Sama nie wiem, gdzie ten moj post umiescic. Na Samotnych mamach to raczej
nie, no bo mam meza... Ale czuje sie bardzo samotna i bezradna. Nawet nie mam
sie komu wyzalic, rodzicom nie, bo powiedza 'a nie mowilismy',
przyjaciolka 'to bylo do przewidzenia'...
Chodzo o mojego meza...
Malzenstwem jestesmy 2 lata. Ja, jak i on jestemy po rozwodzie. Ja mam 9
letnia corke z poprzedniego malzenstwa, a on 2 synow (10 i 11 lat).
Poznalismy sie, gdy ja bylam 2 lata po rozwodzie, a on 2,5 roku.
Moj maz jest swietnym facetem, ale niestety jest caly czas na skinienie
palcem bylej zony

. Mnie nie chodzi o kontakty jego z synami (bo wiedzialam
ze ma dzieci i nie wyobrazam sobie aby sie z nimi nie spotykal i nie
zajmowal), ale ZONA??
Ona potrafi do nas zadzwonic o 22.00, ze zepsul sie jej samochod i R. ma w
tej chwili przyjechac. I zaczyna wymyslac coraz to bzdurniejsze powody.
Bardzo zle sie czuje w takiej sytuacji. Ostatnio w niedziele zadzwonila
popoludniu, aby R. zawiozl ja do jej rodzicow. R. pojechal i wrocil o 23.00
bo okazalo sie ze musi czekac na nia. Niestety moje argumenty nie trafiaja do
niego. Twierdzi, ze bedzie zawsze wazna dla niego osoba i nie odetnie sie od
kontaktowania z nia...
Ja czuje sie coraz bardziej samotna. Coz z swietnej pracy, madrego i
slicznego dziecka jak potrzebuje do szczescia (jeszcze) mezczyzny!
Ostatnio moj maz bardzo mnie zawiodl. Jestem w 37tc. Wieczorem bardzo zle sie
czulam, myslalam ze to zblizajacy sie porod. Jego zona zadzwonila o 21.00, ze
musi wyjsc, a on ma zostac z dziecmi (nie uprzedzila nas wczesniej). Ja
poprosilam meza, zeby nie jechal, bo ja sie czuje fatalnie i byc moze bede
musiec jechac do szpitala. On jednak pojechal. o 22.30 dostalam skurczy.
Dobrze, ze moi rodzice mieszkaja niedaleko. Zadzwonilam po nich, mama zostala
z Marysia, a tata pojechal ze mna do szpitala. Nie musze pisac, jak strasznie
bylo mi zle, ze nie ma przy mnie meza...
W szpitalu zostalam do nastepnego dnia. Jak sie okazalo, maz nie wrocil na
noc... (bo jego zona wrocila do domu dopiero o 3.00 nad ranem, a jemu nie
chcialo sie juz wracac).
Ja ze szpitala wyszlam nastepnego dnia, bo skurcze sie uspokoily.
Nie wiem jak mam z nim rozmawiac. Kocham go bardzo, ale on najwyrazniej ma
problem z wyborem...
Czuje sie jak jakas bohaterka serialu, bo myslalam ze takie rzeczy to w
filmach sie zdarzaja... Niestety w zyciu tez!
Klara