Dodaj do ulubionych

Noworodki umierały na szafkach-artykuł

03.11.06, 09:52
wiadomosci.onet.pl/1427640,11,item.html
szok !!! straszne po prostu straszne sad
Obserwuj wątek
    • utunia Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 10:06
      aż mi się niedobrze zrobiło...
      • kalinkaagata Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:03

      • kalinkaagata Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:15
        Gdy byłam w ciązy leżałam 3 razy na podtrzymaniu. Za pierwszym razem (jak byłam
        na patologii, 7 miesiąc przedwczesne skurcze) lezała na patologii dziewczyna,
        chyba to był 6, czy 7 miesiąc ciąży; miała bardzo zniekształcony płód, dzidzuś
        nie miał czaszki, miał 2 komory serca, miał jedna nerke, i cos było nie tak z
        kregosłupem. Lekarze "niewyznali" sie na początku, że cos jest nie tak, dopiero
        póxniej, gdzies w 4 miesiącu...Do tej pory nie wiem, dlaczego od razu nie
        wywołano sztucznie porodu, tylko trzymali tak te dziewczyne na patologiii. Ona
        wiedziała, że dziecko nie przezyje, cierpiała, ale było widac, ze powoli godzi
        sie ztakim stanem rzeczy, to było dziecko wyczekiwane-cierpiala. Wszystkie ja
        podziwialysmy, że jest taka silna...Nie wiem, co dalej sie dzialo, wiem, ze
        mieli wlasnie wywolywac w koncu porod...
        • aniazm Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:38
          Miałam podobną sytuację w rodzinie. Tu też wcześniej było wiadomo, że dziecko
          urodzi się z dużymi wadami (jedyne, co pamiętam, to że brak było czaszki) i też
          kazali jej urodzić, nie wywoływali wcześniej. Lekarze stwierdzili, że tak
          będzie lepiej dla niej, jeśli chce mieć jeszcze dzieci. I urodziła trochę przed
          terminem, ochrzcili małą Anię w szpitalu, zmarła po kilku godzinach na rękach
          mamy. Był pogrzeb.

          Ale nie wszystkie dzieci takie urodzone mają to "szczęście" być z rodzicami,
          niektórzy po prostu nie chcą widzieć dziecka, więc co mają z nim robić w
          szpitalu...? Moim zdaniem, powino być jakieś miejsce, gdzie się "dokonuje"
          los... niekoniecznie szafka...

          Sprawa obrzydliwa i bardzo kontrowersyjna, ale i takie decyzje ludzie muszą
          podejmować... Gorsi są chyba ci lekarze z Hiszpanii, co podają zdrowym płodom
          truciznę i wywołują poronienie, bo matka nie chce mieć tego dziecka...

          Jak widzicie, niedługo będę mamą po raz drugi i też mnie ta sprawa przeraża,
          jak czytałam, to ryczałam, ale może, że się spotkałam z podobną sytuacją, to
          inaczej na to patrzę...
    • ewasuwek Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 10:15
      okrutne to..

      ewa
    • alua_mm Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 10:19
      Dla mnie najbardziej wstrząsające sa słowa prof. Chazana
      "Dochodzi do porodu dziecka, które oddycha, czasami płacze i nie wiadomo, co z
      nim zrobić . ­ Obowiązkiem lekarza jest ratować dziecko, ale, jeżeli
      przeprowadzono całą serię zabiegów, by się urodziło, i nie jest przeznaczone do
      życia, powstaje problem"
      I to ma byc lekarz????
      • ewcialinka Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 10:22

