Dodaj do ulubionych

Niczym w serialu... Jak zyc??

16.10.06, 19:32
Sama nie wiem, gdzie ten moj post umiescic. Na Samotnych mamach to raczej
nie, no bo mam meza... Ale czuje sie bardzo samotna i bezradna. Nawet nie mam
sie komu wyzalic, rodzicom nie, bo powiedza 'a nie mowilismy',
przyjaciolka 'to bylo do przewidzenia'...
Chodzo o mojego meza...
Malzenstwem jestesmy 2 lata. Ja, jak i on jestemy po rozwodzie. Ja mam 9
letnia corke z poprzedniego malzenstwa, a on 2 synow (10 i 11 lat).
Poznalismy sie, gdy ja bylam 2 lata po rozwodzie, a on 2,5 roku.

Moj maz jest swietnym facetem, ale niestety jest caly czas na skinienie
palcem bylej zony sad. Mnie nie chodzi o kontakty jego z synami (bo wiedzialam
ze ma dzieci i nie wyobrazam sobie aby sie z nimi nie spotykal i nie
zajmowal), ale ZONA??
Ona potrafi do nas zadzwonic o 22.00, ze zepsul sie jej samochod i R. ma w
tej chwili przyjechac. I zaczyna wymyslac coraz to bzdurniejsze powody.
Bardzo zle sie czuje w takiej sytuacji. Ostatnio w niedziele zadzwonila
popoludniu, aby R. zawiozl ja do jej rodzicow. R. pojechal i wrocil o 23.00
bo okazalo sie ze musi czekac na nia. Niestety moje argumenty nie trafiaja do
niego. Twierdzi, ze bedzie zawsze wazna dla niego osoba i nie odetnie sie od
kontaktowania z nia...

Ja czuje sie coraz bardziej samotna. Coz z swietnej pracy, madrego i
slicznego dziecka jak potrzebuje do szczescia (jeszcze) mezczyzny!

Ostatnio moj maz bardzo mnie zawiodl. Jestem w 37tc. Wieczorem bardzo zle sie
czulam, myslalam ze to zblizajacy sie porod. Jego zona zadzwonila o 21.00, ze
musi wyjsc, a on ma zostac z dziecmi (nie uprzedzila nas wczesniej). Ja
poprosilam meza, zeby nie jechal, bo ja sie czuje fatalnie i byc moze bede
musiec jechac do szpitala. On jednak pojechal. o 22.30 dostalam skurczy.
Dobrze, ze moi rodzice mieszkaja niedaleko. Zadzwonilam po nich, mama zostala
z Marysia, a tata pojechal ze mna do szpitala. Nie musze pisac, jak strasznie
bylo mi zle, ze nie ma przy mnie meza...
W szpitalu zostalam do nastepnego dnia. Jak sie okazalo, maz nie wrocil na
noc... (bo jego zona wrocila do domu dopiero o 3.00 nad ranem, a jemu nie
chcialo sie juz wracac).
Ja ze szpitala wyszlam nastepnego dnia, bo skurcze sie uspokoily.

Nie wiem jak mam z nim rozmawiac. Kocham go bardzo, ale on najwyrazniej ma
problem z wyborem...
Czuje sie jak jakas bohaterka serialu, bo myslalam ze takie rzeczy to w
filmach sie zdarzaja... Niestety w zyciu tez!

Klara
Obserwuj wątek
    • olcia029 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 16.10.06, 21:22
      ciekawa jestem jakbyś z nią pogadała, dlczego tak postępuje? A może specjalnie ?
      Chyba jest jej bardzo wygodnie mieć gońca i służącego...
      • syriana Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 16.10.06, 21:28
        taaa...
        a jemu chyba wygodnie być otoczonym kobietami...

        facet jest niedojrzały do nowego związku, żyje ciągle tamtym
        dzieci nie mają tu wiele do rzeczy, bo można tak ułożyć sobie kontakty z nimi,
        żeby spotkania i rozmowy z ich matką ograniczyć do minimum

        rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa z facetem
        wyłożenie wszystkiego wprost, bo inaczej nie pojmie
        żadne prośby i płacze - mówisz po prostu, że Cię to boli, czujesz się na drugim
        planie, i że po prostu ona go wykorzystuje

        rozmowa z nią też wskazana
        wspólnie ustalcie jakiś plan spotkań i zakres obowiązków

        pozdrawiam i współczuję, bo wiem jakie to przykre
        • wenezzia Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 16.10.06, 21:42
          Tylko, ze my o tym rozmawialismy chyba 100 razy! Nie jestem typem osoby, ktora
          to placze, aby wymusic jakies ustalenia czy przyzeczenia.
          On doskonale wie, ze mnie to okropnie boli i tego nie akceptuje.
          On po prostu nie umie jej odmowic.

          Ja juz nie mam sil na zadne ustalenia, bo ustalen bylo tysiace. MOj maz zawsze
          odbiera synow ze szkoly i zawozi do domu, oraz spedza z nimi 2 weekendy w
          miesiacu (tzn. weekendy spedzaja u nas). Chlopcy sa fajni, do mnie nie
          uprzedzeni (i tutaj plus dla bylej zona mojego meza, ze przynajmniej ich zle
          nie nastawia do mnie).


          Ale chyba nie jest to normalna sytuacja, ze moj maz jak twierdzi, jest
          odpowiedzialny rowniez za byla zone (jak twierdzi, zostala z 2 jego dzieci i
          jest winien jej pomoc), wszytsko ok, tylko ze ONA wykorzystuje to maksymalnie
          jak moze.

          Klara
          • zonka77 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 09:57
            wenezzia cięzko doradzać - Dopóki Twój mąż nie zmieni nastawienia to Ty niewiele
            możesz - i współczuję, nie wytrzymałabym takiego życia. A wiem co mówię bo też
            jestem drugą żoną. Dawno temu zdażały się u nas takie sytuacje ale mój mąż
            rozumiał że nie można tworzyc trójkącików. No bo niestety - to jest trójkąt.
            Opiekować dziećmi się powinien, ale wszystko powinno być ustalone i
            przestrzegane. Rozumiem że jak dziecko gorączki nagle dostanie, coś się dzieje
            okropnego to można pojechać ale "bo tak"? Bo auto trzeba wyprowadzić z garażu? I
            zostawanie na noc?? On nie może mieć dwopch żon na raz sad
            No cóż, normalne to nie jest. Odpowiedzialny jest za Ciebie, była żona jest była
            i odpowiedzialny jest tylko za dzieci nie za nią. Nie zgodziłabym się niestety
            na taki układ nigdy w zyciu - obawiam się że sama zostałabym byłą żoną w takich
            okolicznościach...
            • wenezzia Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 11:26
              Tego mi trzeba bylo! Aby ktos w koncu na glos powiedzial ze zyje w chorym
              zwiazku. Wiecie, to jest bardzo trudne znowu sobie uswiadomic ze rozwala sie
              moje drugie malzenstwo... To strasznie przykre (bo gdzies tam na pewno moja
              wina, chocby w tym, ze znowu zle wybralam)...

