Jestem z Kacprem od srody w szpitalu (zap. pluc) i chcialam podzielic sie z
wami moimi spostrzezeniami.
Szpital nie byl by taki straszny dla 2.5 letniego dziecka gdyby ...
pielegniarki byly zyczliwe, usmiechniete i wyrozumiale dla malego pacjenta
ale niesety tak nie jest

Kacper ma "motylka" na raczce przez ktorego ma podawany antybiotyk i inne leki
wiadomo,ze opatrunek sie brudzi czy zmoczy podczas mycia raczek, zebow itp i
wymaga wymiany. Wiec maly ufnie daje raczke,zeby pielegniarka mu zmienila i
slyszy takie slowa : "uciac ci reke... chcesz?"
przyklady mozna by mnozyc, jak nasze pielegniarki traktuja malych pacjetow.
Nas rodzicow traktuja jak zlo konieczne, a same gdy dziecko zostanie bez
opieki rodzica nie racza sie nim zajac (chodzi glownie o nocny placz dziecka,
ktore jest samo w szpitalu)
ogolnie mowiac zastanawiam sie czy takie niektore pielegniarki powinny
pracowac w swoim zawodzie? na pewno NIE bo psuja caly wizerunek sluzby
zdrowia.
Dlaczego lekarka potrafi cierpliwie czekac az dziecko przestanie
plakac...czemu sama zabawi, przytuli powie mile slowo? a pielegniarka tego
nie zrobi?
dzis rano zapytalam sie co maly dostaje (przy kolejnym zastrzyku) bo
serwowany przez pielegniarke lek wydawal sie inny (wizualnie) od tego
podawanego wieczorem i co slysze
-A cos sie pani nie podoba...?
zero wyjasnienia tylko takie burczenie .
dzieci na oddziale nie moga spac np do 8 rano bo wpada pielegniarka i krzyczy
- budzic dzieci to nie wczasy
dodam,ze na sali lezy z nami 5 mies chlopczyk ,ktory tez musial byc zbudzony
bo im sie nie podobalo,ze dzieci spia...
pewnie nie tylko ja mam takie spostrzezenia...
eh wygadalam sie lece do szpitala do synka, ktory teraz jest z tatusiem
pozdr