        to samo pomyslałam!!! jacy oni bezduszni są...szok..nie wiedziałam że tak to
        wygląda...jeszcze paręrzeczy nie rozumie...dziecko z wadami tak? ale to chyba
        usuwa się na samym początku jak matka nie chce ? a nie jak dzeicko jest duże i
        w ogóle? czyli jak dziecko ma wady to mozna usunąc?? ale takie poronienia?/ nie
        kumam tego
        • nowabiala1 Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 10:27
          Niektore wady stwierdzic mozna gdy dziecko ma juz 5,6 miesiecy w łonie matki.
          Kiedys w programie Drzyzgi byla kobieta, ktora zdecydowala sie na "usuniesie
          ciazy" w szostym miesiacu, bo u dziecka stwierdzono badaniami prenatalnymi
          zespół dauna.
        • boziaj nt Chazana 03.11.06, 10:39
          akurat on reprezentuje takie poglądy, że jest radykalnym obrońca życia, co w w
          związku z tym, że był (nie wiem czy jeszcze) konsultantem krajowym ds.
          położnictwa budziło nieraz kontrowersje; myślę więc że akurat ta wypowiedx
          zostala wyrwana z kontekstu
          • anka_po_prostu Re: nt Chazana 03.11.06, 11:54
            boziaj napisała:

            > akurat on reprezentuje takie poglądy, że jest radykalnym obrońca życia, co w
            w
            > związku z tym, że był (nie wiem czy jeszcze) konsultantem krajowym ds.
            > położnictwa budziło nieraz kontrowersje; myślę więc że akurat ta wypowiedx
            > zostala wyrwana z kontekstu

            -----
            Chazan nie jest już od dość dawna konsultantem, teraz mamy kolejnego orła - p.
            Radowickiego - on np. uważa, że kobiety tracą dzieci, bo o siebie nie dbają.
            Potem przesadzają, bo poronienie to nic takiego. To jego słowa - komentarz do
            artykułu nt. śmierci dzieci w Chwili dla ciebie.

            A.
            • boziaj Re: nt Chazana 03.11.06, 12:43
              świetnie...
              ja tylko nie rozumiem dlaczego ci panowie mając byc ekspertami w poloznictwie,
              czuja sie rowniez ekspertami dot. moralnosci itp
              niestety to nie tylko ich gadanie, za tym ida konkretne decyzje...
          • melka_x Re: nt Chazana 03.11.06, 12:47
            Wypowiedź Radowickiego była skandaliczna, ale to inna sprawa, gdzie Ty widzisz
            w zacytowanym komentarzu Chazana coś o moralności?

            Jak czytam ten fragment wątku to mam wrażenie, że wypowiadające nie potrafią
            czytać ze zrozumieniem, co niby Chazan takiego powiedział?
            • boziaj Re: nt Chazana 05.11.06, 09:40
              wybacz, troszke odbieglam od artykulu, mialam raczej na mysli caloksztalt jego
              urzędowania
      • melka_x Alua_nie zrozumiałaś 03.11.06, 12:10
        > "Dochodzi do porodu dziecka, które oddycha, czasami płacze i nie wiadomo, co z
        > nim zrobić . ­ Obowiązkiem lekarza jest ratować dziecko, ale, jeżeli
        > przeprowadzono całą serię zabiegów, by się urodziło, i nie jest przeznaczone
        > do życia, powstaje problem"
        > I to ma byc lekarz????

        Nie zrozumiałaś nic z tego co powiedział prof. Przeczytaj ten fragment jeszcze
        raz.
        • alua_mm Re: Alua_nie zrozumiałaś 03.11.06, 12:54
          Owszem, zrozumiałam. Co to znaczy "nie wiadomo co z nim zrobić"????? Jeżeli
          urodziło sie żywe wbrew logice, wbrew wszelkim oczekiwaniom i planom powinno się
          pozwolić mu godnie umrzeć. A nie stwierdzać - ups -mamy problem i zawinąć w
          serwetę, odłożyc na półkę i czekać aż problem się rozwiąże.
          • melka_x Re: Alua_nie zrozumiałaś 03.11.06, 13:07
            Nie zrozumiałaś. Chazan nie usprawiedliwia zawijania serwetę. Mówi o tym, że
            nie można ratować płodu, który urodził się w wyniku indukowanego poronienia, bo
            celem aborcji było przecież zakończenia tego życia, taki jest uboczny skutek
            ustawy dopuszczającej aborcję (daleka jestem od ocen, stwierdzam fakt). W
            wyniku tego płód z aborcji prawnie nie jest człowiekiem, nie dostaje aktu
            narodzin/zgonu (bo nie będąc człowiekiem nie może tego otrzymać), nie
            rejestruje się go, tak jakby nie istniał.
            Kompletnie nic nie zrozumiałąś, bo ten fragment wypowiedzi Ch. jest raczej
            oskarżeniem obecnego stanu rzeczy, tyle, że ze wskazaniem przyczyn.
            Szczególnie, że Chazan jest zdecydowanym przeciwnikiem przerywania ciąży. I tu
            jasno mówi dlaczego, ale kurczę no naprawdę trzeba czytać uważnie.
            • alua_mm Re: Alua_nie zrozumiałaś 03.11.06, 13:18
              Nie licytujmy sie kto zrozumiał a kto nie. Napisałam tutaj już, że skoro
              dochodzi do aborcji, to powinno sie przeprowadzac ja w taki sposób, aby
              wykluczyć takie sytuacje. Przeciez medycyna jest tak dalece rozwinięta, że nie
              powinno byc z tym problemu. Jeżeli już jednak dochodzi do takich sytuacji, że
              płód rodzi sie żywy, to powinno się zapewnić warunki aby godnie odszedł z tego
              świata. Przeciez dla kobiety, która dowiaduje się, że jej dziecko nie ma szans
              na normalne życie to jest tragedia. Mi chodzi o sformułowanie że dziecko które
              nie jest przeznaczone do życia jednak żyje i powstaje problem.
              • melka_x Re: Alua_nie zrozumiałaś 03.11.06, 13:25
                > Mi chodzi o sformułowanie że dziecko które
                > nie jest przeznaczone do życia jednak żyje i powstaje problem.

                To sformułowanie jest brutalne, bo te sytuacje są brutalne, ale oddaje sedno
                rzeczy. Taki jest uboczny efekt ustawy dopuszczającej aborcję w zaawansowanej
                ciąży. Ustawodawca nie przewidział sytuacji, w której abortowany płód rodzi się
                żywy.
    • mynia_pynia Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 10:58
      Z opowieści emerytowanej pielęgniarki (połoznej), pani jest już po
      osiemdziesiątce.

      Czyli czas akcji jakieś 50 - 40 lat temu.
      Dzieci urodzone przed wcześnie nie ratowano, jeśli rodziły się w domu, to je
      duszono najczęściej poduszką, albo je głodzono podając im wode do picia zamiast
      mleka.

      To samo działo się z dziećmi z widocznymi wadami genetycznymi - już w szpitali
      jeśli matka niechciała dziecka karmiono je wodą, i po 3-4 dniach umierały.
      Noworotki z wadami serca też zostawiano na pastwe losu, nie przeprowadzano
      operacji, bo technika była trochę do tyłu.

      Ogólnie opowieści tej pani były strasznie drastyczne, ale słuchałam z
      zaciekawieniem, wtedy nikt o tym nie mówił tak było i już.
      A takich dzieci rodziło się dużo.
      • mamaemmy Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 11:01
        mynia_pynia napisała:

        > Z opowieści emerytowanej pielęgniarki (połoznej), pani jest już po
        > osiemdziesiątce.
        >
        > Czyli czas akcji jakieś 50 - 40 lat temu.
        > Dzieci urodzone przed wcześnie nie ratowano, jeśli rodziły się w domu, to je
        > duszono najczęściej poduszką, albo je głodzono podając im wode do picia zamiast
        >
        > mleka.
        >
        Bogu dzięki nie wszedzie.Mam w rodzinie blizniaczki-dzis lat ponad 50,urodzone z
        waga 900gram.Wszyscy je ratowali.
        Inny przypadek na wsi-urodziła sie dziewzcynka w 6 miesiącu-mniej więcej taka
        jak moja Emka -w szpitalu dgrzewali ja pod lampa i przeżyła!Dziś ma ponad 60lat.

        Artykuł straszny.
        k..wa co za ludzie.
    • alua_mm Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 11:11
      Ja nie jestem ani zwolenniczką ani przeciwniczką aborcji. To według mnie jest
      sprawa rodziców dziecka - nie tylko matki. Ale, choć to smutne, jeżeli aborcja
      zostaje przeprowadzona w zaawansowanej ciąży, to powinna byc przeprowadzona w
      taki sposób, żeby nie było takich wątpliwości - co zrobić z płodem - czy
      ratować, czy udusić poduszką, czy zostawic na szafie...Jeżeli juz ktoś
      przeprowadza aborcje, to powinny byc wypracowane takie metody, by nie było szans
      na urodzenie żywego dziecka. Bo aborcja to czy ktoś się zgadza czy nie
      usmiercenie dziecka nienarodzonego. A poród w którym rodzi się dziecko żywe a
      nie zmarłe to poród przedwczesny i tu nie powinno być wątpliwości że trzeba
      ratowac to życie.
      • ewcialinka Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 11:18
        właśnie w ogóle nie sądziłam ze wywołując przedwczesny poród-poronienie to robi
        sie tak że to dziecko jest martwe a nie żywe!!!
      • kammik Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 11:25
        > A poród w którym rodzi się dziecko żywe a
        > nie zmarłe to poród przedwczesny i tu nie powinno być wątpliwości że trzeba
        > ratowac to życie.

        Jak chcesz uratowac np. dziecko, ktore rodzi się bez półkul mozgowych lub z
        inną wadą, która pozwoli mu przezyc najwyzej kilka dni? Nie pomoze tu zadna
        agresywna reanimacja, takie dziecko UMRZE. Probujac utrzymac je przy zyciu
        przedluza sie cierpienia i dziecka, i rodzicow.

        No ale zawsze to fajnie rzucic o kims "mordercy!", taki czlowiek sie czuje
        wtedy lepszy i szlachetniejszy.
        • lola211 Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 11:39
          Kammik, masz racje.Te dzieci sa skazane na smierc,nie ma sensu ich ratowac , bo
          jaki by to mialo miec cel?
          Jednakze nalezy im zapewnic godna smierc, a nie konanie na szafie.
          • isma Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:13
            Alez po prostu nie ma takiej prawnej mozliwosci.
            Nie mozna wydac srodkow przeciwbolowych "pacjentowi", ktory nie istnieje
            (abortowane plody, nawet jesli urodza sie zywe, nie otrzymuja przeciez aktu
            urodzenia). Nie mozna oddac takeigo dziecka na oddzial noworodkowy (np. do
            inkubatora), bo formalnie pacjentka jest tylko rodzaca, ale na poloznictwie. A
            aktu urodzenia wydac nie mozna, bo polskie prawo nie przewiduje eutaazji -
            jesli dziecko urodzilo sie zywe, lekarz ma obowiazek je ratowac. Tylko ze w
            przypoadku abortowanych dzieci, jesli ratunek okazalby sie skuteczny, lekarze
            mieliby problem...

            Nawiasem mowiac, te dzieci wcale nie musza byc skazane na smierc ;-O. Plod
            abortowany z powodu zagrozenia jakie stwarza dla dla zdrowia matki (prawo nie
            przewiduje tu ograniczen czasowych, w ktorych mozna legalnie dokonac aborcji)
            moze byc fizycznie zdrowym plodem, zdolnym do zycia, ktory, gdyby nie
            wychlodzenie/zaglodzenie, moglby przezyc.
            • lola211 Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:22
              Plod
              > abortowany z powodu zagrozenia jakie stwarza dla dla zdrowia matki (prawo nie
              > przewiduje tu ograniczen czasowych, w ktorych mozna legalnie dokonac aborcji)
              > moze byc fizycznie zdrowym plodem, zdolnym do zycia, ktory, gdyby nie
              > wychlodzenie/zaglodzenie, moglby przezyc.

              Tu chodzi o plody z wadami, a nie o zdrowe, z ciazy zagrazajacej matce.
              Biorac pod uwage obecne ustawodawstwo to musza byc naprawde powazne wady, nie
              dajace szans na przezycie, inaczej nikt by sie za przerywanie ciazy nie brał.
              (abortowane plody, nawet jesli urodza sie zywe, nie otrzymuja przeciez aktu
              > urodzenia).