              Rozwiedli sie ponoc, dlatego ze nie umieli razem zyc, jego zona byla potwornie
              o wszelkie kobiety zazdrosna (a moj maz jest managerem w firmie, gdzie pracuja
              prawie same kobiety).

              Moj byly maz natomiast jest Francuzem, niestety bylismy super malzenstwem na
              odleglosc (on nie chcial sie przeniec do Polski na stale), a ja gdy dostalam
              propozycje swietnej pracy w Polsce, nie chcialam wyjechac do Paryza. Wiec
              bylismy malzenstwem na odleglosc, ale w koncu sie rozstalismy. Utrzymuje
              kontaky z moim bylym mezem, chocby dlatego, ze Marysia potrzebuje ojca, a jemu
              tez bardzo zalezy na kontaktach z corka.
              Moj obecny maz jest strasznie zazdrosny o niego, o kazdy jego telefon. Jak
              przyjezdza do Marysi, to nigdy sie nie zdarzylo aby nocowal u nas, zawsze
              nocuje w hotelu.

              Mieszkanie w ktorym mieszkamy jest w 100% moim mieszkaniem, wiec nie ma powodu
              abym sie z niego wyprowadzala, ale faktycznie sprawe postawie na ostrzu noza.
              Niech w koncu raz wybierze. Trudno, najwyzej zostane z 2 dzieci, ale
              przynajmniej bede wiedziec na czym stoje...

              Bardzo dziekuje za ocene calej tej sytuacji, taka ocena na 'chlodno' byla mi
              bardzo potrzebna.

              Klara
              • croyance Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 06.01.07, 19:57
                Moj obecny maz jest strasznie zazdrosny o niego, o kazdy jego telefon. Jak
                przyjezdza do Marysi, to nigdy sie nie zdarzylo aby nocowal u nas, zawsze
                nocuje w hotelu.

                Kto? Twoj obecny maz czy byly? No chyba nie wymagasz, zeby akceptowal noclegi
                bylego w Waszym domu????
      • hossa76 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 16.10.06, 21:34
        Hmmm, a przedślubem taki nie był??? Szczerze powiedziawszy to nie wiem, jak się
        można zdecydować na związek z facetem, który nadal jest pod pantoflem swojej
        byłej żonki??? Niestety Twoi rodzice i znajomi mają poprostu rację i nic innego
        mi też nie przychodzi do głowy jak "widziały gały co brały"... P.S.
        Takiego "troskliwego" mężusia i przyszłego tatusia dawno bym już wykopała...
        • wenezzia Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 16.10.06, 21:44
          Przed slubem nie bylam w stanie zweryfikowac jego stopnia zaangazowania w zycie
          bylej zony wink, bo mieszkala wtedy ona z dziecmi za granica (spotykal sie z
          synami raz na 3 miesiace).
          Zona wrocila jakies 7 miesiecy temu i zaczely sie gigantyczne problemy.
          • hossa76 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 16.10.06, 21:48
            W tej sytuacji postaw sprawę na ostrzu noża i to serio, bo żyć tak dalej
            napewno się nie da.... Bez skrupułów, bo sprawy zaszły już za daleko.
        • mbwj88 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 22.10.06, 01:21
          e tam myślisz że zakochany człowiek to akurat jest taki bardzo rozsądny
          nawet jak go coś tam niepokoi na początku to i tak widzi to co chce
          czyli wszystko dobrze.
          on ten mąż to na takiego miękkiego wygląda a tamata baba cały czas walczy i tyle...
          trzebaby może jakąś awanturkę zrobic towarzystwu i przypomnieć jak to jest
          poukładane.
          nie zazdroszę tego bałaganu
          wierzę że to jest do uratowania. Walcz kobieto
    • gacusia1 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 00:20
      Ten Twoj maz,to "bigamista" chyba.Jemu sie chyba wydaje,ze nie rozwiodl sie z
      tamta???Zal mi Ciebie potwornie!Z Twojego watku wynika,ze NIESTETY jestes mniej
      wazna od bylej zony i nawet wasze nienarodzone dziecko jest na drugim planie.To
      przykre...Jak zyc?-dac nauczke mezowi.
    • iwles Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 00:31
      To może zadaj mężowi proste pytanie:

      - jak będę miala rodzic, to mam zadzwonic po ciebie? czy po swojego ex-męża ?
      Bo naprawde nie wiem, na którego bardziej mogę liczyć.....
      • gacusia1 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 00:39
        Tak jest!I zapytaj,czy nazwisko dziecko ma miec Twoje panienskie,czy moze
        jednak jego???
    • wobbler Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 07:37
      Cwaniaczek...W prosty sposob ma dwie zony,bez zbednych klopotow.Bardzo dobrze
      sie urzadzil.
    • e_r_i_n Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 10:00
      wenezzia napisała:

      > Sama nie wiem, gdzie ten moj post umiescic.

      Najlepiej tutaj:

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14479
    • bea.bea Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 10:17
      oj chyba zal mi ciebie...ale...
      uwazam ,ze twojemu męzowi zalezy na tej kobiecie....
      w zasadzie nie napisałaś dlaczego sie rozwiedli...
      bo zaden normalny chłop nie biega na kazde zawołanie byyłej zony...

      a ona.....moze nie moze nikogo znaleźć wiec były chłop tez jest dobry....

      powiem tak...jesli chcesz miec go , to postaw sprawe na ostrzu noża...a
      zwłaszcza po ostatnim numeze....
      jesli dla niego był jest wazniejsza niz obecna to dowidzenia....ja bym w
      trójkacie zyc nie chciała, bo szczerze powiem , ze nie wierze , ze z nia nie spi...
      no cóz, o smutne gdy kolejny nasz wybór jest nieudany, ale czasem tak jest...i
      trudno...
      miłość miłościa, a godność własna jest dla mnie wazniejsza...

      osobiście przy nastepnym jego wyjeździe do tamtej...dałabym mu ultimatum.....jak
      pojedziesz to juz nie masz po co wracać..i tej wersji bym sie trzymała...

