Piszę bo chcę sie pożalić.Chodzi o sytuację kobiety w pracy. Właśnie jestem po "miłej" i "sympatycznej" rozmowie z szefem. Właściwie nic takiego, tylko dlaczego czuję sie jak przedmiot????Otóż przenoszą mnie, ot tak, na inne stanowisko. Jestem po uczelni technicznej, fascynują mnie wszelkie niuanse techniki i w takiej dziedzinie teraz pracuję. Uwielbiam to co robię, lubię ludzi z którymi pracuję. I nagle propozycja nie do odrzucenia "Pani Kalino, a co Pani powie na księgowość?". Kurde, przeciaż ja nigdy w życiu, nie pracowałam w tej dziedzinie, nie widzę sie tam. Ale czy mogę odmówic, nie nie mogę, mam na utrzymaniu chore dziecko. Co zresztą zostało kilkakrotnie delikatnie podkreślone . Ktos może powiedzieć, to lepsze niż zwolnienie, pewnie że lepsze, sama to wiem. Ale czy nie jest to aby zwolnienie zawoalowane, przesuniete w czasie. "Niestety nie sprawdza się Pani". Jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów. Ale przecież nie mogę narzekać, nie zwolnili mnie. Ale ja właśnie tak sie czuję. Przed dzieckiem, mogłam zostawać w pracy do bólu, ten ból to 19, 20 a czasami później. A teraz 16 i pędem do domu, czyli co? nieefektywna praca?? Czuje się traktowana jakos tak inaczej.Podwyżka, e, nie, jak na kobietę to zarabiam wystarczająco, co z tego że 1/2 tego co moi szanowni koledzy. Wystarczajaco na kobietę, co to znaczy? na pomadkę, na cień do powiek??No i już mi lepiej, trochę sie wygadałam.Wasza księgowa Kalina