              A w zasadzie dlaczego? Powinien byc taki akt wydany, jak rowniez akt zgonu.
              • melka_x Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:32
                > Biorac pod uwage obecne ustawodawstwo to musza byc naprawde powazne wady, nie
                > dajace szans na przezycie, inaczej nikt by sie za przerywanie ciazy nie brał.

                Nieprawda. Ustawa jest nieprecyzyjna i decyzja odnośnie tego, co jest
                wskazaniem do aborcji często jest uznaniowa, różne szpitale różnie postępują.
                Aborcje przeprowadza się z powodu zespołu Downa , rozszczepu kręgosłupa i
                innych poważnych, ale nie śmiertelnych wad.
                • lola211 Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:47
                  I tak długo sie czeka z zakonczeniem ciazy? Te wady chyba mozna wykryc w miare
                  wczesnie i dokonac aborcji, zanim płod bedzie mial zdolnosc plakac.
                  • isma Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:49
                    A, kapuje. Jak placze, to znaczy, ze juz czlowiek ;-(((.
                    • lola211 Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:53
                      Nie, nie kapujesz.
                      W artykule pisza o dzieciach, ktore kwilily- czyli z wysokiej ciązy.Jakie wady
                      sa na tyle poźno wykrywane, zeby nie mozna bylo aborcji przeprowadzic wczesniej?
                      Smiertlne, typu brak mozgu czy banalny zespol Downa?

                      • isma Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 13:45
                        Alez kazda wada moze byc pozno wykryta. Chocby z powodu tego, ze matka pozno
                        poddala sie badaniom ;-O.
                    • babka71 Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 13:13
                      jak kwili i płacze to człowiek.., ale jak wyskrobany po kawałku to tylko płód???
                      Jezu !!!...
                      bardzo ciekawa koncepcja???..
                      • lola211 Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 13:24
                        Babka, przeciez ja nie o tym..

                        Stoje na stanowisku, ze jesli juz konczyc ciaze to jak najwczesniej, zanim
                        wlacza sie takie funkcje zyciowe jak odczuwanie bólu wlasnie.
                        Sama mam doswiadczenia ze strata ciaz -wczesnej oraz takiej z 27 tyg.- dla mnie
                        roznica kolosalna poronic kilkurygodniowy plod a stracic dziecko, ktore czuje,
                        placze, zachowuje sie jak noworodek, tylko jest mniejsze.
                        Zdaje sobie sprawe, ze sa kobiety, dla ktorych te przezycia sa porównywalne-
                        dla mnie nie.
                        W przypadku aborcji wczesnej nie ma dylematu- ratowac czy nie, bo wiadomo, ze
                        nie ma czego ratowac.W przypadku, gdy dziecko jest juz na tyle duze, ze kwili ,
                        lekarz czy pielegniarka zostaja postawieni w takiej wlasnie sytuacji, jak
                        opisywana w artykule.
                        Poza tym wczesna aborcja wyglada chyba inaczej niz poźna- nie ma mowy o
                        czekaniu na smierc dziecka, bo jest ono jak to ujelas- wyskrobane po kawałku.
                        A tu trzeba sie zmierzyc z istota, ktora daje znaki zycia i ktorej w zaden
                        sposob pomoc nie mozna.
                  • melka_x Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:54
                    lola211 napisała:

                    > I tak długo sie czeka z zakonczeniem ciazy? Te wady chyba mozna wykryc w
                    > miare wczesnie i dokonac aborcji, zanim płod bedzie mial zdolnosc plakac.

                    Niestety Lola. Na wyniki amniopunkcji czeka się często miesiąc. A jeśli kobieta
                    decyduje się na amnio po otrzymaniu złego wyniku testu Papp-a (który wykonuje
                    się koło 12tc i też czeka się na wynik) to oznacza to, że część wad stwierdza
                    się dopiero koło 20 tc.

                    Ja znam tyle dramatów związanych z ciężkimi wadami dzieci, że nie poważę się
                    oceniać kobiet decydujących się na aborcję, nie daję sobie takiego prawa. To
                    jednak nie zmienia faktu, że implikacje ustawy o aborcji i prawnej granicy
                    między poronieniem a porodem są m.in. właśnie takie. Nie można ratować kogoś,
                    kto prawnie nie istnieje jako człowiek.
              • isma Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:47
                Nieprawda. Przepis uprawnia do aborcji w wyniku wad "powaznych i
                nieusuwalnych". Czy brak 4 konczyn taka jest? A trzech? A jednej?
            • melka_x Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:29
              isma napisała:

              > Alez po prostu nie ma takiej prawnej mozliwosci.

              Płód z aborcji nie jest człowiekiem w sensie prawnym, nie ma aktu narodzin, ani
              kary zgonu, nie rejestruje się go, a więc nie przysługuje mu miejsce na
              oddziale intensywnej terapii noworodka. Zresztą cel aborcji jest jasny (ja tu
              niczego nie oceniam, tylko mówię o faktach), jak więc ratować płód z
              indukowanego poronienia, gdy celem wywołania poronienia było właśnie to, by
              płód nie przeżył?

              > Nawiasem mowiac, te dzieci wcale nie musza byc skazane na smierc ;-O. Plod
              > abortowany z powodu zagrozenia jakie stwarza dla dla zdrowia matki (prawo nie
              > przewiduje tu ograniczen czasowych, w ktorych mozna legalnie dokonac aborcji)
              > moze byc fizycznie zdrowym plodem, zdolnym do zycia, ktory, gdyby nie
              > wychlodzenie/zaglodzenie, moglby przezyc.

              Tutaj akurat z tego co wiem Ismo jest inaczej. Masz rację w przypadku aborcji z
              powodu np. zespołu Downa (i innych wad uznanych za podstawę do aborcji, choć
              nie skazujących dziecko na śmierć), natomiast w przypadku wywoływanych porodów
              z powodu zagrożenia życia matki, o ile wywołanie porodu nastąpiło po 22tc, a
              więc są minimalne szanse na przeżycie dzieci się ratuje (to nie jest już bowiem
              aborcja, ale przedwczesny poród i dzieci są traktowane jako ekstremalne
              wcześniaki). Jeśli poród wywołuje się przed 22 tc, to dziecko nie ma szans i
              wtedy rzeczywiście się go nie ratuje, ale to samo tyczy dzieci z samoistnych
              poronień. Z tego oczywiście nie wynika, że powinny one umierać na szafkach czy
              w metalowych nerkach.
              • isma Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:44
                A, Melu, ja tu nie mowie o praktyce - trudno zreszta mowic o praktyce, bo, jak
                sadze, nie jest to skala zjawisk tak powszechna, zeby sie jakies ogolniejsze
                wnioski dalo formulowac, ja mowie o tym, ze prawo tego wprost nie okresla.
        • anna-pia Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 11:59
          kammik napisała:

          > Jak chcesz uratowac np. dziecko, ktore rodzi się bez półkul mozgowych lub z
          > inną wadą, która pozwoli mu przezyc najwyzej kilka dni? Nie pomoze tu zadna
          > agresywna reanimacja, takie dziecko UMRZE. Probujac utrzymac je przy zyciu
          > przedluza sie cierpienia i dziecka, i rodzicow.

          Nie ratować, ale dać umrzeć godnie. Nakarmić, otulić, dać środki przeciwbólowe.
          Niech lekarz z rodzicami zadecyduje, w jaki sposób _bezboleśnie_dla_dziecka_
          zakończyć takie życie, a nie stosować metody z czasów madame de Montespan.

          Chcesz, to owiń się prześcieradłem, połóż na podłodze i umieraj.
    • ola984 Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 11:23
      To jest nieludzkie, jak taki lekarz żyje z czymś takim
      • mooh Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 11:36
        Dziewczyny, nie rzecz w tym, że tym dzieciom pozwolono umrzeć, tylko w jaki
        sposób tego dokonano. Jeśli rodzi się dziecko bez najważniejszych organów, to
        ono umrze, niezależnie od podjętych procedur medycznych. Smierć jest wpisana w
        nasze życie. To, że dotyczy też dzieci jest straszne, ale w niektórych
        przypadkach nieuniknione. Dla mnie wstrząsające jest to, że te dzieci umierały
        same. Powinny odejść trzymane za rękę, a nie leżąc na szafce, jak przedmiot.
        Najlepiej by było, gdyby rodzicie mogli przeprowadzić je na tamten świat, ale
        nie zawsze jest to możliwe. Dzieci powinny otrzymać środki uśmierzające ból, bo
        nie można wykluczyć, że ból odczuwały. To już niestety kwestia humanitarnego
        podejścia do pacjenta.
        Nie jestem zszokowana, że nie podjęto działań ratujących życie, bo w wielu
        przypadkach takie postępowanie przyczynia się tylko do niepotrzebnych cierpień,
        ale myślę, że podejście personelu w szpitalach bywa czasami bardzo dalekie od
        tego, które można określić jako humanitarne.
        • mamaemmy Mooh 03.11.06, 11:37
          masz racje.
          • bunny.tsukino Re: Mooh 03.11.06, 11:46
            Ja też się zgadzam z Mooh. Można przecież takie dziecko owinąć w rożek,
            odstawić do łóżeczka, wezwać księdza, kogoś z rodziny jak matka nie ma
            serca/nie może by potrzymać dziecko za rękę.
            Chodzi tu o sposób umierania. Można zapewnić warunki godnego umierania. Ale u
            nas to szwankuje. Nie tylko przy dzieciach. Niedawno był reportaż jak
            traktowano starsze umierajace osoby w domu opieki.
        • ania.silenter Zgadzam się z mooh w 100%!! 03.11.06, 11:48
          Właśnie o takie sytuacje tu chodzi - dzieci bez mózgu, bez najważniejszych
          organów. I, moim zdaniem (i chyba nie tylko moim) należy te dzieci, tych LUDZI
          traktować z szacunkiem. Pozwolić im godnie, bez DODATKOWYCH cierpień odejść.
          Bo cóż są winne temu, że nie mogą żyć?
          pozdrawiam
          • monisia98 Re: kiedy to sie skonczy ??? 03.11.06, 12:02
            jak dlugo bedziemy slyszec o dzieciach w smietnikach, w beczkach, mordowanych w
            szpitalach, o zabawianiu sie przez pielegniarki na boga czy panuje az taka
            znieczulica wsrod lekarzy i pielegniarek i ludzi ktorzy dopuszczaja sie tak
            straszliwych rzeczy??
            Ja nie moge o tym czytac a co dopiero myslec ???
            Moj kuzyn pracowal przez jakis czas w prosektorium - nie wytrzymal - to co
            opowiadal uregalo wszystkiemu - lekarze - przy zmarlych ludziach jedli , pili
            czasmi nawet malowali ich dla zabawy , wysmiewali sie itd ... on odszedl bo nic
            nie mogl zrobic a praca tam go przygnebiala i nie byl wstanie sie tak swietnie
            bawic jak robili to inni - zdanego poszanowania dla ciala zmarlego.
            Takze jak widzicie nasza sluzba zdrowia daleka jest od humanitarnej.
            Ja rozmiem ze dla lekarza zmarly jest jak kolejny nic nie znaczacy przypadek
            ale przynajmniej powinien byc traktowany z godnoscia.
            Kiedy umarl moj tato moja mama nie wyrazila zgody na sekcje zwlok wlasnie z
            powodu tego ze cala rodzina widziala co sie tam dzieje i mama nie chciala aby w
            taki sposob byl traktowany moj tato.
            • lola211 Re: kiedy to sie skonczy ??? 03.11.06, 12:25
              lekarze - przy zmarlych ludziach jedli , pili

              Wiesz, co , a moze po prostu takie znieczulenie jest konieczne, zeby nie
              zwariowac? Stykasz sie ze smiercia? Wiesz, jak to jest?
              • monisia98 Re: kiedy to sie skonczy ??? 03.11.06, 12:36
                chcialabys zeby twoim cialem tak sie zajmowali - trakujac cie jak szmate do
                podlog, bo ja nie. Rozumiem przyzwyczajenie do smierci ale nie zniewazenie
                ciala zmarlego - wysmiewanie sie , zabawianie sie nim itd bo takie sceny maja
                miesce w naszych prosektoriach!!!!
                Bo dla mnie cialo mojej bliskiej osoby jest swiete i nie wyobrazam sobie zeby
                ktos je zniewazal kiedy ja cierpie i je oplakuje.
                • monisia98 Re: kiedy to sie skonczy ??? 03.11.06, 12:37
                  tu chodzi o poszanowanie godnosci ciala zmarlego chyba kazdy z nas ma do tego
                  prawo - swiete prawo !!!
                • lola211 Re: kiedy to sie skonczy ??? 03.11.06, 12:50
                  Jest mi wszystko jedno, co sie stanie z moim cialem po smierci, i tak nie bede
                  o tym wiedziec.
                  Skoro kuzyn tyle widzial, to czemu nie zglosil tego na policje? zniewazanie
                  zwlok jest karalne.
        • anna-pia Mooh - tak, jak napisałam wyżej 03.11.06, 12:01
          chodzi o śmierć _bez_ cierpienia
          masz rację
        • e_r_i_n Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 12:04
          Zgadzam sie w 100 %. Te dzieci umra, wazne jest - jak. I chyba wlasnie nie to,
          ze dzieci umarly, ale jak to sie stalo, jest wstrzasajace. Dziwne, ze niektorzy
          tego nie rozumieja.
        • ewcialinka mooh 03.11.06, 12:13

          dokładnie.zgafdam się z toba w 100%
          • ma.dzia Re: mooh 03.11.06, 13:13
            U mojego dziecka wykryto w 20tc brak nerek. Bylo wiadomo,ze dziecko nawet jesli
            urodzi to nie przezyje. Mialam terminacje ciazy, czyli wywolywany porod. Choc
            ciezko mi to przyznac chyba mialam szczescie bo wywolywanie porodu trwalo kilka
            dni (taka jestem odporna na oksytocyne) i dziecko zmarlo w 23tc jeszcze przed
            urodzeniem. Byla na sali ze mna dziewczyna,ktorej dziecko nie mialo pokrywy
            czaszki i tez nie mogloby zyc. Urodzila w 28tc a dziecko zylo godzine i nikt go
            nie ratowal bo to nie mialo najmniejszego sensu. Nie wiem gdzie umarlo, czy na
            szfce czy w jakims lozczeku czy czym innym... Mam wrazenie,ze ta Pani,ktora o
            tym opowiada ma ochote wywolac sensacje.
            • melka_x Re: mooh 03.11.06, 13:19
              ma.dzia napisała:

              > Mam wrazenie,ze ta Pani,ktora o
              > tym opowiada ma ochote wywolac sensacje.

              Nie Ma.dziu. Takie przypadki naprawdę zdarzają się i to również w dużych,
              szpitalach klinicznych. Jest ogromna różnica między odstąpieniem od ratowania
              dziecka, które nie ma szans na przeżycie, a zostawianie żywego, nagiego,
              płaczacego z zimna i głodu w metalowej nerce. Te opowieści są prawdziwe i
              zdarzają się częściej niż można sobie wyobrazić, daję Ci słowo, niestety.
              • mooh Re: mooh 03.11.06, 13:32
                Tak. I jest to jakiś wycinek szerszego problemu. W naszym społeczeństwie w
                ogóle jest dość specyficzny stosunek do słabszych. Chorzy, niepełnosprawni,
                małe dzieci i starcy nie mogą liczyć na taką opiekę, jaką zapewnia się ludziom
                młodym i silnym. W niewielkim zakresie można to nawet zauważyć na porodówkach.
                Osobiście nie mogłam narzekać na opiekę położniczą. Natomiast opieka
                neonatologiczna na tym samym przecież oddziale budziła zgrozę. Niby dzieciom
                krzywdy nie robiono, ale traktowano nie jak ludzi. Budziło to co najmniej
                niesmak.
        • anakardia Re: Noworodki umierały na szafkach-artykuł 03.11.06, 13:07
          mooh nie napisałabym tego lepiej.

          To co robią jest zwyczajnym zabójstwem. Głodzenie takiego dziecka poprzez
          karmienie woda nie różni się niczym od czynów pewnej kobiety (nie napiszę mamy)
          która zagłodziła synka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka