Dodaj do ulubionych

Dziecko na smyczy

25.09.06, 21:40
Sasiedzi z bloku obok maja malego chlopczyka, okol 1.5 roku, jak sie domyslam.
Widuje go czasem, jak biega po balkonie. Ale na spacerze nie widzialam go
nigdy bez tych szelek. Matka, babcia, dziadek albo ojciec chodza na spacery,
wiec maly czesto jest na powietrzu. Ale nigdy nie biega sam tylko jest
prowadzony na tych szelkach. Jak mama chce, zeby poszedl w jakas strone, to go
ciagnie, a jak chc, zeby sie nie oddalal, to ma taka "skrocona smycz",
zawinieta wokol reki. Naprawde, przygnebia mnie ten widok. Robia krzywde
dziecku, chlopak nie nauczy sie trzymac balansu ani padac bezpiecznie. Tak
mnie korci, zeby zapytac o przyczyne stosowania tych szelek, ale sie wstydze.
Moze istnieje jakies wytlumaczenie dla tego, ze stosuja te szelki. Wiem, ze
dziecko juz dobrze chodzi, jak matka popusci smycz. Moze jest cos, o czym nie
wiem, ze musza tak z nim spacerowac. Ale widok jest straszny, jak ciagna tego
dzieciaka. Tyle osob do opieki i widac, ze dbaja o te spacery. Podejrzana ta
sytuacja. Caly czas sie zastanawiam, czy zapytac, ale wiem, ze nie bylabym w
stanie wysunac argumentu jakiegos na kontre, gdyby sie okazalo, ze to dla
wygody. Slyszalscie, ze z jakiegos powodu sie stosuje te smycze?
Obserwuj wątek
    • gacusia1 Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 21:46
      Sama zamierzalam takie szelki kupic,ale nie ma tego w Kanadzie.Moj synek to
      zywe srebro ,-))) Ma dopiero 11 m-cy,ale wiem juz co bedzie dalej.Nie pytaj po
      co im te szelki,to nie Twoja sprawa.Moze im sie nie chce za dzieciakiem biegac?
      Nawet,jak Ci powiedza,to madrzejsza bedziesz,czy jak?
      • renata.k5 Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 22:55
        Gacusiu, gdzies te szelki musza byc w Kanadzie, bo jakis tydzien temu widzialam
        dziewczyne prowadzaca na takowych nie jedno, a dwoje dzieci!!!!
        • gacusia1 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 04:02
          A w jakiej prowincji to widzialas?
          • renata.k5 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 15:32
            W Montrealu
      • ma.pi Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 15:06
        gacusia1 napisała:

        > Sama zamierzalam takie szelki kupic,ale nie ma tego w Kanadzie.Moj synek to
        > zywe srebro ,-))) Ma dopiero 11 m-cy,ale wiem juz co bedzie dalej.Nie pytaj
        po
        > co im te szelki,to nie Twoja sprawa.Moze im sie nie chce za dzieciakiem
        biegac?
        >
        > Nawet,jak Ci powiedza,to madrzejsza bedziesz,czy jak?

        Znowu Ci namierzylam :o)
        Sa w Kanadzie. Sprawdz w WalMarcie ja tam kupilam. Dzial dla niemowlat, tam
        gdzie rozne safety zatyczki i tym podobne rzeczy sa.

        Pozdr.
      • kayah73 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 20:38
        Gacusia, w Toys'R'Us sa na pewno, czasami w Walmarcie.
    • elza78 Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 21:47
      aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
      nie ma to jak nie miec innych problemow, ich sprawa co robia z dzieckiem - jak
      je wychowuja, czy bija je czy co, wiele osob prowadza tak dzieci bez szwanku
      dla zdrowia smile
      • magdalenax Re: Dziecko na smyczy 27.09.06, 11:06
        Stad sie wlasnie bierze ta Polska znieczulica i stwierdzenia to moja sprawa co
        z dzieckiem robie. bicie dziecka to nie jest wylacznie sprawa rodzica!!
    • sineira Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 21:52
      Po co? Na przykład po to, żeby dziecko nie wpadło pod samochód. Albo żeby nie
      podbiegło do obcego psa. Albo żeby nie podniosło i nie zjadło psiej kupy z
      trawnika. Może też dlatego, że mama ma problemy z kręgosłupem i nachylanie się
      sprawia jej trudność. Co za różnica, czy za rękę, czy na szelkach?
      Sama zamierzam takich szelek używać, nie chcę, żeby mi się gzub wyrwał i wpadł
      na ulicę!
    • procesor Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 21:52
      mihho napisała:
      > wygody. Slyszalscie, ze z jakiegos powodu sie stosuje te smycze?

      owszem
      sama czasem używałam szelek (tych pd wózka) i krótkiego paska który jest do nich
      dołączany smile
      to proste - jak masz żywe dziecko to wolisz je puścić luzem ale miec pewność że
      zatrzymasz je ZANIM wypadnie pod koła samochodu czy roweru

      sąsiadka nie dogoniła wnuczki (bez smyczy była bez..) zanim wypadła na jezdnię,
      szybkie dziecko to było, naprawdę, że żyje zawdzięcza temu że kierowca jednak
      zdążył wyhamowac

      i jeszcze jedno - nie każdemu kręgosłup pozwala długi czas chodzić pochylonym by
      trzymac rączkę dziecka pożądnie..
      smile