      nie bedzie mi sie obca baba śmiała w twarz.....bo wiem co ona czuje....
      mój były , wydzwaniał do mnie gdy potrzebował pomocy...i czułam sie lepsza od
      jego obecnej, ponieważ moje zdanie było dla niego wazniejsze....
      ale ja nie chciałam krzywdy tamtej i szybko pana pogoniłam...
      • sowa_hu_hu Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 10:41
        zgadzam sie z beą ,musisz mu postawic ultimatum - tak nie da sie żyć...

        wg mnie on coś czuje do swojej byłej żony...
        ostatni numer który ci wyciął to jak dla mnie cios poniżej pasa...
    • karin.dsi Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 11:01
      Zgadzam się z dziewczynami. Tylko radykalne kroki pomogą, jeśli pomogą.
      Nie możesz żyć w takim rozdarciu- to chore.
      Wykończysz siebie emocjonalnie- postaw ultimatum, przenieś się do rodziców,
      niech facet poczuje, że cię traci.
      Nie pozwól się tak traktować. Wiem, ze to na pewno nie jest łatwe ale konieczne.
      Pozdrawiam
    • bea.bea wenezzia 17.10.06, 11:34
      po pierwsze nie jestes niczemu winna...smile...czasem sie dokonuje złych
      wyborów..kazdy ma prawo sie mylić, a zwłaszcza jesli chodzi o człowieka...który
      jest tak do końca niepoznawalny..smile

      nie jestem specjalistka w powaznych rozmowach, ale poniewaz jestem strasznie
      impulsywna, i do tego w kłutni zapominaw w końcu o sprawach zasadniczych...to
      przygotowuje sie czasem do takiej rozmowy....

      po prostu pisze sobie co chce powiedziec, ..polecam..smile))..jakos mniej
      emocjonalnie sie wtedy zachowuje..smile

      a swoja droga twój obecny mąz jest zazdrosny o ex...ale jednoczesnie ty masz
      tolerowac jego była...cos nie tak w tym rachunku...

      zycze ci aby twoje sprawy sie ułozyły tak byś była szczęśliwa....

      polecam eksperyment naszej kolezanki...ten z psami....bo co do traktowania
      facetów to sie zgodze z jego wynikiem...smile) im gorzej tym lepiej..smile powodzenia
    • melka_x Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 14:05
      Ja bym nie stawiała jeszcze kreski na małżeństwie, o ile masz poczucie, że mąż
      mimo wszystko Cię kocha. Czy jest możliwe, że te zachowania wynikają z silnego
      poczucia winy wobec eks? Bo często się zdarza, że ludzie wobec których czujemy
      się winni świadomie czy nie wykorzystują to i w efekcie wchodzą nam na głowę,
      uświadomienie sobie tego mechanizmu czasem hamuje.
      Jeśli uważasz, że mąż Cię kocha, to spróbuj go zmusić go do jasnego wytyczenia
      granic. Na gorąco podejmuje się inne decyzje, niż te zanalizowane na zimno.
      Możecie więc np. wypisać sobie różne hipotetyczne sytuacje i próbować ustalić
      co dla Ciebie jest akceptowalne, a na co w żadnym razie się nie godzisz. Np.
      zajęcie się synami nawet bez odpowiednio wczesnego uprzedzenia tak, ale nie
      wtedy gdy Ty, Twoja córka, czy dziecko, które Wam się urodzi, źle się czujecie.
      Pojechanie po żonę gdy zepsuł jej się samochód, a dzieci gdzieś czekają na nią,
      lub są z nią na mrozie tak, ale naprawianie kranu w jej mieszkaniu już nie, od
      tego jest hydraulik. Pojechanie w środku nocy gdy syn dostaje wysokiej gorączki
      tak, ale gdy eks dzwoni, że ma deprechę - już nie. To oczywiście tylko
      przykłady, sama wiesz, co jesteś w stanie zaakceptować, a czego nie. Jest
      szansa, że w czasie takiej rozmowy z Tobą on wykaże większą asertywność wobec
      eks, niż w momencie, gdy ona już dzwoni, w teorii zawsze łatwiej. Dlatego jeśli
      uda Ci się doprowadzić do takich ustaleń, to zapiszcie je sobie, zróbcie sobie
      rodzaj umowy. I gdy eks zadzwoni, że zepsuł jej się kran przypomnij mężowi, co
      ustaliliście. A rozwodzie myśl dopiero wtedy, gdy nie uda Wam się w teorii
      wytyczyć granic, lub gdy okaże się, że mąż łamie Wasze ustalenia. Nie próbuj
      natomiast rozmawiać z tą kobietą. To dorosła osoba i wie, co robi. Może
      zachowuje się tak powodowana złośliwością lub zazdrością, a może po prostu
      czuje się pępkiem świata i nie liczy się z potrzebami innych, tak czy inaczej
      rozmowa z nią nic nie da.
      --
      DLACZEGO
      • zojkaojka Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 22:25
        zgadzam się ze wszystkim co ci dziewczyny już napisały , ale jednego niemogę
        pojąć-twój mąż spędził noc w domu innej kobiety i tak poprostu wrócił i go nie
        opieprzyłaś z góry na dół???!!!!Nie kazałaś się wynieść????No nie kumam.I myślę
        że to bardzo nie dyplomatycznie.Powinien wrócić na kolanach , z kwieciem i
        dłuuuugo zapewniać że to nic i że już nigdy. I zadzwoniła bym do tej byłej z
        pytaniem czy ma świadomość tego że zaraz rodzisz i żle się czujesz i pytankiem
        jak ona to dalej widzi (bo po urodzeniu też będziesz potrzebowała go prawie
        cały czas).Bo może on jej oszczędza takiej wiedzy i wręcz wmawia że tobie to
        nie przeszkadza.
    • wenezzia Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 23:47
      Wierze mojemu mezowi ze nie zdradza mnie. Zapytalam go kiedys, czy laczy go cos
      wiecej z byla zona niz tylko dzieci, on odparl 'NIE'. Ufam mu.

      Nie robilam mu awantury o tamta noc, tylko stanowczo powiedzialam, ze nie zycze
      sobie tego wiecej. Przeprosil mnie i powiedzial, ze nie powtorzy sie to nigdy.

      Nie chce rozmawiac z jego byla zona. Przeciez ona robi to wszystko na zlosc
      mnie (jest zazdrosna o wszystko co dotyczy mojej osoby) i gdybym zaczela z nia
      rozmawic to tylko sprawiloby jej satysfakcje. Ja uwazam ze to problem ma moj
      maz, ktory nie umie jej odmowic... Zreszta zawsze mial problemy z asertywnoscia!

      Dzisiaj byla taka sytuacja.
      Od 2 tygodni jestem na L4. Za 2 tygodnie mam termin porodu. Dzisiaj dzwoni jego
      byla zona i mowi ze jeden syn ma ospe, ona nie moze wziac dnia wolnego i maly
      nie ma z kim zostac. Chciala aby maz wzial urlop, ale on nie moze bo oddaje
      bardzo wazny projekt, wiec wpadla na pomysl, ze podesle syna do nas. Ja
      pierwszy raz w zyciu powiedzialam 'NIE'. Jestem tuz przed porodem, na ospe nie
      chorowalam i nie chce byc teraz chora. Maz sie obrazil, powiedzial, ze jestem
      nieuzyta.
      Dziewczyny czy ja przesadzilam??

      Ja juz nie wiem czemu on tak postepuje. Ma bardzo dobry kontakt z synami, no
      ale ja tez jestem jego rodzina i powinien martwic sie o mnie i jego dziecko...
      Nawet nie wiecie jak mi przykro...

      Klara
      • pade Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 17.10.06, 23:56
        Wiem, ze Cię to nie pocieszy ale on chyba nie całkiem normalny jest.
        Jak można podesłać dziecko chore na ospe kobiecie w ciąży????
        Zgłupiał totalnie czy co?
        On jest psychicznie uzależniony od byłej, a ona sprawnie nim manipuluje. Bądź
        sprytniejsza, przynajmniej do porodu, potem będziesz miałą głowę zaprzątniętą
        czymś innym.
        Powodzenia życzęsmile
      • zojkaojka Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 22.10.06, 00:19
        wenezzia napisała:

        > Wierze mojemu mezowi ze nie zdradza mnie. Zapytalam go kiedys, czy laczy go
        cos
        >
        > wiecej z byla zona niz tylko dzieci, on odparl 'NIE'. Ufam mu.
        No , wiesz , oni naogół tak mówią...
        > Dzisiaj byla taka sytuacja.
        > Od 2 tygodni jestem na L4. Za 2 tygodnie mam termin porodu. Dzisiaj dzwoni
        jego
        >
        > byla zona i mowi ze jeden syn ma ospe, ona nie moze wziac dnia wolnego i maly
        > nie ma z kim zostac. Chciala aby maz wzial urlop, ale on nie moze bo oddaje
        > bardzo wazny projekt, wiec wpadla na pomysl, ze podesle syna do nas. Ja
        > pierwszy raz w zyciu powiedzialam 'NIE'. Jestem tuz przed porodem, na ospe
        nie
        > chorowalam i nie chce byc teraz chora. Maz sie obrazil, powiedzial, ze jestem
        > nieuzyta.
        Sorki , ale czy on jest świrem??????Może niech pediatra mu powie czym grozi
        ospa u noworodka. A potem to jakiegoś terapeutę mu znajdz.
    • wenezzia Zycie mi sie wali... :( 18.10.06, 20:33
      Dlaczego jest tak, ze wszyscy widzieli co sie kroi tylko nie ja sad. Ja w swojej
      naiwnosci wierzylam, ze on spotyka sie ze swoja byla zona tylko ze wzgledu na
      dzieci...
      Nawet Wy sugerowalyscie, ze on nie jest do konca szczery, a ja chyba tego
      wszystkiego nie dopuszczalam do siebie...
      Jestem strasznie glupia, strasznie samotna i strasznie zraniona. Nie chce mi
      sie zyc, a tu za 2 tygodnie porod!

      Moj maz od wczoraj (po klotni miedzy nami o ospe), nie odzywal sie do mnie.
      Dzisiaj wpadlam na pomysl, ze wyrwe go z pracy na obiad i szczerze sobie
      porozmawimy. Pojechalam do niego do biura, a tu przed biurem widze samochod
      jego bylej zony. Bardzo mnie to zaniepokoilo, cos kazalo mi poczekac w
      samochodzie. Nawet nie musialam dlugo czekac, po jakis 10 minutach widze ich
      razem wychodzacych z biura, TRZYMAJACYCH SIE ZA RECE!!! Myslalam, ze ja
      niedowidze...
      Wyszlam z samochodu i wiecie co, moj maz nawet nie byl zazenowany,
      zawstydzony... Powiedzial, ze musimy porozmawic...
      Nigdy, ale to nigdy nie zapomne tego triumfalnego usmiechu na twarzy jego bylej
      (a teraz pewnie obecnej) zony...
      Pojechalismy z R. do domu i tu sie okazuje, ze moj szanowny maz chcial taka
      rozmowe przeprowadzic po porodzie, nie chcial mnie opuszczac (w swej dobroci!)
      przed porodem. ZApewnil ze bedzie utrzymywal swoje dziecko, a ja zapytalam z
      drwina czy rowniez bede mogla liczyc na jego pomoc 24h/dobe?? Nic sie nie
      odezwal... Stwierdzil, ze sobie na pewnoe poradze w zyciu hehe

      Kazalam sie mu natychmiast wynosic! Wyszedl...

      Od 15.00 jestem SAMOTNA MAMA. Co ja mam teraz robic?? Jak zyc?
      Okazalo sie rowniez, ze zdaniem mojego meza nasz zwiazek (nawet nie malzenstwo)
      nie mialo szans, poniewaz jemu sumienie nie pozwalalo ze mna zyc (pod wzgledem
      wiary)!! (dziwne tylko, ze on przez caly okres naszej znajomosci, ani razu nie
      byl w KOsciele ), a teraz stalo sie to takie wazne.
      Dran i tyle!
      Tylko ze ja przez tego drania mam zycie zlamane sad.

      Zalamana Klara

      • mamakrzysia4 Re: Zycie mi sie wali... :( 18.10.06, 20:39
        hej, sorki-wiem, że jeszcze kochasz-ale facet kompletnie nie wart Ciebie.
        Kretyn i tyle. Pomyśl, że teraz musisz myśleć o Maleństwie. Może to i lepiej
        niż żyć złudzeniem, że to prawdziwa miłość. Kurcze nie wiem jak pocieszyć...śle
        wirtualnego przytulaska-trzymaj się dzielnie
        • sowa_hu_hu Re: Zycie mi sie wali... :( 18.10.06, 20:57
          nie wiem co ci powiedzieć... sad tak strasznie mi przykro...

          powinaś teraz poszukać wsparcia w swoich najbliższych...
          to na pewno cholernie boli i pewnie jeszcze długo będzie bolało...
          tylko czas może uleczyć twoje rany...

          pozdrawiam cie

          jesli masz ochote pogadac napisz na priv ,chętnie wysłucham i wspomoge dobrym
          słowem...
          • mathiola Re: Zycie mi sie wali... :( 02.11.06, 19:20
            Nie umiem znalezc slow, no, nie umiem!
            Wierze ze sobie poradzisz, a co do niego - ze jeszcze zaplacze i to gorzko.
            Trzymaj sie i badz dzielna, niech nie mysli pajac jeden...
            Dupek nie facet. Na co ci taki maz.

            Tak sie zbulwersowalam, ze nie moge sobie miejsca znalezc!!!!
      • bea.bea Re: Zycie mi sie wali... :( 18.10.06, 21:20
        no co mozna ci napisac...chyba tylko to co ja sobie zawsze mówie gdy zawala mi
        sie sprawa na której bardzo mi zależało....
        jesli nie to...to znaczy, ze cos lepszego...
        i tak bedzie...zobaczysz..smile))

      • kruszynka301 Re: Zycie mi sie wali... :( 18.10.06, 21:29
        zobaczysz, jeszcze będzie przepięknie.....

        polecam to forum (nie przejmuj się, że piszący są już zżyci ze sobą), ale zawsze są chętni do rozmowy - i do spotkania w realu:
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24087
      • dyniowamama Re: Zycie mi sie wali... :( 19.10.06, 01:26
        ojoj...ale masz Maluszka...i wcale nie jesteś samotna mamasmiletyle życzliwych Ci
        dusz, że nie mozesz być samotnasmilejak możemy pomożemy...
      • jowita771 Re: Zycie mi sie wali... :( 19.10.06, 11:16
        jeśli Cię to pocieszy, to mają małe szanse na udany związek. skoro ona
        wcześniej była aż tak zazdrosna, że z tego powodu doszło do rozwodu, to teraz
        nie zniesie sytuacji, że on ma dziecko z inną kobietą. a co do tej pani, to
        wydaje mie się, że ona go nie kocha, tylko czuje się właścicielką (stąd
        triumfalny usmieszek), taki związek raczej nie ma szans.
        ale jak wróci do Ciebie, to go pogoń, zasługujesz na więcej.
        • superslaw Re: co tam u ciebie wenezzia??? 20.10.06, 09:49
    • jobeel Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 20.10.06, 10:57
      Wenezzia? Też się wzruszyłam Twoją historia.
      Co u Ciebie? Jak sobie radzisz?
    • umasumak A to drań 20.10.06, 11:06
      Najbardziej mi żal Ciebie i Twojej córeczki. W tak krótkim życiu zawiodła się
      już drugim "tatcie". To maleństwo, które urodzisz, nie będzie już przeżywało
      takich dramtów, ale ta mała... co za bezduszny drań!
    • sowa_hu_hu odezwij sie jak możesz 20.10.06, 11:09
      martwimy sie tu o ciebie...
      • wenezzia Jestem... 21.10.06, 22:53
        Jak milo, ze ktos o mnie pamieta.

        Jestem, czytam, ale nie odzywalam sie bo nawet nie mam sily. Na nic nie mam juz
        sily sad.
        Tak, ktos dobrze zauwazyl, ze moja coreczka Marysia (z poprzedniego malzenstwa)
        bardzo cierpi z tego powodu. Co ja mam jej powiedziec?? Znowu sie nie udalo...
        Na szczescie ze swoim ojcem ma swietny kontakt i chociaz mnie to pociesza.

        Moj byly maz jest okropnym tchorzem. Nie umie mi spojrzec prosto w oczy.
        Wczoraj pojechalam po Marysie do szkoly, a on wtym czasie spakowal sie
        (wszystko zdarzyl spakowac w przeciagu 1,5h) i klucze zostawil w skrzynce na
        listy...

        Mieszkanie (tzn. szeregowka) jest w 100% moja. Natomiast zastanawiam sie nad
        samochodem. Kupilismy go razem (ja splacalam kredyt na rowni z nim), samochod
        nie byl tani, wiec moj wklad w splate kredytu jest spory. A on zabral samochod
        i nie wspomina aby mial sie nim ze mna podzielisc...

        Co do alimentow... Do dzisiaj rano bylam zdania, ze nie chce od niego ani
        grosza. Natomiast moj tata (adwokat) stwierdzil, ze nie podaruje mu ani
        zlotowki. Zreszta jestem bardzo pozytywnie zaskoczona reakcja moich rodzicow.
        Myslalam, ze beda zarzucac mi malorozsadkowosc, a tu ojciec mnie tak po prostu
        przytulil, a mama obiecala swoja pomoc.

        Co z nazwiskiem nienarodzonego dziecka?? Jak ma ono sie nazywac? Ja nosze swoje
        panienskie nazwisko, corka po swoim ojcu, a moje drugie dziecko?? Jak to
        prawnie rozwiazac?

        Dziekuje bardzo za troske, nawet nie wiecie jak ona jestmi bardzo potrzebna...
        • sowa_hu_hu Re: Jestem... 21.10.06, 23:01
          kochana w prawnych sprawach moze najlepiej poradź sie taty.
          To wspaniałe jak zachowali sie twoi rodzice.

          Ja naprawde nie mam słów co do twojego "męża"...
          Nie podarowałabym mu niczego ,na pewno nie alimentów ,ani też samochodu...

          Powiedz czy jest ktoś kto cie wspiera prócz rodziców? Masz jakies bliskie osoby?
    • swinka_morska Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 20.10.06, 11:36
      w sumie to czytam Wasze forum juz od jakiegos czasu, ale na ogol nie pisze...
      jednak teraz to normalnie nie moge sie powstrzymac przed napisaniem!
      jednak nie bede pisala co masz zrobic, nie bede Cie pocieszac, bo wydaje mi
      sie, ze tak na dobra sprawe to pocieszanie nie rozwiaze problemu... pozatym nie
      jestem dobra w pocieszaniu... napisze tylko co ja bym zrobila na Twoim miejscu:
      po pierwsze: jezeli mieszkanie jest w 100% Twoje to przedewszystkim
      spakowalabym wszystkie jego rzeczy (jezeli jakies jeszcze sa) tak, zeby
      byly "gotowe do zabrania" przez delikwenta i zmienilabym zamki - skoro juz
      wybral, to po co ma wracac, jak mu sie jednak cos odwidzi? po drugie to chyba
      jeszcze tego samego dnia zlozylabym pozew o rozwod z jego winy i o alimenty na
      dziecko, pozbawiajac tez jego praw rodzicielskich - dlaczego? dlatego ze wydaje
      mi sie ze on nie bedzie dobrym ojcem dla Twojego dziecka, skoro juz teraz
      pozbawil go dwojki rodzicow wracajac do bylej, i to jeszcze w taki sposob...
      przeciez to jest zaklamany oszust!!! jaki mial cel w ukrywaniu prawdy o swoich
      uczuciach? troska o Ciebie? gucio nie troska, jakby sie troszczyl o Ciebie i
      naprawde Cie kochal, to jego byla by znaczyla dla niego tyle co nic
      (niezaleznie od kontaktu z dziecmi, bo wiadomo, ze te nie sa niczemu winne ze
      maja takiego a nie innego ojca)... i traktuj go tak jak sobie na to zasluzyl...

      wiem, brzmi to gorzko i malo pocieszajaco, ale wydaje mi sie jednak, ze im
      szybciej zakonczysz definitywnie ten zwiazek i o tym czyms (bo kims go nie
      nazwe po tym co zrobil Tobie) zapomnisz to tylko lepiej dla Ciebie i Twojego
      dziecka! nie mozesz sie teraz zamartwiac, glowa do gory, bo tam swieci
      slonce... i pamietaj ze prawdziwa milosc trafi sie sama i ktos to zycie nam tak
      nie bez celu zaplanowal - jeszcze wszystko bedzie dobrze!
      3maj sie
      • sowa_hu_hu podpisuje sie pod świnką n/t 20.10.06, 11:38

        • headonshoulders Re: podpisuje sie pod świnką n/t 20.10.06, 13:32
          podpucha.
          • liwilla1 twoja stara podpucha :( 20.10.06, 15:14
            nt
        • demarta sowa 20.10.06, 15:24
          stwierdzam, że ty notorycznie nawawiasz forumowiczki do odejścia od swoich
          chłopów. wnioskuję, że zżera cię zazdrość, że ktoś ze swoim mężem jest latami
          szczęśliwy, a pojawiające się problemy chce pokojowo rozwiązać. ciebie stać
          tylko na radę pt.: "zostaw chu.a! odejdź od niego" i mam wrazenie, że to dałoby
          ci niezmierną satysfakcję. kiedyś mam nadzieję ułożysz sobie szczęśliwe życie i
          przestaniesz wtedy molestować dziewczyny o to żeby odeszły od tych chamów,
          mętów i niezasługujących na nie egoistów. fakt, że ty na takiego trafiłaś nie
          znaczy, że każdy jest taki i nie ma jednego dobrego rozwiązania na milion
          różnych zwiazków.
          • liwilla1 demarta, no co ty za bzdury pleciesz 20.10.06, 15:29
            na mozg ci cisnienie podzialalo czy co? zostalabys na miejscu wenezii z mezem??
            nie rozumiem czemu akurat czepiasz sie sowy
            • demarta Re: demarta, no co ty za bzdury pleciesz 20.10.06, 15:31
              to jest stwierdzenie, nie czepianie się, i nie wypowiadam się na temat TEJ
              sytuacji, tylko jest top kolejny wątek, w którym sowa uaktywnia się ze
              słowami, "odejdź od niego", widocznie tylko ja to zauważam, ale to robi się już
              monotonne.
              • demarta przykład: 20.10.06, 15:33
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=50665494&a=50666914
                • liwilla1 no coz... 20.10.06, 15:38
                  chyba oby dwie dochodzicie do zbyt pochopnych wnioskow... tongue_out
              • sowa_hu_hu Re: demarta, no co ty za bzdury pleciesz 20.10.06, 15:50
                monotonne bo przeczytłaś dwa wątki w których napisałam że ja bym z takim
                facetem nie mogła być??? kobito , weź ty zrób coś żeby sie rozluźnić...
                • sowa_hu_hu Re: demarta, no co ty za bzdury pleciesz 20.10.06, 15:52
                  no i co jest w mojej wypowiedzi???

                  że JA MYSLAŁABYM żeby odejść!!! a nie WEŹ KOBIETO OLEJ GNOJA I PAKUJ WALIZKI!!!

                  to chyba różnica!

                  dla mnie facet który mówi do kobiety w takich chwila odpie..sie - jest
                  chamem i koniec!
          • sowa_hu_hu Re: sowa 20.10.06, 15:48
            kobieto wyluzuj.

            po pierwsze skąd wiesz że ja byłam z chamem ,gnojem itd??? no skąd? wróżką
            jestes czy co?

            jesli uwazam że warto coś naprawić to to pisze , jesli nie to nie!
            do niczego nigoko nie namawiam! wyrazam tylko swoją opinie... nie widzisz
            różnicy???
    • mongolia4 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 20.10.06, 15:49
      Usiac z nim i porozmawiaj raz jeszcze o tym jak sie czujesz i zapytaj sie
      dlaczego odszedl od niej skoro jak twierdzi ze musi o nia dbac.Powinien dbac
      raczej tylko o swoje dzieci a nie o nia niech"ona" sobie znajdzie kogos innego
      do naprawjania i zawozenia.To co opowiada ze musi jej pomagac to sa
      bzdury.Zycze ci powodzenia.
      • liwilla1 Re: kochana, ty kopletnie wyszlas z tematu 20.10.06, 15:50
        po przeczytaniu tego chyba zmienisz ton swojego postu:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=50433234&a=50558903
        • anna_geras Re: kochana, ty kopletnie wyszlas z tematu 20.10.06, 16:08
          Pozostaje spakowac sie i wyjechac do Paryza.
    • mongolia4 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 20.10.06, 16:02
      A to DRAN by go szlak trafil!!!!Jest mi smutno z tego powodu.Ale wiesz co glowa
      do gory swiat nie konczy sie na nim!!!!!Jeszcze bedzie dobrze!!!
    • mamand Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 22.10.06, 09:00
      o rany, bardzo mi przykro indifferent

      nie możesz darować alimentów, w końcu za was też jest odpowiedzialny
      trzymaj się
    • agatha_mama Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 22.10.06, 11:14
      A ja wierzę, ze z pomoca rodziców dasz radę ! Jestes inteligentna osobą, twardo
      stapającą po ziemi, pisałaś o tym wszystkim mimo wszystko spokojnie i na
      poziomie, za to Cie podziwiam, bo ja już dawno na Twoim miejscu użyłabym kilku
      niemiłych epitetów w kierunku męża i jego ex. czas jest najlepszym doradcą i to
      jest chyba najlepsze w Twoim przypadku, a o narodzinach dziecka nie
      poinformowałabym męża......
      Bardzo Ci współczuję, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, czekaj cierpliwie co
      będzie dalej, może po jakimś czasie Twój mąż wrcóci skruszony, bo znudzi się ex
      żonie i znów stwierdzą, że nie potrafią razem żyć.......tylko, że nie
      wpuściłabym drania do domu !!!!
    • wenezzia Jest juz Zuzia! 02.11.06, 17:01
      Przede wszystkim dziekuje za troske, za listy i porady smile.

      25 pazdziernika urodzilam coreczke Zuzie. Jest sliczna i cudna. Jestesmy w
      domu, Zuzia jest zdrowa, slicznie je i przesypia cale dnie smile.
      Porod no coz... W ostatniej chwili zdecydowalam sie na prywatny szpital, gdzie
      mialam kompletny spokoj... Polozne bardzo pomagaly, nigdy nie padlo pytanie o
      ojca...
      Porod byl expresowy.
      Potem bylam na sali jednoosobowej, wiec nie musialam znosic widokow cudownych,
      szczesliwych ojcow troszczacych sie o zony po porodzie...
      Zaraz po szkole przybiegala do mnie Marysia (moja starsza corka) i razem
      siedzialysmy sobie az do wieczora.

      Ciekawe jestescie czy moj byly maz wie... WIE, zadzwonilam do niego z domu i
      zapytalam po prostu jak zalatwimy sprawy formalne, co z nazwiskiem i alimentami
      (bylam odpowiedniu ustawiona przez mojego ojca).
      Przyjechal dzien pozniej. Nie pytal jak sie czuje, nawet lepiej.
      Zobaczyl Zuzie. Nie powiedzial nic...
      Powiedzial ze chce aby jego corka nosila jego nazwisko. O alimenty mam sie nie
      martwic, bo na pewno wystarczy mi na dostatnie zycie (hehe). Zarabiam 1,5 raza
      wiecej od niego...

      Jak sie czuje??
      Porod to pestka w porownaniu z bolem psychicznym!
      Nie daje rady... Staram sie bardzo, ale jestem w depresji. W poniedzialek
      wybieram sie do psychologa. Mam pomoc (pania), ktora przychodzi na 8h i pomaga
      we wszystkich pracach domowych. Zuzienka opiekuje sie sama, ale uwierzcie i z
      tym bywa ciezko sad.
      KOcham ja bardzo i nie wyobrazam sobie zeby jej nie bylo, ale wstyd mi i
      cholernie przykro za jej ojca. Nawet nie wzial jej na rece...

      Klara
      • superslaw Re: Jest juz Zuzia! 02.11.06, 17:11
        Jesteś wielka kochana!!! Trzymaj sie!! Dużo siły i
        wytrwałości!! Masz dwie wspaniałe coreczki i tego
        sie trzymaj!!!!
        • sowa_hu_hu Re: Jest juz Zuzia! 02.11.06, 17:30
          bardzo bardzo ci współczuje...

          ale przedewszystkim gratuluje! nowoarodzonej córeczki , obu córek i samej
          siebie!
          wyjedziesz z tego!
          jest ci cięzko , pewnie jeszcze będzie przez jakis czas ale bedzie coraz
          lepiej...
          twój ból jest dla mnie wręcz niewyobrażalny... ale z tego co piszesz jesteś
          kobietą która ma swoją godnośc i honor!
      • joanna35 Re: Jest juz Zuzia! 02.11.06, 17:21
        Trzymaj się ciepłosmile jest ciężko, ale kiedyś zaświeci słońce. Pozdrawiam
        serdecznie.
        • kasiaap-s Re: Jest juz Zuzia! 02.11.06, 18:43
          kurcze podczytuje forum juz od kilku miesiecy,ale rzadko cos pisze.Teraz
          przeczytalam ten watek i na poczatku zdenerwowalam sie na poczatku na tego
          goscia, potem zmartwilam i wzruszylam.Mam nadzieje ze od czasu do czasu dasz
          znac co u Ciebie-ja bede trzymac kciuki aby wszystko sie ulozylo
          • ewcialinka Re: Jest juz Zuzia! 02.11.06, 19:43

            gratuluję córeczki smile dobrze że masz z czego się utrzymac ...nie musisz się go
            prosić
            co do tego drania to życze mu wszystkiego najgorszego
            • maria_rosa Re: Jest juz Zuzia! 02.11.06, 19:45
              Serdecznie gratuluję ci córeczki.
              Trzymaj się dzielnie i pisz co u ciebie i jak się sprawy mają.

              pozdrawiam serdecznie,
              • kattkak Re: Jest juz Zuzia! 02.11.06, 22:27
                gratulacje dla dzielnej mamusi.
                Masz dwoje wspaniałych dzieci więc masz dla kogo żyć. Masz wsparcie w
                rodzicach, a jak będzie Ci źle to pisz.
                Napewno otrzymasz wirtualne wsparcie.

                Przepraszam ale muszę to wyrzucić z siebie: takich gnojków jak Twój mąż to bym
                kastrowała.
                Jak facet nie staje na wysokości zadania jako ojciec to niech płaci na dziecko.
                Nie daj się zwieźć że skoro zarabiasz więcej to się jakoś utrzymacie, a on
                pewnie taki biedniutki bo ma na utrzymaniu byłą-nową powtórnie żonę i dwóch
                synów.
                A samochodzik też Ci się przyda do wożenia dzieci do lekarza
    • wenezzia Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 05.01.07, 21:58
      Witam serdecznie smile

      Dostalam tyle zyczen swiatecznych oraz zapytan co u mnie, ze az mam wyrzuty
      sumienia, ze nic nie pisze...
      Bardzo dziekuje wszytskim za troske, nigdy sie nie spodziewalam takiej
      zyczliwosci...

      Co u mnie...

      Zuzienka ma prawie 2,5 miesiaca. Wspaniale sie rozwija, usmiecha, przesypia
      cale noce. Jest wspaniala i cudna! Az chcialoby sie napisac, ze chociaz mi sie
      dzieci udaja...
      Niestety ze mna nie jest najlepiej...
      Chcialabym, aby ktos znalazl lekarstwo na odkochanie sie... Jak mam to zrobic?
      Jak mam bez Niego zyc??
      Mama, przyjaciolka, brat wpajaja mi, ze to lajdak i cham... Chca abym im
      przytaknela i powiedziala juz teraz 'Nie kocham go'... Ale tak nie jest...
      Niestety...
      Trudno bywa wieczorami, gdy rozmyslam co on robi... Trudno bywa, gdy go
      widze... Trudno bywa, gdy ktos o nim wspomni... Trudno bywa, gdy patrze na
      nasza coreczke...
      Tego nie da sie zapomniec i wymazac z pamieci!

      Balam sie strasznie Swiat. Na szczescie Marysia pojechala do swojego taty na
      Swieta, a ja wymigalam sie od rodzinnej Wigilii kaslaniem Zuzi... Wiem, ze mama
      nie uwierzyla, ale dala mi spokoj...

      Jestem ogromnie samotna. Czy to kiedys minie??

      I ostatnia sprawa...
      W Sylwestra przyjechal moj pierwszy maz (Boze jak to brzmi...), przywiozl
      Marysie. Marysia zaprosila go do nas na wieczor sylwestrowy, a ja nawet na to
      przystalam. Dodam, ze mimo ze sie rozwiedlismy, utrzymywalismy calkiem
      przyjazdne stosunki. Wiem, ze Marysia uwielbia swego ojca, a ze wzgledu na
      odleglosc, nie przebywa z nim duzo, wiec sie ucieszylam, ze jeszcze czas spedza
      razem.
      Jednak Marysia 'odplynela' o 23.00, a my potem zostalismy sami (zdarzylo sie to
      poraz pierwszy od naszego rozwodu) i niestety... skonczylo sie w lozku
      (juz wiem, co o mnie niektore osoby mysla, sama mam wielkiego moralnego kaca),
      nie wiem jak do tego doszlo, ale doszlo...
      Ja tlumacze sobie to samotnoscia.

      Boje sie, ze Marco moze sobie cos 'za duzo wyobrazac', bo czasem wspominal,
      abysmy jeszcze raz sprobowali...
      A ja nie umiem zdobyc sie na powazna rozmowe, bo sama nie wiem czego ja w zyciu
      chce...
      Jestem tak skolowana, ze nawet wizyta u psychologa nieczego nie daje. Tak jak
      psycholog mowi, ze to ja musze wiedziec czego chce, tylko ze ja sama nie wiem.

      Na pewno nie zdecyduje sie na kolejny zwiazek, bo panicznie sie boje, ale z
      drugiej strony nie umiem byc sama...

      Klara


      PS. Nie potepiajcie mnie zbyt szybko.
      O nocy sylwestrowej nie powiedzialam nikomu, bo wiem, ze byla to najwieksza
      glupota. No coz...

      Na prawde jak w serialu...
      • superslaw Re: wenezzia 05.01.07, 22:10
        Trzymaj się i nie dawaj się, to wszystko minie i
        będzie dobrze..na pewno wszystko się
        ułoży....Trzymam za ciebie kciuki i ściskam mocno..

        Ps.A czy twój drugi mąż widuje Zuzie??Bo to pewnie
        dla ciebie ogromnie trudne...
        Może jeszcze kiedyś wrócisz do
        pierwszegoimęża....los bywa przewrotny...
      • jagoda.li Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 05.01.07, 22:16
        Właśnie przeczytałam twoją historię i daleka jestem od potępiania ciebie uważam
        że wiele zniosłas,jesteś dzielną babką .Co do sylwestrowej nocy to nie obwiniaj
        się-potrzebowałaskogoś bliskiego-ja cie rozumiem.Na wszystko trzeba czasu na
        pewno będzie dobrze
      • mbwj88 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 05.01.07, 22:32
        Gratuluję Zuzi
        A sprawa z ojcem Zuzi- to musi boleć, chyba się nie da inaczej.
        Wiesz przypominam sobie jakies tam swoje rozstania , płakałam, wymiotowałam,
        nawet się upijałam a teraz jak o tym myślę to nieczuję kompletnie nic
        Rany są zagojone, pewnie blizny zostały ale i co innego przynosi mi radość,
        spełnienie.Tobie jest trudniej bo jest dziecko, bo zawsze będziecie się
        kontaktować.
        Daj sobie czas
        Może ta noc i w końcu udany początek roku to jest sposób na depresję.
        Nigdy nie mów nigdy bo może los przyniesie ci takie szczęście że nawet sie nie
        zawachasz
        A z facetami " to tego kwiatu pół światu"
        życzę ci wielu pogodnych szczęśliwych dni w Nowym roku
        Pozdrawiam Jola
    • fajka7 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 05.01.07, 23:22
      Podpucha. Ale calkiem zgrabna telenowela smile
      • wenezzia Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 05.01.07, 23:25
        Nie chce mi sie z Toba polemizowac!

        Ale dobrze, ze choc Ty jedna sie na mnie poznalas...
        • fajka7 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 05.01.07, 23:36
          wink
        • agusiaczek8 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 05.01.07, 23:54
          sama nie wiem czy to wszystko co opowiadasz to prawda czy podpucha,rzeczywiscie
          historia jak z serialu...w kazdym razie zrobila na mnie wrazenie bardzo ci
          wspułczuje i mam nadzieje ze wszystko ci sie poukłada,będzie dobrze zobaczysz.a
          jesli to podpucha to gratuluje wyobrazni...smilepozdrawiam i wszystkiego dobrego
          • wenezzia Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 06.01.07, 00:03
            A widzisz, ja caly czas obwiniam siebie wlasnie za brak WYOBRAZNI...
            Jak mawia moja mama 'gdybys miala wyobrazni za grosz, to nie wpakowalabys sie w
            nastepny rozwod', wiec wychodzi tylko, ze to nie podpucha!

            Wiecie, w ogole to poprawilyscie mi humor dzisiaj wieczor, nawet nie
            pomyslalam, ze ktos moze mnie posadzic o klamstwo. Ehhh

            Zmykam, Zuzia niby daje pospac, ale granice umiau trzeba zachowac wink.

            Nie wchodze na Forum codziennie, ale od czasu do czasu bywam wink.

            Klara mama Marysi i Zuzi
            • agusiaczek8 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 06.01.07, 00:18
              nie posadzam cie o klamstwo ale twoja historia jest tak niesamowita ze az
              trudno uwierzyc...w kazdym razie trzymam kciuki za ciebie i mam nadzieje ze
              zycie ci sie pouklada powodzenia i caluski dla malej Zuzanki(moja 15miesieczna
              Patrycja wlasnie sie obudzilasmile),trzymaj sie cieplo
    • rene-76 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 06.01.07, 00:16
      ladna sciema-juz po pierwszych linijkach mozna bylo poznac-szkoda tylko tych
      dziewczyn ktore sie tak staraly pocieszacsmile
      • sceptyczna1 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 06.01.07, 00:20
        Nie wiem czy ta historia jest prawdziwa czy nie, ale nie zrobiła na mnie
        wrażenia " jak z filmu". Może dlatego, że znam bohaterów bardzo podobnej.
    • 18_lipcowa1 Re: Niczym w serialu... Jak zyc?? 06.01.07, 10:12
      dziwna sprawa.......
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka