to go wcale nie
tłumaczy. najgorsze, że zachowuje się tak przy dzieciach ( ostatnio uczył
mówić mojego synka "mama to k...")...choć wielokrotnie, go prosiłam żeby ich w
to nie wciągał. i co ja mam robić? nikt z rodziny mi nie uwierzy, że on taki
jest. on zachowuje się, tak tylko w stosunku do mnie. ja już naprawdę mam dość...
Obserwuj wątek
    • gacusia1 Jak mozesz??? 11.09.06, 03:42
      Jak mozesz na to pozwalac?Jestes ktoras z EMAM tylko ze zmienionym nickiem?
    • nchyb wiej od niego... 11.09.06, 07:09
      on się nie zmieni (chybaże po lobotomii), będzie coraz gorzej. A na dokładkę
      usiluje Ci wmówić, że to Twoja wina. Nie, Ty go nie prowokujesz, to on w swoim
      chorym umyśle wymyśla preteksty. Jedyna rozsądnarada - wiej od niegogdzie
      pieprz rośnie. Inaczej przyzwyczaisz się, a on będzie coraz bardziej i
      bardziej...
      A Ty pozwolisz, taki klasyczny syndrom ofiary przemocy...
    • rita75 Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 07:52
      straszne...chociaz zwazywszy, ze macie klopoty finansowe, przyjmijmy tę
      wersję: byc moze tak facet radzi sobie ze stresem, tym niemniej, nie tedy
      droga...moze jednak zaciagniesz go do tego psychiatry? Wytlumacz, ze to
      naprawde normalny lekarz,a nerwicę trzeba leczyc...To, ze w Polsce, wsrod
      spoleczenstwa mamy taka, a nie inną swiadomosc- przeswiadczenie, ze do
      psychiatry chodzą tylko czubki, tlumaczy w jakis sposob zachowanie meza i to,
      ze tak broni sie przed wizyta u lekarza. Wytlumacz, ze do psychiatry chodza
      rowniez normalni ludzie, np. w chwilach, w ktorych nagromadzony stres nie
      pozwala normalnie funkcjnowac- idzcie moze prywatnie, razem- moze mu bedzie
      razniej, a ty bedziesz miala pewnosc, ze naprawde poszedl. A na poczatek-
      zostaja domowe sposoby- magnez i meliska
      pozdr,
      R.
      • nchyb Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 08:00
        Rita, błagam, nie żartuj, wyzwiska, szturchanie, wykręcanie rąk, uczenie dzieci
        brzydkich określeń mamusi, a Ty meliskę proponujesz? Takiemu to tylko
        silniejszy przemówi do rozumu... Jedyne rozsądne wyjście - odejść. Jeżeli go to
        zaboli, można proponować terapię, potem myśleć o ewentualnym powrocie. Zostanie
        z takim to aktywne przyzwolenie na przemoc i tę fizyczną i psychiczną...
        • rita75 Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 08:02
          > Rita, błagam, nie żartuj, wyzwiska, szturchanie, wykręcanie rąk, uczenie
          dzieci
          >
          > brzydkich określeń mamusi, a Ty meliskę proponujesz? Takiemu to tylko
          > silniejszy przemówi do rozumu... Jedyne rozsądne wyjście - odejść.


          Nie przeczytalas pierwszej czesci mojej wypowiedzi?
          Nieszczesna meliske tylko zauwazylas?
        • rita75 Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 08:06
          przeciez napisala: facet zmienil sie nie do poznania-
          mają duze klopoty- jak dla mnie psychiatra sie klania.
          • nchyb Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 08:11
            Rita, zauwazyłam całą wypowiedź,facet nie chce iść do lekarza, on nie widzi
            problemu, to żona go prowokuje, to jej wina. Typówka dla sprawców przemocy.
            Zawsze inni ich prowokują. Bez radykalnych działań nie ma szans na reakcję
            takiego gościa. Meliska w miedzyczasie nic nie zdziała... nie pomoże, uśpi na
            moment problem pani,która będzie mieć nadzieję, na poprawę w międzyczasie. A
            problem będzie narastał coraz bardziej. Aż albo ona się przywyczai i jej to
            przestanie przesadnie przeszkadzać, albo dojdzie do tragedii. Ale to oczywiście
            będzie jej wina, bo ona go prowokowała...
            • rita75 Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 08:21
              nie chce iść do lekarza, on nie widzi
              > problemu, to żona go prowokuje, to jej wina. Typówka dla sprawców przemocy.

              Kazdy widzi, to co chce widziec.
              Wiesz, ani ty nie znasz calej caly sprawy, ani ja- nawet nie znamy 1/2 %-
              najprosciej jest powiedzec- odejdz...patzrac pobieznie.
              mnie ta cala sprawa przypomniala przypadek w mojej rodzinie- przypadek meza
              zonie i ojca dzieciom- objawy byly podobne, jak sie okazalo facet przechodzil
              zalamanie nerwowe, i tak radzil sobie ze stresem- mial okropne nerwy w pracy,
              • rita75 I zeby nie bylo 11.09.06, 08:30
                chcialam dopisac, ze absolutnie nie jestem za trwaniem przy sobie na sile-
                jezeli facet faktycznie nie bedzie chcial wspolpracowac- to znaczy- nie bedzie
                chcial sie leczyc- odejsc.
    • be.em Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 08:05
      przypomina mi to alkoholika, który tłucze, pije i przeprasza, znowu pije,
      tłucze i przeprasza... ja należę do tych kobiet, które gdyby facet podniósł na
      nie rękę wywaliłyby na zbity pysk..

      przykro mi, że osoba, która powinna być wsparciem, połówką pomarańczy zachowuje
      się jak bydlę...
    • kasiula.g Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 08:15
      ja proponuję zacznij od siebie - od ratowania siebie i swoich dzieci to TY idź
      do psychologa i na terapię - żebyś umocniła się w sobie wwtedy przestaniesz być
      bezwolna ofiarą przemocy, tylko bedziesz wiedziała dokładanie jak się zachować .
      Wberew pozorom wcale nie trzeba zaczynać od zaciągnięcia osoby chorej na
      terapię, zmiana w nas samych wywołuje-prowokuje zmianę zachowania całego systemu
      rodzinnego. Jeśli jednak się nie zmieni to już na tyle silną osobą i świadomą
      będziesz, że bez wahania podejmiesz decyzję najlepszą dla Ciebie i Twoich dzieci.
    • monia145 Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 08:32
      Posłuchaj mądrych rad, które juz tu padły- na poczatku izolacja od tego
      niezrónoważonego osobnika. Najlepiej byłoby gdybys przeniosła się do rodziny-
      dlaczego twierdzisz, że nikt Ci nie uwierzy? Próbowałas rozmawiaćzkimś na ten
      temat? Zazwyczaj ludzie widza pewne oznaki, że coś złego dzieje się w rodzinie,
      ale nie podejmuja działań, bo sami nie chca sie wtrącać. Spróbuj....
      Mężowi przyda się pomoc fachowca- jesli tak odrzuca go psycholog czy psychitra,
      niech najpierw zgłosi sie do lekarza pierwszego kontaktu i może ten zasugeruje
      dalsze postepowanie.
      Pamietaj- nie jesteś winna postepowaniu męża. To nie Ty go prowokujesz. On jest
      chory. I nie zmieni sie tylko dlatego, że będzie obiecywał poprawę. Mysl o
      sobie i dzieciach, bo w ich psychice też zachodzą zmiany.
      Skorzystaj tez z telefonu zaufania dla ofiar przemocy- może pomogąsmile
    • aleksandrynka Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 10:32
      Magda, to, co spotyka Cię ze strony męża to przemoc. Jest źle. To, co możesz
      teraz zrobić to zacząć JUŻ DZIŚ walczyć o swoje godne życie. Pamiętaj, Ty też
      jesteś odpowiedzianla za to, jak Twoje życie wygląda (uwaga, absolutnie nie
      mówię, że jesteś odpowiedzialna za jego zachowanie, że go prowokujesz, nie nie
      nie), nie możesz pozwolić żeby było dla Ciebie piekłem i karą. Zasługujesz, jak
      każdy, na spokojny dom, miłą atmosferę, wsparcie i porozumienie. Być może Twój
      mąż przeżywa złe chwile, ale to nie daje mu najmniejszego prawa żeby Cię źle
      traktować. Jedna z dziewczyn napisała - zrób coś dla siebie, idź do psychologa.
      Ma rację! Piszesz, że próbowałaś nakłonić męża do terapii a on to zignorował.
      To jego wybór, z resztą to częste w takich przypadkach. W takim razie nie
      oglądaj się na niego tylko walcz o siebie. Na poczatek spróbuj pisać tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24028
      Tam są wspaniałe, mądre dziewczyny które próbują radzić sobie z przemocą w domu
      albo z niej wyszły, wszystkie wspierają się wzajemnie i podpowiadają, jak
      postępować.
      Zajrzyj też tutaj:
      www.niebieskalinia.pl/index.php?assign=ofiary_przemocy
      i nie wahaj się zadzwonić.
      Piszesz też, że nikt z rodziny nie wierzy, że on taki jest. Być może nikt go
      takim nie zna, ale Ty absolutnie niczego nie ukrywaj. Powiedz mężowi, że kiedy
      znów podniesie na Ciebie rękę zadzwonisz na policję - w razie czego koniecznie
      to zrób. To się łatwo pisze, wiem, ale nie możesz więcej pozwalać na takie
      traktowanie Ciebie i dzieci. Nawet jeśli on dzieci nie bije to już je źle
      traktuje znęcając się nad Tobą. Dzieci to widzą i przeżywają dramat, bardzo
      cierpią.
      Nie wierz mu, że to ostatni raz, każdy przemocowiec tak mówi i dalej robi swoje.
      Magda, zacznij działać bo spirala przemocy się nakręca i sama na pewno się nie
      skończy.
      Jesteś na dobrej drodze, napisałaś tego posta a to już dużo, już wiesz, że źle
      się dzieje, pierwszy krok do zmiany już zrobiłaś, nie zatrzymuj się.
      Jak potrzebujesz pogadać pisz na priv lub na gg: 6487196.
      Przytulam i pozdrawiam serdecznie
      Ola
    • doty22 To okropne, co się dzieje w naszych domach... :( 11.09.06, 10:51
      Niestety znam ten problem... To jest zaklęte koło... od jednego do następnego
      ataku sad Najgorsze jest, to, że cierpią dzieci sad Mój mąż trochę ochlonął po
      ostatnim ataku, ale o mało nie doszło do rękoczynu! Nie tak łatwo jest odejść
      od kogoś z kim przeżyło isę sporo lat, i nie zrozumie tego osoba, która tego
      nie przeżyła!!! Nie mówcie proszę, że najłatwiej odjeść, bo tak nie jest!!!
      Trudno jest zadecydować, czy działać na swoją, czy na rodziny korzyść!
      Magdo, w Twojej jednak sytuacji - albo zaciągniesz go do psychiatry - albo się
      rozejdź z nim, bo cirpisz nie tylo Ty! Twoje dzieci nie będą Cię szanować, nie
      będą wiedzieć, ze masz być dla nich autorytetem !!!
      Poczytaj w internecie o przemocy w rodzinie... I nie daj się!!! Nikt nie ma
      prawa naruszać Twojej prywatości, nawet mąż! Broń się!!! To mój nr gg 3810911,
      jakbyś chciała pogadać, zapraszam!
    • lucerka Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 11:02
      Wlasnie skrobie cos na priv.
    • bri Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 11:56
      Musisz się temu natychmiast ostro przeciwstawić bo inaczej będzie tylko gorzej.
      On Cię teraz testuje, sprawdza, na co sobie może pozwolić, coraz bardziej
      narusza Twoje granice. Jeśli nie będziesz stanowcza będzie coraz gorzej, może
      zacząć Cię bić czy wręcz dręczyć fizycznie, także Wasze dzieci.

      Koniecznie kup sobie i przeczytaj książkę "Zawsze bezpieczna".
      • bri Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 12:01
        www.proszynski.pl/asp/fiszka.asp?ksiazka_id=2309
        Podaję link do tej książki. Moim zdaniem jest znakomita i naprawdę może Ci
        pomóc. Jeśli chcesz mogę Ci ją wysłać pocztą lub jeśli jesteś z Warszawy
        spotkać się z Tobą i przekazać Ci ją osobiście.
    • wobbler Re: mój mąż...bolesne 11.09.06, 20:01
      Twoj maz nie ponosi zadnych kosztow swego postepowania.A dopoki nie bedzie
      kosztow,nie bedzie tez motywacji do zmiany zachowania.Dlatego tez po nastepnym
      pobiciu wedruj na policje i zrob obdukcje.Moze cos zaswita w jego chorej
      lepetynie jak kilka razy bedzie musial skladac zeznania,zdejma mu odciski
      palcow i przejdzie inne elementy upokarzajacej procedury.Zareczam Ci,ze
      nastepnym razem odejdzie mu ochota na rekoczyny,zaraz jak zobaczy,ze siegasz po
      telefon.A nawet jesli nie,to latwiej wtedy starac sie o leczenie
      przymusowe,majac podkladke z kilku interwencji policji.
      No i wariant drugi,ktory juz dziewczyny Ci proponowaly:Wywiewaj z domu,jesli
      tylko masz dokad.Choc nie bardzo wierze w skutecznosc takich dzialan.Za pare
      dni przyjdzie z kwiatami,bedzie plakal,blagal i przysiegal,az wrocisz do domu.A
      za dwa dni stlucze Cie tak,ze wyladujesz na OIOM-ie.
      • doty22 Re: mój mąż...bolesne 12.09.06, 13:15
        >Moze cos zaswita w jego chorej
        > lepetynie jak kilka razy bedzie musial skladac zeznania,zdejma mu odciski
        > palcow i przejdzie inne elementy upokarzajacej procedury.Zareczam Ci,ze
        > nastepnym razem odejdzie mu ochota na rekoczyny,zaraz jak zobaczy,ze siegasz
        > po telefon]

        Cholera!!! Czy Ty wiesz, czym to grozi??? A jak następnego razu nie będzie, bo
        ją zamorduje??? Tacy mężczyźni sięnie boją konsekwencji!!! Tu trzeba wiać,
        gdzie pieprz rośnie i nie oglądać się za siebie!!! Albo psychiatra i wspólna
        terapia - WSPÓLNA - nie męża, nie żony tylko ich wspólna, albo rozstanie!!!
        A Ty "wobbler" weź się w garść i postaw sie w sytuacji tej dziewczyny!!!
    • dobraemi Re: mój mąż...bolesne 12.09.06, 09:29
      nie daj sobą pomiatać bo stracisz szacunek do samej siebie. Mimo uczuć do niego
      zbierz w sobie siłę i odejdź od niego Na pewno się boisz odejść bo myślisz że
      sobie nie dasz rady ale musisz być silna i ZDECYDOWAĆ SIĘ Dasz radę!!!
    • edelka po prostu go zostaw 12.09.06, 14:20
      skoro tyle razy sie to powtarza i nic do niego nie dociera to nie ma innego
      rozwiązania
    • ula_max Magda 12.09.06, 14:27
      tu już nic po Tobie, musisz odejść i zakończyć to małżeństwo. Dziewczyny dobrze
      radzą ... to przemoc, uciekaj, bo szkoda Ciebie i dzieci. ON SIĘ NIE zmieni!!!
      Skąd wiem? widziałam coś takiego wiele razy ... mąż koleżanki, sąsiadki i
      siostry. Dokładnie to samo. I taki bedzie do końca życia. Powodzenia. Skąd
      jesteś?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka