Oj pogubilam sie w tym wszystkim, sama nie wiem co zrobic...
Zaczne od poczatku.
Sprawa dotyczy oczywiscie... tesciowej

.
Moja tesciowa jest ok, dogadujemy sie dobrze, nie wtraca sie do nas, w razie
nieporozmien zawsze staje po mojej stronie

.
Moj maz jest jedynakiem, niestety ojca stracil jak mial 3 lata. Tesciowa z
nikim sie nie zwiazala (dla dobra dziecka, jak twierdzi). 2 lata temu
przeszla na emeryture. Mieszka oddzielnie, ale niedaleko nas i bardzo czesto
przychodzi do nas. Ja duzo pracuje, wiec czasem zajmie sie dziecmi,
posprzata, cos ugotuje. Ona czuje sie potrzebna, a mnie ta pomoc bardzo
potrzebna tez jest. I wszystko jakos sie kreci. Widac, ze tesciowej jest
bardzo potrzebna swiadomosc, ze my jestesmy blisko, ze moze do nas zawsze
przyjsc, ze nie czuje sie samotna.
Maz ze swoja matka jest zwiazany, ale 'w takich rozsadnych granicach'.
Ja pracuje na uczelni, zrobilam doktorat i teraz dostalam szanse aby wyjechac
na stypendium (2 lata) do Francji zrobic habilitacje (jestem po romanistyce).
Moj maz jest programisa komputerowym, wiec ma nadzieje ze znalazlby tam parce.
Ten wyjazd jest dla mnie ogromnie wazny, mam szanse na bardzo dobrym
Uniwersytecie troche popracowac, a najwazniejsze prowadzic swoje badania.
I tu zaczyna sie problem - BABCIA.
Wiemy, ze strasznie boi sie tego wyjazdu naszego, boi sie samotnosci, jeszcze
nigdy nie zostawilismy jej na dluzej niz 3 tygodnie. Niby nic nie mowi, ale
ciagle widze w jej oczach lzy. Szkoda mi jej, bo wiem jak jest zwiazana z
nami, z dziecmi, no i zostaje zupelnie sama...
Nie mozemy jej ze soba zabrac (ona by nawet nie pojechala), ale mieszkanie,
ktore bedziemy mogli wynajac z Uczelni, zupelnie nie pomiesci nas z 2 dzieci
i jeszcze babcie (to nie jest wyjazd zarobkowy).
Nie wiemy co zrobic. Ja nie chce zrezygnowac ze stypendium, jest to dla mnie
ogromnie wazne w dalszej pracy. Poza tym mamy szanse zwiedzic Francje. Jak
sobie pomysle, ze mam z tego zrezygnowac to jestem wsciekla.
Maz juz sam nie wie co robic. Tesciowa to zupelnie sprawna osoba, nie
potrzebuje opieki, no ale czujemy sie za nia odpowiedzialni i wiemy ze bedzie
jej strasznie smutno i przykro. Co robic??