Wprowadzili się 2 miesiące temu.Są młodym małżeństwem z ok.6-miesięcznym
dzieckiem.Ten facet jest śliczny,no mówię Wam-cudo.Teraz zapuścił brodę i
wygląda jak "młody bóg".Ile razy go widzę mam grzeszne myśli,a moje serce
bije jak oszalale.Wcześniej widywałam go tylko w jednym z banków w moim
mieście,gdzie pracuje i już wtedy wyłowiłam go wzrokiem,a raczej przyciągnęło
mnie jego spojrzenie w moją stronę.Od tamtej pory stałam się częstszą
bywalczynią tego banku,no w granicach przyzwoitości rzecz jasna.Jak
zobaczyłam kto się wprowadza do domu obok,myślałam że padnę.Teraz zachowuję
się niczym nawiedzona moherówa i podglądam go przez moją firankę w oknie.Jak
zobaczę,że spaceruje z dzieckiem wokoło domu,natychmiast mam mega-pilną
potrzebę wyjścia z domu.Ja chyba oszaleję.Co zrobić,żeby się z nim nie
zakochać?Chyba jeszcze się nie zakochałam,ale świruję na jego widok.Ma takie
piękne ciało i często przechadza się bez koszulki,albo w jakiejś sexy
opinającej jego klatę.Mój mąż na tym korzysta,bo sąsiad mnie rozpala samym
wyglądem,a sexuję się z małżem

Wiem,że staję się nienormalna,dlatego chciałabym wrócić do poprzedniego
stanu,tzn do bardziej fizjologicznego i traktować gościa jak innych
sąsiadów.Gdyby tylko on też przestał tak na mnie patrzeć...
Aż wstyd,bo jestem w drugim miesiącu ciąży,a takie szaleństwa chodzą mi po
głowie.