marvina1
31.10.06, 16:49
Mam nie lada problem!
Jestem mężatką z 2,5 letnim stażem a prze de mną kolejne święta Bożonarodzeniowe i nie lada problem. Pierwsze święta a dokładnie wigilię mieliśmy spędzić pół na pół, u teściów o 17 a u moich rodziców o 18.30. Jednak u teściów się przeciągnęło trochę ponieważ panuje tam tradycja czytania pisma świętego przed kolacja, następnie modlitwy wszystko na klęcząco…….dopiero potem opłatek i kolacja. Tak więc do moich rodziców przyjechaliśmy dobrze spóźnieni ,a oni na nas nie czekali bardzo źli z tego spóźnienia.
Dodam że jestem jedynaczką a mąż ma 2 siostry.
W zeszłym roku miało być na odwrót o 17 u moich rodziców a o 18.30 teściowie.
I znowu po jednej kolacji gnanie przez pół miasta na drugą kolacje i znowu spóźnienie i pretensje teściowej na dzieńdobry(czyt. wielka morda).
Nie musze wam pisać jaka atmosfera była potem. W tym roku powiedziałam do męża ze mam dosyć takich wigilii i takich świat i że spędzimy wigilie u moich rodziców a pierwszy dzień świąt u jego.A za rok np. u jego wigilia a u moich pierwszy dzień świąt.
On że nie bo wigilie trzeba spędzić i z ta rodzina i z tą.
Jestem w wysoko zaawansowanej ciąży termin mam na styczeń, tak wiec nie wiem jak się będę czuć w grudniu a już na pewno nie będę mieć ochoty na eskapady od jednej rodziny do drugiej w celu zadowolenia kogokolwiek.
Nie wiem jak rozwiązać ten problem bo to nie tylko chodzi o te święta ale i o każde następne.
Teściowa już nam zapowiedziała( bo jej córunia przyjeżdża z Anglii 23) i że nas wszystkich chce widzieć razem a mnie szlak trafia bo mnie rodzice maja jedną!
Jak sobie pomyśle o świętach to aż mnie trzepie…..a co dalej jak już dziecko będzie na świecie …z małym będziemy tak kursować??? Paranoja !!!!!!!!!!