demarta
02.10.06, 20:34
kupiłam mieszkanie na kredyt. 30 lat. dwa miesiące później przyszedł na świat
mały. 16 tygodni macierzyńskiego.... no wrażenie takie sobie, umówmy się. nie
mogłam doczekać się powrotu do pracy. stawałam na głowie, żeby załatwić
miejsce w złobku, potem cierpiałam psychicznie, żem wyrodna matka , eeech...
wróciłam do pracy jak na skrzydłach, szybko mi je obcięto: wypowiadamy pani
umowę o pracę..... to ja byłam tym domownikiem, który zarabiał, utrzymywał,
kupował, oszczędzał, mąż pod tym względem zawsze był dodatkiem kolorowanym a
kochanym pod wszystkimi względami. na chwilę obecną zero perspektyw na
lepsze, pracodawca próbuje mnie podejść, żeby ukrócić mi świadczenia, tylko
czekać aż kredytodawca dowie się o moim wypowiedzeniu i zechce nas
skontrolować....
ale.
wstaję rano, zaprowadzam malego mimo wszystko do żłoba, mam czas dla siebie,
czytam gazety, chorobliwie przesiaduję na forum, ostatnio z bólem w końcu
napisałam moje aktualne CV i wysłałam w tak nierealnie ambitne miejsca, że
nie ma ch... we wsi, ze ktoś mi odpowie, nie sprzątam, bo nie mam
natchnienia, nie gotuje obiadów, bo nie lubię, maż to akceptuje, odbieram
bąbla ok 15, jedziemy na rehabilitację, po niej umawiamy się z meżem w
knajpie blisko domu, gdzie od tygodni zakupujemy pyszne obiadki okraszone
piwkiem, potem spacerowym krokiem udajemy się do pobliskiego parku i
godzinami wietrzymy się z maluchem, wracamy do domu, kąpiel, butla i mały
idzie spać, my zasiadamy w saloonie przy kompie, telewizji i kolacji made in
mąż oglądamy głupoty, gadamy godzinami, palimy papieroski, popijamy piwko,
nigdy przed północą nie potrafimy się zebrać do spania, w końcu nastaje błogi
sen i od rana "ripit". i wiecie co, powinnam być znudzona, zmartwiona,
załamana, nieszczęśliwa. powinnam drzeć włosy z głowy, powinnam nie spać ze
stresu i zdenerwowania, ale.... nie potrafię. upajam się samotnym
papieroskiem na balkonie wypalonym w samo południe, obiadkiem podanym w
knajpie, po którym nie muszę myć garów, spacerem z synem, na który pracując
nie miałabym czasu, wieczorami spędzonymi zmężem i weekendami u znajomych i
nie potrafię nie być szczęśliwa!!! to naprawdę nienormalne. chyba potrzebuję
psychiatry....