      czasem też miałam ochote dokupić smycz, taką zwijaną choć moje dziecko
      nadmiernie żywe nie było (ale jednak ruchliwe)
      ja tam sie tej rodzinie nie dziwię
      • mihho Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 22:12
        Takie argumenty Wynikaja z krotkowzrocznego myslenia o rozwoju. Dziecko na
        szelkach, jak ten chlopiec, nie przewraca sie, nie bawi sie w piasku, nie lapie
        rownowagi po zachwianiu, nie uczy sie "przestrzeni" i nie ma pojecia, ze na ulcy
        cos mu grozi, bo nie chodzi nigdzie samo. mama nie krzyknie, jak sie zbliza do
        kraweznika, bo sie nigdy nie zblizy. Nawet po chodniku obok bloku jest na
        szelkach, gdzie do ulicy jest 200 metrow albo wiecej. Jak ma sie nauczyc, kiedy
        ma sie nauczyc? Kiedy bedzie gotowe sie uczyc wg takiej mamy? 3 latki lataja jak
        poparzone, sa gorsze niz 1.5 roczne dzieci! Jak daleko wypuszczasz swoje
        dziecko, ze sie boisz, ze bez szelek wpadnie pod samochod? A tu sa jeszcze 4
        osoby z chorymi kregoslupami? Na osiedlu jest kilkadziesiat malych dzieci i po
        prostu chodza sobie chwiejnym krokiem obok rodzica, a tylko to jedno tak chodzi,
        wiec sie zastanawiam, czy jest jakies argumnet "medyczny".
        Takie szleki sa jak chodzik, nie ucza niczego dziecka, sa wygodne dla rodzicow.
        W maych ilosciach - zaden rpoblem, w duzych - robia krzywde.
        • iwoniaw Chyba żartujesz 25.09.06, 23:06
          Naprawdę uważasz, że półtoraroczne dziecko nie ma okazji się przewracać w
          bardziej sprzyjających (amortyzacja!) okolicznościach niż betonowy chodnik? Np.
          w domu na materacu czy w kulkach w sali zabaw?
          I czy stwierdzenie "nie ma pojęcia czy na ulicy mu coś grozi, bo nigdzie nie
          chodzi samo" jest w ogóle sensowne w odniesieniu do takiego malucha? Nie wiem,
          która matka by chciała, by jej dziecko przekonało się o zagrożeniach na drodze
          metodą empiryczną. Ja bym nie chciała.

          > wiec sie zastanawiam, czy jest jakies argumnet "medyczny".

          No i powinni się opowiedzieć całemu osiedlu, jeśli jest?

          > W maych ilosciach - zaden rpoblem, w duzych - robia krzywde

          I oczywiście opinię, czy ilość ta jest duża, powinny decydować wścibskie sąsiadki?

          Osobiście nie stosowałam szelek, ale uważam, że w dużym mieście lub w pobliżu
          ruchliwej drogi czy w okolicy, gdzie np. ludzie jeżdżą na rolkach czy deskach
          albo biegają luzem psy takie szelki to doskonały pomysł i na pewno lepsze to dla
          dziecka niż trzymanie ręki do góry, co ma miejsce podczas prowadzenia za rękę
          przez opiekuna.
          • iwoniaw opinię powinny wydawać miało być n/t 25.09.06, 23:07

          • mihho Re: Chyba żartujesz 25.09.06, 23:19
            A jak rabnie sie w rog stolu spadajac na miekki dywan? Moze jednak w domu tez
            stosowac szelki? Dzieci w tym wieku niekeidy rozrozniaja kolory, myslisz, ze nie
            warto uczyc, zeby nie oddalalo sie od mamy?
            Jak bym byla wscibka, to bym nie pisala tu tylko omowila sprawe z matka dziecka.
            A na wyprawy w miasto mozna uzyc wozka zamiast prowadzic dziecko wolno na
            szelkach w tlumie ludzi i przez ruchliwe przejscia.
            • iwoniaw Re: Chyba żartujesz 25.09.06, 23:50
              Uczenie i tłumaczenie to jedno, a pilnowanie i konieczność przytrzymania dziecka
              przed przejściem np. to drugie.

              > A na wyprawy w miasto mozna uzyc wozka zamiast prowadzic dziecko wolno na
              > szelkach w tlumie ludzi i przez ruchliwe przejscia.

              No tak, w wózku z pewnością sprawność i koordynacja ruchów rozwija się o niebo
              lepiej niż wówczas, gdy dziecko idzie swobodnie, przypięte szelkami, dzięki
              którym matka może je _w _razie _zagrożenia_ natychmiast (przy czym słowo
              "natychmiast" jest przy dziecku w tym wieku kluczowe) przytrzymać... No, ale
              sąsiadki się przynajmniej nie bulwersują, nie?
              • aetas Re: Chyba żartujesz 26.09.06, 11:30
                iwoniaw napisała:

                > Uczenie i tłumaczenie to jedno, a pilnowanie i konieczność przytrzymania
                dzieck
                > a
                > przed przejściem np. to drugie.
                >
                > > A na wyprawy w miasto mozna uzyc wozka zamiast prowadzic dziecko wolno na
                > > szelkach w tlumie ludzi i przez ruchliwe przejscia.
                >
                > No tak, w wózku z pewnością sprawność i koordynacja ruchów rozwija się o niebo
                > lepiej niż wówczas, gdy dziecko idzie swobodnie, przypięte szelkami, dzięki
                > którym matka może je _w _razie _zagrożenia_ natychmiast (przy czym słowo
                > "natychmiast" jest przy dziecku w tym wieku kluczowe) przytrzymać... No, ale
                > sąsiadki się przynajmniej nie bulwersują, nie?
                >
                >
                dobre, dobre wink
            • shady27 tak rozumujac to... 26.09.06, 09:12
              po co uzywac szelek w wozku? po co przypinac dziecko, niech wypadnie, przeciez guz to nieodzowny atrybut dziecinstwa .... a tak wogole to co Cie obchodzi co robi sasiadaka??? poki nie robi krzywdy dziecku nie wtracaj sie
        • lollypop Re: Dziecko na smyczy 27.09.06, 02:03
          Wiesz, myslec o rozwoju mozna w przypadku zywego dziecka a dziecko ktore
          wybieglo na ulice moze juz zywe nie byc. Ja szelki kupilam po tym jak moj
          synek w zimie podczas spaceru po plazy wbiegl do morza. Mial rok trzy miesiace
          i udalo mu sie to za 19-stym razem, taki byl uparty. Nie pomagaly zadne
          ostrogi czy argumenty, maly smial sie i biegl spowrotem. Wtedy stwierdzilam ze
          wole dziecko na smyczy niz wcale. Bardzo sie przydaly na spacerach z babcia
          ktora bala sie wlasnie ze wybiegnie na ulice, pilnowala go bardzo, ale przeciez
          wystarczy raz. Teraz synek ma dwa latka i 4 miesiace i szelek juz nie uzywamy
          bo zaczal sie sluchac i z babcia idzie wdluz ulicy za raczke, sam dopiero w
          parku. Jakos nie zauwazylam by zahamowalo mu to rozwoj, przeciwnie - jest
          sprawniejszy niz inne dzieci w jego wieku i sprawniejszy niz byl jego brat w
          tym samym wieku a u starszego nie bylo potrzeby na szelki.
    • bekimama Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 21:54
      Ja ma 4-latkę i wierz mi czasami mam ogromną ochotę uwiązać ją do takiej smyczy.
      • beata985 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 09:43
        bekimama napisała:

        > Ja ma 4-latkę i wierz mi czasami mam ogromną ochotę uwiązać ją do takiej
        smyczy
        C z a s a m i owszem ale non stop dziecko na smyczy coś tu nie chalo.
        dziecko z wózka tez czasami wyciągamy,żeby pobiegało-park,plac zabaw,polanka w
        lesie.
        bez przesady jeżeli to nie jakś wada dziecka to napewno chora nadopiekuńczość
        rodziców
        >
    • a.lenard Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 21:55
      Jeśli mówisz ze dziecko ciągną jak idzie nie w tym kierunku co mama , babcia
      lub ktoś inny chce , to podejrzewam, ze to z wygody, nie chce im się biegać. Ja
      mam córę 1,5 roku i wyjście z nią na spacer bez wózka na plac to czasami
      wyczyn : biegam za nią po krzakach, schodach, ucieka do klatek w bloku, czasami
      mam dość. Inne dzieci bawią sie grzecznie w piaskownicy a moją to nosi. Nie
      usiedzi 5 minut na miejscu ( w piaskownicy). Ale jak ją doganiam to zawsze
      biorę za rękę i tłumaczę, że nie wolno, że samochody , że jak bedzie uciekać to
      pójdzie do domu. Po przeszło dwóch miesiącach wałkowania tego tematu widzę
      spore efekty. A jeszcze niedawno się śmiałam się, ze kupię jej smycz na rękę tongue_out
      Teraz staramy się o drugiego szkraba i mam nadzieję, ze do tego czasu zmądrzeje
      i da się prowadzić obok wózka na spacerze.
      Jeśli to naprawdę tylko z wygody ci twoi sąsiedzi tak go prowadzają na smyczy
      to straszne, ja bym to gdzieś zgłosiła tongue_out
      • a.lenard Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 21:59
        Właśnie przeczytałam wasze argumenty dlaczego ktoś stosuje takie smycze. No
        sorki, ale schylać się nie musiasz do szkraba 1,5 rocznego. Nie trzymasz go za
        obie rączki i nie uczysz chodzić, tylko mały spokojnie łazi sam. Wpadnięcie pod
        samochód, to rozumiem, ż etego się obawiają rodzice, ale zeby odrazu na smycz?
        Wolałabym iśc z dzieckiem na jakiś ogrodzony plac zabaw albo na łąkę.
        • shady27 Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 23:00
          jak to nie musisz sie schylac???? no ciekawe bardzo, ja uwazam ze te smycze sa super, ba sama bede ich uzywac, bo wlasnie moj kregoslup nie pozwala na jakiekolwiek schylanie a do takiego dziecka musisz byc nachylona zeby trzymac za raczke (mam prawie 180 cm wiec musze soe nspawde nisko schylac) ale w jednym autorka watku ma racje, nie nalezy przesadzac, ja bede uzywala przy ulicy, w centrum handlowym a na lace czy w bezpiecznym parku dziecko bedzie na luzie
        • aetas Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 11:22
          a.lenard napisała:

          > Właśnie przeczytałam wasze argumenty dlaczego ktoś stosuje takie smycze. No
          > sorki, ale schylać się nie musiasz do szkraba 1,5 rocznego. Nie trzymasz go
          za
          > obie rączki i nie uczysz chodzić, tylko mały spokojnie łazi sam. Wpadnięcie
          pod
          >
          > samochód, to rozumiem, ż etego się obawiają rodzice, ale zeby odrazu na
          smycz?
          > Wolałabym iśc z dzieckiem na jakiś ogrodzony plac zabaw albo na łąkę.


          ale najpierw trzeba na ten plac zabaw albo łąkę dojść, zapewniam Cię, że mojegu
          synka bys tam za rączkę nie zaprowadziła, nie da się, malutki sąsiad Mihho też
          tak ma wink
    • ala04 Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 22:21
      Mam synka prawie 2 letniego.Jest bardzo żywym chłopcem ciągle biega,nie usiedzi
      w jednym miejscu.Wszyscy w koło mówią mi,że powinnam kupić te szelki,bo mam
      jeszcze 5mc córke,ale nie wyobrażam sobie trzymać dziecko na smyczy.Nawet w
      czasie 2 ciąży ganiałam za moim szkrabem.
      • verdana Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 22:32
        Bardzo niezdrowe dla dziecka jest chodzenie za rączkę. Spróbuj przejśc przez
        pół godziny z ręką sztywno wyciagniętą do góry.
        A puścić luzem dziecko można tylko czasami.
    • agastrusia Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 22:40
      My też mamy takie szelki i nie widze w tym nic złego.
    • shady27 Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 22:54
      te smycze stoosuje sie, zeby np. dziecko Ci nagfle nie ucieklo, np na ulicy, juz wole "ograniczenie" wolnosci niz dziecko pod kolami auta.....sama mam cos takiego dla swojego synka i zamierzam tego uzywac, a Twoje obawy sa nieuzasadnione
    • 5aga5 Re: Dziecko na smyczy 25.09.06, 23:08
      Ja wymiękam!
      Przecież chodzi się z dzieckiem na spacer nie dla swojej wygody, tylko dla
      zdrowia dziecka.
      Dziecko na spacerze powinno się wyszaleć, ubrudzić itp. Bo to jest DZIECKO.
      Boicie się że wpadnie pod samochód itp. weźcie więc dziecko na plac zabaw lub
      do parku.
      Moja Córa też jest psotuch ( 2 lata ) jest też bardzo szybka, ale w życiu nie
      wpadłabym na pomysł by ją ,, więzić " na szelkach.
      A co na to Wasi pediatrzy?
      • koralik12 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 08:25
        Pediatrzy i otropedzi polecają szelki właśnie dla zdrowia dziecka. Z małym
        dzieckiem nie powinno się chodzić długo za rękę. Jak dziecko idzie z wyciągnięta
        do góry na sztywno ręką to nie jest mu wygodnie i nie jest to dobra pozycja dla
        małego kręgosłupa.
        • shady27 koralik brawo... to samo napisalam :) 26.09.06, 09:16

      • shady27 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 09:15
        a jak nie ma placu zabaw bo mieszka sie w centrum duzego miasta??? zreszta co ma do tego pediatra??? predzej ortopeda jesli juz, i wiesz co powie? ze tak, szelki lepsze, bo przynajmniej nie ciagnie sie dziecka za raczke i nie wyciaga sie jej ze stawow
      • sineira Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 11:26
        > Dziecko na spacerze powinno się wyszaleć, ubrudzić itp. Bo to jest DZIECKO.
        > Boicie się że wpadnie pod samochód itp. weźcie więc dziecko na plac zabaw lub
        > do parku.
        5aga5, a Ty masz plac zabaw bezpośrednio za swoimi drzwiami?
        Przecież na ten plac zabaw, łąkę czy cokolwiek innego trzeba jeszcze dojść.
        I ja na przykład po drodze do jakiegokolwiek w miarę bezpiecznego miejsca mam
        ruchliwe ulice i kilka "wściekłych" piesków. Więc na pewno będę używać szelek.
    • drzedav Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 00:00
      Droga mihho!

      Już wyjaśniam co następuje:
      Twoje obawy jakoby prowadzanie pociechy na "szelkach" było by aktem terroryzmu
      są płonne.
      Rodzice, dziadkowie trzymając dziecko na szelkach nie chcą być trendy lecz
      starają sią zapewnić mu maximum bezpieczeństwa.

      W miejscach takie jak plac zabaw czy park nie są w stanie oni upilnować dziecka
      ,które na widok rówieśników rozpiera energia i nieodparta chęć do wyładowania
      jej na zewnątrz.

      Wyobraź sobie dziadka biegnącego przez plac zabaw(pomiędzy piaskownicą a
      zjeżdzalnią) za dwuletnim maluchem.
      Wiadomo kto ma wieksze szanse w tym wyścigu.

      Pewnie sądzisz ,że maluszek.

      I tu muszę wyprowadzić cię z błędu.

      W wyścigu tej wygra guz a na drugim miejscu zadrapanie lub odpukać lekkie
      potłuczenie się brzdąca.

      Logiczne ,iż nikt z nas tego by nie chciał.

      Nie chodzi tu o przwerażliwienie rodziców czy też dziadków na punkcie
      dziecka/wnuczka.

      Troski nigdy za mało.Dziecko pewniej stawia kroki w takich szelkach a nieprawdą
      jest jak ,niektórzy tu sądzą ,że przez użuywanie szelek dziecko później nauczy
      sie chodzić.

      Jeśli nie dostatecznie rozwiałam Twoje obawy prosz eo kontakt a napisze więcej.

      pozdrawiam




      www.sztucznedrzewa.pl
      • 5aga5 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 00:05
        A czy widziałas kiedyś dziecko bez żadnego siniaka czy guza?
        To nieodłączny atrybut dzieciństwa.
        • drzedav Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 00:11
          Dziecko bez siniaków?

          Tak widziałam,to całkiem mozliwe.

          Polecam oprócz szelek kaski dla dzieci.wink

          Co do tego ,iż rany to atrybut dziecinstwa to nie gadzam sie z tym wogóle.

          Czyli atrybutem drogi są wypadki?
          • 5aga5 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 00:18
            Odbiegasz od tematu. Autorka pyta o szelki.
            Ja np. uważam że to bzdura bo dziecko musi się wyszaleć, wybiegać itd.
            Po prostu dla dobra dziecka, rozwoju itp. a przy tym musi kiedyś nabić sobie
            np. guza.
            Poznaje świat, ot co.
            Powtarzam raz jeszcze - ja mam niespełna 2-u latkę która jest naprawdę szybka i
            psotna. Tłumaczę co można a co nie, ale mimo wszystko Ona musi dać upust swojej
            energii.
            Na szelkach, takiej możliwości by nie miała.
            • drzedav Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 00:19
              Nie odbiegam...

              Odpowiedziałam na zadane mi pytanie.
            • drzedav Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 00:21
              NIe zakładaj szelek i tyle.
      • a.lenard Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 07:55
        > Wyobraź sobie dziadka biegnącego przez plac zabaw(pomiędzy piaskownicą a
        > zjeżdzalnią) za dwuletnim maluchem.
        > Wiadomo kto ma wieksze szanse w tym wyścigu.
        >
        > Pewnie sądzisz ,że maluszek.
        >
        > I tu muszę wyprowadzić cię z błędu.
        >
        > W wyścigu tej wygra guz a na drugim miejscu zadrapanie lub odpukać lekkie
        > potłuczenie się brzdąca.
        >
        > Logiczne ,iż nikt z nas tego by nie chciał.
        >
        > Nie chodzi tu o przwerażliwienie rodziców czy też dziadków na punkcie
        > dziecka/wnuczka.

        jak dla mnie jest to przewrażliwienie. Dziecko upadając uczy się!!! Poznaje
        świat, że jak upadnie to bolą kolanka, że trzeba otrzepac rączki, no kurcze i
        wiele wiele powodów jest za tym, żeby dziecko było puszczane wolno na placu a
        nie uwięzione. Ja sobie nie wyobrażam, zeby moje półtoraroczne dziecko było w
        szelkach!!! Bo o dziecku w takim wieku tu mowa.
        • a.lenard Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 07:57
          jeszcze jedno, z tego co pamietam to z tym dzieckiem wychodza nie tylko
          dziadkowie, ale także rodzice, też ciągnąc malucha na smyczy. I co ? oni tez
          nie maja siły pobiegać za dzieckiem?
          • shady27 wyuobraz sobie ze moga nie miec 26.09.06, 09:14
            caly dzien chodza za dzieckiem w domu, maja rowniez chore kregoslupy (tak jak ja) wiec smycze sa super....zreszta ta dyskusja nie ma sensu. w USA takie szelki sa na porzadku dziennym i nie robi sie z tego tragedii, tylko myn polacy wiecznie musimy sie czegos przyczepic.
    • 5aga5 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 00:28
      Nie rozumiem jednej rzeczy.
      Ktoś o coś pyta a ktoś odpowiada. Normalną rzeczą jest że na forum nie ma
      takich samych ludzi i ze każdy myśli inaczej.
      Czemu krytykuje się odmienność zdania?
      • iwoniaw No właśnie, czemu? 26.09.06, 00:53
        > Czemu krytykuje się odmienność zdania?

        Dokładnie z tych powodów, z jakich autorka wątku krytykuje sąsiadkę używającą
        szelek. Czyli tego powodu, który sama podałaś: ludzie mają różne poglądy.
      • drzedav Re: Dziecko na smyczy 01.10.06, 16:43

        Bardzo mądra wypowiedż.

        Mamy prawo do swojego zdania!
    • pimenta Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 01:23
      Gdyby nie takie szelki pewnie ze siedem razy bym zginela. Bylam
      wyjatkowo "zywym" dzieckiem. moja mama miala gdzies ze wszyscy sie gapia, ze
      chodze jak piesek. To bylo jakies 27, 28 lat temu. Ja sama pamietam, kiedy raz
      siostra odebrala mnie z przedszkola.Wybieglam na ulice na czerwonym swietle. Ja
      stalam po srodku a samochody za mna w jedna a przede mna w druga strone. To
      bylo 20 kilka lat temu. Teraz ruch jest duzo wiekszy. Moze przy dzisiejszym
      natezeniu ruchu bym nie przezyla??? ja kupilam juz mojej 11 miesiecznej corci
      szeleczki i mam gdzies co sobie o tym pomysla. Oczywiscie sa takie miejsca jak
      place zabaw czy laka czy cokolwiek oddalonego od potencjalnych zagrozen gdzie
      takie szelki sa zbedne a glus niech hula.
      • 2006m1 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 08:47
        Ja tez takie szelki kupilam i uzywamy ich np w centrach handlowych itp.w parku
        i na placu zabaw mloda uzywa wolnoscismile
        • mama-nesika Też mi pomysł! 26.09.06, 09:32
          Dla mnie uzywanie takich szelek jest po prostu chore... Wygodnickim rodzicom nie chce sie ruszyc dupska i trochę za dzieckiem pobiegać. KAZDE roczne dziecko to zywe srebro więc argument pt."bo moje dziecko tak trudno upilnować" nie przekonuje mnie. Może jestem nie "trendy" ale na smyczy to sie chyba wyprowadza pieski a nie dzieci... Prędzej czy później dziecko i tak bedzie musiało sie nauczyć, że pewnych rzeczy robic nie wolno, i wolę, by moje dziecko reagowało na taki właśnie komunikat niż na szrpnięcie smyczą!
          Wiem, ze się narażam, ale dla mnie to poprostu uprzedmiotowienie dziecka...
          • czarna_maruda Mamy szelki! 26.09.06, 09:55
            Mamy szelki-smycz. Zakładam je mojej szesnastomiesięcznej uciekinierce, kiedy
            na przykład wychodzimy z domu do samochodu który stoi dużo dalej, a ja mam
            oprócz córki bagaże. Mała ucieka a ruch koło naszego bloku jest dosyć duży.
            Boję się o jej bezpieczeństwo, a tak "krótka smycz" i już wink
            Na spacer nie zakładamy nigdy - ma wózek wink
          • shady27 Re: Też mi pomysł! 26.09.06, 09:57
            no coz w takim razie powodzenia, jak dla mnie to twoje dziecko moze biegac i na rzesach, nic mi do tego tak samo jak tobie nic do tego czy ktos stosuje szelki czy nie
            • mama-nesika Re: Też mi pomysł! 26.09.06, 10:26
              za powodzenie dziękujęsmile)) Owszem, swięte prawo rodzica wyprowadzać dziecko na smyczysmile)) Jeszcze polecam pójść o krok dalej, i wyprowadzać siusiu na trawkę, bo przecież przy zmianie kręgosłupa tez można sie bólów pleców nabawićsmile)
              • mama-nesika Re: Też mi pomysł! 26.09.06, 10:28
                Poprawka - oczywiście przy zmianie pieluszek tez mozna sie bólów kręgosłupa nabawićtongue_out
                • aetas Mihho 26.09.06, 11:18
                  a poczłaś kiedys za nimi na plac zabaw i widziałaś, że tam też tak trzymają to
                  dziecko? nie sądzę, jak sobie mogą na to pozwolić, puszczaja, na chodniku, obok
                  ulicy dziecko jest bezpieczniejsze "na smyczy", może nie stanowi to najlepszego
                  widoku, ale jest chociaz bezpieczne, dziecko mniej naturalnie chodzi właśnie z
                  ręką zadartą do góry, jeszcze jedno: może to jest takie dziecko jak moje, które
                  nauczyło sie chodzić samo, bez trzymania za rączkę lub rączki, i trzymania nie
                  trawi, nie prowadzaliśmy synka, bo zaczynał chodzić b. wcześnie, więc nie
                  chcieliśmy go stymulować prowadzaniem za rączki, efekt jest taki, że nauczył
                  sie sam, a za rękę nie umie i nie chce chodzić, wyrywa się, jedyne to te
                  szelki, naprawde idealnie sie nadają dla takich dzieci i są bezpieczne. moje
                  dziecko częściej jeździ w wózku na spacerach, wypuszczam je na placu zabaw
                  właśnie i wtedy może się wyhasać, ale jak na piechotę idziemy, to właśnie z
                  szelkami, co do rozwoju i pozwolenia dziecku na wyłażenie i wybieganie się, to
                  nawet moje wożone w wózku sporo, mam czas i okazję, żeby się nazapychać na
                  piechotę, nie ma za mało ruchu....
          • sineira Re: Też mi pomysł! 26.09.06, 11:31
            > Prędzej czy później dziecko i tak bedzie musiało sie nauczyć,
            > że pewnych rzeczy robic nie wolno
            O ile oczywiście dożyje tego momentu, a nie wpadnie wcześniej pod samochód, bo
            wyrwało się ten jeden, jedyny raz.
            • mama-nesika A to sie teraz ubawiłam 26.09.06, 14:53
              sineira napisała:
              > O ile oczywiście dożyje tego momentu, a nie wpadnie wcześniej pod samochód, bo wyrwało się ten jeden, jedyny raz.

              Uff, ileż to nasze pokolenie miało szczęścia! jakim cudem przezylismy bez tych cudownych szelek?
              • sineira Re: A to sie teraz ubawiłam 26.09.06, 17:35
                Rybka, ja Cię proszę, nie udawaj, że nie myślisz!
                Nie zauważyłaś, że ruch jest jakby CIUT większy niż kiedyś?
                Że samochody szybciej jeżdżą?
                Że samochód przestał być luksusem i na ulicach pełno jest smarkaczy w
                zdezelowanych maluchach, popisujących się swoją wątpliwą męskością?
                Kiedy byłam dzieckiem, maluch to był skarb i żaden ojciec smarkaczowi nie
                pożyczał samochodu.
                Kiedy ja i mój kuzyn mieliśmy po kilka latek, zabawialiśmy się w liczenie
                samochodów, przejeżdżających pod oknem. I stawialiśmy znaczki w zeszycie -
                jeden znaczek za każdy samochód. Babcia zachowała taki zeszyt - nawet nie był
                zapełniony, bo po kilku dniach nam sie zabawa znudziła.
                I wiesz co? Dzisiaj taki zeszyt by nam wystarczył na 1 dzień.
                Wyciągnij wnioski.
          • sir.vimes Re: Też mi pomysł! 30.09.06, 12:40
            Wygodniccy rodzice?
            W Warszawie rzeczywiście nie widzi się zbyt wiele dzieci na szelkach - prawie
            wszystkie są w wóżkach. I 1,5 roczne dzieci, które mogłyby czasem pohasać , nie
            w drodze do parku czy placu, oczywiście. I tłuste trzy czterolatki którym
            kochani rodzice dodatkowo utykają przekąski do rączek by mieć spokój - a dziecko
            ma "spacerek". I niemowlęta, które przynajmniej czasem tatuś (niekoniecznie
            mamusia ze zmęczonym po ciąży kręgosłupem) mógłby "pokangurować" w chuście...
            W szelkach dziecko biega, rusza się, swobodnie chodzi, nie musząc wysilać
            łepetynki czemu to nagle tatuś krzyczy albo mama z wściekłośćią ładuje do
            wózka.. Przecież chyba nikt nie wierzy, że roczne dziecko ROZUMIE zagrożenia na
            jezdni itp. Najwyżej jest tresowane wrzaskiem - właśnie jak pies.
            Szelki to całkiem niezłe rozwiązanie.
    • ka-ja Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 11:27
      A moje dziecko dzieki takiej smyczy nauczyło się chodzić.Bał sie puścić mojego
      palca,a tak czuł że trzymam go pod pachami i szedł ,a ja coraz bardziej
      zwalniałam uścisk.Póżniej kiedy wychodziliśmy na spacer żeby dojść do
      konkretnego miejsca szedł na szelkach.

      Umiejętne stosowanie szelek wcale nie pozbawia dziecka biegania czy mozliwosci
      przewrócenia się.
      Ja trzymałam by móc szybciej zareagować ,a mały biegł ja z nim,kiedy się
      przewracał dotykał ziemi ale nie z takim impetem....
      Teraz ma 1,5 roku czasem idzie sam czasem na "smyczy" i jakoś nie widze by sobie
      nie radził,gorzej się rozwijał.A wręcz przeciwnie dzięki smyczy właśnie nauczył
      się bezpiecznie upadać,miałam czas by spokojnie a nie w w krzyku i zdenerwowaniu
      tłumaczyc że na mame trzeba czekać.
      Latem bylismy nad morzem,tam juz wogóle nie wyobrażam sobie przejścia z
      dzieckiem przez deptak nie na smyczy.
    • bea.bea rzeczywiście...bada traumy... 26.09.06, 11:27
      pisze tak patrząc na mojego 3 letniego syna , który w opisywany przez ciebie
      sposób, był wyprowadzany na spacery...

      miał nawet smycz rosciagalna...wiec mógł sie wybiegac , na trawinu...smile

      no jedno co moge powiedziec.....nigdy, przenigdy mi nie uciekł..smile

      i gdybym miała go zakuc w te chomonto jeszcze raz ...to bym go zakuła....

      aaa...zapomniałam dodac...nie podnosił nogi jak sikał na krzaczki...smile
    • babka71 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 11:33
      To nie jest smycz to sa szelki ..To tak na marginesie
      to raz
      Dwa: uzywałam szelek jak syn był mały i bardzo polecam wszystkim..!!!!
      Dziecko chodzi samodzielnie, (po murku, po schodach itp).., nie włazi w psie
      gówna, nie wywraca się na krawęzniku , nie siada dupskiem w kałuzy...,nie
      potyka się o schody w tramwaju, autobusie..do góry i już jest w środku.., w
      sklepie robiąc zakupy z dwulatkiem genialne są szelki..koszyk- zakupy- ręka
      szelki..
      p.s syn ma 7 lat..,..jest dzieckiem zdrowym chodzi na SKS, gra w piłkę,
      najlepszy w gimnastyce i na WF-e..
      n/t

    • sineira Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 12:01
      Mam tylko nadzieję, że po przeczytaniu tego wątku nie znajdą się takie, które
      zrezygnują z używania szelek na zasadzie "bo co ludzie powiedzą". Pamietajcie,
      że ci, którzy krytykują szelki, będą mieli o wiele więcej do powiedzenia, gdy
      wasze dziecko trafi do szpitala lub... nawet tego nie napiszę, gdzie.
      Pamietajcie, że wyszarpnięcie rączki i skok pod samochód to ułamek sekundy!
    • mama.igora Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 12:08
      Mieszkam teraz w Anglii, tu duzo matek ma smycze, ale tylko wtedy, gdy w wozku
      maja male, a obok na nozkach takie na przyklad 2, 3 lata. I to jest dobre
      rozwiazanie. Ale miec jedno dziecko i je prowadzac jak psa???
    • spacey1 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 12:10
      W książce Dobra miłość autorstwa Andrzeja Samsona (tak, wiem...) i Wojciecha
      Eichelbergera jest cały rozdział poświęcony szelkom i smyczom dla dzieci. O
      Samsonie można mieć określone zdanie, ale argumenty tam podane do mnie trafiły.
      Szelki zostały przeciwstawione trzymaniu dziecka za rękę na spacerze i w tym
      kontekście występują raczej jako powiększenie przestrzeni dziecka, danie mu
      więcej wolności, niż jako jego ograniczenie. Dziecko trzymane za rękę ma tej
      wolności naprawdę niewiele. Szelki dają dziecku więcej wolności z jednoczesnym
      zapewnieniem bezpieczeństwa.
      Autorka wątku pisze, że obserwowane dziecko jest trztmane ciągle na szelkach, w
      co trudno mi uwierzyć. Szelki są dobre w sytuacjach, kiedy prowadzimy dziecko
      przez ruchliwe miejsca (chodnik, blisko ulica, galeria handlowa), ale oczywiście
      w bezpiecznych miejscach, czy też miejscach przeznaczonych do zabawy dla dzieci
      (plac zabaw, łąka) nie są potrzebne i nie powinny być używane.
      Największy problem z szelkami jest związany z ich konotacją - smycz = pies.
      najczęściej jednak smyczy używa się do prowadzenia psa i stąd chyba trudność z
      akceptacją innego kontekstu przez niektóre osoby. Myslę, że to zbyt emocjonalne
      podejście do sprawy. Pomyślce, ile mamy rzeczy wspólnych z psami, może to coś
      pomoże: psy jedzą z misek i ludzie też. Psy lubią biegać, dzieci też. Mozna
      mnożyć takie przykłady. Dlaczego akurat ta mała rzecz budzi aż takie emocje?

      Wszystko pod warunkiem, że dziecko, tak samo zresztą, jak pies, ma szansę na
      swobodne bieganie, poznawanie świata, a nie przebywa cały czas na uwięzi.
      • bea.bea smycz ...cz y szelki... 26.09.06, 21:39
        jak juz pisałam, prowadzałam syna ubranego w szelki...z dopieta smycza, jak
        najbardziej psia...bo była dłuższa, niz to coś dla dzieci..smile

        i jeśli ktos porównuje szelki i dziecko w nich do wyprowadzanego psa,,,to powiem
        szczerze...jedno mi sie nasuwa na mysl....

        niektórym dzieciom...no tym teoretycznie wolnym....dla okiełznania nawt
        kolczatka by nie pomogła...smile
    • mynia_pynia Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 12:12
      Jestem wielką zwolenniczką szelek i smyczy.
      Miałam z nimi pierwszy raz doczynienia 4 lata temu, gdy mi powierzono dziecię
      pod opiekę i przyznam się szczerze że uratowało to mi dupę, a dziecku twarz.
      Chłopak potknął się a ja odruchowo (mam psa) pociągnełam za smycz i dzieciak
      dzięki temu zawisł nad ziemią i nie wylądował całym ciężarem na twarzy.
      Kolejna sprawa to spacer z dzieckiem po chodniku, przecież za rączki nie można
      ciągać bo nie zdrowo, a ile trzeba zeby dziecko wybiegło na ulicę.

      Przy nauce chodzenia o 99% mniej rozwalonych kolan i blizn, i jak wcześniej
      wspomniałam oszczędza się dziecku targania za ręce.
    • mathiola Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 12:40
      sama powtarzam zartem poki co ze jak moje blizniaki naucza sie chodzic kupie im
      szelki.
    • ule1 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 13:04
      Mój mąż kupił dziecku taką smycz a Anglii. Podobno to teraz bardzo modne tam i
      wiele rodziców "przypina się" do dziecka niekoniecznie na spacerze ale np. w
      dużym sklepie i mają spokój z urwisem.
    • agenciara1 Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 14:20
      Właśnie przeczytałam kilka wypowiedzi i jestem negatywnie zaskoczona. U nas na
      osiedlu widziałam jedno takie dziecko na smyczy i było mi go bardzo szkoda. I
      wcale nie było to blisko ulicy tylko na placu kościelnym podczas mszy, gdzie
      dzieci sobie swobodnie biegały. Nie wierzę w to, by matki trzymały te dzieci na
      smyczy tylko ze względu na bliskość ulicy. Ta kobieta z naszego osiedla
      prowadzała swoje dziecko po naszym osiedlowym deptaku i w innych bezpiecznych
      miejscach. Dla mnie smycz jest niepotrzebnym zbytkiem. Mam bardzo żywe dziecko,
      które ma cztery i pół roku. Uważam, że teraz o wiele bardziej potrzeba byłaby
      mu smycz niż kiedyś. Bo za małym dzieckiem jeszcze da się nadązyć, ale nie
      wygra się z fantazją czterolatka. Dal mnie smycz to wymysł jakiejś dziecięcej
      firmy, która chce się jakoś dorobić na naiwnych nowoczesnych rodzicach. Taka
      smycz to ograniczenie swobody dziecka. Owszem, dzieci mogą wybiec na ulicę,
      dlatego trzeba je pilnować. Ale mnóstwo wypadków może stać się też z innych
      przyczyn. Takie dziecko nie może podbiec swobodnie do kwiatka i do wielu innych
      rzeczy, bo matka może myśleć, że ono chce wybiec na ulicę. Taka smycz to po
      prostu więzienie.
      • mysia-mysia Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 14:23
        > przyczyn. Takie dziecko nie może podbiec swobodnie do kwiatka i do wielu innych
        >
        > rzeczy, bo matka może myśleć, że ono chce wybiec na ulicę.

        a to jak dziecko nie jest na smyczy to mama ma czekać i spokojnie patrzeć gdzie
        dziecko pobiegnie, myśląc "a jak tylko do tych kwiatków pobiegnie to nie będę go
        gonić, dopiero zacznę jak się okaże że na ulicę wbiega"?
      • babka71 Re: Ludzie jaka smycz??? pytam się?? 26.09.06, 14:46
        przecież te szelki nie sa zawiązane na szyji tylko na ramionach zapięte z tyłu
        na pleckach..jaka SMYCZ kuźwa!!!!!!!!!
        Dziecko ma wolność poruszania się nikt go za szyje nie ciąga...
        tak samo jak podczas wspinaczki wszystko zapiete, mozna się wspinać po pionowej
        skałce, ale jednak asekuracja jest...
        • mama-nesika Re: Ludzie jaka smycz??? pytam się?? 26.09.06, 15:01
          babka71 napisała:

          > przecież te szelki nie sa zawiązane na szyji tylko na ramionach zapięte z tyłu
          > na pleckach..jaka SMYCZ kuźwa!!!!!!!!!

          na szyję nie zapina sie smyczy, tylko obrożę, a o takiej tu nie rozmawiamy (póki cosmile)) Same szelki to jeszcze zadne zło, ale przypięty do nich pasek, na którym prowadzi sie dziecko to juz dla mnie smycz.
          • babka71 Re: Ludzie jaka smycz??? pytam się?? 26.09.06, 15:30
            dla mnie to Nie jest smycz!!! to sa szelki a nie smycz
          • isma Re: Ludzie jaka smycz??? pytam się?? 26.09.06, 15:30
            Czyli ze dziecko trzymane za raczke jest ok, swobodne i wolne, a w szelkach juz
            nie?

            Proponuje wrzucic w google fraze podwichniecie glowy kosci promieniowej (tzw.
            lokiec zlej piastunki), zeby sie przekonac, czy aby ciaganie za raczke (a nawet
            podtrzymywanie przy wchodzneiu po schodach) jest lepsze. Wprawdzie jest to
            uraz, ktorego skutki latwo doraznie zniwelowac, ale grozacy wznowami w
            przyszlosci, i dosyc bolesny (ja zwichnelam w ten sposob mojej corce raczke,
            ratujac ja przed upadkiem na dno wanny).
            • sineira Re: Ludzie jaka smycz??? pytam się?? 26.09.06, 17:39
              A tym, które wyszukiwanie czegoś w google uważają za zbyt wielki wysiłek,
              proponuję potrzymac własną rączkę w górze przez 15 minut. A potem opisać
              wrażenia. Koniecznie tą właśnie rączką.
      • sineira Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 17:37
        Ten "zbytek" kosztuje raptem 10 zł....
    • 76kitka Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 15:30
      mój mały chodził na szelkach w supermarkeci, żeby mi nie zginął z zasięgu wzroku, o chodzeniu za rączkę nie było mowy, teraz wytrzymuje max dwie minutki, ale potrafi powiedziec jak się nazywa i gdzie mieszka, na rączce nosi identyfikator z numerem telefonu do rodziców, nigdy Go nigdzie nie zgubiłam, ale wolę na zimne dmuchać. Czasem chodził na szelkach gdy musieliśmy przejść po chodniku przy ruchliwej ulicy. teraz ma dwa latka i cztery miesiące i reaguje na polecenia słowne, gdy był młodszy było inaczej i miałam do wyboru szelki, albo wieszające się na mojej ręce dziecko. Smycz dawała mi pewnośc, że nie malec nie wybiegnie na drogę. Natomiast nie sterowałam małym smyczą. Pokazywałam Mu kierunek w jakim idziemy, czasem trzeba było chwilkę poczekac, aż zechce iść we właściwą stronę.
      • natkakoperku Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 17:22
        Moim zdaniem osoby piszące o dziecku na smyczy mają problem ze zrozumieniem
        dwóch pojęć:
        -smycz
        -szelki
        oraz cierpią na kompletny brak wyobraźni.
        To tyle ide ubrać potwora w SZELKI żeby mi nie spierniczył pod samochód.Pa
        • fifkowa Re: Dziecko na smyczy 26.09.06, 20:21
          Ja nie widze w tym nic dziwnego moj synek jak mial 2 lata kupilam taka "smycz"
          tzn przyczepiam ja do raczki synka i do swojej.Juz raz mialam taka sytuacje ze
          uciekl mi prawie na ulice bylam w szoku i dlugo nie moglam do siebie dojsc.Na
          spacerach wstepuje w niego maly diabelek i rozpiera go energia jest szalony
          wiec robilam to bo sie o niego balam teraz ma 2,5 i woli trzymac mnie za raczke
          bo wie ze jak zacznie uciekac to wezme go przywiaze do siebie albo bedzie
          jezdzil w wozku.Wychodzac na dwor od razu wola "Mama ręka"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka